×

Czy choroba sieroca boli? 

Czy choroba sieroca boli? 

Specjaliści zajmujący się problemem samotności twierdzą, że we współczesnym, globalnym i „sieciowym” społeczeństwie następuje wyraźne osłabienie kontaktów i więzi międzyludzkich. Coraz częściej niedoceniamy tego rodzaju wartości i odsuwamy ich realizację „na potem, kiedy już zrobimy jeszcze tylko jedną rzecz, załatwimy kolejną sprawę”, które to „potem” następuje sporadycznie lub nie następuje nigdy. Pędząc w wyścigu szczurów, lub po prostu zarabiając na życie, aby przetrwać od pierwszego do pierwszego i spłacić kredyty, żyjemy w ciągłym niedosycie bliskości i głębokich relacji z innymi ludźmi. W dzisiejszym świecie brakuje nam zaufania do więzi łączącej nas z innymi ludźmi i coraz trudniej jest nam troszczyć się o relacje z bliskimi. A przecież to na nas — dorosłych spoczywa odpowiedzialność nie tylko za tworzenie takich więzi, ale także przekazanie tej umiejętności najmłodszym.

W przypadku dzieci z domu dziecka poczucie osobistej samotności nakłada się na samotność jako zjawisko socjologiczne. Dziecko odrzucone, które trafia do placówki, czuje się niechciane, brzydkie, niedobre, plugawe, złe, bezwartościowe. Dziecko samotne izoluje się od tłumu, a tłum izoluje je od siebie. Tak więc odtrącone dzieci skazane są na samotność w tłumie. Pomimo że żyją w zbiorowości, w grupach, tak naprawdę nie są nikomu potrzebne. To jest syndrom spadłego liścia, straszliwy ból wewnętrzny towarzyszący chorobie sierocej. Bo choroba sieroca to nie tylko kiwanie się, moczenie nocne, autoagresja i samookaleczenie. To również cały szereg złożonych zjawisk, takich jak: FAS — poalkoholowy syndrom płodowy — kiedy kobieta w ciąży pije alkohol, poriomania — chorobowe stany ucieczkowe, trichotillomania, czyli natrętne wyrywanie włosów oraz RAD — zespół zaburzeń więzi. Badania dowodzą, że stres i traumatyczne przeżycia uszkadzają strukturę mózgu i osłabiają układ nerwowy człowieka.

Dziecko odrzucone, oddzielone od rodziców przeżywa taki sam stres jak dziecko, któremu umierają rodzice. Podobne doświadczenie przeżywa dziecko, które jest przeniesione z domu małego dziecka do domu dziecka lub z jednego do drugiego domu dziecka. Takie szkodliwe działanie stresu, trwającego całą dobę, ma również miejsce w okresie płodowym, gdy dziecko już jest niekochane i odrzucone. Ten nieustający stres prowadzi do procesów neurodegradacji, np. przeżycia traumatyczne powodują podwyższone wydzielanie kortykosteroidów, które w dużych ilościach uszkadzają komórki nerwowe — neurony oraz synapsy. Zmiany morfologiczne połączeń między neuronami obejmują ich kształt i ich właściwości. W wyniku przewlekłego stresy gruszkowate synapsy kurczą się, a tym samym zmniejsza się liczba receptorów I pogarsza przewodzenie między neuronami.

B. Milner ustaliła, że uszkodzenia hipokampa, a te mamy np. w przypadku FAS (Fetal Alcohol Syndrom — poalkoholowego syndromu płodowe: go) i ciągłego stresu spowodowanego odrzuceniem, wywołują utrudnienia w zapamiętywaniu i analizie nowych wrażeń. Człowiek posiada 10 bilionów synaps i 15 miliardów neuronów. Mózg wymienia codziennie tysiące komórek. Te olbrzymie ilości — pod wpływem stresu, strachu, lęku, niepewności, ciągłego napięcia i innych przeżyć traumatycznych (a bez wątpienia oddzielenie od rodziców, co gorsza porzucenie dziecka, a także pobyt w domu dziecka takowych przeżyć dostarcza) — zanikają, nie rozwijają . się oraz tracą możliwość regeneracji. Pamiętając o tym, że hipokamp jest odpowiedzialny m.in. za uczenie się, pamięć, czy rozpoznawanie i analizę nowości, to jego uszkodzenia, zmniejszenie objętości może tłumaczyć, dlaczego dzieci z domów dziecka i początkowo z rodzin zastępczych, mają złe wyniki w nauce, mają problemy z koncentracją i wydaje się, że nie chcą się uczyć.

Podobnie jest z anoreksją. Według neuroanatomi klinicznej zahamowania i fizyczny niedorozwój w strefie bocznej podwzgórza prowadzi do jadłowstrętu. Tak samo skłonność do ucieczek, wyrywania włosów, nadmiernej drażliwości, napady nieuzasadnionej wściekłości, akty autoagresji mogą mieć związek ze zmianami anatomicznymi w układzie nerwowym, w składzie neuroprzekaźników i neuropeptydów. Trudno jest mi powiedzieć w jakiej części, ale z całą pewnością: odrzucenie, brak więzi z kimś bliskim, pobyt dziecka w instytucji ma zgubny wpływ na rozwój jego mózgu, układ immunologiczny i endokrynny oraz na zachowanie dziecka. 

Odrzucenie i niemożliwość zbudowania więzi z bliskim człowiekiem również prowadzi do uszkodzeń mózgu, a w konsekwencji do zaburzeń układu endokrynnego. Kolejni naukowcy — E. Berne i A. Bochenek dowodzą, że u niemowląt pozbawionych bodźców matczynych, a nawet u osób dorosłych po długotrwałej deprywacji sensorycznej, długotrwałym życiu w poczuciu odrzucenia, dochodzi do niewydolności wielonarządowej, a nawet do śmierci (!). Ograniczenie więzi, swobodnego porozumiewania się i akceptowanej aktywności prowadzą do depresji i chorób psychosomatycznych. Tego nam, opiekunom dzieci osamotnionych, nie wolno lekceważyć i ignorować. 

Mózg kieruje również układem endokrynnym. O podobnych negatywnych zmianach i zaburzeniach psychosomatycznych mówią również endokrynolodzy i pediatrzy. Posłużę się tu przykładem dziewczynki, którą siłą odebrano matce. Bowiem w Polsce zdarzają się — o zgrozo — jeszcze takie przypadki, że dziecko jest wyrywane z ramion matki przez policjanta i odwożone do instytucji. Ta dziewczynka, w wyniku błędnej polityki pracowników socjalnych i sędziów, trafiła z rodziny zastępczej ponownie do domu dziecka. Tam zaczęła chorować i trafiła do szpitala. Mówiło się, że może odejść z tego świata. Dzięki rozsądnej polityce wychowawców i dyrektora domu dziecka znaleziono tej dziewczynce kolejną rodzinę zastępczą, w której przebywa do dziś. Wszystkie dolegliwości, choroby, pobyt w szpitalu stały się tylko złym wspomnieniem. Dziewczynka poczuła się potrzebna i kochana, a to szybko zrekompensowało brak miłości i poczucie straty po zerwaniu więzi z matką. Inna dziewczynka po trafieniu do „bidula” zaczęła chronicznie chorować na przeziębienia i anginy. Przynajmniej raz na dwa tygodnie brała antybiotyki. Lekarze zalecali resekcję migdałów. Po trafieniu do rodziny zastępczej przez okres trzech lat dziecko nie choruje i nie bierze żadnych antybiotyków. Wspomnę tu też o przypadku ślepoty psychicznej, siedmioletnia dziewczynka w wyniku odrzucenia nie widziała na jedno oko. Po znalezieniu się w rodzinie zastępczej, odpowiedniej diagnozie okulistycznej i leczeniu, „leniwe” i „martwe” oko zaczęło funkcjonować. 

S. Kozak w książce „„Sieroctwo społeczne” pisze o innym zjawisku dotyczącym osieroconych dzieci — tak zwanym kompleksie Kopciuszka. Są to wewnętrzne zahamowania, spaczone postawy, które są wynikiem utrudnień napotykanych w normalnym zaspokajaniu potrzeb kontaktu emocjonalnego. Dzieci z kompleksem Kopciuszka wychowujące się w rodzinach zastępczych prawie zawsze niedowierzają, czują się mniej wartościowe, mniej kochane. Testują i kontrolują swoich opiekunów. Taki stan A. Szymborska, powołując się na K. Obuchowskiego w książce „Sieroctwo społeczne”, nazywa asyntonicznością. Poznawanie ludzi jest procesem intelektualnym, jednak nie może się ono odbywać bez współdziałania czynnika pozaintelektualnego, którym jest „syntonia”, czyli współdźwięczenie ze stanem uczuciowym drugiego człowieka. Owa „syntonia” jest podstawową cechą kontaktu emocjonalnego. Dziecko asyntoniczne nie liczy się z uczuciami ludzi, nie pragnie przebywać w ich towarzystwie, nie tęskni, nie jest serdeczne, obce jest mu współczucie, współprzeżywanie. Nie potrafi przeżywać wspólnej radości, czy wspólnego smutku. Często jego zachowaniem kierują pozory i powierzchowność, brak wewnętrznego zaangażowania emocjonalnego. Początkowo dzieci bardzo swobodnie wchodzą w nieznane im środowisko rodziny zastępczej, ale równie łatwo i chętnie mogą z niej odejść. Często, gdy rodzice zastępczy na początku robią i żądają czegoś, co jest nie pomyśli dzieci, te pakują się 1 wyprowadzają do sąsiadów, do innej rodziny zastępczej lub chcą wrócić do domu dziecka. Możemy powiedzieć, że dzieci asyntoniczne żyją „obok ludzi”, ale nie „z ludźmi”. Dziecko nie nauczy się współbrzmieć z innymi, jeżeli nie odczuje tego, że inni ludzie z nim współdźwięczą, a doświadczenie owej syntonii w warunkach instytucji, gdzie w grę wchodzą układy i silna rywalizacja, jest prawie niemożliwe.

Tak więc choroba sieroca to wielki ból — ból fizyczny, psychiczny, emocjonalny i duchowy. Ten ból ogromnie trudno jest uśmierzyć. Wymaga bowiem miłości i rozwagi, mądrości i wsparcia oraz nieustającej pracy opiekunów i samych dzieci. Aby pomóc dzieciom na pierwszym miejscu można stać się dla dziecka rodziną zastępczą, rodzinnym pogotowiem opiekuńczym, czy rodzinnym domem dziecka — obecnie rodzinną placówką. Można też stworzyć dziecku, dzieciom rodzinę, adoptując je. Ważne jest tylko to, by była to adopcja uczciwa, jawna, nie anonimowa. Jednak, co jest warte podkreślenia, nie każdy może wziąć dziecko do siebie na stałe, nie każdy ma odpowiednie możliwości i predyspozycje. Natomiast każdy może pomóc rodzinie zastępczej, czy rodzinnemu domowi dziecka jako wolontariusz. Rodzice zastępczy potrzebują mieć wokół siebie zaprzyjaźnionych ludzi gotowych ich wspierać. chętnych do zaopiekowania się co jakiś czas dziećmi, umożliwić im odpoczynek i bycie tyko ze sobą. Można zaprzyjaźnić się z dzieckiem z domu dziecka realizując program o nazwie „Starszy Brat — Starsza Siostra”. Polega on na tym, że za zgodą dyrekcji domu dziecka starsza dziewczyna zaprzyjaźnia się z młodszą dziewczynką. Pomaga jej w lekcjach, zabiera na basen, pisze list, pamięta o urodzinach, jest „starszą siostrą”. Pomóc osamotnionym dzieciom można jeszcze kształcąc się w kierunku pracownika socjalnego, pedagoga o specjalności opiekuńczo-wychowawczej, czy resocjalizacyjnej. Można wspierać finansowo, nawet małymi wpłatami organizacje promujące i rozwijające ideę rodzicielstwa zastępczego, a takich organizacji jest w Polsce kilka, można działać w tych organizacjach jako wolontariusz. Pomóc może kolejarz, sąsiad, ksiądz, dziennikarz, nauczyciel, lekarz, pastor, naukowiec, polityk, poeta… Napisać wiersz, artykuł do gazety, scenariusz filmu, przemówienie poselskie, zaśpiewać piosenkę… może to prozaiczne, ale i w taki sposób można pomóc dzieciom. 

koordynator kampanii społecznej Szukam domu
Andrzej Olszewski
Skoczów 2007

Z posłowia do zbioru wierszy; „Samotność dziecka” 

Opublikuj komentarz