Jestem do Bożej dyspozycji – świadectwo
„Lecz o życiu moim mówić nie warto i nie przywiązuję do niego wagi, bylebym tylko dokonał biegu mego i służby, którą przyjąłem od Pana Jezusa, żeby składać świadectwo o ewangelii łaski Bożej.” Dz.Ap. 20:24
Są takie słowa,
że jeśli się je usłyszy, to nie ma wątpliwości
i wiesz, że wypowiada je sam Bóg.
Urodziłem się w rodzinie ewangelicznie wierzącej. Mój dziadek Andrzej Olszewski, z zawodu kowal w 1935 roku prawdopodobnie zetknął się z działającą na Zamojszczyźnie misją E. H. Broadbenta, pod jej wpływem, a także w wyniku czytania Pisma Świętego i bacznej obserwacji tego co dzieje się w Kościele Katolickim, wystąpił z Kościoła i przyłączył się do zboru Wolnych Badaczy Pisma Świętego. Ponieważ tylko taki zbór funkcjonował w najbliższej okolicy. Tu poznawał Boże Słowo, ale i również wiele sprzecznych, z Bożym Słowem nauk które ogłosił amerykański kaznodzieja C.T. Russell.

Urodziłem się w 1963 roku, w piękny, letni sierpniowy dzień, ale z powodu konfliktu serologicznego i hemolizy płodu, lekarze z trudem zachowali mnie przy życiu i tak swoje pierwsze trzy lata życia spędziłem w szpitalach. Dziś wiem, że dotknął mnie, w jakimś stopniu tzw. „hospitalizm” czyli choroba sieroca, gdyż w tamtym czasie odwiedziny rodziców w szpitalach ograniczały się do kilku godzin i to nie we wszystkie dni tygodnia.
Do dziesiątego roku życia praktycznie nie interesowały mnie w jakiś szczególny sposób sprawy religijne, chodziłem z rodzicami na nabożeństwa, uczestniczyłem w domowym czytaniu Biblii, ale nic ponad to. W 1974 roku w naszym zborze zaczął się trudny okres. Z powodu różnic teologicznych co do tzw. „chronologii biblijnej” i „liczbowania” czyli nadania wersetom wartości liczbowych, a następnie ich porównywania, zbór zaczął się dzielić, a wierzący kłócili się miedzy sobą, obrażali się wzajemnie, gniewali, plotkowali, knuli coś, i to nie bacząc na dzieci. To spowodowało rozgoryczenie i zniechęcenie wielu dorosłych, a także lub przede wszystkim dzieci i młodzieży.
Widząc to co działo się w zborze, takie wartości jak braterstwo, miłość, wiara i zaufanie Bogu stały się dla mnie fikcją. Choć chodziłem jeszcze na nabożeństwa, to wewnętrznie odszedłem od Boga i szybko zacząłem ulegać dewastacyjnym wpływom świata i demoralizacji. Jako jedenastoletni chłopiec wagarowałem, uciekałem z domu, kradłem, sporadycznie paliłem papierosy i piłem alkohol.
Taki stan trwał trzy lata, ledwie zdawałem z klasy do klasy, moje oceny z zachowania pozostawiały wiele do życzenia. Nie byłem sam, podobnie jak ja, zniechęceniu uległa moja kuzynka, która mając siedemnaście lat nagle zachorowała, na chorobę której nigdy dokładnie nie nazwano. Justyna traciła wzrok, mięśnie odmawiały posłuszeństwa, po siedmiu miesiącach walki, organizm tej młodej dziewczyny poddał się, na ciele pojawiły się odleżyny a głos ugrzązł gdzieś w piersi. Oddychanie stało się procesem, symbiozą maszyn z umierającym człowiekiem. I tak nadszedł ten dzień, i zgasło życie mojej osiemnastoletniej kuzynki. Jej prawie ostatnimi, jeżeli nie ostatnimi, słowami, gdy proszono ją o wołanie o pomoc do Boga, były słowa. „Nie wierzę”.
Ona była tak jak ja grzeszna, daleka od Boga, kpiąca z Niego, a jednak Bóg zabrał ją a mi zdawał się powiedzieć: „A co z Tobą?. Zależy mi na twoim życiu, nie zrezygnowałem z ciebie.” Zastanowiłem się; przecież równie dobrze, to ja mógłbym umrzeć, a ona mogła żyć. Ta natrętna myśl przyczyniła się do mojego nawrócenia. Wierzę, że Pan dał mi do zrozumienia, że drugi raz w swoim życiu mogłem powiedzieć, jeszcze żyję…
Po pół roku po tym wydarzeniu byłem na jednej z konferencji biblijnych i tam usłyszałem kazanie, a w nim słowa z listu Jakuba Apostoła Jakub 4: 4 „Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga.” I to Słowo mnie trafiło, przeszyło do szpiku kości, stałem jak oniemiały a potem chodziłem i wkoło powtarzałem, Boże chcę być Twoim przyjacielem, Boże chcę być Twoim przyjacielem, Boże chcę być Twoim Przyjacielem. I to był ten dzień. 22 lipca 1977 roku, kiedy zaprosiłem Pana do swojego życia. Dwa lata później 22 lipca 1979 w Pawłowie przyjąłem chrzest wiary. We wrześniu tego samego roku przeżyłem chrzest w Duchu Świętym. Wydarzyło się to pewnej nocy gdy patrzyłem w rozgwieżdżone niebo, gdzieś z dala od miasta, na skraju lasu, się modliłem, nagle Duch Święty napełnił mnie, wystrzeliłem ręce i swoja duszę w kierunku nieba, ogarnęła mnie niesamowita radość, płakałem i gadałem z Bogiem do białego rana. To było niezapomniane, wyjątkowe i fascynujące wydarzenie.
Tymczasem w ruchu o nazwie Zrzeszenie Badaczy Pisma Świętego pojawiły się symptomy przebudzenia religijnego, młodzi ludzie zdegustowani wieloletnimi i bezowocnymi sporami, brakiem działań ewangelizacyjnych, zaczęli czytać tylko Słowo Boże, wiele czasu poświęcali na modlitwę, śpiew i wspólną społeczność. Pojawiły się letnie kursy młodzieżowe i liczne spotkania młodzieży. Byłem bardzo zaangażowany w ten młodzieżowy ruch „przebudzeniowy”, mając nadzieję na odrzucenie nauk ludzkich i przyjęcie czystego Słowa Bożego jako fundamentu naszego duchowego życia. Na jednym z kursów dla dzieci poznałem moją obecną żonę Anię i w 1983 roku pobraliśmy się. Po ślubie oboje aktywnie angażowaliśmy się w służbę dla dzieci i młodzieży. Zaczęliśmy wydawać czasopismo dla młodzieży „Wędrówkę” W tym czasie zostałem wybrany na starszego zborowego i zostałem członkiem międzyzborowego komitetu młodzieżowego.
Te nasze działania „przebudzeniowe” trwały nieco ponad dziesięć lat do 1994 roku, niestety zniewolenie nauką C.T.Russella okazało się silniejsze od nas. Z uwagi na zbyt duże różnice co do takich zagadnień jak: bliska relacja z Bogiem, osobowość i dary Ducha Świętego, nauka o drugim dokonanym przyjściu Pana, badanie dzieł i chronologii biblijnej i uznanie duchowego autorytetu ich autora C.T. Russella, zakończenie powołania i pracy ewangelizacyjnej, podział zbawionych na klasy, wolności co do podnoszenia rąk i klaskania na nabożeństwach, a przede wszystkim odrzucenie boskości Pana Jezusa Chrystusa, podziękowaliśmy za członkostwo i opuściliśmy zbór Badaczy Pisma Świętego, a następnie oboje z żoną i córką, przyłączyliśmy się w 1994 roku do zboru zielonoświątkowego w Będzinie gdzie przez szereg lat angażowaliśmy się w prace wśród dzieci i pracę ewangelizacyjną. W tym okresie Bóg położył nam szczególnie na sercu służbę chrześcijan na rzecz osamotnionych i osieroconych dzieci w naszym kraju. W 1997 roku zarejestrowaliśmy Chrześcijańskie Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom „Misję Nadziei” które zajęło się propagowaniem i zakładaniem w naszym kraju rodzinnych form opieki nad dziećmi. W ramach Stowarzyszenia prowadziliśmy kampanię społeczną „Szukam domu” dzięki której udało się w ciągu sześciu lat, umieścić około 2000 dzieci w rodzinach zastępczych, rodzinnych pogotowiach opiekuńczych i rodzinnych domach dziecka.
Zbór zielonoświątkowy do którego chodziliśmy niestety po jakimś czasie, zaangażował się w tzw. Ruch Wiary, jednak zamiast charyzmatów i uświęcenia ludzie zatracili się w spektakularnej charyzmanii, a w miejsce codziennego pokornego chodzenia z Bogiem, wkradła się pycha, zwiedzenie, zeświecczenie i przyzwolenie na grzech. W 2001 roku z powodu grzechu cudzołóstwa w gronie przywódców, zbór rozpadł się, na kilka grupek. Z powodu tych wydarzeń wielu ludzi zgorszyło się, i wydaje się, że bezpowrotnie odeszło od społeczności z Panem. Wydarzenia w tym zborze miały opłakany w skutkach wpływ na naszych przyjaciół, na nas i na nasze dzieci a ja sam do dziś ubolewałem nad tym, że nie uchroniłem naszych dzieci od tego czego sam doświadczyłem w dzieciństwie. Po latach jednak zobaczyłem, że Bóg celowo poprowadził nas taką, a nie inną drogą.
Po tych wszystkich wydarzeniach, oboje z żoną Anią, córką i z dziećmi, które mięliśmy w ramach rodziny zastępczej 6 kwietnia 2003 roku zostaliśmy członkami zboru Społeczności Chrześcijańskiej Kościoła Zborów Chrystusowych w Dąbrowie Górniczej, gdzie pod troskliwą opieką Pastora i kilku osób wierzących dochodziliśmy do duchowej równowagi. Wdzięczny jestem Bogu za to, że On przez te wszystkie lata był z nami, jednak najbardziej dziękuję za ochronę i za zachowanie naszej wiary. Dziękuję Bogu za to, że przeprowadził nas przez wszystkie burze, troski, zmartwienia i bardzo ciężkie chwile. To był dobry i duchowo bezpieczny czas. Przystań. W tamtym czasie, dzięki łasce Bożej, zostałem starszym zboru, a pomny wielu smutnych duchowych wydarzeń, chciałem budować, zabiegać i pielęgnować dobre braterskie relacje oparte na partnerstwie i jedności w naszym nowym zborze.
Niestety ten duchowy błogostan skończył się w momencie wyjazdu Pastora do kościoła Saddleback Chuch Ricka Warrena w USA. Ten wyjazd odmienił nie tylko Pastora ale i losy zboru w Dąbrowie Górniczej.
Jestem człowiekiem aktywnym, może za bardzo, miałem plany aby kiedyś w Dąbrowie Górniczej powstał działający przy zborze rodzinny dom dziecka, hostel dla potrzebujących ubogich ludzi oraz szkoła biblijna, kształcąca wierzących i mająca dobry duchowy wpływ na południowy region naszego kraju. Jednak moje życie, moje plany, i wszystko to co przed nami jest i było w Jego rękach.
Na przełomie 2007 i 2008 roku uczestniczyłem w Szkole Chrystusa, którą rozpoczął pastor Bert Clendennen, a która odbywała się w naszym zborze. Równolegle do „Szkoły Chrystusa” jako starszy zboru uczestniczyłem w szkoleniu w ramach „Kościoła świadomego celu” Ricka Warrena. To było czołowe zderzenie dwóch idei. Koncepcja Ricka Warrena, a także jego działalność w USA, ekumenizm, chrisislam, projekt P.A.C.E., to wszystko okazało się wyraźnie sprzeczne z nauką Słowa Bożego i wspomnianą „Szkołą Chrystusa”. Rok później Pan natarł na mnie i zmotywował abym przeczytał „od dechy do dechy” liczący blisko 800 stron podręcznik „Szkoły Chrystusa”. W tym czasie doświadczyłem poważnych ataków na moje zdrowie i na różne dziwne sytuacje w moim domu. To była duchowa walka. Mimo tych doświadczeń postanowiłem być wytrwały. Bóg dał siłę. W trakcie czytania tego podręcznika Bóg pokazywał mi niezwykłe rzeczy, porządkował wiele spraw i wlewał święte niezadowolenie oraz palącą troskę o stan chrześcijaństwa, szczególnie ewangelicznego w naszym kraju. Pamiętam, że jednego wieczoru modliłem się tak jak prorok Elizeusz, „Panie proszę cię, niech mi przypadną w udziale dwie trzecie namaszczenia jakie miał pastor Clendennen.” Może to była niezbyt dobra teologicznie modlitwa, ale to było szczere. Wtedy Bóg przemówił do mojego serca, że powołuje mnie do przekazania tego dziedzictwa moim siostrom i braciom w Chrystusie w Polsce. Powołuje do czegoś w rodzaju strażnika i „odźwiernego” w domu Bożym. Czasami się zastanawiam, że może to co obecnie robię jest irracjonalne i w pewien sposób niedorzeczne, być może ktoś jest podirytowany z tego powodu, ale chciałem i nadal chcę robić to co robię, bo wierzę, że taka była wola Boża dla mnie na tamten i na ten czas.
Jednocześnie Pan Jezus pokazał mi bardzo wyraźnie, że doszedł końca etap służby publicznej w sektorze polityki społecznej na rzecz rodzinnej opieki zastępczej. Przez piętnaście lat starałem się mieć jakiś sensowny wpływ na zmianę polityki społecznej w zakresie pomocy osieroconemu dziecku. Miałem przyjemność być jednym z pomysłodawców ustanowienia 30 maja Dniem Rodzicielstwa Zastępczego, współtworzyłem Koalicję na Rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej w Polsce, byłem członkiem zespołu doradców ds. rodzinnej opieki zastępczej przy Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, brałem udział w licznych spotkaniach i konferencjach oraz w pracach komisji sejmowych ds. polityki społecznej. Jednak ten czas się zakończył, w dość dziwnych i smutnych dla mnie okolicznościach. Podczas udziału w Szkole Chrystusa Pan pokazał mi bardzo wyraźnie, że jestem bardziej potrzebny Jego kościołowi i służbie w Jego Królestwie.
W latach 2009 – 2013 Pan dalej pokazuje mi jak bardzo mamy do czynienia z imitacją Bożej Obecności i Bożego działania w kościele. Jak szybko postępuje dewastacja ewangelicznego chrześcijaństwa. W miejsce suwerennego działania Ducha Świętego wprowadzano ludzkie programy rozwoju i budowy kościoła. W miejsce Bożego prowadzenia wprowadzano świetnie działające programy marketingowe, wydarzenia rozrywkowe, jednocześnie doskonaląc metody reklamy i przyciągania ludzi. Zaczęliśmy bardziej dbać o wizerunek, ocieplić go, tak aby być bardziej przyjaznymi dla grzeszników i ich postępowania niż głosić upamiętanie i świętość przed Panem. Wiele wspólnot stało się domami kultury typu cool&crazy. Mając to w świadomości moim zadaniem stało się zwrócenie uwagi temu pokoleniu, żeby słuchali „starszych” braci w wierze, co mają, mieli do powiedzenia. Zauważam, że wiele zapomnianych przemyśleń, ostrzeżeń innych kaznodziei takich jak; Clendennen, Wilkerson, Tozer, Dave Hunt są ponad czasowe i stają się coraz bardziej „namacalne” w dzisiejszych okolicznościach jakie nas otaczają.
Kiedyś podzieliłem się taką myślą, że gdyby istniała taka możliwość to zaprosiłbym i usiadłbym przy jednym stole z bratem w Panu Wilkersonem, Huntem, Clendenenem, Tozerem, a może i z Edwardsem Gene. Wiele się od nich uczę. Tych pięciu, pewnie niektóre kwestie różniły, ale wspólnym mianownikiem była miłość do Pana i ogromna troska o Eklezję. Byli zaniepokojeni dewastacją ewangelicznego chrześcijaństwa, którą dostrzegali w swojej duszpasterskiej posłudze. Ich przesłanie połączone w spójną całość staje się tu i teraz bardzo potrzebnym proroczym „głosem na pustyni”, zachęceniem i napomnieniem dla współczesnego zachodniego chrześcijaństwa.
Przez dwa lata 2010 – 2012 w naszym domu zaczęliśmy czytać serię książek „Chrześcijańscy bohaterowie dawniej i dziś”, głównie nasza uwaga spoczęła na państwach Azji i Dalekiego Wschodu. Zainteresowałem się historią i teraźniejszością misji chrześcijańskich w tamtym regionie. Potem, wierzę, że to był pewien scenariusz Boży dla mojego życia w tym czasie, przeczytałem książki o chińskim wierzącym Bracie Younie, a następnie „Noc miliona cudów” i „Ucieczkę z Korei Północnej” oraz inne książki na temat prześladowanego kościoła. Pod koniec 2012 roku będąc na urodzinach naszego wnuka, na stole zauważyłem przypinany buton z napisem „Módl się o Koreę Północną” Kiedy go wziąłem do ręki to poczułem jakby jakaś siła przyspawała mi ten znaczek do mojej dłoni i w ten sposób rozpoczęła się moja, nasza rodzinna troska, wytrwała i systematyczna modlitwa o naród północno koreański, a szczególnie o żyjących tam Braci i Siostry w Panu. Więc kilka lat poświęciłem tej kwestii.
Zauważyłem, że Bóg powołuje i motywuje mnie, na jakiś określony czas do ściśle określonego zadania. To taka trochę praca na umowę zlecenie, lub umowę o dzieło. Widocznie była potrzeba by w pewnych okresach wykonać pewne konkretne zadanie, rozpocząć je i zakończyć.
Przez trzy lata zaangażowałem się w upowszechnienie idei „Szkoły Chrystusa” Berta Clendennena. Była potrzeba aby przez trzy lata zachęcać innych do wytrwałej modlitwy o Koreę Północną, więc byłem w tym wierny. Nadal modlę się o tej kraj w sposób szczególny. Jednym z takich Bożych zadań było internetowe studium Księgi Objawienia. Księga Objawienia w 365 dni. Potem realizowałem inny projekt który Bóg położył mi na serce. Było to studium Księgi Ezechiela. Wierzę, że Księga Ezechiela i Objawienia odegrają wyjątkową rolę w czasach ostatecznych, zarówno dla Izraela jak i dla chrześcijan. Następnie studium Listu do Rzymian i do Hebrajczyków, studium Księgi Hioba. Warto też nadmienić mój udział w forum opiniotwórczym na Ulicy Prostej, niestety już nie działającym.
Szczególnym trudnym zadaniem, jakie mi powierzył Bóg, było zaangażowanie się, w lutym 2014 r. w ruch przeciwko ekumenizmowi i tzw. Festiwalowi Nadziei, który odbył się w czerwcu 2014 roku. Festiwal ten był współorganizowany z Nową Ewangelizacją KRK, we współpracy i pod „patronatem” kardynała Nycza. Opowiadaliśmy się również, bardzo wyraźnie i zdecydowanie, przeciwko upowszechnianiu w Polsce korporacyjnego modelu organizacji kościoła „cool & crazy” wg idei Ricka Warrena i Billego Hybelsa, kościoła opartego na zasadach współczesnego marketingu, biznesu i profesjonalnego zarządzania zasobami ludzkimi. Było to dla nas bardzo trudne i bolesne doświadczenie. Różnica zdań spowodowała ostry konflikt z Pastorem zboru w Dąbrowie Górniczej. Doświadczyliśmy czegoś co śmiało można nazwać mobbingiem, ostracyzmem i kumoterstwem. Nasz pobyt w zborze wisiał na cienkim, coraz cieńszym włosku.
W czerwcu 2014 r. dowiedziałem się, ze Pastor naszej społeczności, wraz ze skarbnikiem, bez niczyjej wiedzy, bez wiedzy Rady Zboru której byłem członkiem i bez wiedzy społeczności, wyprowadzili z kasy wspólnoty dużą sumę pieniędzy. Następnie okazało się, że przez dwa lata jawnie, prosto w żywe oczy, oboje oszukiwali Radę Zboru, że w finansach wspólnoty jest wszystko w absolutnym porządku, a nie było w porządku. Po ujawnieniu przeze mnie nadużyć finansowych, Pastor zasugerował nam, żebyśmy opuścili zbór. Taka postawa Pastora oraz starszych zboru zadecydowała, że 4 września 2014 roku złożyliśmy pismo z prośbą o wykreślenie nas z listy członków zboru. To było najbardziej mroczne, bolesne i duchowo ciężkie wydarzenie w moim życiu. To przykre dla nas wydarzenie opisałem w odrębnym artykule; „Zabiliście wielu w tym mieście…”.
Te niezbyt miłe doświadczenia spowodowały, że zainteresowałem się losem ludzi, którzy z różnych niezależnych od siebie powodów odeszli ze wspólnot, kościołów, zborów. To grupa ludzi, których w Ameryce nazwano „Nones & Dones”, a w Polsce nadałem jej nazwę Kościelni uchodźcy. Dlaczego odchodzą – dokąd zmierzają? I tak od 2022 do dziś prowadzę w mediach społecznościowych grupę poświęconą osobom, które z powodu duchowych, finansowych nadużyć, hipokryzji, manipulacji i zgorszenia odeszły z kościoła, organizacji religijnej lub są „jedną nogą poza”…
Kościelni uchodźcy to osoby, często głęboko wierzące, które decydują się na opuszczenie wspólnoty, zboru, społeczności chrześcijańskiej lub zerwanie z instytucją Kościoła z powodu traumy, nadużyć seksualnych, finansowych, władzy lub tuszowania przestępstw przez hierarchów kościelnych. Szukają one bezpieczeństwa duchowego i emocjonalnego poza strukturami, które zawiodły ich zaufanie, przenosząc się do innych wspólnot lub żyjąc wiarą indywidualnie.
W latach 2012 – 2023 prowadziłem blogi z myślą teologiczną A.W. Tozera i Dave Hunta. Tozer zmarł w tym samym roku w którym się urodziłem, więc poczuwam się do przejęcia symbolicznej „pałeczki”. Ci dwaj Bracia w bardzo trafny sposób opisują proces zwiedzenia jaki obserwujemy, choć niestety nie wszyscy w naszych czasach, czasach ostatecznych. Pan dał siłę, myśl i możliwości, że książki Tozera w tym „Radykalny krzyż” mogły ukazać się dzięki wydawnictwu „Świadome chrześcijaństwo”. Następnie dzięki grupie 17 wolontariuszy, mogliśmy przetłumaczyć i wydać do PDF książkę Dave Hunta „Inwazja Okultyzmu”. To bardzo cenna pozycja ukazująca jak okultyzm, religia wschodu, religia New Age rozsiada się wygodnie we wspólnotach chrześcijańskich. Dzięki tłumaczowi Tymoteuszowi i Fundacji Areopag ukazała się książka Dave Hunta „Cóż to za miłość – fałszywy obraz Boga w kalwinizmie.” W tym czasie 2023 – 2025 zaangażowałem się w debatę wokół kalwinizmu. Owocem tego sporu jest blog „Cóż to za miłość”.
W historii chrześcijaństwa od czasu do czasu pojawia się jakaś nowa LOGIA lub IZM. To wywołuje kontrowersje, podziały i spory. Takim antagonizującym środowisko ewangelicznych chrześcijan IZMEM jest Kalwinizm. Ponieważ w polskiej przestrzeni jest już dość sporo artykułów promujących Kalwinizm, uznałem za stosowne upowszechnić stanowisko osób nie zgadzających się z Kalwinizmem. Przy czym chciałbym zaznaczyć, że Arminianizm czy Amyraldyzm nie są jedyną odpowiedzią.
Rok 2025 to kolejna Boża „umowa o dzieło”. To trzy książki Edwarda Gene, które przetłumaczyłem do PDF. „Zamerykanizowane chrześcijaństwo”, „Listy do zdruzgotanego [zdewastowanego] chrześcijanina” oraz „Zapobieganie rozłamowi w kościele”.
Kilka lat temu otrzymałem paczkę z anglojęzycznymi książkami. Wśród nich znalazł się maszynopis [preprint] książki Edwardsa Gene „The Americanization of Christianity”. Wielokrotnie brałem ją do ręki i odkładałem. I tak w 2025 roku, pojawiła się przymuszająca wewnętrznie inspiracja, że właśnie teraz jest odpowiedni moment by ta książka ujrzała światło dzienne w Polsce.
Nie wierzę w przypadki. To „właśnie teraz” zbiega się z prezydenturą Donalda Trumpa, a zwłaszcza z duchowym kontekstem jego prezydentury. Zbiega się to z czasem gdy wychodzą na jaw skandal za skandalem, mnożą się ujawniane przypadki duchowych nadużyć w ewangelicznych kościołach w Ameryce.
W sierpniu 2025 roku ruszył portal kilkaminut.pl na którym zamieszczam moje luźne spostrzeżenia, fragmenty rozważań biblijnych, opowiadam o naszych podróżach i mojej pracy zawodowej. Trochę z archiwum Misji Nadziei. Można powiedzieć cały „dorobek” zgromadzony w jednym miejscu. Znajdą się tam cytaty takich osób jak Tozer, Wilkerson, Clendennen czy Dave Hunt. Ponieważ ci, nieżyjący już starsi Bracia w wierze, byli mi ogromnie pomocni w zrozumieniu dziwnych, duchowych przemian, jakie działy się i nadal dzieją się w moim pokoleniu. Zapraszam Ciebie do jej odwiedzenia i czytywania.
Tak wygląda moja droga jaką przygotował Pan. Można powiedzieć, że niektóre lata wydają się zmarnowane. Ale nic z tych rzeczy. Bóg skierował kiedyś do mnie takie słowa zachęty; „Przede wszystkim, Andrzeju, uwierz, że kochający Bóg zesłał te lata na twoje życie… że miał cel w twoim przebywaniu tam gdzie byłeś. Pozytywny cel, który może i będzie Go chwalił oraz błogosławił Jego Kościół. Powiedz Bogu, że chcesz takiego spojrzenia. Przyjmij to spojrzenie, bo to jest jedyna, prawdziwa droga, by spojrzeć na te lata. Zmarnowane? Wcale nie. Pochodzące od Boga. Zrozum to, a pewnego dnia będziesz Mu błogosławił za te lata…”
Obecnie spotykamy się w małej grupie w ramach zboru braterskiego, kościoła domowego w Dąbrowie Górniczej. Modlimy się i Pan pokazuje, że wspólnota domowa może być miejscem, ucieczki dla wielu poranionych i zagubionych ludzi w naszej okolicy, którzy byli w różnych kościołach, a obecnie są z różnych powodów poza nimi. W małej grupie uczymy się czym jest wspólnota. Czy jest to idealne miejsce? Nie. Niedoskonali ludzie nie stworzą idealnych miejsc, ale dążymy do doskonałości. Pięknym testem dla naszej jedności i wierności Bogu był czas tzw. pandemii w 2020 – 2022 roku. Trudny czas, ale dziękować Bogu, że był w tym wszystkim razem z nami.

W tym miejscu chciałbym podziękować Bogu za Jego opiekę i ochronę, mojej żonie Ani, za wyrozumiałość, cierpliwość, wsparcie, i że jest każdego dnia obok. Również Braciom i Siostrom ze wspólnoty i tym którzy na przestrzeni 48 lat mojej drogi z Panem, udzielali porad i napomnień, byli i są nadal dla mnie zachętą i wsparciem.
Owocem tych wszystkich wspomnianych doświadczeń jest artykuł, który napisałem w 2015 roku pt. „Szokujące poselstwo pewnego lewity.” Nie wiem jaka droga jest jeszcze przed nami. Bóg każdemu z nas daje drogę odpowiednią do Jego woli i przeznaczoną dla nas. Bóg jest suwerennym Ojcem, wychowuje nas i prowadzi. Czasami posoli nas ogniem. On jest niezależny i wie co robi. Jestem do Bożej dyspozycji. Mamy październik 2026 roku… Jezus Chrystus, Bóg mój i Pan mój, Jemu niech będzie chwała i cześć.
Szokujące poselstwo pewnego Lewity –
https://www.kilkaminut.pl/wp-content/uploads/2025/09/poselstwo-Lewity.pdf
Zabiliście wielu w tym mieście –
https://www.kilkaminut.pl/wp-content/uploads/2026/10/Zabiliscie-wielu-w-tym-miescie.pdf



Opublikuj komentarz