Mój lud nastawiał sobie bałwanów
„I nastawiali sobie bałwanów jak ludy okoliczne…” (Król.17:10;15).

Wisi nad nami wielki pożar Świata. Podwaliny ziemi będą wstrząśnięte wszechmocną ręką Bożą – a chrześcijaństwo siedzi beztrosko przed swoimi bałwanami telewizyjnymi i marnuje cenny czas. Szatan i jego demoniczne hordy śmieją się w kułak patrząc na miliony chrześcijan, którzy siedzą przed swoimi idiotycznymi babilońskimi skrzyniami i tracą przy tym cały zapał dla Boga.
Przez telewizję osiągnął diabeł rezultat, jak przez żaden inny rodzaj demonicznego przenikania. Z pomocą mówiącego bałwana osiągnął on w tym pokoleniu dokładnie to samo, co udało mu się kiedyś w raju. Jeszcze raz wkracza on na scenę z tymi samymi trzema pokusami, którymi wówczas zwiódł ludzi: pycha życia, pożądliwość oczu i pożądliwość ciała. Telewizja stwarza możliwość wprowadzenia między lud wszystkich tych trzech pokus.
Przed dwudziestu pięciu laty programy telewizyjne były jeszcze stosunkowo niewinne i nieszkodliwe. Były tam dobre programy rozrywkowe dla całej rodziny, wykazujące do tego wysoki poziom moralny. Na zakończenie programu nadawano każdego dnia krótkie nabożeństwo i modlitwę. Większości dzieciom Bożym telewizja nie przynosiła wtedy szkody – poza wieloma godzinami zmarnowanego czasu. Ale w ostatnich latach obraz zmienił się totalnie. Dzisiaj telewizja nie jest ani niewinna, ani dobra i w żadnym wypadku nie odpowiada już moralnemu poziomowi człowieka, który całym sercem kocha Pana Jezusa Chrystusa.
Duch świata i Antychrysta ma tymczasem światową telewizję [media] pod całkowitą kontrolą. Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata” (I Jana 2:16). A jeżeli ktoś kocha świat, to „nie ma w nim miłości Ojca” (I Jana 2:15).
Bóg położył mi na sercu, aby trąbić na rogu i tym samym ostrzec przed wszystkimi bałwanami w życiu i w domach Jego ludu, aż każdy z nas będzie mógł powiedzieć: „…W domu swoim będę chodził w niewinności serca. Nie stawiam przed oczy swoje niegodziwej rzeczy (…) nie przylgnie ono do mnie” (Ps.101:23). Niektórzy przeczytawszy ten rozdział na pewno powiedzą: „Wcale nie wiedziałem, że telewizja stała się takim strasznym bałwanem. Nie wiedziałem, że Bóg tak gniewa się z tego powodu. Nie wiedziałem, że jest ona w tym czasie ostatecznym najmocniejszą bronią szatana przeciwko zbrodni i ludowi Bożemu”.
Wszyscy zwycięzcy powinni jak najszybciej zareagować 1 usunąć tę ohydę, aby uniknąć strasznych sideł diabła. Skoro tylko kochające Pana Jezusa dziecko Boże usłyszy wyraźną mowę Pana przeciwko tym bałwanom, powinno nie zwlekając posłuchać i dać oczyścić się z grzechu. Jednakże większość chrześcijan i również większość kaznodziejów będzie z tego drwić. Będą oni odsyłać do wypowiedzi apostoła Pawła, że bałwany są nicością. Ale nie będą chcieli nic wiedzieć o ostrzegawczych słowach tego samego Pawła, dotyczących demonicznego ducha, kryjącego się za bałwanami.
To poselstwo przeznaczone jest tylko dla tych, którzy drżą przed Słowem Bożym; dotyczy ono wszystkich prawdziwie wierzących, otwartych na działanie Ducha Świętego w naszych dniach i pragnących oddać się mu na prowadzenie. Duch Boży pracuje nad tym, aby wyprowadzić Kościół Jezusa z jego duchowego cudzołóstwa z tym bożkiem techniki, jak również z wieloma innymi bałwanami, demaskowanymi przez Niego. Rzesze modlących się poznały, że grzechem jest mieć w domu tę rzecz obłożoną klątwą; posłuchali oni polecenia: Ducha Świętego i i wyrzucili go. Z mojego domu zniknął on również i czuję się zmuszony do przekazania tego, co Bóg wyjaśnił mi przy czytaniu Jego Słowa. Telewizja jest wielkim złem w Jego oczach i nie przystoi oblubienicy Chrystusa plamić się takim pospolitym nierządem.
Jestem przekonany, że szatan trzyma światową telewizję całkowicie w swoim ręku i rozbudował ją jako swój najsilniejszy bastion w naszych czasach. Sądzę, że książęta i i moce demonów, panujące w powietrzu, kontrolują większą część programów telewizyjnych włącznie z obrzydliwymi reklamami erotycznymi.
Sodomici w domu
Gdy w modlitwie przygotowywałem to, ciągle słyszałem w duchu słowa: „Sodomici są w domu! Sodomici są w domu!” Wiedziałem, że to Bóg mówił, jak zła i bezbożna jest telewizja. Przypomniał mi historię Lota i wizytę aniołów, którym dał schronienie na noc. Z całego miasta zbiegli się Sodomici, otoczyli dom Lota i próbowali wyłamać drzwi i wedrzeć się do domu, aby porwać aniołów. Ci jednak porazili ich ślepotą, tak że tamci nie weszli.
Ale teraz Sodomici są wewnątrz, w naszych domach. I teraz my jesteśmy tymi, którzy porażeni są ślepotą. Homoseksualni autorzy scenariuszy, aktorzy i producenci otwarcie pokazują nam swoje grzeszne kicze. Możesz się z tym godzić lub nie, ale znajdujesz się razem ze wszystkimi, którzy są w twoim domu, pod demonicznym, sodomickim ostrzałem.
Niektórzy udają jakoby przemoc nie była głównym tematem w telewizji, ale ja twierdzę, że tak jest. Bóg nienawidzi wszelkiej przemocy. Z jej powodu kazał On nawet zatopić ziemię. „Rzekł tedy Bóg do Noego: Położę kres wszelkiemu ciału, bo przecież nie ziemia pełna jest nieprawości; zniszczę je wraz z ziemią” (I Mojż.6:13).
Ten naród będzie wkrótce zalany niespotykaną falą przemocy. I bardziej dzikiej, bezbożnej, i wszechogarniającej nie będzie można sobie wyobrazić. W telewizji można dokładnie zaobserwować jak coraz mocniej zbiera się na „burzę przemocy”. Na przykład przedstawiciele niektórych dyscyplin sportowych we wszelkiego rodzaju walkach, używający dawniej kapsułek z farbą, imitującą krew, każą sobie dzisiaj drogo płacić za to, że zadają sobie lub innym rany. Tysiące ludzi zjeżdża się, aby przeżyć, jak ci mężczyźni tarzają się w swojej własnej krwi. Walki te transmitowane są przez telewizję, a widzowie coraz bardziej spragnieni są krwi. Poważnie zbliżyliśmy się już do ducha Rzymu z jego lwami, gladiatorami i strumieniami krwi.
Boży gniew naprawdę mocno rozgorzał z powodu ciągłego wystawiania na widok krwi i przemocy. Jakże Pan może trzymać swoją rękę i swego Ducha nad chrześcijanami, którzy oglądając coś takiego wyrażają przez to swoją milczącą zgodę na takie rzeczy? Bóg powiedział mi wyraźnie i pokazał, jak gniewa się z tego powodu, gdy jeszcze sam miałem tego bałwana w swoim domu. Pewnego razu oglądałem program, w którym pięcioosobowa banda zamierzała brutalnie mordować i okaleczać ludzi. Nagle wypełnił mnie Duch Święty i zacząłem drżeć. Bóg ukazał mi jasno, że nie pozwoli, aby Jego namaszczenie spoczywało na mnie, jeżeli dalej będę to oglądał. Powiedział mi, że muszę traktować mój telewizor jak bałwana, w którego szatan tchnął swego ducha i że muszę się z nim raz na zawsze rozstać. Nie będzie już dla mnie żadnego doskonałego objawienia, otwartego nieba, spoczywającego namaszczenia i również żadnej manifestacji doskonałej woli Bożej, jeżeli będę nieposłuszny i nadal będę marnował mój cenny czas przed tym ołtarzem piekła. Gdy usłuchałem Boga i wyrzuciłem bałwana, nie mogłem zachować się inaczej. Upadłem przed moim Panem na kolana i godzinami wylewałem łzy radości. Cóż za wspaniałe uwolnienie! Dopiero teraz stało się dla mnie jasne, jak mocno tkwiłem w straszliwych szponach tego szatańskiego uzależnienia nie tylko ja, lecz również większość innych dzieci Bożych.
Odtąd ostrzegam ciągle chrześcijan przed telewizją. Ale oni rezygnację z niej uważają za rzecz prawie niemożliwą. A jak jest z Tobą? Widzę wierzących strasznie przywiązanych do telewizji i płaczę nad ich ślepotą. Nawet najwierniejsze dzieci Boże dały się temu uwięzić, ale nie chcą się do tego przyznać. Nadszedł czas, w którym Duch Święty tak wyraźnie ukazuje ohydę tego bałwana, że żaden zwycięzca nie może już siedzieć przed nim i być nadal w ścisłej społeczności z Chrystusem.
Przywiązanie wierzących do telewizora przeraża mnie dogłębnie. Wiele prawdziwych dzieci Bożych zgodzi się ze wszystkim, co mówię o nadchodzącym sądzie, o muzyce diabelskiej w domu Bożym, o cudzołóstwie i rozwodach wśród wierzących i o duchowej oziębłości wśród ludu Bożego. Lecz niech nikt nie waży się dotknąć ich ukochanej telewizji! Gdy zacząłem głosić to poselstwo, ku mojemu przerażeniu zauważyłem, że telewizja stała się w ogóle najczulszym punktem wierzących. Nawet moi najlepsi przyjaciele mówią:
„Wiem, że to, co słyszałeś, jest naprawdę od Pana. Odczuwam działanie Ducha Świętego, gdy ostrzegasz chrześcijan. Twoje słowa poruszają gdzieś głęboko w moim sercu jakąś strunę. Ale ta sprawa z telewizją, która stała się bałwanem – tego nie mogę przyjąć. Prawdopodobnie jest to punkt, który Pan załatwia z tobą osobiście. To poselstwo nie dotyczy ani Kościoła Jezusa jako całości, ani dojrzałych chrześcijan. Że tak wiele cennych dzieci Bożych nie widzi nic złego w telewizji, a nawet jej zażarcie broni, wprawia mnie w przerażenie. Cóż za tajemną moc wywiera ona na naszych bliźnich? Dlaczego dzieciom Bożym tak trudno jest z tego zrezygnować? Jest to dla mnie tym bardziej zrozumiałe, że Duch Święty powołał mnie, abym ostrzegał przed tym niebezpieczeństwem. Musimy na nowo usłyszeć ostre słowa Jana Chrzciciela: „Wydawajcie więc owoce godne upamiętania…” (Łuk.3:6). Paweł, zwiastun wielkiej łaski Bożej, głosił dokładnie to samo: „Lecz głosiłem najpierw tym, którzy są w Damaszku, potem w Jerozolimie i i po całej krainie judzkiej, i poganom, aby się upamiętali i nawrócili do Boga i spełniali uczynki godne upamiętania” (Dz.26:20). Uczynki nie mogą nas uratować, lecz są wyrazem łaski Bożej, którą przeżyliśmy.
Sądzę, że każdy chrześcijan czytający to, musi się wkrótce zdecydować albo za, albo przeciwko pełni Ducha Świętego. Już Ezechiel ostrzegał: ,„…ponieważ wszyscy odstąpili ode mnie z powodu bałwanów” (Ez. 14,5). Nie dlatego, że ja to mówię, lecz dlatego, że to, co jest pokazywane w telewizji, będzie tak bardzo nikczemne i zepsute, że również cieleśni chrześcijanie poznają wpływ szatana, który wszystko opanowuje.
[…]
Nasze bałwany wstrzymały deszcz wiosenny
„…zbezcześciłeś kraj swoim wszeteczeństwem i swoją złością. I dlatego ustały deszcze jesienne, i nie było deszczów wiosennych…” (Jer.3,23).
Deszcz wiosenny pada znów od dnia Zielonych Świąt, ale w naszych czasach powstrzymywany jest przez wielu z powodu ich złości, gdyż poszli za bałwanami.
Z pewnością są obszary, na których deszcz pada, ale ogólnie zbór Jezusa i rodziny wierzących przedstawiają raczej obraz posuchy i beznadziejności. Deszcze są wstrzymywane z powodu wszeteczeństwa – z powodu duchowego nierządu.
Bogu sprawia ból fakt, że „Jego dzieci giną z pragnienia, podczas gdy On tak chciałby spuścić na ich suchą ziemię przelewające się strumienie – wodę, w której mogliby pływać. Nasze domy powinny stale cieszyć się jego łagodnym deszczem, takim jaki pada na świeżo skoszoną murawę. Tak powinien przez cały czas opadać na nas Duch Święty ze swoją łagodną naturą. Zamiast tego ryczy telewizor, rozdziera domową ciszę, zasypuje nas brudem, jaki nie powinien być tolerowany w żadnym chrześcijańskim domu. Nasze zbory powinny być przepełnione żywą wodą, wypływającą spod tronu Boga. Powinna ona całkowicie zaspokoić pragnienie, a suchą ziemię wzbudzić do nowego życia. Ale nie mamy deszczu wiosennego, ponieważ jest on wstrzymywany – i zacznie znowu padać dopiero, gdy zniknie ohyda z naszych domów. Nie może tak być, abyśmy przystępowali do Boga zajmując się jeszcze w myślach uwodzicielskimi obrazami ostatniego programu telewizyjnego.
W naszym domu znowu pada deszcz, odkąd nie ma tego przeklętego bałwana. Również w mojej służbie na nowo odczuwam strumienie niebiańskiego deszczu. Moja dusza jest przepełniona żywą wodą. Zaczęło się w tym dniu, w którym zniszczyłem wszystkie moje bożki: ducha cudzołóstwa, bezbożną muzykę, telewizję i wszystko inne, co nie było pożyteczne. Wierzę w to, co powiedział Izjasz: „I zniży się pycha człowieka, a wyniosłość ludzka opuści się, lecz jedynie Pan wywyższy się w owym dniu, a bożki doszczętnie zginą” (Izaj.2:17-18).
Wielu chrześcijan zawoła: „To jest zakon”
Jeden z moich współpracowników wyrastał w bardzo surowym domu, gdzie telewizja była zabroniona. Dzieciom nie wolno było nawet pójść do sąsiada, aby od czasu do czasu obejrzeć jakiś program. Opowiadał mi, że on i jego bracia byli okropnie znieważani i lżeni, ponieważ ich „święty” ojciec miał takie zapatrywania. Wyśmiewano się i kpiono z nich.
Gdy potem ożenił się i sam miał dzieci, obiecał im, że zawsze będą miały w domu telewizor, aby zaoszczędzić im upokorzeń, jakie sam musiał znosić będąc chłopcem. Lecz potem Duch Święty zaczął wyprowadzać go z błędu, gdy musiał doświadczyć, jak jego syn stawał się coraz bardziej buntowniczy, a sceny, które widział w telewizji, zaczął wprowadzać w czyn.
Pewnego dnia, gdy akurat pisałem ten rozdział, przyszedł ten współpracownik do mnie wśród łez zwierzając się: „Właściwie czy wiesz, kto nas najbardziej krytykował, gdy byliśmy dziećmi?” Zapytał. „Naturalnie, dzieci diabła”, odpowiedziałem, nie zastanawiając się. „Otóż nie! To byli ludzie ze zboru i ich dzieci; to byli członkowie chóru, koledzy mego ojca, którzy wyśmiewali się z jego zakonu”.
Tymczasem stało mu się to obojętne. Bóg uwolnił go i jego dom od wstydu przed ludźmi, a bałwan musiał zniknąć. Ten mąż odczuwa dzisiaj całkiem nowy respekt wobec swego nieżyjącego ojca. „On miał rację, absolutną”, mówi.
Skąd nadejdzie największa krytyka poselstwa tego rozdziału? Od prostytutek, narkomanów, włóczęgów, kryminalistów? Od proboszczów i wpływowych świeckich ludzi Kościoła państwowego?
Nie! Nadejdzie ona od ewangelicznych pastorów, od kaznodziejów baptystycznych i zielonoświątkowych, którzy zbędą to jako zakon. Zaliczą mnie oni do tej samej kategorii ludzi, którzy publicznie łamią płyty i palą książki. Powiedzą: „Telewizja nie jest bynajmniej bałwanem tylko dlatego, że on tak uważa. Ma ona naprawdę również swoje dobre strony i nie można jej tak po prostu wyrzucić. Wilkerson usiłuje tylko wmówić wszystkim chrześcijanom swoje przekonania”.
Dzisiaj nic mi to już nie zaszkodzi. Mimo to przykro mi, gdy bezbożni mówią na to „Amen”, a wierzący drwią.
Paweł mówił, że bożek jest nicością i również mięso ofiarowane mu jest nicością, ale ostrzega on przed duchem, który kryje się za bożkiem. Telewizor sam w sobie jest nicością — tylko meblem bez życia. Ale za nim kryje się duch ożywiający, kontrolujący go i mający wpływ na skłonność człowieka do zła. Oczywiście możliwe jest, że jakiś mąż Boży ożywi ten aparat duchową mocą, ale wtedy powinien on zwracać się do zgubionych. Absolutnie nie jest to konieczne, abym ja oglądał te programy.
[…]
Nasz brzuch i inne bożki
Precz z brzuchem jako bożkiem! Precz z obżarstwem jako bożkiem! Precz z hulanką i nadmiernym spożywaniem pokarmów! Precz z łakomstwem, pożądaniem coraz wymyślniejszych delikatesów, podczas gdy świat stoi u progu swego totalnego zniszczenia. Wielu chrześcijan wcale nie zdaje sobie z tego sprawy, że hołdują obżarstwu jako bogu. W coraz większym stopniu stajemy się narodem ludzi z nadwagą, dla których jedzenie i picie więcej znaczy niż oczyszczenie i oczekiwanie. Powinniśmy się wstydzić! Rozwaga! Ba! Musimy być radykalni i bezlitośnie wytępić te bałwany, dopóki jeszcze mamy czas.
Precz z zalewem informacji jako bożkiem! Nie ma czasu na Boże Słowo, ale wystarczająco dużo czasu na napychanie sobie głowy wiadomościami. Gazety, książki, komputery, czasopisma — ostatecznie przecież musimy być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami! Ale głód informacji stał się bożkiem dla wielu, z kaznodziejami włącznie. Zburz go, przyjmuj całkowicie na nowo ofiarowane ci przez Boga objawienia, zajmując się oczyszczającym uświęcającym Słowem Bożym.
Przestańmy zastępować jednego bożka drugim. Znam chrześcijan, którzy zburzyli swego bożka telewizyjnego, aby zastąpić go jedzeniem i piciem, filmami, sportem, rozrywką, bezwartościowymi czasopismami i niepotrzebnymi książkami. Jednym z powodów, dla którego Bóg chciałby, żebyśmy rozstali się z telewizją, jest to, abyśmy mieli więcej czasu na modlitwę, czytanie Biblii i duchowy wzrost. Jeżeli nie wykorzystamy mądrze zaoszczędzonego czasu, to będzie on wkrótce poświęcony nowemu bożkowi. Zatrzymaj sobie spokojnie swój telewizor, jeżeli nie jesteś gotowy wykorzystać zaoszczędzonego czasu na modlitwę i szukanie Boga. Potrzebna jest samodyscyplina, aby świat myśli poddać Chrystusowi. Zanurz się w Słowo Boże, aż stanie się ono dla ciebie całkowicie nową księgą — aż poczujesz się pociągnięty do niego i będzie ono mogło rozwinąć w tobie swoją oczyszczającą moc. Kto z radością zbliża się do Boga, ten nie potrzebuje już telewizji. „Na cóż mi jeszcze bałwany?” (Oz.14,8).
Fragmenty z trzeciego rozdziału z książki Dawida Wilkersona
„Nadszedł dzień Pana”
Set the Trumpet to thy Mouth
1985
Rozdział w PDF jest dostępny pod adresem –
https://www.kilkaminut.pl/wp-content/uploads/2026/09/Nadszedl-Dzien-Pana-R3.pdf



Opublikuj komentarz