Dlaczego Emerging Church przyciąga młodych ludzi?
17 listopada 2007 r.
Tom: Słuchacie programu Search the Scriptures Daily, w którym zachęcamy wszystkich pragnących poznać Bożą prawdę, by szukali w Słowie Bożym wszystkiego, co jest niezbędne do zbawienia i prowadzenia życia w sposób miły Bogu.
W tej części programu kontynuujemy naszą serię poświęconą ruchowi kościoła wschodzącego. Jeśli nie znacie tego trendu w chrześcijaństwie ewangelicznym, to warto wiedzieć, że jest to prawdopodobnie najszybciej rozwijający się ruch w dzisiejszym kościele, zwłaszcza wśród młodych dorosłych. Przyciąga on głównie osoby w wieku od 18 do 30 lat, a w szczególności tych, których zraziły kościoły nastawione na poszukiwaczy lub zorientowane na cel [świadome celu], które były mocno zaangażowane w działania na rzecz wzrostu kościoła. A deklarowanym celem ruchu kościoła wschodzącego jest przedstawienie światu – a w szczególności naszej kulturze młodzieżowej, która pozostaje pod naprawdę silnym wpływem postmodernistycznych postaw, przekonań i praktyk – tego, co nazywają „chrześcijaństwem na nowo odkrytym” lub „chrześcijaństwem na nowo wyobrażonym”.
Dave, na początek muszę chyba powtórzyć, że wśród osób zaangażowanych w ruch kościoła wschodzącego istnieje różnorodność przekonań. Niektórzy wydają się tylko próbować swoich sił w tym ruchu, podczas gdy inni chcą w pełni zaangażować się w cały program; naprawdę chcą się w to włączyć. Są jednak tacy – konserwatywni chrześcijanie i kościoły – którym podobają się niektóre aspekty tego ruchu i którzy do niego dołączają. Dzisiaj chciałbym omówić niektóre aspekty ruchu kościoła wschodzącego, które są atrakcyjne dla młodych ludzi.
Po pierwsze, jak już wspomniałem, wielu zniechęcają światowe wpływy, które wkradły się do ich kościołów ewangelicznych. Mam oczywiście na myśli programy przyjazne i wrażliwe na potrzeby osób poszukujących, oparte na idei „życia świadomego celu”. Wiele kościołów mocno zaangażowało się w ruch „życie świadome celu”. Są one więc bardzo popularne, zwłaszcza wśród większych kościołów, które mogą sobie pozwolić na różne programy. A to może być dość kosztowne.
Dave: Ale czy w tym ruchu też nie spotkają się ze światowymi wpływami?
Tom: Cóż, Dave, nie sądzę, żeby było co do tego jakiekolwiek wątpliwości. Myślę, że oba ruchy są naprawdę zorientowane na konsumenta. Daje się młodym ludziom to, czego chcą, a starszym – muzykę komercyjną, no wiesz, cokolwiek im się podoba. Ale, Dave, oto moje pytanie: młodzi ludzie mówią, że w tych ruchach przyjaznych poszukującym brakuje im szacunku dla duchowości, którego pragną. Co byś na to odpowiedział?
Dave: Cóż, to zależy od tego, co rozumiesz przez szacunek. Nie sądzę – nie wiem, byłem w kościele Ricka Warrena, obserwowałem go, słuchałem jego przemówień i widziałem, co się tam dzieje. Nie zauważyłem braku szacunku. Ale jeśli oczekujesz czegoś na wzór Kościoła prawosławnego lub Kościoła katolickiego – jeśli zależy ci na liturgii i tym podobnych elementach – to prawdopodobnie uznałbyś to za brak szacunku. Ja jednak nie nazwałbym tego… Cóż, to zależy – jaki masz zespół uwielbienia? Czy po prostu ożywiają atmosferę, czy dają popis, czy też panuje tam atmosfera szacunku? To jeden z problemów, z którymi ja też się borykam, Tom.
Tom: No wiesz, ludzie – może to więcej mówi o naszych czasach, Dave. Widzisz tam facetów w czapkach z daszkiem, widzisz ludzi pijących latte, no wiesz, rozgościli się. I wiesz, można by powiedzieć: „No dalej, Tom, jesteś tu trochę staromodny”. Cóż, do czego zmierzam – i może wynika to z tego, że przez 30 lat dorastałem w Kościele rzymsko-katolickim – nie chodzi o to, że było tam bardziej duchowo, ale to środowisko budziło w tobie poczucie podziwu i szacunku wobec Boga, w przeciwieństwie do czegoś tak swobodnego. „Czekaj chwilę, my tu po prostu tak sobie jesteśmy”.
Dave: Tak. Cóż, Tom, dla mnie to całkiem proste – czy to przeszłoby w obecności Boga w niebie? Lepiej się nad tym zastanów, bo widziałem niektóre tak zwane zespoły uwielbienia… To znaczy, wydają się robić wszystko, by się wyróżnić. Na przykład mają teraz modę na potargane fryzury, albo… sam nie wiem. Trzeba nosić dżinsy z dziurami, bo wtedy jest się „na czasie”.
Tom: Tak, albo występ jest bardzo ważny.
Dave: To jest właśnie występ. Ale mam zastrzeżenie i pewnie rozgniewam niektórych ludzi. Powiedzą: „Cóż, więcej cię tu nie zaprosimy!”. Ale mam problem z całą tą ideą zespołów uwielbienia. To trochę tak, jakby: „No dobrze, teraz będziemy się modlić”. A żeby się modlić, mamy tam tych chłopaków i dziewczyny, którzy zaśpiewają kilka piosenek, a to wprowadzi nas w modlitwę.
Mogę wam powiedzieć, że wychowałem się w społeczności – nie oznacza to, że to jest właściwy sposób postępowania, ale mówię wam, mieliśmy w sobie cześć dla Boga. Co tydzień poprzez chleb i kielich wspominaliśmy śmierć, pogrzeb i zmartwychwstanie Chrystusa. Siedzieliśmy tam – to znaczy, nikt nie wychodził na scenę, śpiewając: „No dalej, zróbmy to i tamto”. Mogę wam powiedzieć, że płakaliśmy. Serca były pochylone w uwielbieniu, gdy siedzieliśmy tam, myśląc o tym, co Chrystus dla nas uczynił.
Widzicie, dla mnie uwielbienie to nie tylko ktoś na scenie, kto nakłania was do śpiewania. To coś znacznie głębszego. Wynika to z serca, z głębokiego, przemyślanego uznania tego, kim jest Bóg, kim jest Jezus Chrystus i ile kosztowało nasze odkupienie. I nie znajduję tego w większości tak zwanych nabożeństw uwielbienia i zespołów uwielbienia.
Tom: Dave, zazwyczaj trzymam się od tego z daleka. Nie mam słuchu muzycznego. Potrafię wydawać radosne dźwięki na cześć Pana, ale muzyka to nie moja działka, więc wolę się wycofać i pozwolić ci wziąć na siebie część odpowiedzialności za to. Ale tym razem zamierzam zabrać głos, by podzielić się pewnym pomysłem, przemyśleniem, opinią, a ludzie mogą to po prostu zignorować, gdy tylko wypowiem te słowa. Myślę, że zespół uwielbienia, czyli ludzie, którzy zapewniają muzykę – i to jest całkowicie biblijne. Przeglądam Psalmy i widzę te wszystkie różne instrumenty, i to jest świetne. Ale chciałbym, żeby zespół uwielbienia, grupa czy jakkolwiek to nazwać, przesunął się na tył kościoła, żeby nie rozpraszał uwagi. Niech ich muzyka dociera do wiernych. To tylko pomysł.
Dave: Tom, wydaje mi się, że w ogromnej większości piosenek, które śpiewają i które są popularne w różnych kościołach, nie dostrzegam zbyt wiele uwielbienia. Mówiłem to już wcześniej: uwielbiamy samo uwielbienie, zakochaliśmy się w miłości i chwalimy samo chwalenie, ale nie ma w tym nic o Panu! Uwielbienie to oddawanie Mu czci. Chciałbym mieć jakieś przemyślenia o Nim, jeśli mam Go wielbić. Jeśli mam Go chwalić – już to mówiłem, ale powiem to jeszcze raz: czasami siedzę tam i myślę: No cóż, uwielbienie i chwała… Cóż, tak naprawdę, co my chwalimy i kogo wielbimy? W wielu z tych utworów brakuje treści.
No dobrze, mam już swoje lata i jestem stary, ale mogę wam powiedzieć – mógłbym zacząć go cytować, ale nie będę. Robiłem to już wcześniej, ale są hymny z przeszłości, które mają prawdziwą treść. Pozwólcie, że zacytuję tylko jeden, który prawdopodobnie cytowałem już wcześniej: „W słabości przypominającej porażkę zdobył On koronę zwycięzcy. Zdeptał wszystkich naszych wrogów pod swoimi stopami, dając się samemu zdeptać. Pokonał moc szatana, uczynił grzech, obalił grzech, pokłonił się grobu i zniszczył go, a śmierć pokonał, umierając”. Oto coś, nad czym warto się zastanowić. I choć nie ma w tym słowa „uwielbienie” ani „chwała”, to jednak wielbimy Pana i Go wysławiamy.
No dobrze, właściwie to nie powinienem był tego mówić. Wyrzućmy cały ten program, bo ludzie będą niezadowoleni, ale mam nadzieję, że przynajmniej potraktują mnie poważnie.
Tom: Tak. Dave, podam przykład. Dobrze, wystąpię, by wziąć na siebie część odpowiedzialności za to – podam ci przykład tak zwanego hymnu, który ludzie po prostu uwielbiają, a który nie ma żadnego sensu. Posłuchaj tego: „Wielbij Jego majestat”. Co to ma znaczyć?
Dave: Tak, cóż, to pieśń o królestwie i panowaniu.
Tom: Wiem o tym, ale jak można wielbić tę cechę, tę właściwość? Przechodzisz od Boga do atrybutu tego… cóż, to nawet nie jest atrybut.
Dave: No cóż, ale Tom, gdyby słowo „majestat” było napisane wielką literą, to oznaczałoby to „Jego Wysokość”. Oznaczałoby to Jego samego. Ale nie jest napisane wielką literą. Wielbimy Jego majestat.
Tom: Nie, nie, to cecha otaczająca Boga. I właśnie dlatego mówię, że to nie ma żadnego sensu.
Dave: Nie wielbimy Jego samego.
Tom: No dobrze, dostaniemy za to listy.
Dave: Tak, w porządku. Ale w każdym razie, Tom, ruch kościoła wschodzącego stara się przyciągnąć uwagę i zdobyć aprobatę, próbując zaoferować coś, co w jakiś sposób sprawi, że ci konkretni ludzie (głównie młodzi) znów się w to zaangażują. Ale oni niekoniecznie chcą się angażować, zamierzają raczej kontemplować, a to jest dobre, jeśli jest to właściwe.
Tom: Cóż, „kontemplacja” oznacza przemyślenie sprawy. Ale wiesz, cały ruch kontemplacyjny, z pewnością obecny w kościele wschodzącym oraz w tak zwanym „ruchu duchowym” Renovaré Richarda Fostera, nie jest kontemplacją biblijną.
Dave: Racja.
Tom: Dave, przyjrzyjmy się kilku rzeczom, które mogą mieć prawdziwą wartość. Widzisz, zajęliśmy się pewnymi kwestiami lub przyjrzeliśmy się pewnym zjawiskom, które mają miejsce w różnych ruchach chrześcijańskich na przestrzeni wielu dziesięcioleci. Cóż, przede wszystkim pytamy: „Czy to jest biblijne?”.
Zadajemy pytanie.
Zareagowaliśmy więc na niektóre trendy, które zaobserwowaliśmy w Kościele. Myślę, że w miarę rozwoju kościoła wschodzącego część jego atrakcyjności polega na tym, że próbuje on korygować pewne rzeczy, które dostrzega w popularnych kościołach – jak już wspomniałem, powracając do bardziej pełnego czci podejścia do tego i tak dalej, a to jest dobre. Jednak w jakiś sposób przyjmują oni pewne rzeczy, takie jak – podam ci to, z czego są dumni: wspólnota, relacje, rozmowa. Uważają, że budowanie poczucia wspólnoty w ramach zgromadzenia jest naprawdę priorytetem, w przeciwieństwie do megakościołów. A ludzie chodzący do kościoła nie wchodzą ze sobą w interakcje, po prostu przychodzą, wychodzą i stają się częścią systemu, który naprawdę ich od siebie alienuje. A co ze wspólnotą? Czy nie uważasz, że to dobrze mieć wspólnotę w ramach zgromadzenia, gdzie naprawdę troszczycie się o siebie nawzajem i dbacie o siebie?
Dave: Cóż, to samo mogłoby robić stowarzyszenie Elks Club albo masoni. Tom, musimy przejść do sedna – na czym polega sedno? Nie chodzi o formę, choć to moja wina – zacząłem mówić o zespole uwielbienia, niektórych pieśniach i tak dalej.
Ale pozwól mi tylko przeczytać – wydaje mi się, że już to cytowaliśmy, ale ludzie tego nie pamiętają. To Brian McLaren – powiedz nam, kim on jest.
Tom: Cóż, Brian McLaren jest właściwie chyba najbardziej znanym przywódcą w ramach ruchu kościoła wschodzącego. Napisał wiele książek i jest najczęściej cytowany. Czy to był Newsweek? To albo Time, albo Newsweek uznał go za jednego z 25 czołowych przywódców ewangelicznych w kraju.
Dave: Cóż, pozwól, że go zacytuję: „Muszę jednak dodać, że nie uważam, aby pozyskiwanie uczniów musiało oznaczać przynależność do religii chrześcijańskiej”. Nie wiem, co rozumie przez „religię”. „W wielu (nie we wszystkich) okolicznościach wskazane może być pomaganie ludziom w stawaniu się naśladowcami Jezusa i pozostawaniu w ich buddyjskim, hinduskim lub żydowskim kontekście”. Tom, to szaleństwo.
Tom: Z pewnością jest to sprzeczne z Biblią.
Dave: „Zostanę buddystą”. Oni nawet nie wierzą w Boga, ale: „Będę też naśladowcą Jezusa albo hindusem”. To powiedział Gandhi. Gandhi powiedział: „Kocham Jezusa, ale zrażają mnie ci chrześcijanie”. Cóż, to może być prawda. Wiem, że jest wielu chrześcijan, którzy mogą kogoś zrazić [do Chrystusa].
A jeśli chodzi o wspólnotę, to jest wiele kościołów, do których można pójść i pozostać obcym. Nie dzwonią do ciebie w ciągu tygodnia, jakoś nie nawiązujesz przyjaźni, nie poznajesz ludzi…
Tom: I właśnie takiego poczucia wspólnoty pragną wielu z tych liderów kościoła wschodzącego. Ale posuwają się o wiele za daleko, znacznie wykraczając poza to, do czego zachęca nas Biblia.
Dave, na przykład, pamiętasz czasy hipisów? Życie w komunie było wtedy na porządku dziennym. Wśród wielu autorów związanych z ruchami kościoła wschodzącego panuje podobny klimat. Jednak wspólnota przybiera teraz niemal sekciarski charakter. To wspólnota, w której postępujesz tak, jak ona tego od ciebie oczekuje. Naprawdę rozumiesz Biblię. Biblia nie jest już interpretowana tak bardzo przez jednostkę, wiesz. Jeśli jesteś prawdziwym wierzącym, odczytujesz działanie Ducha Świętego w sobie i otrzymujesz zrozumienie, ale nie, teraz jest to raczej sprawa grupowa.
Podam ci jeszcze jeden cytat. Pochodzi on z książki Roba Bella Velvet Elvis. Pisze on: „Podejmijmy wspólną decyzję, by raz na zawsze porzucić metaforę Biblii jako »instrukcji obsługi«. To straszne, naprawdę, musimy przyjąć Biblię jako dziką, nieocenzurowaną, pełną pasji relację z doświadczania żywego Boga”. To jest naprawdę… Nie chcę, żeby ludzie to przeoczyli. Mówi on o decyzji grupowej, że wspólnota zbiera się i postanawia interpretować Biblię w określony sposób, zgodnie z kierunkiem, jaki wyznacza sobie ta wspólnota. Zakończę ten cytat. Mówi on: „Wspólnota, wspólnota, wspólnota – wspólne zmaganie się, poszukiwanie i zgłębianie Biblii jako grupa ludzi spragnionych poznania Boga, aby za Nim podążać”. Ale chodzi tu o to, że grupa będzie interpretować tekst tak, jak jej się podoba, rozumiesz, nie tyle w sensie „tak mówi Pan” – tego, co mówi Bóg – ile w oparciu o to, co oni sami o tym myślą. Właśnie w ten sposób działa większość tego procesu.
Dave: Cóż, Tom, oni przepisują Biblię, zmieniają jej znaczenie. Przypomina mi to hipisów – wspomniałeś o hipisach. Spędziłem z nimi sporo czasu.
Tom: Dave, czy musisz stać się bardziej podobny do hipisów, żeby mogli się z tobą utożsamiać?
Dave: Cóż, widzisz, hipisi pojawili się; pamiętam początki tego ruchu, bo jestem wystarczająco stary. Oczywiście w dużej mierze wiązało się to z narkotykami.
Tom: To było pokolenie beatu. Pamiętam te czasy.
Dave: Tak, to było hasło „tune in, turn on, and drop out” („włącz się i dostrój się i odrzuć dotychczasowy styl życia.”). To był Timothy Leary.
Tom: Tak, wówczas profesor na Harvardzie.
Dave: Tak, i był on swego rodzaju ich przywódcą. Cała idea polegała na tym, że był to protest przeciwko społeczeństwu, jakiemuś systemowi]. To samo dzieje się tutaj, Tom – kościół wschodzący protestuje przeciwko establishmentowi, kościołowi ustanowionemu, i zamierzali robić po swojemu. Cóż, oczywiście, teraz mamy wspólnotę. A tak było z hipisami – zamierzali robić po swojemu – a wszyscy skończyli robiąc to samo! Ubierali się tak samo, mówili tak samo i tak dalej. Nie wyzwolili się więc z jakiegoś systemu, po prostu zamienili się miejscami. Stworzyli własny system, ale potem zostali nim związani. A jeśli teraz wspólnota ma decydować… Co więcej, wygląda na to, że to on kieruje wspólnotą. Mówi wspólnocie, co ma myśleć. To są autorzy, nie wszyscy piszą, więc to za nimi podążają pozostali.
Tom, chcę być naśladowcą Pana.
Pan chce, abyśmy Go poznali. Jezus powiedział – wielokrotnie to cytowaliśmy – „To jest życie wieczne, aby poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Jezusa Chrystusa, którego posłałeś”.
Nie chodzi tu o podążanie za kimś. Nie chodzi o poznanie kogoś innego. To sprawa indywidualna, a nie wspólnotowa. Może to sprawić, że będę kochał innych, i tak powinno być. Chrystus powiedział: „Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”. Ale fakt, że mogę samotnie obcować ze Słowem Bożym, mogę z Nim rozmawiać i mogę zacząć głębiej rozumieć prawdę, mogę rozmyślać nad Słowem Bożym – nie będę do tego kierowany przez jakąś wspólnotę. To jest mały problem, z którym mamy tu do czynienia. Wymaga to indywidualnej wiary. Nie przychodzi się do Chrystusa jako wspólnota. Biblia nigdy tego nie mówi. Mówi: „Każdy, kto chce”. Nie mówi: „Jakaś wspólnota chce. Przyjdźcie teraz jako wspólnota”.
I, Tom, oni odchodzą od pewnych form. W prawosławiu czy katolicyzmie rzymskim jest wiele form, ale oni sami, nie zdając sobie z tego sprawy, wymyślają własne formy, własny sposób postępowania.
Tom: A jest to droga, która „wydaje się człowiekowi słuszna, ale jej końcem są drogi śmierci”.
Dave: Najbardziej niepokoi mnie, Tom, to, że odrzucają Biblię. Wyrzucają ją. „Nie potrzebujemy Biblii”.
Tom: Cóż, z pewnością, jak właśnie zacytowałem Roba Bella, który mówi: „Podejmijmy wspólną decyzję, by raz na zawsze porzucić metaforę Biblii jako »instrukcji obsługi«”. Biblia jest naszą instrukcją obsługi! To dzięki niej poznajemy Pana, a następnie czynimy to, co Mu się podoba.
Dave: Tak, instrukcja obsługi – to tylko metafora, jak twierdzi. To „podręcznik producenta”. To są instrukcje od Boga, który nas stworzył, tak jak otrzymujesz instrukcję do czegoś, co kupiłeś, jakiegoś urządzenia czy czegokolwiek innego… instrukcja obsługi. On się temu sprzeciwia. Ale chwileczkę! Bóg jest naszym Stwórcą. On nas stworzył i wie, dlaczego nas stworzył. Wie, co nas napędza.
Tom: Lepiej niż my sami. Zna nasze serca lepiej niż my sami.
Dave: Oczywiście! Co więc jest nie tak z tą metaforą? O to właśnie chodzi w Biblii – o przyjmowanie wskazówek. Wygląda jednak na to, że ci ludzie po prostu całkowicie to odwracają.
Tom: Cóż, Dave, to znowu odzwierciedla ich próbę identyfikowania się – „oni” to przywódcy „kościoła wschodzącego” – próbę identyfikowania się z pokoleniem postmodernistycznym. Nie chcą, żeby im mówiono, co mają robić. Nie przepadają za autorytetem ani za tym, by ktoś im coś nakazywał. Chcą sami to rozgryźć i tak to obrócić, by na wierzch wyszło to, czego sami pragną.
Dave: Tak. Tom, znasz mnie bardzo dobrze. Nie robią na mnie wrażenia te etykietki: „postmodernistyczny”. O czym ty mówisz? Czy Adam i Ewa byli postmodernistami? Oni też nie lubili autorytetów. Postanowili robić po swojemu. Wydaje mi się, że to coś głęboko zakorzenionego w sercu człowieka, sięgającego dawnych czasów, a teraz nadajemy temu nową falę i możemy to usprawiedliwić, bo jesteśmy pokoleniem postmodernistycznym, nie lubimy autorytetów i tak dalej. Tom, to absurdalne, ale śmiertelnie niebezpieczne!
Tom: Dave, masz teraz nieco ponad 80 lat, prawda?
Dave: Nadal jestem młody, Tom.
Tom: No dobrze, ale gdyby twój dziadek tu był, gdyby jeszcze żył, moglibyśmy go zapytać: „Czy twoje pokolenie było pokoleniem buntowniczym?”. Odpowiedziałby: „Oczywiście”. Każde takie jest.
Dave: To tkwi w sercu człowieka. „Serce człowieka jest bardziej zwodnicze niż cokolwiek innego i nieuleczalnie zepsute…“
I posłuchaj, Tom, służyłem w armii. Byłem w rezerwie marynarki wojennej na statku i mogę ci powiedzieć, że nie lubiłem autorytetów. To naprawdę doprowadzało mnie do szału. Powiem ci teraz o wersecie, którym się wtedy usprawiedliwiałem – Salomon powiedział: „Widziałem sługi jeżdżące na koniach, a książęta chodzących po ziemi jak słudzy. ” I myślę, że niektórzy z tych, którzy dowodzili, nie byli zbyt bystrzy, a niektóre z rozkazów, które wydawali, nie miały tak naprawdę uzasadnienia. Cóż, jakie to było nasze powiedzenie – „Cóż, jest sposób właściwy, sposób niewłaściwy i sposób wojskowy”. Wszelkiego rodzaju rzeczy tego typu. Tom, nie lubiłem autorytetu. Ale mogę ci powiedzieć, że kocham autorytet Boga. Uwielbiam być pod opieką Jezusa Chrystusa i Jego Słowa i nie będę się temu sprzeciwiać.
Ale ci ludzie zbuntowali się nie tylko przeciwko społeczeństwu, ale przeciwko Bogu. Zbuntowali się przeciwko Jego Słowu. „Boże, chwileczkę. Dlaczego to Ty próbujesz ustalać wszystkie zasady? Nie podobają nam się Twoje zasady. Chcemy wymyślić własne!” Ale chwileczkę, przecież masz to tam zapisane. „No cóż, w takim razie porozmawiamy o tym. Porozmawiamy na ten temat. Myślę, że może istnieje inny sposób, by to zrozumieć”. Właśnie w tym miejscu się znajdują, Tom.
Tom: Tak. I to bardzo smutne, ponieważ mamy do czynienia ze światem w buncie. A teraz mamy tych, którzy twierdzą, że są ewangelikami, chrześcijanami wierzącymi w Biblię, a oni dostosowują się do niektórych z tych rzeczy, rzekomo po to, by nawrócić świat. Nie, nie. To oni są nawracani na sposoby świata.
Transkrypcja rozmowy Toma McMahona i Dave Hunta
What is The Emerging church? –
https://www.thebereancall.org/content/why-does-emerging-church-attract-young-people
Polecam uwadze artykuły:
1. Wyłaniający się Kościół i proroctwa biblijne… – https://www.kilkaminut.pl/?p=3212
2. Dobra ilustracja do tej rozmowy – Ukryte pokolenie – https://www.kilkaminut.pl/?p=3217
3. Czym jest Kościół Wschodzący – Emerging Church? – https://www.kilkaminut.pl/?p=3205



Opublikuj komentarz