Moglibyście stać się największą denominacją na ziemi!
Poprzedni rozdział, poruszał kwestię chrześcijan peryferyjnych, tymczasowych członków wspólnot, nie zaangażowanych z „rekami w kieszeni” Gene promował rdzenne kościoły domowe, jednak musimy zaznaczyć, że częstym problemem wspólnot domowych są ludzie „z rękami w kieszeni” Możesz ten rozdział przeczytać pod adresem: https://www.kilkaminut.pl/?p=2612
Dziś wstawiam kolejny rozdział który jest kontynuacją rozdziału czternastego. Jest to robocza wersja tłumaczenia tej książki nad którą pracujemy. Dlatego proszę mi wybaczyć błędy językowe i niedoskonałość tłumaczenia.
ROZDZIAŁ 15
CHRZEŚCIJANIE, KTÓRZY NISZCZĄ CEL KOŚCIOŁA
Dochodzimy teraz do sedna bólu serca spowodowanego przez chrześcijan z peryferii. Gdybym miał wybór, chętniej przeszedłbym przez rozłam, niż przez większą agonię obserwowania, jak kościół umiera z powodu wpływu, jaki chrześcijanie z marginesu wplatają w tkankę kościoła.
Wniosek: Wierzący z marginesu osłabiają sam cel, dla którego istnieje grupa zaangażowanych wierzących. Standard kościoła spada do zera wraz z napływem letnich. Im ich więcej, tym niżej spada standard.
Oto, co się dzieje, gdy próbujesz rozwiązać ten problem. Zwołujesz zgromadzenie kościelne i wyjaśniasz wszystkim pierwotny cel, dla którego ten kościół powstał. Opisujesz standardy, od których zaczynał. Następnie prosisz obecnych, aby rozważyli te standardy i albo zdecydowali się, albo „dołączyli do jakiegoś miłego, letniego, martwego kościoła baptystów”.*
* Dlaczego nie powiedziałem „metodystyczny”, „prezbiteriański” ani „katolicki”? Zawsze czepiam się baptystów. Sam jestem jednym z nich!
(Zdajesz sobie oczywiście sprawę, że to stwierdzenie jest strasznie niechrześcijańskie w stosunku do jakiegokolwiek chrześcijanina, ponieważ brzmi niemal jak groźba ekskomuniki. Ale zdesperowani ludzie czasami robią zdesperowane rzeczy.)
Pobożni chrześcijanie słyszą cię i natychmiast reagują. W końcu oni już są „w środku”. Nie tak jest na peryferiach. Po długim, długim czasie namysłu chrześcijanie z peryferii w końcu „składają przysięgę”; nie będą już na peryferiach.
Po raz kolejny masz oddany kościół. W końcu koniec z peryferiami. A przynajmniej tak ci się wydaje!
Spójrz jeszcze raz! Ci ludzie, którzy wcześniej byli chrześcijanami z peryferii, weszli do tej nowo oczyszczonej „gromady zaangażowanych” i ponownie przenieśli się na peryferie!
Mówię ci, drogi czytelniku, po prostu nie da się wygrać z tymi łagodnymi ludźmi.
Pytam ponownie: jeśli masz rozwiązanie, prawdziwe rozwiązanie – etyczną, nieszkodliwą, niesekciarską odpowiedź na ten dylemat – daj nam znać!
Kiedy chrześcijanin z peryferii staje się wzorem dla Kościoła
Największe niebezpieczeństwo związane z chrześcijaninem z peryferii (tymczasowymi) pojawia się, gdy to on wyznacza standardy twojego kościoła.
Ogólnie rzecz biorąc, chrześcijanie spotykający się poza bardziej tradycyjnym kościołem to ludzie zaangażowani, dążący do ustanowienia nowego standardu dla królestwa Bożego, przywrócenia tego, co utracone, poznania Chrystusa oraz wywyższania tego, co ma wielką wartość duchową.
Ludzie ci wiedzą, że istnieją w określonym celu i płonie w nich pasja.
Nie tak jest w przypadku wierzącego z „rękami w kieszeniach”. Nie ma w nim ani poświęcenia, ani wizji, ani długoterminowej perspektywy. Ale, czy nam się to podoba, czy nie, on tam jest! Niezaangażowany. Pochłaniacz błogosławieństw. Podobnie jak ubodzy – on zawsze tam jest. I im bardziej Pan błogosławi wasze spotkania, tym więcej pojawia się takich jak on!
Czym ten łagodny człowiek może zaszkodzić królestwu Bożemu? Przede wszystkim to jego wpływ na nowych chrześcijan jest tak destrukcyjny.
Proszę wyobrazić sobie nowego chrześcijanina przychodzącego na swoje pierwsze spotkanie. Ma serce dla Boga, ale oczywiście będzie podlegał wpływowi standardów innych chrześcijan w tym kościele. A kogo, na litość boską, spotka jako pierwszego? No cóż, tych zawsze przyjaznych, peryferyjnych chrześcijan!
Chrześcijanie bez zaangażowania wydają się mieć mnóstwo czasu, by spotykać się z nowymi chrześcijanami i spędzać z nimi czas. Tak więc standard chrześcijan z marginesu jest pierwszym standardem, z jakim spotyka się nowy chrześcijanin. „Życie chrześcijańskie”, które widzi w ich życiu, staje się dla niego normą. Ta sytuacja może doprowadzić chrześcijańskiego pracownika ** do irytacji. I tak, czasami popycha go to do zrobienia czegoś głupiego.
** Chrześcijański pracownik to osoba wierząca, która służy Bogu i innym. Termin ten może odnosić się do wolontariuszy lub duchownych z powołania (takich jak pastorzy, misjonarze i liderzy młodzieżowi i innych służb w kościele), którzy poświęcają swoje życie pracy kościelnej, a także do zwykłych chrześcijan, którzy łączą wiarę ze świecką karierą zawodową.
Ignacy Loyola jest tego dobrym przykładem. Słyszeliście kiedyś o Ignacym Loyoli? Zrobił coś bardzo głupiego, próbując trzymać się z dala od „towarzystwa letnich”. W wyniku tego, że miał dość ludzi bez zaangażowania,
Ignacy Loyola założył jezuitów. Pojawiły się szaty, śluby, ślepe oddanie, celibat, post, spanie na zimnych podłogach i brak posiadania czegokolwiek. Loyola próbował wyeliminować letnich. Próba rozwiązania „problemu ludzi z peryferii” zapoczątkowała cały ruch monastyczny. Widzieli ten sam problem, co my: ludzie z peryferii (tymczasowi, nie zaangażowani) obniżają standard królestwa Bożego.
Z powodu chrześcijan z peryferii wszystko, co nazywa się „chrześcijańskim” na tej planecie, wydaje się ostatecznie przypominać martwy kościół baptystów. Upadek tak wielu dobrych intencji ma swoje źródło w triumfie osób niezaangażowanych.
Żaden chrześcijański pracownik przy zdrowych zmysłach nie chce być taki jak Ignacy Loyola. Niemniej jednak ta tendencja do obniżania standardów przez osoby niezaangażowane może sprawić, że trochę zazdrościsz mu jego pomysłu. Oczywiście po kilkuset latach nawet w Towarzystwie Jezusowym jezuici z peryferii w końcu zwyciężyli!
Żaden chrześcijanin nie powinien być pozbawiony prawa do bycia zwykłym człowiekiem, noszenia zwykłych ubrań i mówienia w tej samej składni gramatycznej, co ludzie wokół niego. Z pewnością nie zamierzam wstąpić do zakonu, ani nie zachęcam was do tego.
Z drugiej strony, ci z nas, którzy poważnie traktują Pana i Jego dom, którzy pragną odnowy Jego domu za naszego życia, są przerażeni na samą myśl o długotrwałym wpływie osób niezobowiązanych.
Drzwi kościoła naszego Pana Jezusa powinny być otwarte dla wszystkich wierzących. Prawda? Oczywiście! A jednak na co dzień żyjemy pod wpływem chrześcijan z marginesu, wpływem niszczącym i deprawującym, który sprowadza całe życie do najniższego możliwego poziomu. Co ma zrobić pracownik, który stara się utrzymać drzwi kościoła otwarte dla wszystkich wierzących, a jednocześnie zachować wysokie standardy? A co więcej, ducha rewolucji?
Z tym pytaniem palącym w sercu mam tutaj słowo do osób niezaangażowanych. To, co mam im do powiedzenia, jest najbliższe rozwiązaniu problemu, jaki stwarzają swoją obecnością w kościele.
Czy wy, osoby niezaangażowane, zmusicie nas do „ustanowienia surowych zasad”, aby rozwiązać problem, który sami stwarzacie? Jeśli to zrobimy, stracimy sam powód naszego istnienia! Jesteśmy przeciwni zasadom i legalizmowi, ale jeśli nie zrobimy nic, by przeciwdziałać waszemu wpływowi, przytłoczycie nas samą liczbą. Kościół skończy z waszymi niskimi standardami. Kiedy to się stanie, po raz kolejny stracimy sam powód naszego istnienia.
Tak, każdy chrześcijanin ma prawo dołączyć do wspólnoty wierzących. Ale ty, szczęśliwy wędrowcze, ty, osoba niezobowiązana, ty, krytyk; ty, letni… powinieneś podjąć decyzję. Powinieneś albo złożyć Chrystusowi zobowiązanie obejmujące całość twojego życia, energii i celów, albo po cichu wymknąć się na palcach. Nie powinieneś stać na uboczu, ogrzewając dłonie przy ogniu rozpalonym przez innych dzięki ich duchowemu wysiłkowi.
Spójrz na to w ten sposób, drogi chrześcijaninie z peryferii: istnieje co najmniej czterdzieści tysięcy kościołów południowych baptystów, które z niecierpliwością czekają, by przyjąć cię w swoje szeregi.
Proszę, dołącz do jednej z nich. Ale proszę, cokolwiek byś nie robił… trzymaj się z dala od wspólnoty wierzących, z którą się spotykam!
Ale ty nie posłuchasz, prawda?
Wy, chrześcijanie z marginesu, wydajecie się domagać prawa do bycia letnimi tylko w ramach najlepszego, najwspanialszego doświadczenia życia kościelnego na tej planecie!
Ten świat jest pełen wyznań i kościołów czekających na chrześcijan z marginesu. Szukają was, błagają o was. Byli by niezmiernie szczęśliwi, mając chrześcijanina takiego jak wy, który pojawi się w niedzielny poranek, wrzuci dwa dolary do koszyka na ofiary i po cichu zniknie z życia kościoła na następne sześć dni! W samej Ameryce musi być co najmniej trzysta tysięcy takich kościołów. Dlaczego upierasz się, by być częścią czegoś nowego i cudownego… w sposób letni!
Teraz powiem ci coś na piśmie, czego nie mogę powiedzieć ci twarzą w twarz, ponieważ jest sprzeczne z moimi przekonaniami teologicznymi, by poddawać próbę wspólnoty fakt, że jesteś letnim chrześcijaninem!
Powiem ci teraz na piśmie coś, czego nie mogę powiedzieć ci prosto w twarz, ponieważ jest to sprzeczne z moimi przekonaniami teologicznymi, by stawiać na próbę naszą wspólnotę tylko dlatego, że jesteś letnim chrześcijaninem!
Oto co mam do powiedzenia:
„Nie obniżajcie standardu, który został tu ustanowiony, standardu ustanowionego w momencie naszego powstania, na długo przed waszym przybyciem. Idźcie gdzie indziej. Głównym celem, któremu obecnie służycie w ciele Chrystusa, jest jedynie dostarczanie drewna na rozłamy w kościele oraz obniżanie standardu, który jako pierwsi tu podnieśliśmy.
„Trzymanie chrześcijan z peryferii z dala od żywego doświadczenia życia kościelnego to sztuka, której nikt z nas nie opanował. Ale mówiąc otwarcie, szczerze i wprost, w imieniu dziesiątek innych pracowników chrześcijańskich spoza systemu religijnego: nie macie pojęcia, jak bardzo przeszkadzacie królestwu Bożemu, domowi Bożemu i Bożemu celowi. Nie macie pojęcia, jakie zniszczenie siejecie w emocjonalnym i fizycznym życiu pracownika, ani jak straszny ból powodujecie w życiu ludu Bożego. Gdyby tylko każdy chrześcijański duchowny i chrześcijański pracownik mógł usiąść z wami i opowiedzieć wam o tragediach spowodowanych przez was, chrześcijan z peryferii! Od początku istnienia historii Kościoła próbujemy znaleźć rozwiązanie „problemu peryferii” i jeszcze go nie znaleźliśmy. Jesteś nieczytelny.”
Kto mógłby zgadnąć, jak ogromna jest moc łagodności?
Osobiście jestem zaangażowany w podnoszenie na wyższy poziom standardów z przeszłości historii Kościoła w odniesieniu do życia kościelnego. Nie na wzór Ignacego Loyoli ani św. Franciszka z Asyżu … ale w duchu łaski pierwszego wieku. Z jednej strony pragnę, by Kościół żył w jedności i miłości, bez strachu, bez presji dostosowania się i z prawdziwym poczuciem wolności, Kościół otwarty dla wszystkich wierzących, wolny od barier doktrynalnych i sekciarskich. Jestem też zaangażowany w tworzenie Kościoła, w którym nie ma rozróżnienia na duchownych i świeckich, oraz spotkań, na których każdy pełni swoją rolę, dzieli się i służy.
Z drugiej strony nie chcę skończyć z grupą statecznych, niezaangażowanych wierzących, którzy przychodzą, by wysłuchać wspaniałego niedzielnego porannego kazania. Szczerze mówiąc, wy, którzy jesteście „zaangażowanymi letnimi”, psujecie takie wysokie ideały już od osiemnastu stuleci!
Jeśli muszę wybierać między drogą Ignacego, Darby’ego, legalizmem, zasadami i duchem sekciarskim… jeśli muszę wybierać między tym a byciem pochłoniętym przez chrześcijanina z peryferii… wybiorę to drugie. Ale ostrzegam cię, drogi chrześcijaninie z peryferii, dopóki Bóg da mi oddech, zamierzam sprawić, że będzie ci tak gorąco – nie w sensie legalistycznym, ale duchowym – że bardzo trudno będzie ci tu wytrwać.
Oto więc, drogi czytelniku, problem łagodnych. I choć może nie ma rozwiązania, być może ten rozdział pomoże nam zrozumieć jeden z problemów, z którymi borykamy się w rozkurczu i skurczu jedności kościoła.
Jeszcze jedna uwaga na koniec. Czy ktoś z was nie zechce założyć denominacji specjalnie dla chrześcijan z peryferii? Spójrzcie na to w ten sposób: niemal bez wysiłku moglibyście stać się największą denominacją na ziemi!
Rozdział 15 z książki Edwardsa Gene „Zapobieganie rozłamom w kościele”
– Chrześcijanie peryferyjni (członkowie tymczasowi)



Jeden komentarz