Rozłamy rodzą doktryny
Dlaczego po zakończeniu rozłamu zwykli chrześcijanie z jednej grupy nigdy nie utrzymują przyjaźni ze zwykłymi chrześcijanami z drugiej grupy? Może się to wydawać pytaniem bez znaczenia, ale główne źródło energii dla kościołów, na przestrzeni całej historii, wynika właśnie z odpowiedzi na to pytanie. Kolejne dwa rozdziały dadzą ci wyobrażenie o tym, co naprawdę dzieje się za kulisami niemal każdego rozłamu w kościele. A kiedy przeczytasz te dwa rozdziały (które są dwiema stronami tego samego medalu), wierzę, że nigdy nie będziesz chciał znaleźć się w zasięgu wzroku od jakiegokolwiek rozłamu!
Weź do ręki książkę o historii Kościoła, przeglądaj strony, aż dotrzesz do fragmentu opowiadającego o jednym z tych rozłamów, które dotknęły całe chrześcijaństwo. Twoja książka historyczna nieuchronnie powie ci, że przyczyną rozłamu były „różnice doktrynalne”. Nie bądź tego taki pewien. Historia mówi o doktrynie, herezji, fałszywych naukach, różnicach w interpretacji Pisma Świętego i wszelkiego rodzaju podobnych rzeczach jako o przyczynach podziałów. Ale czy te doktryny naprawdę są przyczyną rozłamów? A może są one raczej skutkiem rozłamów?
Rozłamy rodzą doktryny. Doktryny nie rodzą rozłamów. Różnice doktrynalne pojawiają się po rozłamie i powstają przede wszystkim po to, aby upewnić się, że chrześcijanie, którzy są przyjaciółmi, ale znaleźli się w przeciwnych obozach, nie pozostaną już dłużej przyjaciółmi!
Wyobraź sobie dwóch wybitnych mężczyzn. Chrześcijan. Mają między sobą nieporozumienie. Rozpoczyna się walka o władzę. Jeden z nich dosłownie zaczyna wymyślać nauki, które są przeciwne naukom drugiego. Wykorzystuje teraz te różnice doktrynalne, by wbić klin między ludzi, którzy podążają za nim, a ludzi podążających za tym drugim.
Naprawdę nie możesz spowodować rozłamu, dopóki najpierw nie wbijesz klina między swoich ludzi a jego ludzi. Dwóch silnych mężczyzn nie może się naprawdę rozdzielić. Rozłam następuje dopiero wtedy, gdy jednemu z nich uda się przekonać innych, by za nim podążali. Jeśli nie uda ci się zgromadzić zwolenników, nie uda ci się stworzyć nowego dzieła. Jeśli nie uda ci się wbić klina między chrześcijan, nie uda ci się doprowadzić do rozłamu. Musisz atakować nauki drugiego mężczyzny, aby doprowadzić do zerwania przyjaźni między wierzącymi.
Zerwanie przyjaźni, drogi czytelniku, jest głównym celem rozłamu. Rozłamy wydają się dotyczyć tylko doktryny. Ale te doktryny istnieją z jednego głównego powodu: aby dzielić przyjaciół. Musisz dzielić przyjaciół, bo inaczej twój rozłam się nie powiedzie; to takie proste.
Ujmijmy to inaczej: jeśli bierzesz udział w rozłamie, to jesteś wykorzystywany.
Zerwanie przyjaźni między ludźmi, którzy przypadkiem należą do dwóch przeciwnych grup, jest kluczem do udanego rozłamu. Doktryny są tylko narzędziem.
A teraz, drogi czytelniku, chciałbym przedstawić ci kilka metod, których możesz użyć, aby zakończyć przyjaźń i zapobiec duchowi jedności w ciele Chrystusa. Pierwszy sposób? No cóż, oczywiście za pomocą sukienki z worka po mące!
Cel sukienek z worków po mące*
*Podczas Wielkiego Kryzysu mąkę sprzedawano w bawełnianych workach, z których można było uszyć sukienki, stąd ta nazwa.
Dlaczego niektóre grupy chrześcijańskie noszą szaty lub śmiesznie wyglądające lub niemodne ubrania? Noszą kostiumy, jeśli wolisz. W niektórych z tych grup mężczyźni noszą brody, a kobiety ubierają się w coś, co wygląda jak sukienki z worków po mące. A skoro już o tym mowa, dlaczego niektóre grupy chrześcijańskie mówią w charakterystyczny sposób? I dlaczego niektóre grupy są tak ekskluzywne, tak zamknięte na wszystkich innych chrześcijan?
Taka grupa pokaże ci werset z Pisma Świętego, aby usprawiedliwić swoje zachowanie, ale prawda leży poza Pismem Świętym. Oto prawda: stroje ludu Bożego szybko zawężają krąg przyjaźni tego ludu! W rzeczywistości dziwny strój zawęża krąg przyjaciół danej osoby do absolutnie nikogo, z wyjątkiem innych osób z jej własnej małej grupy.
Stwórz świat, w którym nikt nie ma przyjaciół z zewnątrz, a wyeliminujesz prawie wszystkie źródła podziałów, przynajmniej tymczasowo.
Dziwny strój, dziwne kostiumy, zabawny sposób mówienia, niezwykłe [dziwaczne] słownictwo – to tylko kilka składników ekskluzywizmu. Czy to naprawdę wierność Pismu Świętemu? Czy to lojalność wobec Boga? Bardziej prawdopodobne jest, że przywódca ruchu był kiedyś zmuszony znaleźć sposoby na zakończenie przyjaźni z osobami spoza grupy, aby zapobiec utracie członków na rzecz innej grupy. Zakończenie przyjaźni między osobami z różnych grup jest priorytetem na liście sposobów zachowania jedności.
(Lepiej, żebyśmy mieli podziały!)
Niedawny ruch autorytarny, przyjmując hierarchiczny autorytaryzm, miał swoje prawdziwe motywy gdzie indziej niż w posłuszeństwie Pismu Świętemu. Prawdziwym motywem nauczania autorytaryzmu – „Zawsze bądź posłuszny temu, kto jest nad tobą” – jest to, że całkowite podporządkowanie się „podwładnych” „przełożonym” jest pewnym lekarstwem na podziały.
Legalizm, konformizm i osobliwości
Dlaczego niektóre grupy chrześcijańskie są tak niesamowicie legalistyczne? Praktyki legalistyczne i masowy konformizm, jeśli prześledzić ich korzenie, wynikają z potrzeby położenia kresu podziałom w ruchu. Legalizm wywodzi się z tego samego źródła, co dziwaczna mowa, osobliwe słownictwo, dziwne intonacje, dziwna składnia gramatyczna i osobliwy strój.
Ludzie, którzy nie czują się pewnie w swojej roli przywódczej, wiedzą, że przyjaźnie poza grupą są zmorą jedności w ruchu. Tacy ludzie starają się wyeliminować takie zagrożenia. Dziwne praktyki i ekskluzywna doktryna to nic innego jak nieświadome wysiłki mające na celu zapobieganie rozłamom.
Myślisz, że dotyczy to tylko małych sekt rozdających ulotki na ulicy? Cóż, poszerz swoje horyzonty. Ilu baptystów znasz, którzy są naprawdę bliskimi przyjaciółmi pobożnych metodystów? W końcu denominacje się od siebie odróżniają.
Dlaczego przywódcy budują takie mury? Ponieważ jedność w ich kościele jest tak krucha i niepewna. W każdym kościele istnieją wszystkie prądy, przeciwprądy i siły, które mogą jutro doprowadzić do rozłamu. Chrześcijański pracownik może odczuwać działanie tych sił w swoim kościele. Każdego dnia swojego życia żyje w cieniu możliwego rozłamu. I każdego dnia ten pracownik musi ukrzyżować pokusę, by wymyślać sposoby na wyeliminowanie tego potencjalnego zagrożenia. Jeśli nic nie zrobi, wkrótce znajdzie się w sytuacji rozłamu w kościele. Więc albo sięga po narzędzia, które budują mury, by zakończyć przyjaźnie na zewnątrz, albo pracuje nad wewnętrzną zgodnością wśród wierzących.
Zwracam się teraz do was, którzy widząc cień rozłamu zaciemniający horyzont, macie pokusę, by sięgnąć po te narzędzia. Pamiętajcie, że doprowadzenie nienawiści i strachu do takiego wrzenia, by przyjaciel zwrócił się przeciwko przyjacielowi, wymaga herkulesowego wysiłku! Będziecie musieli wymyślić jakieś niesamowite oskarżenia, doktryny itp., aby dokonać tego wyczynu! Kiedy to wszystko się skończy, jak będzie spało wasze sumienie?
Czy naprawdę chcesz to zrobić?
Jak już wspomniałem, oto skąd naprawdę biorą się „różnice doktrynalne” i dlaczego są one tak gorliwie podtrzymywane. I dlaczego głosi się je z taką pompatycznością i paranoją! Ludzie muszą głosić te „różnice doktrynalne” wystarczająco długo, wystarczająco głośno i wystarczająco wielkimi słowami, aż ich wierni w nie uwierzą – na tyle mocno, by zerwać wieloletnie przyjaźnie.
Odniesie pan sukces, proszę pana. W końcu osiągnie pan pożądane rezultaty. Pańscy wierni zerwą przyjaźnie z pańskim wrogiem i konkurentem. Co więcej, kiedy zakończy pan swoją makabryczną pracę, pańscy wierni prawdopodobnie zrobią to z zemstą!
I uczynił pan z nich dziesięciokrotnie większych obywateli nienawiści niż jest pan sam!
Najsmutniejsze w całej tej smutnej scenie jest to, że bez względu na to, co człowiek wymyśli, aby zachować jedność w swoim kościele, na dłuższą metę to nie zadziała. Nie ma czegoś takiego jak pewna metoda zapobiegania rozłamowi w zborze. Jakiś legalista z obozu w końcu odkryje łaskę. Ktoś zerknie ponad murem doktryn i znajdzie nie potwory, ale braci. Ktoś zdecyduje się popełnić grzech ostateczny (nawet gorszy niż czary): faktycznie zbuntuje się i nie posłucha jakiegoś starszego, a czyniąc to, odnajdzie wolność w Chrystusie. Ktoś zrzuci swoją suknię z worka po mące i odkryje radość bycia normalnym. W takich odkryciach zaczyna się rozłam.
Niezależnie od tego, czy wyrzucisz swoją sukienkę z worka po mące, zamienisz legalizm na łaskę, zrezygnujesz z doktryn na Wielki Post, czy – broń Boże – uznasz, że starszy nie ma prawa kazać ci myć jego samochód o trzeciej nad ranem, proszę, drogi czytelniku, nie bądź tym, który powoduje rozłam. I nie bierz w nim udziału.
Ten rozdział był dość surowy wobec duchownych. W końcu to przecież duchowni zazwyczaj wygłaszają doktryny, wymagają wyłączności, głoszą dziwaczny sposób ubierania się, wymyślają sposoby na dzielenie przyjaciół od przyjaciół itp., prawda? Muszą przestać robić takie rzeczy, prawda? Ach, ale to tylko jedna strona medalu, na którą patrzymy. Odwróć ten medal, tak jak zrobimy to w następnym rozdziale, a odkryjesz zupełnie nowy rodzaj zniszczenia wynikającego z problemu przyjaźni, a to zazwyczaj jest spowodowane przez świeckich! Zaraz odkryjesz, że ty, jako osoba świecka, stoisz przed ogromnymi obowiązkami i decyzjami, które wpłyną na samo przetrwanie twojego kościoła.
Witajcie po drugiej stronie monety.
Fragment pochodzi z książki Gene Edwardsa „Preventing a church split” –
„Zapobieganie rozłamowi w kościele”
Destiny Ministries 1982
Post Scriptum
To jest temat do przemyślenia i dobry materiał wstępny do debaty na temat rozłamów w kościele, również w kontekście „Listów do zdewastowanego chrześcijanina” i „Zamerykanizowanego chrześcijaństwa”. Piąty i szósty rozdział tej książki wiele wnoszą do tej debaty, ponieważ opowiadają o tym co dzieje się z przyjaźnią między ludźmi podczas rozłamu we wspólnocie. Pan Gene wiele widział, doznał i jest kościelnym uchodźcą… jednym z wielu…
Pierwszy rozdział książki – Rozłamy w kościele który znałem
– https://www.kilkaminut.pl/?p=2590



Jeden komentarz