×

Kryzys Bożym wezwaniem do refleksji

Kryzys Bożym wezwaniem do refleksji

Czy jesteśmy świadkami kończenia się funkcjonowania pewnego modelu Kościoła ewangelicznego?

Od kilku lat rozmawiam z wierzącymi z różnych wspólnot ewangelicznych w Polsce. Coraz częściej słyszę podobne słowa: „Ludzi jest coraz mniej.” Nie chodzi o pojedynczy zbór ani jedną denominację. Takie głosy pojawiają się w różnych miejscach kraju.

Nie twierdzę, że dotyczy to wszystkich wspólnot. Są zbory, które rozwijają się i wiernie służą Chrystusowi. Jednak coraz trudniej nie zauważyć, że wiele zborów przeżywa wyraźny kryzys.

Z drugiej strony oficjalne statystyki pokazują, że wspólnoty ewangeliczne w Polsce nadal stanowią niewielki odsetek społeczeństwa. Według danych GUS większość z nich liczy od kilkuset do kilku tysięcy wiernych, a tylko nieliczne przekraczają kilkanaście tysięcy członków.

Coraz częściej słychać od pastorów i wierzących, że wiele wspólnot przeżywa trudniejszy okres, a część zborów zmaga się z odpływem ludzi.

Jeszcze niedawno wielu tłumaczyło odejścia wiernych głównie ich duchowym stanem: brakiem wytrwałości, obrazą czy buntem. Ale dziś coraz częściej pada inne pytanie:

A jeśli problem leży również w sposobie funkcjonowania wielu współczesnych zborów?

Coraz więcej osób publicznie opowiada o doświadczeniach manipulacji, duchowej kontroli, nadużywania autorytetu, tuszowania grzechów przywódców czy budowania kultu lidera. Pojęcie traumy religijnej przestało być nieznanym terminem i coraz częściej pojawia się także w dyskusjach chrześcijańskich.

Internet również wiele zmienił. Dawniej pastor był często jedynym źródłem nauczania. Dzisiaj każdy może porównać to, co słyszy z kazalnicy, z Pismem Świętym, posłuchać nauczycieli z różnych krajów i przeczytać świadectwa ludzi, którzy opuścili wspólnoty z powodu nadużyć.

W rezultacie coraz więcej wierzących zaczyna zadawać pytania, których wcześniej nie odważyli się postawić.

Dlaczego w Nowym Testamencie widzimy aktywne Ciało Chrystusa, a w wielu współczesnych zborach większość wierzących jest jedynie widownią?

Dlaczego jedna osoba mówi niemal przez całe spotkanie, skoro apostoł Paweł opisuje zgromadzenia, w których wielu mogło usługiwać ku zbudowaniu całego Kościoła?

Dlaczego tak łatwo budujemy rozpoznawalne marki, platformy i nazwiska liderów, skoro Jezus powiedział, że największy ma być sługą wszystkich?

Nie piszę tego po to, aby kogokolwiek potępiać. Piszę, ponieważ wierzę, że kryzys może być również Bożym wezwaniem do refleksji.

Historia Kościoła pokazuje, że gdy ludzkie struktury zaczynały przysłaniać Chrystusa, Bóg wielokrotnie rozpoczynał odnowę. Nie przez doskonalenie systemu, ale przez powrót do prostoty Ewangelii. Czy podobnie jest dzisiaj?

Nie wiem. Ale mam silne przekonanie, że nie kończy się Kościół Jezusa Chrystusa. Kończy się pewien sposób myślenia o Kościele.

Być może Bóg już od dawna przygotowuje ludzi, którzy nie będą budować swojej tożsamości wokół jednego charyzmatycznego lidera, jednej organizacji czy jednej marki. Ludzi, którzy odkryją na nowo, że Kościół to przede wszystkim żywe Ciało Chrystusa, wspólnota uczniów, którzy wzajemnie sobie usługują, noszą swoje ciężary, trwają w nauce apostolskiej, łamaniu chleba i modlitwie.

Może właśnie przez obecny kryzys Bóg prowadzi swój lud z powrotem do tego, co było od początku.

Nie do większych scen. Nie do bardziej profesjonalnych programów. Ale do efektywnego uczniostwa u stóp Jezusa.

Możesz opuścić kościół, a mimo to nadal nosić go w sobie.

Nie mam na myśli budynku. Mam na myśli ciężar, który niektórzy wynoszą z miejsc, gdzie mieli spotkać Jezusa… Poczucie winy. Lęk przed zadawaniem pytań. Strach przed odrzuceniem.

Przekonanie, że Bóg jest surowy i nieustannie niezadowolony. Potrzeba zasługiwania na Jego miłość. Uzależnienie od opinii duchowych autorytetów.

Niektórzy mówią: „To tylko obraza na kościół.”

Nie zawsze. Czasami człowiek przez lata był poddawany manipulacji, kontroli, zawstydzaniu lub duchowej presji. Takie doświadczenia nie znikają w dniu, w którym opuszcza daną wspólnotę. Dlatego wielu ludzi nie potrzebuje przede wszystkim kolejnego kościoła. Potrzebuje na nowo poznać Jezusa. Nie Jezusa przedstawionego przez system. Nie Jezusa używanego do wywierania presji. Nie Jezusa, którym straszono. Lecz prawdziwego Jezusa, dobrego Pasterza, który nie łamie trzciny nadłamanej i nie gasi tlącego się knota.

Jeżeli Twoja droga prowadzi dziś przez proces uzdrowienia, nie myśl, że jesteś sam. Bóg nie odrzuca ludzi poranionych przez religię. On zaprasza ich do siebie. To, co wydarzyło się w przeszłości, nie musi definiować całego Twojego życia. Jezus potrafi odbudować zaufanie, przywrócić pokój i pokazać, kim naprawdę jest Ojciec.


Religia mogła Cię zranić. Jezus przyszedł, aby Cię uzdrowić.


Marek
Przestańcie bawić się w kościół –
https://www.facebook.com/100064697376432



Opublikuj komentarz