×

Religijny aktywizm budowany na temacie nadużyć

Religijny aktywizm budowany na temacie nadużyć

Temat nadużyć w Kościele stał się ostatnio bardzo popularny. I dobrze, że się o nich mówi. Przez zbyt wiele lat wiele rzeczy zamiatano pod dywan, ofiary uciszano, a niewłaściwe zachowania usprawiedliwiano „dobrem Kościoła”, autorytetem lidera albo koniecznością zachowania jedności.

Ale pojawiło się też coś, co zaczyna mnie coraz bardziej drażnić: religijny aktywizm budowany na temacie nadużyć.

Nagle wielu chce być obrońcą skrzywdzonych. Pojawiają się strony, kanały, posty, komentarze, szkolenia, analizy i deklaracje o „zdrowym Kościele”. Tyle, że czasami mówią o tym ludzie, którzy sami funkcjonują dokładnie w tych strukturach, które takie nadużycia wyjątkowo łatwo umożliwiają. I tutaj zaczyna się poważny problem z wiarygodnością. Jeżeli jesteś częścią systemu, w którym ogromna władza skupiona jest w rękach jednego pastora, w którym trudno go realnie rozliczyć, w którym sprzeciw wobec lidera bywa przedstawiany jako bunt, brak lojalności albo „dotykanie pomazańca”, a odejście ze zboru traktowane jest niemal jak duchowa zdrada, to nie wystarczy napisać kilku postów przeciwko nadużyciom. Bo właśnie ten system sam w sobie tworzy doskonałe warunki do ich powstawania.

Nie znaczy to, że każdy pastor jest oprawcą ani że w każdym zborze dochodzi do przemocy. Chodzi o coś innego: jeśli struktura daje jednej osobie zbyt dużą władzę, ogranicza możliwość jej rozliczenia i uczy ludzi podporządkowania człowiekowi w imię „porządku duchowego”, to prędzej czy później ktoś tę władzę wykorzysta. Dlatego trudno poważnie traktować walkę z nadużyciami prowadzoną przez ludzi, którzy jednocześnie bronią systemu tworzącego dla tych nadużyć idealne środowisko.

Jeszcze gorzej, kiedy sami stosowali podobne mechanizmy wobec innych. Można pisać o manipulacji i samemu manipulować. Można potępiać kontrolę i samemu kontrolować ludzi.

Można mówić o przemocy duchowej, a później używać ambony, pozycji, autorytetu albo grona zwolenników do uciszania krytyki. Można walczyć z kultem lidera, jednocześnie bardzo starannie budując własną religijną markę. Można wreszcie uczynić z cierpienia innych ludzi kolejny nośny temat, dzięki któremu zdobywa się uwagę, zasięgi i pozycję.

Dlatego zanim zaczniesz publicznie potępiać krzywdzące mechanizmy, dobrze byłoby najpierw uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie czy sam nie jestem częścią systemu, który je produkuje?

A jeśli jesteś, to może zamiast kolejny raz mądrzyć się na Facebooku o tym, co inni powinni zmienić, idź najpierw posprzątać na własnym podwórku.

Sprawdź, jak traktowani są ludzie w twojej wspólnocie. Sprawdź, czy można bezpiecznie skrytykować lidera. Sprawdź, czy ktoś, kto odchodzi, nadal jest traktowany jak brat lub siostra, a nie jak wróg. Sprawdź, czy osoby skrzywdzone mogą mówić bez strachu, że zostaną uciszone, obwinione albo nazwane zgorzkniałymi. Sprawdź wreszcie, czy sam nie używasz wobec innych tych metod, które tak chętnie piętnujesz u kogoś innego.

Jeżeli widzisz już, że system jest wadliwy, że koncentracja władzy sprzyja nadużyciom, że ludzie są ranieni i że samemu trudno funkcjonować w nim inaczej, być może pierwszym świadectwem sprzeciwu wobec nadużyć nie powinien być kolejny post. Być może powinno nim być wyjście z tego systemu.

Bardzo łatwo zostać dziś internetowym obrońcą skrzywdzonych. Znacznie trudniej zrezygnować z pozycji, tytułu, wpływu i struktury, z której samemu się korzysta.

Najpierw własne podwórko.

Potem pouczanie reszty świata.

Dopiero wtedy słowa zaczynają coś kosztować.

I właśnie wtedy zaczynają być wiarygodne.

Marek
Przestańcie bawić się w kościół –
https://www.facebook.com/100064697376432

Opublikuj komentarz