×

Niszczycielska siła przyjaźni

Niszczycielska siła przyjaźni

Historia chrześcijaństwa opisuje wielkie rozłamy, które nazywano schizmami, ale na przestrzeni wieków mało miejsce tysiące tysięcy małych lokalnych rozłamów. Pewnie niektóre z nich były uzasadnione, ale pewnie niektórych z nich można było uniknąć. W naszych wspólnotach chyba rzadko rozmawiamy na temat rozłamów. Jeszcze rzadziej na temat jak im zapobiegać, zanim nadejdą.

Można dyskutować czy rozłamy rodzą doktryny, czy doktryny rodzą rozłamy, ale to prawdopodobnie nie doktryny są najczęstszą przyczyną rozłamów, ale kwestie moralne, egoizm, polityka religijna, przejęcie władzy we wspólnocie. Przyczyną rozłamów są, chyba coraz częściej rożnego rodzaju nadużycia, autorytaryzm oraz zwiedzenie.

Tak jak już pisałem, chcę podkreślić, że nie ze wszystkim zgadzam się z autorem książki „Zapobieganie rozłamom w kościele.”, ale ta książka jest wyjątkowa choćby tylko z tego powodu, że podejmuje ten temat.

W jednym z rozdziałów Edwards pisze o osobach które krążą po wspólnotach, są nie zaangażowane, a ich głównym celem jest oderwać grupkę i doprowadzić do rozłamu. Inne rozdziały, również ten który poniżej publikuję traktuje o tym co podczas rozłamów dzieje się z przyjaźnią miedzy ludźmi, bo właśnie ona cierpi tu najbardziej. Pokłosiem rozłamów są zerwane przyjaźnie, podzielone rodziny, zerwane małżeństwa.

Dla pewnej równowagi w temacie polecam uwadze świetny artykuł Tozera: Kiedy łączyć a kiedy dzielić

Niszczycielska siła przyjaźni

Widzieliśmy już, co robią chrześcijańscy przywódcy, by budować mury między grupami, a także wszystkie pomysły, jakie wymyślają, by zniszczyć przyjaźnie między chrześcijanami z różnych kościołów. Całkiem kiepska sytuacja, co? Cóż, teraz musisz zobaczyć, co stanie się z twoim kościołem, jeśli po rozłamie będziesz uparcie utrzymywać bliskie przyjaźnie z osobami należącymi do przeciwnej grupy.

W poprzednim rozdziale chrześcijański pracownik został skrytykowany za niszczenie przyjaźni. W tym rozdziale to osoba niebędąca pracownikiem zostanie skrytykowana za podtrzymywanie tych przyjaźni! Taka myśl może wydawać się zaskakująca; w końcu jakie niebezpieczeństwo kryje się w niewinnej przyjaźni? Nawet jeśli jest to przyjaciel, który po prostu nie przepada za twoim kościołem?

Cóż, trzymaj się mocno, bo jeśli uważasz, że zrywanie przyjaźni między ludźmi z przeciwnych obozów jest złe, to wkrótce odkryjesz, że utrzymywanie tych przyjaźni może w końcu spowodować problemy, które są wręcz przerażające.

(Ufam, że do tej pory zauważyłeś, iż z rozłamu w kościele nie wynika nic dobrego.)

Powiedzmy, że kościół, do którego należysz, niedawno przeszedł rozłam. Zanim do niego doszło, postanowiłeś trzymać się z dala od linii ognia. Świetnie! Ale bez względu na to, jak bardzo jesteś zdecydowany nie opowiadać się po żadnej ze stron, kiedy nadchodzi – i mija – dobry, staroświecki, złośliwy, zjadliwy rozłam, nadal czekają cię jedne z najgorszych dni w twoim życiu.

Nadejdzie nieunikniony dzień, w którym będziesz musiał zacząć uczęszczać na spotkania jednej z tych dwóch grup. Której? Niezależnie od tego, którą wybierzesz, stoisz teraz w obliczu jednej z największych traum życiowych i jednego z najgorszych dylematów, jakie kiedykolwiek poznasz. Agonia nie kończy się wraz z rozłamem. Agonia zaczyna się po zakończeniu rozłamu.

Wybierz dowolną stronę, a w końcu staniesz przed faktem, że będziesz musiał opuścić kilku bardzo bliskich przyjaciół, którzy spotykają się z tą drugą grupą.

Powiedzmy, że w końcu dokonałeś wyboru. Teraz nadchodzi trudna część: jak odnosić się do swoich drogich przyjaciół, którzy są w tej drugiej grupie? Twój przyjaciel z całego życia i jedna z najdroższych osób na świecie jest w tej drugiej grupie. I pamiętaj, że ta druga grupa jest przeciwna twojej grupie!

Twoją pierwszą reakcją będzie prawdopodobnie: „Cóż, po prostu będę nadal tak blisko mojego przyjaciela, jak zawsze. Dlaczego rozłam w kościele miałby wpływać na moje relacje z przyjacielem?”

Powinieneś to wiedzieć. Jeśli uda ci się zachować przyjaciół, którzy są w drugiej grupie, istnieje ogromna szansa, że zrobisz to kosztem zniszczenia kościoła, do którego należysz!

Jak już powiedziałem, dopiero zaczynasz poznawać smutek!

Czy kontynuowanie przyjaźni nie jest chrześcijańskim postępowaniem? Powinieneś pozostać przyjacielem i nie pozwolić, by podział w ciele Kościoła wpłynął na twoje relacje z innymi wierzącymi, czyż nie? Być może. Ale to nie zawsze może się udać. (W rzeczywistości nigdy się to nie udaje!)

Być może nie zgadzasz się z poniższym stwierdzeniem, ale spróbuj to zrobić.

Jeśli będziesz próbował przyjaźnić się z „zwykłymi ludźmi” z tej drugiej grupy, zniszczysz grupę, do której obecnie należysz. W trakcie tego procesu możesz również zniszczyć chrześcijańskiego pracownika, za którym podążasz. Powtórzę. Ty, drogi czytelniku, możesz duchowo zniszczyć chrześcijańskiego pracownika w swoim gronie, utrzymując przyjaźnie z osobami należącymi do tej drugiej grupy.

To niesamowite stwierdzenie, prawda? Być może w to nie wierzysz?

Cóż, zobaczmy, co się stanie, jeśli utrzymasz przyjaźnie z osobami z tej drugiej grupy. Czy zdajesz sobie sprawę, że nieświadomie stworzysz drzwi do własnego kościoła, przez które wrogowie kościoła będą mogli wchodzić do woli?

Bądź pewien, że „druga grupa” przejdzie przez te drzwi, które otworzyłeś, i dosłownie zniszczy kościół, do którego należysz. Jeśli nie uważasz, że to prawda, i jeśli nie wierzysz, że coś takiego mogłoby się wydarzyć, to nigdy nie byłeś chrześcijańskim pracownikiem. Każdy pracownik wie, że po rozłamie przyjaźnie między ludźmi z przeciwnych obozów stanowią jeden z najgorszych problemów, z jakimi może się zmierzyć człowiek.

Kościół dosłownie nie przetrwa, jeśli sieć wzajemnych przyjaźni między tymi dwiema grupami będzie nadal istnieć.

Dlaczego?

Jeśli przyjaźnie między chrześcijanami po przeciwnych stronach rozłamu w kościele nie zakończą się, jedna grupa wykorzysta te wzajemne przyjaźnie jako pomost, by dotrzeć do chrześcijan z drugiej grupy, a tym samym będzie nadal pozbawiać ten kościół jego członków – i dosłownie zniszczy ten drugi kościół. „Ale mój przyjaciel jest taki miły i niewinny. Nigdy nie odciągałby ludzi z żadnego kościoła.”

To prawda. Ale ponieważ jest twoim przyjacielem, ta przyjaźń w naturalny sposób sprawi, że pozna on twojego nowego przyjaciela w twoim kościele, a oni obaj staną się przyjaciółmi; a ta nowa osoba w twoim kościele wkrótce pozna wszystkich jego przyjaciół. W końcu, dzięki tej splecionej sieci przyjaźni, nowa osoba pozna ludzi z drugiej grupy, którzy słownie rozerwą na strzępy człowieka, który służy w twoim kościele, i którzy również odciągną twojego przyjaciela od twojego kościoła.

Więc myślałeś, że rozłam nie jest skomplikowany? I brudny? I destrukcyjny? Teraz patrzymy prosto w prawdziwe oblicze tego koszmaru zwanego rozłamem w kościele.

(Powtarzam, najlepszym sposobem na uniknięcie tego całego horroru jest nigdy nie dopuszczać do rozłamu w kościele.)

Każdy pracownik, który ma choć odrobinę uczciwości, współczucia i pragnienia pokoju, wolałby zmierzyć się z niemal każdym problemem na ziemi, niż z perspektywą przedzierania się przez ten piekielny dylemat. Co człowiek ma zrobić z przeplatającymi się więzami przyjaźni między dwiema przeciwstawnymi grupami?

Niedawno jadłem lunch z moim bardzo bliskim przyjacielem, chrześcijańskim pracownikiem z zachodniego wybrzeża i jednym z najwspanialszych ludzi, jakich kiedykolwiek znałem. Słuchałem, jak ten drogi brat opowiadał o tym, co dzieje się w jego wspólnocie kościelnej. Słuchając, przypomniałem sobie ponownie, dlaczego pracownicy w całej historii Kościoła domagali się, aby chrześcijanie „po ich stronie” przestali mieć cokolwiek wspólnego z chrześcijanami „po drugiej stronie”.

Mój przyjaciel jest pobożnym, skruszonym człowiekiem, człowiekiem uczciwym i prawym. Kilka lat temu jego kościół przeszedł przez rozłam. Przez cały ten czas odmawiał walki lub robienia czegokolwiek niegodnego. (To znaczy, że nic nie zrobił!) Rozłam był zatem walką jednostronną. Kiedy rozłam się skończył, nie zniżył się do tego, by mówić, a nawet prosić, swoich wiernych, by przestali przyjaźnić się z jego wrogami.

A jego wierni utrzymywali te przyjaźnie.

Pozostali przyjaciółmi z niemal wszystkimi z drugiej grupy. Jakie były tego skutki? Prawdopodobnie nie uwierzycie, a może nawet nie zdołacie pojąć, jak nieetyczni potrafią być chrześcijanie. Oto, co się wydarzyło.

Ten drogi chrześcijański pracownik stracił teraz praktycznie całą swoją wspólnotę, już po raz czwarty. Druga strona dosłownie manipuluje listą członków jego kościoła. Jego wrogowie nieustannie zaprzyjaźniają się z członkami jego kościoła, a następnie nastawiają ich przeciwko niemu i podkradają ich do swojego kościoła.

Ten drogi brat nie kiwnie palcem, by to wszystko powstrzymać. Druga strona prowadzi nieustanne najazdy. Mój przyjaciel nie zamierza zniżać się do angażowania się w okropną praktykę zmuszania swoich wiernych do opowiadania się po jednej ze stron lub zmuszania chrześcijan do zrywania przyjaźni z innymi chrześcijanami. Cudownie. Oby było więcej takich ludzi jak on. Ale pamiętajcie dodać, że on również jest pożerany żywcem. Jego pobożność opłaca się jedynie zniszczeniem jego kościoła.

Co mój przyjaciel robi sobie i swojemu kościołowi, idąc tą ścieżką uczciwości? Podpisuje swój własny wyrok śmierci. Podpisuje również wyrok śmierci swojego kościoła.

Jeśli jakikolwiek pracownik siedzi bezczynnie i nie atakuje ludzi, którzy podzielili jego kościół, jeśli nie przerywa przyjaźni za pomocą ataku i obrony, jego kościół zostanie zdziesiątkowany. Musi zakończyć przyjaźnie. Jeśli chrześcijański pracownik nic nie robi i nic nie mówi, zniszczenie jego kościoła jest praktycznie pewne.

Pochwalam pobożne podejście mojego przyjaciela. Chciałbym, aby wszyscy pracownicy tak postępowali. Tacy ludzie to rzadki gatunek. Ale faktem pozostaje, że ci ludzie muszą spędzić swoje życie na budowaniu, a potem odbudowywaniu i ponownym budowaniu, zawsze przegrywając z innymi. Za każdym razem, gdy dochodzi do podziału, tacy ludzie widzą, jak ich kościół zostaje niemal całkowicie zniszczony.

Spleciona sieć przyjaźni między chrześcijanami należącymi do dwóch przeciwstawnych grup oznacza po prostu, że grupa nieagresywna jest skazana na zagładę. Fakt ten można by niemal uznać za prawo natury!

Mój przyjaciel opowiada o przeprowadzce z Kolorado tuż przed tym, jak kościół, do którego należał, podzielił się na dwie grupy. Po latach powrócił do Kolorado z wizytą. Odkrył, że każdy z dwóch przeciwstawnych przywódców zażądał od swoich wiernych zerwania przyjaźni ze wszystkimi, którzy należeli do drugiej frakcji. Mój przyjaciel próbował odnowić stare przyjaźnie z ludźmi, których znał w obu grupach. Pukał do drzwi dawnego przyjaciela, by spotkać się z konfrontacją. Nikt z żadnej strony nie chciał mieć z nim nic wspólnego, dopóki nie zadeklarował, po której stronie stoi. Gdziekolwiek się udał, spotykał gorycz i nienawiść. W najgorszej sytuacji znaleźli się jego przyjaciele, którzy nie należeli już do żadnej z grup; opuścili obie. Byli zbyt zgorzkniali i zbyt zranieni, by w ogóle chcieć z nim rozmawiać. Większość osób pierwotnie zaangażowanych w ten rozłam w ogóle nie podążała za Panem.

Pytam was, pytam niebo, pytam ziemię: czy podział jest wart tej ceny? Czy zachowanie grupy jest warte tego, by zamienić chrześcijan w okrutnych, wrogich przeciwników?

Nie powinniśmy tak postępować. Nie powinniśmy zmuszać ludu Bożego do takiego wyboru ani do takiego stanu umysłu. Ale ty, drogi „świecki” chrześcijaninie, masz w tym wszystkim swoją odpowiedzialność.

Nigdy nie znalazłem chrześcijańskiego rozwiązania tego dylematu. Nie znalazł go również mój przyjaciel, któremu odebrano aż cztery zgromadzenia. Nie znalazł go nikt inny. Nie ma chrześcijańskiego rozwiązania. Niemniej jednak, jeśli przyjaźnie między przeciwnymi grupami będą trwać, jedna z grup równie dobrze może zamknąć działalność. Krótko mówiąc, kościół jest praktycznie skazany na zagładę, jeśli poszczególni „świeccy” chrześcijanie utrzymują przyjaźnie z grupą przeciwną.

Czy chcesz zniszczyć swój kościół tylko po to, by utrzymać przyjaźń? Jeśli to zrobisz, pracownik prowadzący twój kościół spędzi resztę życia na zbieraniu owiec dla tej drugiej grupy. Czy tego właśnie chcesz? Czy nie uważasz, że utrzymywanie przyjaźni z osobami z drugiej grupy jest nieco niesprawiedliwe wobec tego, kto służy wam? Twoja niewinna przyjaźń niszczy chrześcijańskiego pracownika i kościół!

Wielu chrześcijańskich pracowników próbowało działać w niemożliwych warunkach, które stworzyliście wy i wasze przyjaźnie. Jednak presja związana z takim trybem życia po prostu przekracza ludzką zdolność do długotrwałego znoszenia jej.

Człowiekowi nie jest możliwe życie w takich warunkach, próba głoszenia kazań i rozwijania kościoła bez ponoszenia głębokich szkód fizycznych lub psychicznych. A jednak lud Boży beztrosko podtrzymuje przyjaźnie, patrzy, jak kradzione są owce, a mimo to udaje mu się wierzyć, że wszystko jest w porządku i że ten, kto im służy, powinien znosić tę próbę, nie okazując nawet emocji!

Który chrześcijański pracownik, który służył przez dwadzieścia lat, nie był świadkiem, jak nowi chrześcijanie przychodzą do jego kościoła, by ostatecznie trafić do „innej” grupy z powodu powiązanych ze sobą przyjaźni? Który duchowny, zwłaszcza w kościołach o nieformalnym charakterze, nie widział, jak nowo przybyły członek, często w mniej niż tydzień, dołącza do „innej grupy”? Życie nie może zaoferować bardziej druzgocącego i wyczerpującego doświadczenia niż obserwowanie, jak to trwa dzień po dniu, rok po roku.

Gdybyś był duchownym i działo się to z tobą oraz z nowoprzybyłymi do twojego kościoła, co byś zrobił? Zastanów się nad tym pytaniem. Odpowiedz na nie. Co byś zrobił? Oto dokładnie to, co byś zrobił. Walczyłbyś, a zapanowała by nienawiść piekielna. Albo nie zrobiłbyś nic i byłbyś tak zniechęcony, że ogarnęłaby cię ślepa niemoc.

Co zrobi większość duchownych, aby powstrzymać ten spadek liczby członków? Wypowiedzą totalną wojnę drugiej grupie. A lud Boży po obu stronach zostanie w tym procesie duchowo zmasakrowany.

A jeśli zostanie podjęta odwrotna decyzja, a duchowny i jego kościół są „chrześcijańscy”? Odpowiedź jest prosta. To właśnie ta grupa jest skazana na zagładę. Duchowny stoi przed dwoma możliwościami: zmusić ludzi, by przestali mieć cokolwiek wspólnego z tymi innymi wierzącymi, albo stawić czoła pewnej zagładzie. Naprawdę nie ma innych wyborów.

*****

Cóż, przyjrzeliśmy się teraz dokładnie temu problemowi. A co z rozwiązaniem?

Drogi „świecki” chrześcijaninie, odpowiedź leży w twoich rękach. Jakie będzie twoje nastawienie do braci i sióstr, którzy opuszczają twoją grupę? Jakie powinno być twoje nastawienie wobec ich przywódcy? Jakie powinno być twoje nastawienie wobec chrześcijańskiego pracownika, który prowadzi twój kościół? I co zamierzasz zrobić z tymi wszystkimi drogimi ci przyjaciółmi, którzy nie chcą cię skrzywdzić, nie chcą skrzywdzić twoich przywódców, ale po prostu znaleźli się w tej drugiej grupie?

Lepiej wymyśl dobrą odpowiedź, bo staniesz przed tym problemem. Kiedyś. Gdzieś!

Oto twoje opcje. Znieczul swoje serce, zerwij relacje z chrześcijańskimi przyjaciółmi z tej drugiej grupy i stań się zimnym, zorientowanym na doktrynę wierzącym, pozbawionym wszelkiej niewinności… i prawdopodobnie ostrożnym, podejrzliwym i pełnym strachu.

Twoja druga opcja? Zachowaj te przyjaźnie i patrz, jak twój kościół zostanie przez to pochłonięty! I patrz, jak ta sytuacja, którą sam stworzyłeś, powoli zabija twojego pastora.

Drogi czytelniku, mamy przed sobą niezły orzech do zgryzienia. Czy Salomon mógłby nam powiedzieć, jak powinniśmy się zachować w następstwie rozłamu?

Co bym zrobił, gdyby to wydarzyło się w mojej wspólnocie?

Długo i intensywnie zastanawiałem się nad tym pytaniem. Myślę, że poprosiłbym każdego chrześcijanina, który chciałby zachować przyjaciół z drugiej grupy, aby upewnił się, że jest świadomy, iż podjął tę decyzję samodzielnie. Gdy ta decyzja zostałaby podjęta, poparłbym ją w stu procentach, ale prawdopodobnie poprosiłbym go również, by dołączył do tej drugiej grupy. To najbliższe rozwiązanie tego problemu, jakie kiedykolwiek udało mi się znaleźć.

Jeśli zamierzasz zatrzymać swoich przyjaciół w tej drugiej grupie – grupie, która nienawidzi twojego pastora – to dołącz do tej drugiej grupy.

Kiedyś podzieliłem się tą myślą z drogim chrześcijaninem, który borykał się właśnie z tym problemem. Jaka była reakcja? „Nigdy nie mógłbym zerwać z przyjaciółmi z tej drugiej grupy i nigdy nie mógłbym opuścić mojego kościoła”. (Tyle jeśli chodzi o moje rozwiązanie tego problemu!)

Drogi czytelniku, masz obowiązek wybrać jedno z tych dwóch. Nie możesz trzymać ciasta w pudełku na zawsze i codziennie jeść jego kawałek. Masz obowiązek.

Zdecyduj się! Zachowaj przyjaciół, dołączając do nich. Albo zostań w swoim kościele i zerwij tę sieć wzajemnych przyjaźni, dzięki której przywódcy drugiej grupy będą przychodzić, by najeżdżać twój kościół!

Każdy pracownik, w następstwie rozłamu, musi zadać sobie pytanie: „Czy uczę moich ludzi nienawiści, abyśmy mogli zachować grupę? Czy pozbawiam ich niewinności i nastawiam chrześcijan przeciwko chrześcijanom, aby zachować dzieło?”

A każdy „świecki” chrześcijanin po rozłamie musi zapytać: „Czy moja przyjaźń z chrześcijaninem z drugiej grupy jest dla mnie tak ważna, że zamierzam ją utrzymać, nawet jeśli zamieni życie mojego duchownego w piekło na ziemi i stanie się narzędziem niszczenia kościoła, do którego należę?”

Chrześcijaninie, zdecyduj się!

Fragment pochodzi z książki Gene Edwardsa „Preventing a church split” –
„Zapobieganie rozłamowi w kościele”
Destiny Ministries 1982

Polecam inne rozdziały z tej książki:

Rozłamy w kościele który znałem
Rozłamy rodzą doktryny
Chrześcijanie peryferyjni – „z rękami w kieszeni”
Moglibyście stać się największą denominacją na ziemi!

Opublikuj komentarz