×

O szanowaniu rodzin zastępczych

O szanowaniu rodzin zastępczych

Nie jestem psychologiem, pedagogiem ani  terapeutą, oboje z żoną od pięciu lat jesteśmy rodziną zastępczą, obecnie dla trójki dzieci. W minionym czasie doświadczyliśmy ze strony dzieci kłamstw, kradzieży, zniszczeń we własnym domu, ucieczek z domu (m.in. z tego powodu oddaliśmy chłopca na trzy miesiące do pogotowia opiekuńczego). Doświadczyliśmy własnej bezradności, bezsilności, rozpaczy, zmęczenia i rezygnacji. Doświadczaliśmy niekompetencji lekarzy, opieszałości sędziów sądów rodzinnych, lekkomyślności pracowników administracji państwowej, arogancji pracowników socjalnych i nauczycieli. Doświadczaliśmy niezrozumienia dla naszych decyzji ze strony rodziny, przyjaciół i najbliższego środowiska. Doświadczyliśmy też bezinteresownej sympatii, pomocy i przyjaźni ze strony całkiem nie znanych nam wcześniej ludzi. Nie jest ich dużo, ale wystarczy, aby kiedy upadamy byli z nami, pomogli się pozbierać i zachęcali nas do dalszej pracy. 

W naszych doświadczeniach wielokrotnie napotykaliśmy na Bożą Obecność i było to dla nas bardzo istotne, bowiem duchowe doznania dodawały nam otuchy, potęgowały w nas przebaczenie, miłość i nadzieję, były pozytywnym wzmocnieniem. To dobrze, że byli z nami ludzie, którzy w naszej wspólnej bezradności zanosili swoje westchnienia w stronę Nieba. W ten sposób byli z nami i to było nam potrzebne. Dlatego bardzo dużą rolę w budowie systemu rodzicielstwa zastępczego mają do spełnienia duchowni, duszpasterstwa rodzinne i wspólnoty różnych kościołów. Wszystko, co zrobimy dla dobra rodziny przyjmującej dziecko, będzie dobrem dla niego samego.

Rodzicielstwo zastępcze nie jest łatwe. Dlatego mając wiele doświadczeń, zarówno dobrych, jak i złych, postanowiliśmy powołać stowarzyszenie, które podejmuje działania dla dobra opuszczonego dziecka, ale zawsze w aspekcie dobra całej rodziny. Chrześcijańskie Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom „Misja Nadziei” powstało w 1997 roku. Jest organizacją pozarządową propagującą ideę rodzinnej opieki zastępczej w Polsce. 

Dla rozwoju idei rodzicielstwa zastępczego potrzebne jest współdziałanie wielu środowisk i wielu ludzi. Profesjonalną rodzinę zastępczą należy uznać za partnera w realizacji zadań opiekuńczych. Są pracownicy socjalni, którzy nawet swój prywatny czas poświęcają dla dobra rodzin zastępczych i rodzinnych domów dziecka. Jednak wiem, że obecne relacje między pracownikami socjalnymi PCPR a rodzinami zastępczymi są złe. Zdarza się, że rodzice zastępczy postrzegani są jako beneficjanci opieki społecznej, a niekiedy jako ludzie z marginesu społecznego. I vice versa — rodzice zastępczy nie darzą pracowników socjalnych zaufaniem, traktują ich często jako bezdusznych, niekompetentnych urzędników, broniących raczej interesów finansowych miasta niż rodzin zastępczych. Pamiętać należy, że rodzice zastępczy to ludzie niedoskonali, a jednak mimo swojej niedoskonałości podejmujący się trudu opieki nad porzuconymi dziećmi. 

Długotrwały stres rodziców zastępczych, a także osób prowadzących rodzinne domy dziecka, spowodowany szkolnymi niepowodzeniami dzieci, kradzieżami, niszczeniem sprzętów domowych, emocjonalną zmiennością, polegającą na tym, że dziecko jednego dnia kocha, a drugiego nienawidzi swoich opiekunów, autoagresją, ucieczkami z domu może znaleźć rozładowanie w dotkliwym karaniu dzieci, w nadmiernej pobłażliwości, wręcz obojętności, w alkoholu, a nawet prowadzić do rozwodu. Zamknięte koło bezradności i frustracji powinno być przerwane w przyjaznej współpracy rodziców zastępczych z pracownikiem socjalnym czy pedagogiem szkolnym. 

Zauważyliśmy, że zbyt łatwo pedagodzy i psycholodzy krytykują rodziców i stawiają im trudne do spełnienia warunki. Istnieje jednak pewna różnica pracownik socjalny zamyka drzwi swojego pokoju i jest wolny od stresu, rodzice zastępczy nie mają takiej możliwości i luksusu, ich praca trwa często 24 godziny na dobę, bez czasu dla siebie. Nie możemy mówić, że w tym, co robimy, kierujemy się tylko dobrem dziecka. Jest to spojrzenie jednostronne. Uważam za bardzo ważne kierowanie się dobrem całej rodziny: rodziców, dzieci biologicznych i dzieci wziętych w opiekę. 

Rodzice zastępczy chcieliby, aby pracownik socjalny był ich powiernikiem, obrońcą, doradcą i przyjacielem. Przykładem mogą być pracownicy np. francuskich czy holenderskich ośrodków rodzin zastępczych, którzy swój szacunek i zainteresowanie okazują np. przez wysyłanie kart świątecznych czy przez organizację spotkań towarzyskich dla rodzin zastępczych. 

Nie akceptuję rozładowywania emocji krzykiem, biciem czy szarpaniem dzieci. Co robić jednak, gdy zdarzy się, że dziecko zostanie poturbowane przez opiekunów lub opiekunowie zastosują wobec dziecka przemoc werbalną czy emocjonalną? Czy sprawa ma trafić do gazet czy do prokuratora? Czy raczej rodzina ta powinna zostać objęta pomocą? Ponowny powrót dziecka do placówki czy przejście do innej rodziny może być bardziej dla niego szkodliwe niż pozostanie w dotychczasowej rodzinie, która być może tylko przejściowo zwątpiła w swoje siły i możliwości. 

Dopatrywanie się, wręcz szukanie sensacji w niepowodzeniach rodziców zastępczych, robienie rozgłosu wokół wypadków nieudolności i braku cierpliwości rodziców zastępczych jest na pewno naganne. A co z prawami rodziców zastępczych? Gdy dziecko obrzuci ich wulgarnymi wyzwiskami lub w napadzie agresji rzuci się na nich, podrapie, zdemoluje łazienkę… Uważam, że bardzo ważną zasadą, jaką powinni się kierować pracownicy socjalni, jest uczciwość, przede wszystkim wtedy, gdy dziecko jest przedstawiane przyszłym opiekunom. Zdarza się, że zdemoralizowane dzieci, mocno zaburzone fizycznie i psychicznie przedstawiane są jako grzeczne, nie powodujące większych trudności wychowawczych. Później brutalna rzeczywistość niszczy i dzieci, i rodziców.

W umacnianiu systemu rodzinnej opieki zastępczej dość istotną rolę może spełnić wolontariat. Trzeba bowiem pamiętać, że u osób, które podjęły się zadań opiekuńczo-wychowawczych, z biegiem czasu pojawia się przemęczenie, osłabienie odporności fizycznej i psychicznej. Dobrze byłoby, aby zaprzyjaźnieni z rodzinami zastępczymi wolontariusze dali im możliwość odpoczynku, wolnego weekendu, a nawet urlopu. Od kilku lat promujemy w naszym kraju projekt zespołu rodzinnych domów zastępczych, który mógłby stać się alternatywą dla działających w pojedynkę rodzinnych domów dziecka. U podstaw tego systemu jest włączenie w życie rodziny wolontariuszy, zaprzyjaźnionych specjalistów oraz umożliwienie rodzicom wypoczynku, ochrony więzi i dobrych relacji między nimi. 

Przez pierwsze cztery lata pobytu dziecka w rodzinie zastępczej koszt opieki jest bardzo duży. Wyniesione przez dzieci nawyki z patologicznych rodzin i z placówek sprawiają, że one nie szanują swoich rzeczy, nagminnie gubią przybory szkolne, niszczą przedmioty, często kradną. Takie zachowania dzieci są zrozumiałe, a ich resocjalizacja bardzo kosztowna. Dlatego widzimy konieczność finansowego wspierania profesjonalnych rodzin zastępczych. Problemy finansowe, z jakimi borykają się rodzice zastępczy czy opiekunowie rodzinnych domów dziecka, troska o finansowe zabezpieczenie przyszłości, są przyczyną ich frustracji. 

Rodzice zastępczy czują się często osaczeni. To, co jest niezauważalne u dzieci żyjących we własnych rodzinach jest natychmiast wychwytywane u dzieci z rodzin zastępczych. Dziecko biologiczne może przyjść do szkoły głodne, z nieodrobionymi lekcjami, może być źle ubrane i nieuczesane. Może mieć jakieś drobne sińce i stłuczenia. Inaczej rzecz ma się z dziećmi przyjętymi pod opiekę. Każde z wyżej opisanych „zaniedbań” rodzi różne przypuszczenia, domysły, komentarze, interwencje. Wskazane jest, aby pracownicy socjalni PCPR wraz z rodzicami i pedagogami szkolnymi starali się tworzyć pełną wzajemnego zrozumienia i zaufania płaszczyznę współpracy. Dla rozwoju społecznego ruchu rodzicielstwa zastępczego potrzebne jest współdziałanie, wzajemna akceptacja rodzin zastępczych, pracowników socjalnych, lekarzy, nauczycieli, pedagogów szkolnych, dziennikarzy, sędziów sądów rodzinnych, pracowników placówek opiekuńczych, duchownych. 

Andrzej Olszewski

Problemy opiekuńczo – wychowawcze
4/2000

Opublikuj komentarz