×

Coraz większy budynek czy coraz więcej dojrzałych ludzi?

Coraz większy budynek czy coraz więcej dojrzałych ludzi?

Przez lata przyzwyczailiśmy się myśleć o rozwoju kościoła w bardzo konkretny sposób. Więcej ludzi oznacza większą salę. Większa sala oznacza większy budżet. Większy budżet pozwala zatrudnić kolejnych pracowników, rozbudować program, kupić lepszy sprzęt i przygotować następny „krok rozwoju”. W pewnym momencie pojawia się kredyt na budynek, który może być spłacany jeszcze długo po odejściu pastora, który przekonywał ludzi, że właśnie tego potrzebuje wspólnota.

Tymczasem obok tego modelu rozwijają się wspólnoty, które zaczynają od kilkunastu osób spotykających się w domu. Kiedy robi się ich zbyt wiele, nie rozpoczynają zbiórki na większą salę. Powstaje kolejna wspólnota. Potem następna. Nie trzeba kampanii finansowej, projektu architektonicznego ani wieloletniego kredytu. Potrzeba natomiast czegoś znacznie trudniejszego do zdobycia, dojrzałych ludzi gotowych wziąć odpowiedzialność za innych.

I właśnie tutaj robi się ciekawie.

W dużym kościele można przez wiele lat pozostawać odbiorcą. Przyjść, usiąść, posłuchać dobrego kazania, zaśpiewać kilka pieśni, wypić kawę i wrócić do domu. Wszystko może być świetnie przygotowane przez pastorów, liderów, muzyków, technicznych i wolontariuszy. W małej wspólnocie znacznie trudniej zniknąć w tłumie, bo tłumu po prostu nie ma. Ktoś musi otworzyć swój dom. Ktoś przygotować Słowo. Ktoś zauważyć człowieka, który przechodzi trudny czas. Ktoś zadzwonić do nieobecnego. Ktoś pomodlić się z drugim człowiekiem. Ktoś pomóc. Ktoś nauczyć się służyć.

Co ciekawe, współczesne megakościoły same coraz częściej tworzą małe grupy. Jakby wielka struktura próbowała odzyskać coś, co wraz ze wzrostem bardzo łatwo zgubić, bliskość, wzajemność i zwyczajne życie razem. Być może warto więc zadać sobie pytanie, dlaczego najpierw budujemy ogromną strukturę, a później tworzymy wewnątrz niej małe wspólnoty, żeby ludzie mogli doświadczyć tego, co od początku było czymś zupełnie naturalnym dla Kościoła.

Nie chodzi przy tym o romantyzowanie kościołów domowych. Dwanaście osób w salonie może stworzyć równie toksyczną wspólnotę jak tysiąc osób w wielkiej hali. Mała grupa również może mieć swojego niepodważalnego lidera, własną hierarchię, kontrolę i duchowe nadużycia. Sam rozmiar niczego jeszcze nie uzdrawia. Dlatego tak ważne są dojrzałość, wzajemna odpowiedzialność, pluralizm przywództwa i świadomość, że Kościół nie jest własnością człowieka stojącego na jego czele.

W Dziejach Apostolskich czytamy o wierzących trwających w nauce apostołów, społeczności, łamaniu chleba i modlitwach. Spotykali się, jedli razem, dzielili życie, pomagali potrzebującym i wzajemnie się budowali. Paweł opisując zgromadzenie w 1 Koryntian 14 mówi: „każdy z was ma…” pieśń, naukę, objawienie. Piotr pisze: „Usługujcie drugim tym darem łaski, jaki każdy otrzymał” (1 P 4,10). To obraz Kościoła, w którym człowiek nie przychodzi wyłącznie po to, żeby coś dostać. Przychodzi również dlatego, że ma coś do dania.

Może więc przed kolejną zbiórką na większy budynek, kolejnym projektem rozbudowy i kolejną wizją „następnego poziomu” warto zadać znacznie prostsze pytanie:

Czy naprawdę potrzebujemy więcej metrów kwadratowych, czy potrzebujemy więcej ludzi, którzy potrafią troszczyć się o innych?

Bo Królestwo Boże można pomnażać także bez cegieł, sceny i kredytu na trzydzieści lat. Jezus zaczął od niewielkiej grupy ludzi, których nauczył, żeby później sami czynili uczniami następnych.

Marek
Przestańcie bawić się w kościół –
https://www.facebook.com/100064697376432

Opublikuj komentarz