×

Chrześcijanie peryferyjni – „z rękami w kieszeni”

Chrześcijanie peryferyjni – „z rękami w kieszeni”

Wstęp

Nie ze wszystkim zgadzam się z Edwardsem Gene. Przeczytałem jego trzy książki: „Zapobieganie rozłamom w kościele”, „Listy do zdewastowanego [zdruzgotanego] chrześcijanina” i „Zamerykanizowane chrześcijaństwo” i jestem pod wrażeniem trafnych spostrzeżeń. Jest potrzeba popatrzeć na nasze polskie „podwórko”, gdyż wiele nieprawidłowości, o których pisał Gene dotyka i dewastuje nasze kościoły, społeczności, wspólnoty. Uważam, że warto popatrzeć na nasze rodzime problemy z perspektywy tych trzech [obecnie tłumaczonych] książek. Absolutnie nie z perspektywy tylko jednej z nich. Ta trylogia jest, moim zdaniem, świetnym wstępem do debaty nad stanem ewangelicznego chrześcijaństwa w Polsce. Dziś do Waszych rąk oddaję jeden z rozdziałów książki: „Zapobieganie rozłamom w kościele”

Chrześcijanie peryferyjni

Teraz chciałbym przedstawić wam wspaniały świat chrześcijan, którzy żyją na obrzeżach życia kościelnego! Gdy dojdzie do rozłamu, stają się oni prawdziwą beczką prochu. Nie wiecie, czym jest problem, dopóki nie spróbujecie znaleźć chrześcijańskiego sposobu radzenia sobie z chrześcijanami peryferyjnymi.

Jeśli należysz do kościoła bardziej tradycyjnego, prawdopodobnie nie zdajesz sobie sprawy z istnienia „chrześcijan z peryferii”. Jednak w mniej formalnych kościołach ci ludzie są zmorą naszego życia. Tradycyjny kościół działa głównie w niedzielę rano, podczas ściśle zorganizowanego spotkania. Z kolei wierni w nieformalnych kościołach są bardzo zaangażowani w codzienne życie wspólnoty. Oczywiście większość chrześcijan preferuje kościół bardziej formalny, mniej osobisty. Niektórzy po prostu chcą pojawić się w niedzielę o jedenastej i wyjść w południe. W każdym razie „mentalność peryferyjna” jest niemal powszechna w chrześcijaństwie.

Niemal.

Wyjątkiem są te nieformalne kościoły, które spotykają się w salonach. Ci ludzie to zazwyczaj bardzo zaangażowana grupa wierzących. Nie są to chrześcijanie peryferyjni. Niestety, od czasu do czasu jakiś chrześcijanin peryferyjny natrafia na wierzących z „kościoła domowego”. Jejku, jak im się to podoba! (I jak oni wszystko mieszają!)

Chrześcijanie z peryferii [odwiedzający] naprawdę uwielbiają te żywe, nieformalne spotkania. (Spotkania w salonach są prawie zawsze bardziej energiczne niż te odbywające się w bardziej tradycyjnych budynkach kościelnych.) Podoba im się dzielenie się, śpiewanie i przesłanie. Szaleją za śpiewem, ludźmi i głębią przesłania, które słyszą w kazaniu. „Wow”, mówią chrześcijanie z peryferii. „Nigdy nie widziałem czegoś takiego!” Na pewno wrócimy tu w przyszłym tygodniu!

[Nawiasem mówiąc problemem wspólnot domowych jest to, że często tworzą je chrześcijanie z peryferii, „z rękami w kieszeni”. – uwaga tłumacza]

Niestety, ci ludzie chcą tylko radośnie wpaść na spotkanie, zgarnąć korzyści i chwałę, a potem radośnie znowu wyjść. Bez zaangażowania. Bez udziału. „Spotkaniowi smakosze!”

Na tego rodzaju mentalność nie ma lekarstwa.

Jeśli jesteś takim chrześcijaninem, to (w skrócie) chcesz ogrzać ręce i serce chwałą ŻYCIA, radością z niewiarygodnego objawienia, a potem wrócić do domu i położyć się spać. To wszystko! Do następnej niedzieli.

Ty, proszę pana, jesteś przekleństwem życia kościelnego!

Dlaczego? Ponieważ (1) jesteś tak zdeterminowany, by zdobyć wszystkie błogosławieństwa, a (2) jesteś równie zdeterminowany, by pozostać niezobowiązanym. Okazuje się, że największy wysiłek wkładasz w przekonanie nas do przyjęcia twojego poglądu na zaangażowanie. Twój pogląd na zaangażowanie, nawiasem mówiąc, polega na braku zaangażowania. Bez względu na twoje zachowanie, bez względu na to, co robisz lub mówisz, chcesz, aby prowadzący grupę nigdy nie prosił cię o porzucenie twoich zwyczajów siedzenia na płocie.

Chcesz, aby usługujący we wspólnocie głosił najpotężniejsze objawienie w historii Kościoła, a w następnym tygodniu (i w każdym kolejnym!) chciałbyś, żeby robił to samo. Chcesz widzieć go tam, na górze, głoszącego najdalsze granice objawienia, niezależnie od tego, jak bardzo twoja samozadowolenie pociąga Kościół w dół. A pastor [starszy we wspólnocie, ktoś kto jest na czele] nie może się zniechęcić, nawet jeśli widzi, jak kopiesz dół, w którym chcesz pogrzebać sam cel istnienia Kościoła.

Nigdy nie wiedziałeś, że ziewanie może być tak zaraźliwe, prawda? Zobaczmy tylko, co chrześcijanie peryferyjni robią z prawdziwie oddanym zgromadzeniem wierzących.

Chrześcijanie peryferyjni się rozmnażają!

Do wspaniałego domowego spotkania po raz pierwszy wkracza chrześcijanin peryferyjny. Jest absolutnie zachwycony całą miłością, troską i wspólnotą, które obserwuje. Widzisz, chrześcijanin z peryferii lubi ludzi. Wspólnota wydaje się być jego drugim imieniem. Co więcej, kocha Pana… na swój sposób. I na pierwszy rzut oka wygląda na zaangażowanego.

Rzeczywiście, „chrześcijanin z peryferii” wraca na kolejne spotkania. Wkrótce ogrzewa ręce niemal na pełny etat przy ogniu życia kościelnego.

Nie zdaje sobie jednak sprawy, że ci ludzie wkładają całe swoje życie we wspólnotę i to właśnie sprawia, że spotkania są tak niesamowicie wspaniałe. Chrześcijanin z peryferii umrze i pójdzie do nieba, nigdy nie pojąwszy tego faktu.

Chwała, światło, radość, wspólnota – tego właśnie pragnie, i to bez wysiłku. Wydatki duchowe nie są zapisane w jego pamięci.

Jedno dobre słowo można jednak powiedzieć o chrześcijaninie peryferyjnym: uwielbia nawiązywać przyjaźnie. Można to nazwać jego wspaniałą obsesją. Wkrótce zna wszystkich w kościele, odwiedza wszystkie domy, uczestniczy we wszystkich spotkaniach wspólnoty.

Ale na spotkaniu albo siedzi z tyłu, słuchając, ale nic nie mówiąc i nie robiąc, albo dzieli się… i dzieli się, i dzieli się. I dzieli się… z płytkością, która odzwierciedla brak duchowej głębi w jego życiu. Jest pasożytem, czerpiącym życie od innych.

Ten człowiek nie tylko nie jest zaangażowany, ale jest zaangażowany w to, by nie być zaangażowanym. Nigdy tak naprawdę nie dowiaduje się, o co chodzi w tej grupie – o jej cel, nadzieję, marzenie, pasję!

Gdyby na tym się wszystko kończyło, być może udałoby się znaleźć sposób na powstrzymanie tej duszy. Niestety jednak ten człowiek rozmnaża się. Ma bliźniaków, siostry, braci, kuzynów – wszelkiego rodzaju krewnych. Wkrótce spotkanie jest pełne takich ludzi. Mnożą się jak króliki. Ich credo brzmi: „Chcemy miejsca, gdzie są wspaniałe występy, wspaniałe kazania i wspaniały śpiew, ale gdzie nie wymaga się zaangażowania”.

Jeśli inni członkowie kościoła o wysokim poziomie zaangażowania nie będą ostrożni, pewnego dnia obudzą się i odkryją, że w ich kościele na jednego zaangażowanego chrześcijanina przypada pięciu niezaangażowanych. I liczba ta rośnie!!

Chrześcijanin z peryferii i jego prawo do krytyki

Wy, którzy należycie do grona niezobowiązanych [niepraktykujących] i którzy zawsze stoicie na obrzeżach, im dłużej tu jesteście, tym bardziej uważacie za swoje prawo wyrażanie opinii na temat tego, czym jest ten kościół, [ta wspólnota], jaki jest jego cel i jaki jest poziom zaangażowania.

„Zastrzegam sobie prawo do uważania się za jednego z was, do krytykowania wszystkiego, co robicie, oraz do zaprzyjaźniania się z waszymi wrogami i przedstawiania waszym wrogom innych członków grupy. Nigdy nie krytykujcie mnie za robienie tych rzeczy”.

Rola chrześcijanina z peryferii w rozłamie kościelnym

Zobaczmy teraz, jaka jest rola chrześcijanina z peryferii podczas rozłamu w kościele. On z pewnością nie wywołuje rozłamu. To wymaga wysiłku! Ale w samym środku rozłamu mówi: „Zastrzegam sobie prawo do bycia częścią rozłamu, do dołączenia do drugiej grupy, gdy odejdą, do krytykowania was i do dalszego spotykania się z wami! Tak, zamierzam pomóc w rozłamie i jednocześnie nadal spotykać się z wami, z tymi samymi ludźmi, od których się odłączyłem”.

Możesz nie wierzyć w to, co właśnie przeczytałeś, ale to prawda. Ten człowiek pomaga w rozłamie w kościele, a mimo to chce nadal uczęszczać na spotkania! I oczekuje, że zostanie przyjęty i kochany, bez potępienia jego postępowania.

Drogi czytelniku, w końcu spotkałeś chrześcijanina peryferyjnego. Gdybyś był osobą prowadzącą wspólnotę, co byś zrobił z ludźmi, którzy uważają cię za starego potwora, jeśli tylko pomyślisz o powstrzymaniu ich przed rozłamem w kościele i dalszym uczęszczaniem do niego? To znaczy, co byś zrobił, co można by uznać za miłosierdzie?

Chrześcijanin peryferyjny jest tykającą bombą w każdej grupie chrześcijańskiej. Wydaje się, że leży w jego naturze podążanie za dysydentami. Ale oto jego największe niebezpieczeństwo. Jest nieugięty w swoim żądaniu, by zachować wszystkie swoje przyjaźnie w grupie, którą rozdzielił.

Czy twój kościół [ twoja wspólnota] jest niezwykłym motorem życia? Czy liczba chrześcijan peryferyjnych rośnie? Sukces może wkrótce obniżyć standardy twojego kościoła! Kiedy zaczynasz przyjmować tych ludzi, którzy przychodzą raz w tygodniu, nauka o rozłamach w kościele mówi, że właśnie dodałeś jeden z głównych składników rozłamu.

Znam tylko jeden sposób na osłabienie wpływu chrześcijan peryferyjnych, a jest nim założenie kościoła złożonego z chrześcijan peryferyjnych! Postaw na kościół, który tętni „życiem”, ale tak naprawdę nie oczekuje od swoich członków niczego więcej niż „chodzenia do kościoła w niedzielę rano”. Powinieneś być w stanie przetrwać co najmniej dwieście lat bez rozłamu!

W przeciwnym razie, jeśli rośnie liczba chrześcijan „z rękami w kieszeniach, opierających się o słup”, prawdopodobnie zbliża się rozłam!

Jeśli w twoim kościele jest duża grupa osób z peryferii i jeśli – w przypływie rozsądku – spróbujesz pozbyć się z kościoła chrześcijan z peryferii, to na pewno dojdzie do rozłamu!

Jest pewna lekcja, której nauczyłem się jako nauczyciel w szkołach publicznych. Zawsze zwracaj uwagę na poziom hałasu w klasie i miej świadomość, że jeśli hałas w pomieszczeniu osiągnie pewien próg, albo wybuchnie bójka, albo ktoś zostanie ranny. Albo jedno i drugie.

Podobnie jest w przypadku rozłamów w kościele. Jeśli prawdziwie żywa wspólnota wierzących zyska dużą grupę [hałaśliwych] osób z peryferii, wkrótce dojdzie do rozłamu w tym kościele. Nie pytajcie mnie dlaczego, po prostu tak jest.

Chrześcijański pracownik i chrześcijanin z peryferii

Czy chrześcijanin z peryferii ma biblijne prawo do istnienia? Co za pytanie. Chciałbym tylko znać odpowiedź! Jeśli nie ma, co z nim zrobić? Jeśli ma, gdzie jest jego miejsce? Czy ma prawo być w gronie oddanych wierzących? Jeśli nie, jak go nie wpuścić? A jeśli już tam jest, jakie cywilizowane środki macie, by się go pozbyć? Jeśli ma prawo być częścią prawdziwie oddanej wspólnoty wierzących, co, na miłość boską, zrobić, by powstrzymać go przed zrujnowaniem tej wspólnoty?

Czy jest tu ktoś, kto ma prawdziwie chrześcijańską, nielegalistyczną, niesekciarską i łagodną odpowiedź na to pytanie?

Ten dylemat, co zrobić z chrześcijanami peryferyjnymi, stanowi jedną z największych udręk osób odpowiedzialnych za wspólnotę. Kiedy chrześcijański pracownik stara się budować czystą, niewinną, przyzwoitą, otwartą, niesekciarską i nielegalistyczną służbę, jak radzi sobie z chrześcijanami peryferyjnymi? To znaczy, jak może radzić sobie z takimi ludźmi, nie stając się sam, niemiłosiernym, legalistycznym, sekciarskim, surowym, złośliwym, gniewnym itp.? Co może zrobić sługa Ewangelii, pracując z peryferyjnymi chrześcijanami „z rękoma w kieszeni”, co nie będzie legalistyczne, nie zaszkodzi ich życiu, ale sprawi, że albo „nie wejdą”, albo „wyjdą”?

Jeśli naprawdę masz praktyczną, działającą, nie teoretyczną odpowiedź na to pytanie, daj nam znać. Szybko!

Wierzę, że zaczynasz rozumieć złożoność i niebezpieczeństwo związane z obecnością niezaangażowanych chrześcijan w twoim kościele. W następnym rozdziale odkryjemy jeszcze jedno niebezpieczeństwo, jakie stwarzają ci ludzie. W rzeczywistości największe z nich wszystkich.

Rozdział 14 z książki Edwardsa Gene „Zapobieganie rozłamom w kościele”
– Chrześcijanie peryferyjni (członkowie tymczasowi)

2 komentarze

Opublikuj komentarz