Menno Simons
Wiele Kościołów i chrześcijan było tak bezlitośnie i brutalnie oskarżanych o ogrom niegodziwości i błędów, że zaczęto powszechnie wierzyć w te oszczerstwa i przyjmować je bez kwestionowania. Nie powinno to dziwić, gdyż sam Pan, gdy zapowiadał swoją nadchodzącą hańbę, cierpienie, śmierć i zmartwychwstanie, od razu dodał, że Jego uczniowie muszą iść w Jego ślady. Został opacznie przedstawiony i fałszywie oskarżony; przedłożono przed Niego rabusia; oszuści i motłoch szaleńczo wołali o Jego ukrzyżowanie. Jego śmierć odbyła się w towarzystwie złoczyńców, a świat nie uwierzył w Jego zmartwychwstanie, zaledwie Jego uczniowie. Cóż więc dziwnego, że ci, którzy poszli za Nim, doświadczali tego samego. Kajfasz i Piłat, władza religijna i świecka, połączyły siły, by skazać ich na oplucie, biczowanie i okrutną śmierć; tłum, zarówno uczony jak i nieuczony, wołał przeciwko nim; zostali ukrzyżowani między dwoma złoczyńcami, fałszywą doktryną i złym życiem, z którymi nie mieli żadnego związku poza tym, że zostali przybici pośród nich. Spalono ich księgi i wymyślono dla nich doktryny, które miały zapewnić ich potępienie. Chociaż prowadzili pobożne i dobre życie, zostali opisani jako winni postępowania, które istniało tylko w podłej wyobraźni ich oskarżycieli, po to aby można było usprawiedliwić okrucieństwo ich morderców. Nazywani paulicjanami, albigensami, waldensami, lollardami, anabaptystami i wieloma innymi nazwami, których sama wzmianka kojarzyła się z heretykiem, schizmatykiem, wywracaniem świata do góry nogami, stanęli przed tym samym sędzią, który stał, by przyjąć Szczepana ukamienowanego przez uczonych jego czasów; a ich nauki o tolerancji, miłości i współczuciu dla uciśnionych stały się dziedzictwem wielu, którym ich imiona są nieznane.

Menno Simons, który przeżył te czasy (1492-1559) i był dobrze przygotowany do przemawiania, będąc jednym z głównych nauczycieli wśród praktykujących chrzest wierzących, napisał: „Nikt nie może naprawdę oskarżyć mnie o to, że zgadzam się z nauką z Münster, przeciwnie, od siedemnastu lat, aż do dnia dzisiejszego, sprzeciwiam się jej i zwalczam ją prywatnie i publicznie, głosem i piórem. Tych, którzy jak lud Münster odrzucają krzyż Chrystusa, gardzą słowem Pana i poddają się ziemskim pożądliwościom pod pretekstem właściwego postępowania, nigdy nie uznamy za naszych braci i siostry”. „Czy nasi oskarżyciele chcą powiedzieć, że ponieważ jesteśmy zewnętrznie ochrzczeni tym samym rodzajem chrztu co oni, to musimy być uznani za należących do tego samego ciała i społeczności; wtedy odpowiadamy: Jeśli zewnętrzny chrzest może zdziałać tak wiele, to oni sami powinni zastanowić się, w jakiej pozostają społeczności, ponieważ jest jasne i oczywiste, że cudzołożnicy, mordercy i im podobni otrzymali ten sam chrzest, co oni!”
Po wydarzeniach w Münster, zbory wierzących fałszywie oskarżonych o współudział w tych fanatycznych ekscesach, były prześladowane z większą niż kiedykolwiek przemocą a wszelkie oczekiwania uzyskania wolności sumienia i wyznania oraz stania się władzą dla ogólnego dobra narodów niemieckich, zostało ugaszone. W obliczu największych niebezpieczeństw, rozproszone i nękane resztki zostały odwiedzone i umocnione przez Menno Simonsa, po czym niektóre ze zreorganizowanych wspólnot zostały nazwane Mennonitami, choć nie z własnego wyboru.
W swojej autobiografii , napisanej po 18 latach zaangażowania w tę pracę, opowiada, jak w wieku 24 lat został księdzem (rzymskim katolikiem) w wiosce Pingjum (we Fryzji, Holandia Północna). „Co do Pisma Świętego”, mówi, „nigdy w życiu go nie dotknąłem, bo bałem się, że jeśli je przeczytam, to zostanę wprowadzony w błąd…. Rok później, ilekroć miałem do czynienia z chlebem i winem podczas mszy, przychodziła mi do głowy myśl, że może to jednak nie jest ciało i krew Pana…. początkowo przypuszczałem, że takie myśli pochodzą od diabła, który wyprowadzi mnie na manowce mojej wiary. Często spowiadałem się z tego i modliłem się, jednak nie mogłem pozbyć się tych myśli”. Swój czas spędzał wraz z innymi księżmi na piciu i różnych bezużytecznych rozrywkach, a ilekroć wspominano o Piśmie Świętym, tylko się z niego naśmiewał. „W końcu – pisze – postanowiłem dokładnie przeczytać Nowy Testament. Nie zaszedłem z nim zbyt daleko, kiedy zdałem sobie sprawę, że zostaliśmy oszukani… Dzięki łasce Pana z dnia na dzień wzrastałem w poznawaniu Pisma, a niektórzy niesłusznie nazywali mnie kaznodzieją ewangelicznym. Wszyscy mnie szukali i chwalili, bo świat mnie kochał, a ja kochałem świat. A jednak powszechnie mówiono, że głoszę słowo Boże i jestem dobrym człowiekiem.”
„Później, chociaż nigdy w życiu nie słyszałem o braciach, zdarzyło się, że bogobojny, pobożny bohater o imieniu Sicke Snyder został ścięty w Leeuwarden, ponieważ odnowił swój chrzest. Brzmiało to dla mnie niesamowicie, że mówi się o ponownym chrzcie. Uważnie przestudiowałem Pismo i przemyślałem tę sprawę poważnie, ale nie znalazłem tam żadnej informacji o chrzcie niemowląt. Kiedy to zrozumiałem, rozmawiałem o tym z moim pastorem i po długich rozmowach musiał on przyznać, że chrzest niemowląt nie ma żadnego oparcia w Piśmie Świętym”. Następnie Menno wertował książki i poprosił o radę Lutra oraz Bucera i innych. Każdy podał mu inny powód chrztu niemowląt, ale żaden z nich nie odpowiadał Pismu Świętemu.
W tamtym czasie został przeniesiony do swojej rodzinnej wioski Witmarsum (również we Fryzji), gdzie nadal czytał Biblię, odnosił sukcesy i był podziwiany, ale wciąż prowadził beztroskie, pobłażliwe życie. „Spójrz, mój czytelniku” – kontynuuje – „pozyskałem wiedzę zarówno o chrzcie, jak i o wieczerzy, dzięki wielkiej łasce Bożej, dzięki oświeceniu Ducha Świętego poprzez częste czytanie Pisma Świętego i rozmyślanie nad nim, a nie poprzez chwyty zwodniczych sekt, o co jestem obwiniany. Jednak jeśli ktokolwiek i w jakikolwiek sposób pomógł mi w rozwoju, zawsze będę za to wdzięczny Panu. Po moim około rocznym pobycie w nowym miejscu, zdarzyło się, że pewni ludzie poruszyli kwestię chrztu. Nie wiem, skąd przybyli, gdzie należeli ani kim byli i teraz tego nie wiem, nawet ich nie widziałem. Wtedy rozrosła się sekta z Münster, przez którą wiele pobożnych serc, także spośród nas, zostało oszukanych. Moja dusza była w wielkiej rozpaczy, bo zauważyłem, że mieli gorliwość, a jednak doktrynalnie byli w błędzie. Poprzez mój niewielki dar, poprzez kazania i napominanie, przeciwstawiałem się temu błędowi, jak mogłem…. Jednak żadne moje napomnienia nic nie dały, bo sam wiedziałem że postępowałem niewłaściwie. Jednak po całym świecie rozeszła się wieść, że jestem świetny w zatykaniu ust tym ludziom i wszyscy bardzo mnie cenili. Widziałem więc, że jestem mistrzem zatwardziałych, którzy mi ufali. To sprawiło mi niemałą udrękę w sercu i westchnąłem z tego powodu do Pana modląc się: Panie dopomóż mi, abym nie obciążał się grzechami innych ludzi! Moja dusza była zmartwiona i myślałem o końcu, że nawet gdybym zdobył cały świat i żył tysiąc lat, a potem w końcu musiał udźwignąć ciężką rękę i gniew Boga, co wtedy bym zyskał?”
„Potem te biedne, zwiedzione owce, nie mające prawdziwych pasterzy, po wielu okrutnych edyktach, po wielu rzeziach i morderstwach, zebrały się razem w miejscu zwanym Starym Klasztorem i, niestety!, podążając za bezbożną nauką Münster wbrew Duchowi, Słowu i przykładowi Chrystusa, dobyły w swojej obronie miecza, który Pan nakazał Piotrowi włożyć do pochwy. Wtedy krew tych ludzi, chociaż zostali zwiedzeni, obciążyła moje serce tak, że nie mogłem tego znieść, ani znaleźć spokoju w mojej duszy. Walcząc przeciwko własnej duszy rozważałem moje nieczyste, cielesne życie, moje obłudne nauczanie i bałwochwalstwo, które codziennie okazywałem, choć sam tego nie pochwalałem. Widziałem na własne oczy, jak ci fanatycy, choć nie głoszący zdrowej nauki, chętnie poświęcali dzieci, dobra i krew za swoje przekonanie i wiarę, a ja byłem jednym z tych, którzy pomogli niektórym z nich pokazać zło papiestwa; niemniej jednak kontynuowałem swoje rażące życie i znane zło a to tylko z tego powodu, że lubiłem wygody ciała i chciałem uniknąć krzyża Chrystusa.
Te myśli wgryzły się w moje serce do tego stopnia, że nie mogłem tego dłużej znieść. Pomyślałem sobie: nędzny ja człowiek, co mam zrobić? Jeśli nadal tak postępuję i nie poddaję się w całości Słowu mojego Pana, mając wiedzę, która została mi dana, a nie potępiam Słowem Pana zatwardziałego cielesnego życia i obłudy teologów, jak również ich zepsutego chrztu, wieczerzy i fałszywego nabożeństwa, na ile pozwala mi mój niewielki dar; jeśli, z powodu cielesnego strachu, nie otworzę prawdziwej podstawy prawdy, nie pokieruję, w miarę moich możliwości, niewinnych błąkających się owiec, które tak chętnie czyniłyby dobrze, gdyby tylko wiedziały jak, ku pastwisku Chrystusa, jakże ta krew, chociaż jest to krew błądzących, miałaby nie przemówić przeciwko mnie w sądzie wszechmogącego i wielkiego Boga i nie ogłosić sądu nad moją biedną duszą! Moje serce drżało w moim ciele. Modliłem się do mojego Boga z westchnieniem i łzami, aby udzielił mi, udręczonemu grzesznikowi, daru Swojej łaski, stworzył we mnie czyste serce, poprzez skuteczność krwi Chrystusa, przebaczył moje nieczyste ścieżki i próżne wulgarne życie i dał mi mądrość, ducha, odwagę i męski heroizm, abym mógł szczerze głosić Jego pełne czci Najwyższe Imię i Jego święte słowo oraz wydobyć na światło Jego prawdę ku Jego uwielbieniu.”
„Teraz zacząłem, w imieniu Pana, nauczać publicznie z ambony prawdziwych słów pokuty, kierować ludzi na wąską drogę, potępiać wszystkie grzechy i bezbożne drogi, a także wszelkie bałwochwalstwo i fałszywy kult Boży oraz świadczyć otwarcie, czym jest chrzest i wieczerza Pańska według zamysłu i zasady Chrystusowej, na ile dotąd otrzymałem łaskę od mojego Boga. Ostrzegałem też wszystkich przeciw niegodziwości z Münster, jej królowi, poligamii, królestwu i mieczowi, czyniłem to gorliwie i wiernie, do momentu kiedy po dziewięciu miesiącach Pan wyciągnął do mnie Swego ojcowskiego Ducha, Swoją pomoc i potężną rękę, w taki sposób że jednocześnie bez przymusu byłem w stanie zrezygnować z honoru, swego dobrego imienia i reputacji wśród ludzi, a także całej mojej antychrześcijańskiej niegodziwości i prostackiej arogancji. Teraz z własnej woli postawiłem się w skrajnej nędzy i ubóstwie, pod ciężarem krzyża mego Pana Chrystusa, bojąc się Boga w mojej słabości, szukając ludzi bojących się Boga, wśród których znalazłem też niektórych, choć nielicznych, o prawdziwej gorliwości i doktrynie; spierałem się ze zwiedzionymi, pozyskałem niektórych z nich dzięki pomocy i mocy Bożej i poprowadziłem ich przez słowo Boże do Pana Chrystusa. Zatwardziałych i zawziętych powierzyłem Panu. Widzisz, mój czytelniku, tak oto miłosierny Pan przez darmowy dar ogromnej łaski dla mnie, nieszczęsnego grzesznika, najpierw zamieszał w moim sercu, dał mi nowy umysł, upokorzył mnie w Swojej bojaźni, doprowadził mnie do pewnej miary poznania siebie samego, wyprowadził mnie z dróg śmierci na wąską drogę życia i w czystym miłosierdziu powołał mnie do społeczności świętych. Jemu chwała na wieki! Amen.”
„Mniej więcej rok później, gdy spokojnie czytałem i pisałem, przeszukując słowo Pańskie, przyszło do mnie sześć, siedem lub osiem osób, jednego serca i jednej duszy; w życiu i wierze, o ile można sądzić, nienagannych, oddzielonych od świata według świadectwa Pisma Świętego, pod krzyżem, w przerażeniu patrzących nie tylko na Münster, ale także na wszelkie zło i sekty godne potępienia na całym świecie. W wielkim błaganiu prosili mnie, w imieniu tych, którzy boją się Boga, którzy szli w jednym duchu i umyśle ze mną i z nimi, abym wziął sobie do serca ciężki smutek i rozpaczliwą potrzebę strapionych dusz, gdyż głód jest wielki, wiernych gospodarzy bardzo niewielu i abym mógł zwrócić lichwie funt, który niezasłużenie otrzymałem od Pana… Kiedy to usłyszałem, moje serce było głęboko zmartwione, ogarnęła mnie udręka i strach; z jednej strony widziałem małość mojego daru, mój brak wiedzy, moją słabą naturę, bojaźń mego ciała, niezmierzoną niegodziwość, przekorę i tyranię tego świata, wielkie, potężne sekty, przebiegłość wielu duchów, i ciężki krzyż zaczął na mnie niemało naciskać; jednak z drugiej strony widziałem godny pożałowania głód, brak i potrzebę bogobojnych pobożnych dzieci, ponieważ widziałem dosyć wyraźnie, że były to proste, opuszczone owce, które nie mają pasterza.
Wreszcie, po wielu błaganiach, oddałem się do dyspozycji Pana i Jego Kościoła, pod warunkiem, że przez jakiś czas będą oni razem ze mną żarliwie wzywać Pana, abym, jeżeli jest to Jego łaskawą wolą, mógł i służył ku Jego uwielbieniu, aby Jego ojcowska dobroć dała mi takie serce i usposobienie, abym mógł świadczyć razem z Pawłem: Biada mi, gdybym ewangelii nie głosił; a jeśli miałoby być inaczej, to aby On temu zapobiegł… Zobacz, drogi czytelniku, że nie zostałem powołany do tej służby przez lud Münster ani przez żadną inną wywrotową sektę, jak to się o mnie oszczerczo mówi, ale niegodny ja, przez taki lud… który był gotów iść za Chrystusem i Jego Słowem, który w bojaźni Bożej żył skruszonym życiem, z miłością służył bliźnim, cierpliwie niósł krzyż, szukał zbawienia i dobra wszystkich ludzi, kochał sprawiedliwość i prawdę i nienawidził nieprawości i niegodziwości. Są to z pewnością żywi i mocni świadkowie tego, że nie są żadną przewrotną sektą, o co są oskarżani, ale prawdziwymi chrześcijanami, choć nieznanymi światu, jeśli w ogóle wierzyć, że słowo Chrystusa jest prawdziwe i Jego nieskazitelnie święty przykład jest nieomylny i słuszny.”
„W taki to sposób ja, nędzny i wielki grzesznik, zostałem oświecony przez Pana i nawrócony, uciekłem z Babilonu i wszedłem do Jerozolimy i ostatecznie rozpocząłem tą trudną i wyniosłą służbę. Ponieważ osoby wymienione powyżej nie zaprzestały w swoich prośbach, a także moje własne sumienie skłoniło mnie do tego… bo ujrzałem wielki głód i potrzebę… oddałem się Panu całym ciałem i duszą, oddałem się w Jego łaskawe ręce i wtedy (1537) zacząłem uczyć i chrzcić zgodnie z Jego świętym słowem, z moim niewielkim darem pracy na polu Pańskim, budować Jego święte miasto i świątynię, ustawiać upadłe kamienie z powrotem na ich miejsce. A wielki i potężny Bóg, w wielu miastach i krajach, przyznał się do słowa prawdziwej pokuty, słowa Jego łaski i mocy, wraz ze zdrowym korzystaniem z Jego świętych sakramentów, poprzez naszą małą służbę, nasze nauczanie i niewykształcone pisma, we wspólnocie z prawdziwą służbą, pracą i pomocą naszych wiernych braci; sprawił objawienie się Swego Kościoła tak chwalebnym i obdarzył go tak niepokonaną mocą, że nie tylko wiele pysznych i wyniosłych serc stało się pokornymi, nie tylko wielu nieczystych stało się czystymi, pijących trzeźwymi, chciwych wspaniałomyślnymi, okrutnych życzliwymi, bezbożnych bogobojnymi; ale poprzez chwalebne świadectwa, jakie składają, wiernie oddali swoje dobra i krew, ciała i życie, jak można to codziennie oglądać aż do dnia dzisiejszego.
Z pewnością nie mogły to być owoce i znaki fałszywej nauki, przez którą Bóg nie działa; nie mogłoby to istnieć tak długo i pod tak ciężkim krzyżem i nędzą, gdyby nie przez słowo i moc Wszechmocnego. Co więcej, bracia są uzbrojeni w tak wielką łaskę i mądrość, zgodnie z tym co Chrystus obiecał wszystkim swoim, są tak uzdolnieni przez Boga w ich pokusach, że wszyscy uczeni tego świata i najsłynniejsi teologowie, jak również wszyscy winni krwi tyrani, którzy (niech Bóg się nad nimi zmiłuje!) chełpią się, że także są chrześcijanami, stoją zawstydzeni i pokonani przez tych niezwyciężonych bohaterów i pobożnych świadków Chrystusa; tak, że nie mają innej broni, nie mogą znaleźć innych środków niż wygnanie, schwytanie, torturowanie, palenie i mordowanie, jak to było w zwyczaju i nawyku węża starodawnego od początku, jak i, niestety! codziennie jest w wielu miejscach w naszej Holandii.”
„Popatrzcie, to jest nasze powołanie i nauka, to są owoce naszej służby, z powodu której jesteśmy tak strasznie i z taką wrogością bluźnieni i prześladowani. Czyż wszyscy prorocy, apostołowie i wierni słudzy Boży nie wydali chętnie takich samych owoców przez swoją służbę – pozostawimy to osądowi wszystkich dobrych ludzi… gdyby zły świat słuchał naszej nauki, która nie jest nasza, lecz naszego Pana Jezusa Chrystusa, i podążał za nią w bojaźni Boga, nie ma wątpliwości, że pojawiłby się świat lepszy i bardziej chrześcijański niż jest teraz, tak by było! Dziękuję mojemu Bogu, który dał mi łaskę, że choćby miało się to stać przez moją własną krew, pragnę, aby cały świat został wyrwany z bezbożnych złych dróg i zdobyty dla Chrystusa.”
“…Mam też nadzieję, że z pomocą Pana, nikt na całym świecie nie będzie w stanie prawdziwie oskarżyć mnie o chciwość lub luksusowe życie. Złota ani bogactwa nie mam, nawet ich nie pragnę, chociaż są niektórzy nieuczciwego serca, którzy mówią, że jem więcej pieczystego, niż oni mielonego, i piję więcej wina niż oni piwa… Ten, który… kupił mnie… i powołał mnie do swojej służby, zna mnie i wie, że nie szukam ani pieniędzy, ani dóbr, ani przyjemności, ani pociechy na ziemi, ale tylko chwały mojego Pana, zbawienia własnego i wielu. Z tego powodu musiałem cierpieć z moją wrażliwą żoną i małym dzieckiem, tak ogromny strach, presję, smutek, nędzę i prześladowania, teraz już od osiemnastu lat, że muszę żyć w ubóstwie, w ciągłym strachu i zagrożeniu naszego życia. Tak, kiedy inni kaznodzieje leżą na miękkich łóżkach i poduszkach, my musimy wkradać się potajemnie do ukrytych zakamarków. Kiedy otwarcie bawią się na weselach itp., przy piszczałkach, bębnach i fletach, my musimy się rozglądać za każdym razem, gdy szczeka pies, ze strachu, czy nie ma tam tych, którzy chcą nas schwytać. Podczas gdy wszyscy witają ich jako doktorów lub mistrzów, my musimy pozwalać na nazywanie nas anabaptystami, narożnymi kaznodziejami, oszustami i heretykami i witanie nas w imieniu diabła. Wreszcie, zamiast być nagradzani, tak jak oni są za ich służbę wysokimi pensjami i dobrymi dniami, naszą nagrodą i udziałem od nich jest ogień, miecz i śmierć.”
„Spójrz więc, mój prawdziwy czytelniku, w jakim niepokoju i ubóstwie, smutku i niebezpieczeństwie śmierci, ja, nieszczęsny człowiek, nieustannie pełniłem służbę dla mojego Pana aż do tej godziny i mam nadzieję, że będę kontynuował ją dalej dzięki Jego łasce, ku Jego uwielbieniu, tak długo jak będę tułał się po tym świecie. Czego teraz ja i moi prawdziwi współpracownicy szukaliśmy w tej trudnej i niebezpiecznej służbie, wszyscy dobrze życzący mogą łatwo ocenić, na podstawie samej pracy i jej owoców, ale raz jeszcze błagam szczerego czytelnika, ze względu na Jezusa, aby przyjął z miłością to wyciśnięte ze mnie wyznanie o moim oświecającym nawróceniu i powołaniu i zastosował je w jak najlepszy sposób. Zrobiłem to z wielkiej potrzeby, po to aby bogobojny czytelnik mógł wiedzieć, jak się sprawy mają, ponieważ wszędzie byłem oczerniany przez kaznodziejów i obwiniany wbrew prawdzie, tak jakbym został powołany i wyświęcony na ten urząd przez rewolucyjną sektę. Niech ten kto boi się Boga czyta i osądzi!”

Menno Simons poświęcił się odwiedzaniu, ponownemu gromadzeniu i budowaniu Kościołów wierzących rozproszonych przez prześladowania. Czynił to w Holandii, aż do czasu (1543) kiedy został uznany wyjętym spod prawa, za jego głowę wyznaczono cenę, na śmierć miał być skazany każdy, kto go ukrywał, i obiecano ułaskawienie przestępcom, którzy wydaliby go więzom kata. Zmuszony w ten sposób opuścić Holandię, po wielu tułaczkach i niebezpieczeństwach znalazł schronienie we Fresenburgu w Holstein, gdzie hrabia Alefeld był w stanie go ochronić, a nie tylko jego, ale i wielu prześladowanych braci. Ten szlachcic, dotknięty krzyczącą niesprawiedliwością, z powodu której cierpieli ci niewinni ludzie, przyjął ich z najwyższą życzliwością, a wraz z nim znaleźli nie tylko mieszkanie i zajęcie, ale także wolność wyznania, tak że we wsi Wüstenfelde i innych w okolicach zgromadził się liczny Kościół. We Fresenburgu Menno otrzymał środki do drukowania i mógł swobodnie publikować swoje pisma, które były szeroko rozpowszechniane, a wpadając w ręce władz w różnych stanach, oświecał ich co do prawdziwego charakteru nauk, które oni tak bezlitośnie, bez zrozumienia ich, starali się stłumić. Miało to swój wpływ na zmniejszenie prześladowań i wprowadzenie pewnej miary wolności kultu. Menno zmarł spokojnie we Fresenburgu (1559). Imigranci założyli w Holsztynie nowe gałęzie przemysłu, które rozkwitły i przyniosły krajowi dobrobyt, do czasu kiedy nie zostały zmiecione przez wojnę trzydziestoletnią.
Artykuł w języku angielskim –
Menno Simons: Przywódca radykalnej reformacji –
https://thegenevanfoundation.com/menno-simons-leader-of-the-radical-reformation/
Menno Simons Wikipedia –
https://en.wikipedia.org/wiki/Menno_Simons
Menno-Kate
Życie pełne prześladowań i wygnania koncentruje się bardziej na szukaniu kryjówek niż na pozostawianiu widocznych zabytków. Ale Menno-Kate stanowi wyjątek – miejsce, gdzie wciąż można wyczuć ducha anabaptyzmu XVI wieku. Choć ukryty wśród wysokich drzew, jest wyraźnie widoczny na obrzeżach Bad Oldesloe.
Pierwotnie mieścił drukarnię, w której reprodukowano pisma Menno Simonsa, w tym drugie wydanie jego Księgi Założycielskiej, a także traktat przeciwko reformowanemu przywódcy z Emden, Johannesowi a Lasco. Menno Simons mógł mieszkać tymczasowo w chacie. Z pewnością spędził ostatnie lata życia, po wygnaniu z Wismaru w 1554 roku, aż do śmierci w 1561 roku, w kręgu anabaptystów, którzy znaleźli schronienie w pobliskiej wiosce Wüstenfelde, należącej do dóbr Fresenburg.
Chata Menno-Kate została zbudowana z kamieni polnych i staromodnej cegły, otynkowanej na biało. Zarówno domek, jak i lipa na froncie są chronionymi zabytkami. Lipę prawdopodobnie posadził sam Menno Simons.



Opublikuj komentarz