Ukryte pokolenie
Słowo wstępne od redakcji…
„Zamerykanizowane chrześcijaństwo”, „Listy do zdewastowanego chrześcijanina” Edwarda Gene, „Jezusa tutaj nie ma” Paula Vieira i „Kościół organiczny” Neila Cole to książki które odpowiadają na kilka pytań dotyczących mojego i następnego pokolenia chrześcijan. Dlaczego powstają kościoły domowe, dlaczego niektóre z nich nazywają się organiczne? Czy rzeczywiście to jest dobra alternatywa dla instytucjonalnych kościołów? Jak i dlaczego niekorzystne zmiany we współczesnym społeczeństwie wpływają na proces odchodzenia do religii i kościoła denominacyjnego? Pokazują jaki wpływ na chrześcijaństwo ma zamerykanizowane chrześcijaństwo i jak na nowopowstałymi ruchami kościołów domowych stara się ktoś lub jakaś ideologia położyć swoją brudna łapę. Bo to co „rodzi” się w Ameryce, za około 20 lat „dopływa” do Europy. Dlatego chcę, abyście wiedzieli, że tak się dzieje.
Dlaczego budzi się potrzeba by „przestać się bawić w kościół” ? Skąd w ogóle takie hasło? Czy jest ono przejawem buntu nowego pokolenia, czy raczej rozpaczliwe wołanie ludzi rozczarowanych martwotą religii, duchową przemocą, nadużyciami i hipokryzją we wspólnotach?
Tytułem wstępu do tego rozdziału, jeszcze taka refleksja. Od czasów p@ndemii coraz częstej rozmawiamy o zdrowiu fizycznym. Co nam szkodzi, komu i dlaczego zależy by nam, zamiast pomóc, szkodzić? Godzinami możemy rozmawiać o szkodliwych terapiach, o składzie leków, o znieczulicy lekarzy, o podejrzanych substancjach, które nam mogą zaszkodzić, o wyższości alternatywnych terapii nad tradycyjną. Troszczymy się o zdrowie fizyczne. Jesteśmy zainteresowani wszystkim co temu zdrowiu zagraża. A co ze zdrowiem duchowym? Ten temat nas mniej lub w ogóle nie interesuje. Nie mamy czasu, ani ochoty, rozmawiać o jakiś tam zwiedzeniach, szkodliwych dla ducha „terapiach proponowanych przez szarlatanów za kazalnicą…
Teraz nie mamy na tyle czasu, aby się tym zająć. Mamy swoje problemy, zbyt zajętą głowę, by przeczytać tak długi materiał, lub wnikliwie przeanalizować niedzielne kazanie pastora Boba. Tymczasem jak mówił pastor Clendennen’ „Bóg nie przemówi do nas w przerwie na reklamy”…
Rozdział piąty książki „Jezusa tutaj nie ma” w języku angielskim nosi tytuł Emerging generation. Wydaje się, że autor jest częścią ruchu nowopowstającego, wschodzącego, wyłaniającego się z „mgły” amerykańskiego chrześcijaństwa postmodernistycznego kościoła, To nowy ruch w Ameryce, nowy, ale czy w tym, w każdym nowym jest obecny Jezus? To pytanie które również trzeba sobie zadać?
Emerging church to kościół wschodzący, zdecentralizowany ruch chrześcijański z końca XX i początku XXI wieku, który dąży do dostosowania wiary chrześcijańskiej do postmodernistycznego społeczeństwa. Kwestionuje sztywne, współczesne systemy, absolutne pewniki teologiczne i korporacyjne modele megakościołów. Promuje dialog ponad dogmatami. Preferuje otwartą rozmowę, opowiadanie historii i nabożeństwa oparte na doświadczeniu ponad systematyczną teologię. Kościół wyłaniający się kładzie nacisk na aktywizm społeczny, życie misyjne i przejrzyste, wspólne przywództwo. Przesuwa tradycyjny punkt ciężkości z „uwierz, zachowuj się, a potem dołącz” na podejście inkluzywne „dołącz, uwierz, a potem zajmij się swoim zachowaniem”. Konserwatywni chrześcijanie krytykują ruch Emerging chuch za podważanie autorytetu Biblii, absolutnej prawdy i jednoznacznej ortodoksji. Krytycy zauważają, że ze względu na odrzucenie formalnych struktur organizacyjnych i ścisłych wyznań wiary, brakuje mu jednolitej, definiowalnej zgodnej z Biblią teologii. Po przeczytaniu tych czterech książek o których wyżej wspomniałem, a zwłaszcza „Jezusa tutaj nie ma” wyłania się pewien obraz zatytułowany; „Emerging chuch”. Te cztery książki otwierają bardzo poważną debatę na temat kryzysu kościoła ewangelicznego i wyłaniania się z tego kryzysu kościoła wchodzącego Emerging Church.
Nie jestem takim optymistą jak autor książki i osobiście uważam, że idea emerging church czy emerging generation wzbudza złudną nadzieję i oczekiwania na coś co nigdy nie nastąpi i przez to wielu ludzi, stanie w obliczu kolejnego religijnego rozczarowania.
ROZDZIAŁ PIĄTY
Emerging generation – WYŁANIAJĄCE SIĘ (UKRYTE) POKOLENIE
„KNULIŚCIE ZŁO PRZECIWKO MNIE, ALE BÓG OBRÓCIŁ TO W DOBRO”
Józef był jednym z dwunastu synów patriarchy Jakuba. Ojciec kochał go bardziej, niż pozostałych braci. W dowód miłości podarował Józefowi piękny, kolorowy płaszcz i wyróżnił spośród wszystkich braci. Możesz znaleźć tą historię w trzydziestym siódmym rozdziale Księgi Rodzaju.
Rodzeństwo Józefa było o niego bardzo zazdrosne. Zazdrość przerodziła się w nienawiść, kiedy Józef wyjawił im swoje sny. Miał siedemnaście lat, kiedy Bóg zaczął objawiać mu jego przeznaczenie poprzez dwa prorocze sny. Oba opowiadały o tym, że pewnego dnia jego rodzina pokłoni się przed nim.
Pewnego poranka, kiedy Józef wyszedł w pole szukając braci, wszystko co znał miało się zmienić. Przez zazdrość i złe zamiary jego braci, najbliższych mu osób, Józef doświadczył czegoś, co moja generacja zna nazbyt dobrze. Wywiązały się trzy złe intrygi, wieszczące jego upadek. Były to te same rzeczy, które stały się plagą dla wyłaniającego się pokolenia. My jesteśmy takim „Józefem”.
Mówię „my”, ponieważ ja sam jestem członkiem wyłaniającego się pokolenia. Pokolenie moich rodziców to „Baby Boomers”, a to kwalifikuje mnie do „Generacji X”. Rozpoznajemy już te określenia. Dla tych którzy nie są pewni ich znaczenia, krótko je zdefiniuję. Zwyczajowo identyfikuje się te grupy poprzez lata, w których nastąpiły ich narodziny. Pokolenie Baby Boom (wyż demograficzny) odnosi się do wyżu demograficznego po drugiej wojnie światowej, który trwał przez siedemnaście lat (od 1946 do 1964 roku). Porównując, w latach 1965 – 1984 w Ameryce Północnej urodziło się znacznie mniej dzieci, stąd okres „Baby Bust” (niż demograficzny). Jednak w mojej opinii pokolenie to grupa, która doświadczyła tego samego okresu w historii, w którym konkretne doświadczenia ukształtowały jej umysły i serca, jeśli chodzi o sposób myślenia i ich tożsamość. Dlatego bardziej dokładna definicja pokolenia Baby Boomer czy Baby Bust dotyczy ich postawy i poglądu na świat. Mimo, że definicja ta nie dotyczy wszystkich urodzonych w danym okresie i bardziej wyraża subkulturę tej grupy, to jej charakterystyczny sposób myślenia pozostawał niezmiernie rozpowszechniony.
Pokolenie niżu demograficznego (Baby Bust) było też określane jako „baby Summers” (dzieci wpadki), „twenty-nothings”, „slackers”, „Repair Generation”, „Marginalized Generation”, „Recovering Generation”, „Surviving Generation”, “MTV Generation”, “Generation After”. Następnie pojawił się tytuł “Generation X” dla opisania moich rówieśników, używał go Douglas Copeland w 1991 roku w swojej powieści Generation X: Tales for an Accelerated Culture. Każde z tych określeń dotyka, oburza nas w jakiś sposób; jednak w celu identyfikacji będę niechętnie opisywał moje pokolenie jako Generacja X.
Kiedy bracia Józefa widzieli, że się zbliżał mówili do siebie: „Patrzcie! Idzie marzyciel” i uknuli spisek, aby go zabić. Wyobrażasz to sobie? Jak rodzina może spiskować, przeciwko jednemu z nich, aby celowo pozbawić go życia? Cóż to za rodzaj zła , że tym, którym najbardziej ufasz, najbardziej zależy na pozbyciu się ciebie? Są powody, dla których Generacja X w Ameryce Północnej jest znacznie mniejsza niż pokolenie Baby Boomers. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, którego matki używały pigułek.
Wielu z nas jest niechcianymi dziećmi. Dla tych, którzy uniknęli antykoncepcji i zostali poczęci, aborcja stała się wygodnym „wyborem”. Nigdy wcześniej w historii nie było pokolenia tak dotkniętego aborcją, ze średnią liczbą 1,3 miliona zabitych dzieci każdego roku w Stanach Zjednoczonych. Czterdzieści siedem milionów moich rówieśników w Ameryce nigdy nie wydostało się z łona matki. Ja również mało co nie stałem się łupem tego niebezpiecznego wroga. Byłem nieślubnym dzieckiem moich rodziców i bliscy doradzali im aborcję. Dziękuję Bogu, że szczęśliwie mam rodziców, którzy chcieli mnie pomimo wielkiej presji ze wszystkich stron. Udało mi się uciec [„ze studni”].
Na tych z nas, którzy przeżyli pierwszy atak, czekało drugie destrukcyjne uderzenie. Bracia zdecydowali nie zabijać Józefa, ale wypełnieni nienawiścią odarli go z jego płaszcza. Płaszcz był symbolem miłości i akceptacji jego ojca. Dorastaliśmy w świecie pozbawionym ojców. Zostaliśmy odarci z ojcowskiego uczucia i wpływu.
Jesteśmy ofiarami rozwodu, dzieci z rozbitych domów. Jesteśmy „pokoleniem bez ojca”. Połowa z nas doświadczyła głębokiego bólu z powodu tego, że Mama i Tata „przestali się kochać”. Rozwód powoduje niezrozumienie, jeśli chodzi o możliwość odnoszenia się do
Boga jako do Ojca. Mam przyjaciół, którzy muszą znosić dramat czterech czy pięciu kolacji na święta, po to aby spotkać każdą z części swojej rodziny. Jest to pokolenie, które spędza następny weekend u kolejnego z rodziców, gdzie pojęcie rodziny zmienia się przez relacje typu „dziewczyna mojego taty”, „poprzedni eks-mąż mamy”, „mój drugi ojczym” czy „eks-żona taty mojego przyrodniego brata”.
Jako uboczny produkt rozbitych domów, to pokolenie najbardziej boi się samotności. Pragniemy gdzieś przynależeć. Wydaje mi się, że to jest jeden z powodów wielkiej popularności serialu „Przyjaciele”. Wyraża on głębokie pragnienie i potrzebę serca całego pokolenia. Mamy tutaj sześcioro młodych kobiet i mężczyzn, którzy razem mieszkają. Wyjaśnia to dlaczego kochamy spotykać się z małą grupą przyjaciół, zjednoczonych wspólnymi zainteresowaniami i wzajemną akceptacją. Te małe grupy działają jak rodziny zastępcze.
Natomiast w rodzinach, którym udało się pozostać razem, często obydwoje rodziców pracowało, aby zdobyć więcej dóbr materialnych lub aby „realizować siebie”. Jesteśmy „dzieciakami z kluczem na szyi”. Po szkole wracaliśmy do domu z własnymi kluczami na sznurku. Wchodziliśmy do środka, braliśmy kanapkę i oglądaliśmy telewizję. Mój ulubiony serial po szkole to „Happy Days”. Fonzie to mój bohater. Cunninghamowie to rodzina marzeń.
Tu zawsze chodzi o ojców. W przypadku każdej wykolejonej osoby na świecie, często winę ponosi również agresywny lub nieobecny ojciec. Każdy z nas potrzebuje dobrego, ale takiego trudno znaleźć. Mój własny ojciec jest jednym z najlepszych. Miałem to szczęście. Jednak będąc młodym chłopakiem, coś w środku mnie pragnęło duchowego ojca, kogoś kto pomógłby mi wzrastać i dojrzewać w wierze.
Nie mam wątpliwości, że Bóg poprowadził mnie do takiej osoby. Był docenianym przywódcą kościelnym w naszym mieście, człowiekiem modlitwy, który miał ojcowski autorytet. Wszystko rozpoczęło się wspaniale. Przez dwa lata terminowałem u niego, uwielbiałem go, wyczekiwałem jego uznania i pochwały. Ryzyko powierzenia swojego życia w ręce śmiertelnego człowieka otwiera tobie wiele okazji do doznania bólu i rozczarowania. I mimo tego, że ostatecznie zostałem zraniony, wiem że nie było to jego intencją. Nasza relacja rozpadła się głównie z powodu braku możliwości zrozumienia różnic światopoglądu między jego pokoleniem, a moim.
Kilka lat temu spotkaliśmy się z niektórymi przyjaciółmi ze starej ekipy i wspominaliśmy sobie wspólne historie. Wyglądało na to, że większość z nas przechodziła przez pewien rodzaj „pustyni”, od czasów wspólnoty „Przyjdź Pod Krzyż”. Wspólne doświadczenie, którym się dzieliliśmy było uczuciem zaniedbania i opuszczenia przez naszych duchowych ojców. Pragnęliśmy ich uznania i osobistej więzi, a odkryliśmy, że byliśmy bardziej spotkaniami w ich kalendarzach. Byli niechętni do dzielenia się tym, co znaczą dla nich te relacje. Wydawali się również zagrożeni i oporni co do nowych pomysłów i wartości, które posiadaliśmy. Nasze relacje z mentorami urwały się, zostawiając nas z poczuciem duchowego osierocenia.
Uważam, że rolą ojca jest zaszczepić w sercu swojego dziecka poczucie przeznaczenia. Ojcowie dają dzieciom pewność siebie i poczucie własnej wartości potrzebne do spełnienia ich marzeń. Teraz sam mając dzieci, pragnę pomóc odkrywać im ich powołanie i określać ich tożsamość. Kiedy obydwóch moich synów się narodziło, wznosiłem ich do góry, tak jak w pierwszej scenie Króla Lwa i wyznawałem: „Panie, użyj go!”. Jeśli jesteś bez ojca, niech słowa tej książki dotrą do ciebie. Niech Bóg, Twój Ojciec, wzniesie cię w swoich ramionach i natchnie wiarą oraz możliwością prosto od Niego, abyś w swoim życiu dokonał czegoś wspaniałego.
Ostatecznie, bracia Józefa wrzucili go do studni i sprzedali kupcom. Został wygnany z domu, niedoceniony i zesłany do miejsca beznadziei i rozpaczy. Stał się niewolnikiem, spadł na samo dno ekonomicznej i społecznej struktury w tamtych dniach. Następne czternaście lat życia Józefa było coraz gorszych, aż w końcu znalazł się w więzieniu Faraona w Egipcie, odbywając karę za przestępstwo, którego nie popełnił. Jako generację, tak jak Józefa, rzeczy które były wymierzone przeciw nam, postawiły nas we właściwym miejscu. Józef w egipskim więzieniu był bliżej miejsca swojego przeznaczenia, niż gdyby pozostał w ojczyźnie z rodziną. Otrzymał możliwość przemawiania do władcy ówczesnego świata, aby pokazać swoje duchowe zrozumienie i mądrość. W ciągu zaledwie jednego dnia Józef z przestępcy został mianowany drugą osobą po królu w Egipcie. Pismo podaje nam, że cały świat przychodził do Józefa, aby kupować zboże. Podobnie ostateczny wpływ dzisiejszego pokolenia Józefa będzie na światową skalę, [?] Ewangelia dotykająca wszystkie narody.
Zadziwiające jest to, jak Bóg użył doświadczeń, aby napędzić Józefa w jego misji. W późniejszych latach Józef miał dwóch synów. Ich imiona mają szczególne znaczenie. Pierworodnego nazwał „Manasses”, podkreślając że Bóg „dał mu zapomnieć o całym utrapieniu i domu ojca”. Drugiego syna nazwał „Efraim”, co oznacza „Bóg uczynił mnie płodnym w kraju mojej niedoli”. Są to dwie niesamowite obietnice nadziei i uzdrowienia dla mojego pokolenia. Józef ostatecznie pojednał się ze swoimi braćmi, mówiąc: „Zatem nie wyście mnie tu posłali, lecz Bóg…” (Rodzaju 45:8). Józef zmierzył się twarzą w twarz z Bożą suwerennością.
Moją modlitwą jest, aby ukryte pokolenie mogło zobaczyć to, co ujrzał Józef. Nasze problemy postawiły nas we właściwym miejscu, o właściwym czasie. Jesteśmy w Bożych rękach. On zamierza użyć tego, co miało być złe i zamienić to w dobro. Czyni to za każdym razem. On uwielbia zawstydzać silnych i mądrych tego świata używając głupich i słabych ludzi. To pokolenie zostanie użyte przez Boga do ustanowienia platformy, dzięki której nastąpi globalne objawienie Jezusa. Ten świat głoduje i w ułamku sekundy, jakby znikąd, wyłoni się Józef, aby zająć swoje miejsce. „Wy niegdyś knuliście zło przeciwko mnie, Bóg jednak zamierzył to jako dobro, żeby sprawić to, co jest dzisiaj, że przeżył wielki naród.” (Rodzaju 50:20)
Wciąż w ukryciu
Gdzie jest to ukryte pokolenie? Wydaje się, że nigdzie nie ma żadnego znaku tej domniemanej grupy rewolucjonistów. Większości z nich nie ma w kościołach, gdzie moglibyśmy się ich spodziewać. Jeśli prawdą jest to, co mówię o tej szczególnej generacji, pomyślicie że mogłaby ona wyłonić się z kościoła, gdzie była przygotowywana i szkolona do wypełnienia wielkiego zadania. Jednak większość z nich opuściła (kościelny) budynek i wielu z nich jest niezainteresowanych i apatycznych w stosunku do religii.
Nie zajmują widocznych stanowisk w przywództwie i władzach. Nie znamy ich nazwisk i nie kojarzymy twarzy. Żyją w cieniu. Pozostają w ukryciu. Możesz ich znaleźć w kawiarniach, parkach, domach i mieszkaniach, restauracjach lub gdziekolwiek tam, gdzie kilku przyjaciół spotyka się wspólnie na pogawędkę przy kubku smacznej kawy. Nie są to zwyczajne miejsca, w których spodziewałbyś się znaleźć tych, którzy mają zmienić oblicze chrześcijaństwa.
Bóg lubi ukrywać rzeczy. Nie mówię o ukrywaniu grzechu lub kłamaniu, aby uniknąć przyłapania. Mam na myśli skrywanie cennej rzeczy, po to, aby ci którzy chcieliby ją zniszczyć, nie mogli jej odnaleźć. Jezus mówił przypowieści, aby zamaskować prawdy Królestwa przed tymi, których serca były twarde. Królestwo Boże jest jak skarb „ukryty” w ziemi. Jezus nauczał nas: „Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały.” (Ew. Mateusza 7:6). W tym znaczeniu wierzę, że Bóg ukrywa moje pokolenie. Józef był bezpieczniejszy w lochach Egiptu, niż byłby wśród swoich braci.
Moje pokolenie nie czuje się bezpiecznie w kościele, jako instytucji. Ukrywamy się przed nią. Nie zostaliśmy zrozumiani i w efekcie odrzucono nas. Żyjemy w świecie i on nas uczy. Egipt w Piśmie reprezentuje świat i jego system. Józef był ukryty w Egipcie. Mojżesz był ukryty w samym sercu Egiptu, kiedy wydano dekret o zabiciu wszystkich pierworodnych hebrajskich synów poniżej drugiego roku życia. Kiedy życie małego Jezusa było w niebezpieczeństwie z powodu podobnego rozkazu króla Heroda anioł polecił Józefowi i Marii zabrać chłopca do Egiptu. Kiedykolwiek ma miejsca taka rzeź dzieci jak w pokoleniu Mojżesza i Jezusa, jest to znak, że Szatan chce zniszczyć wyzwolenie, które jest w tej generacji. Moje pokolenie doznało wielu ofiar takiego demonicznego ataku. Szatan ma na celowniku tą armię rewolucjonistów, ale Bóg ukrywa ich tam, gdzie zawsze, w Egipcie.
Napięcie pomiędzy „zorganizowaną religią” a wyłaniającym się „kościołem organicznym” jest podobne do tego, co miało miejsce pomiędzy królem Saulem i Dawidem. Król Saul reprezentuje „władzę”, która jest zagrożona przez nowe przywództwo (Dawid), namaszczone przez Boga do służby nowemu pokoleniu. Przez pewien okres król Saul poszukiwał Dawida na pustyni, aby go zabić. W tym czasie Dawid odnalazł dom wśród Filistynów. On również był bezpieczniejszy w pogańskim kraju, niż wśród swoich rodaków. Dawid ostatecznie znalazł schronienie w jaskimi zwanej Addullam. (1 Samuela 22:1-2). Kiedy tam przebywał jego rodzina dowiedziała się gdzie jest i przybyli do niego z czterystoma innymi wyrzutkami społeczeństwa.
Ci ludzie byli w niedoli, pogrążeni w długach i niezadowoleni. Byli zranieni i ich dusze były zgorzkniałe. To był początek znanej w świecie grupy „Bohaterów Dawida”. Ta mała banda odmieńców stała się potężną armią. Dzisiaj mamy inną jaskinię Adullam, która skupia i ukrywa nieprzystosowanych mojego pokolenia. Są oni pełni bólu i pozbawieni praw. Bóg jednak widzi w nich wielkich mężczyzn i kobiety, którzy odziedziczą ziemię.
Postmodernistyczna planeta
Zachodnia kultura jest w okresie wielkich zmian. Kilka ostatnich dekad wprowadziło nas w znaczącą zmianę światopoglądu. Większość Europy już dokonała tej przemiany, a Ameryka Północna szybko ją dogania. Nie możemy adekwatnie opisać cech wyłaniającego się pokolenia bez rozważenia głównej zmiany paradygmatu, która zrodziła ich wspólną tożsamość. Mam tu na myśli przejście z „modernizmu” do „postmodernizmu”.
Era modernizmu rozpoczęła się po zakończeniu Wieku Średniego, wraz z narodzeniem Renesansu. Modernizm osiągnął swój szczyt w erze Oświecenia, europejskiego ruchu intelektualnego w siedemnastym i osiemnastym wieku. Okres Oświecenia celebrował ludzki rozum i wartości. Intelekt i logika brały górę nad emocjami i subiektywnym doświadczeniem. Rzeczywistość była definiowana przez mierniki w laboratoriach. Jeśli coś nie mogło być zobaczone, usłyszane, powąchane, posmakowane czy dotknięte, nie było „prawdziwe”.
Metoda empiryczna była papierkiem lakmusowym prawdy. Wszystko co nadprzyrodzone, nieziemskie czy paranormalne po prostu nie istniało w modernistycznym świecie. Chrześcijaństwo zostało odrzucone, ponieważ zostało fałszywie zdefiniowane jako „nie-naukowe” czy „nie-racjonalne”. W końcu ludzie tacy jak C.S.Lewis i inni apologeci pojawili się, aby podjąć wyzwanie udowodnienia, że nauka i logika zgadzały się z chrześcijańską wiarą. Rzeczy miały się inaczej w modernistycznym społeczeństwie. Rodziny były bardziej funkcjonalne, decyzje prostsze, tradycje utrzymywane bez kwestionowania, przyszłość wyglądała obiecująco, a problemy były biało-czarne. Była właściwa odpowiedź i zła odpowiedź ( i ja mam rację!)
Modernistyczny świat jest inną planetą od tej, w na której żyje moje pokolenie. Wyłaniające się pokolenia są w całej rozciągłości „postmodernistyczne”. Krótko po rozpoczęciu dwudziestego stulecia era modernistyczna zaczęła się kruszyć, aby do lat osiemdziesiątych zupełnie popaść w ruinę. Postmodernizm jest aktualnie panującym systemem. Jest perspektywą, przez którą widzimy rzeczywistość.
Czym więc on jest?
Postmodernizm definiujemy przez jego odróżnienie od modernizmu. Na postmodernistycznej planecie emocje i nie racjonalne subiektywne doświadczenie wiodą prym. Postmodernizm mówi: „Nie ma takiej rzeczy jak absolutna prawda”. Obiektywny punkt widzenia nie istnieje. Postmoderniści wierzą, że jesteśmy produktem naszego środowiska. Jesteśmy „tworem społeczeństwa”, ukształtowanym kulturalnymi predyspozycjami. Ten światopogląd widzi język, jako materiał który stanowi prawdę, a język jest uwarunkowany kulturowo i nigdy nie może być prawdziwie obiektywny.
Ta filozofia utrzymuje, że każdy tekst jest napisany z uprzedzeniem, a czytany i interpretowany przez osobisty system doświadczeń. Dlatego wszystko jest relatywne. Nie ma już absolutnej prawdy, jest relatywna prawda. W postmodernizmie każda osoba decyduje o tym, co jest dla niej prawdziwe, a co nie. Czy słyszałeś kiedyś: „Ty masz swoją prawdę, a ja swoją”? Witaj na postmodernistycznej planecie. [Taki pogląd prowadzi również do neo – nihilizmu.]
Postmoderniści są niesamowicie otwarci na inne punkty widzenia. Pamiętaj, że szukają doświadczenia prawdy dla siebie samych. To sprawia, że są chętni usłyszeć twoją historię lub dowiedzieć się w co wierzysz. Są chętni, aby uczyć się od innych, aby przyswoić różne pomysły do swojego „zestawu” wierzeń. Jest jednak granica, której nikt nie może przekroczyć.
Na postmodernistycznej planecie musisz szczególnie uważać na słowo „nietolerancja”. Ci którzy twierdzą, że mają uniwersalną prawdę są uważani za ograniczonych, aroganckich, a nawet niebezpiecznych. Boją się tego, że jeśli uznajesz twoje poglądy za prawdziwe dla wszystkich, to możesz w efekcie prześladować tych, którzy nie wierzą w to, co ty. Postmoderniści nie potrafią oddzielić osoby, od jej poglądów, ponieważ one zostały przez nią wybrane lub stworzone. Nazwanie czyichś poglądów złymi jest atakiem na tą osobę. Ileż to razy słyszeliśmy w kościele: „nienawidzić grzechu, kochać grzeszników” ? Prawdziwi postmoderniści nie wierzą, że jest to możliwe. Uznają nawracanie kogoś lub ewangelizowanie ludzi za aroganckie i złe.
Zanim znajdziesz powód do walki z siłami postmodernizmu, podobnie jak zrobiło to kilku przywódców kościelnych, zastanów się przez chwilę jaką możliwość on nam otworzył. Postmodernizm ukształtował moje pokolenie i dał nam pozwolenie na poszukiwanie sensu życia. Dał nam możliwość odczuwania głodu rzeczywistości, naszej własnej prawdy. To wyłaniające się pokolenie w świecie wokół nas jest otwarte na apostolskie marzenie. Oni poszukują autentycznego doświadczenia z Jezusem.
Ludzie myślący postmodernistycznie potrzebują odnaleźć prawdę dla nich samych. Największy wpływ na nich wywiera prawda pochodząca z doświadczenia i relacji. Muszą być zdolni powiedzieć: „To jest coś co znam, nie coś o czym czytam w książce”. To doskonale, ponieważ zbawienie w Jezusie polega właśnie na doświadczeniu, objawieniu Boga. Młodzi ludzie nie potrzebuję więcej faktów na temat Boga. Oni potrzebują spotkać się z Nim. Muszą zobaczyć Go działającego poprzez doświadczenia ludzi. To sprawia, że otwierają się drzwi dla ewangelii. Jest to wyzwanie dla wierzących, aby żyli swoja wiarą.
Jadący pociąg
Wierzę, że postmodernizm jest przejściową zmianą w dziedzinie kultury. Pociąg, którym jedziemy porusza się z prędkością światła, pokonuje olbrzymie odległości, ale będzie w drodze tylko przez krótki okres czasu. Sądzę, że będzie trwał co najwyżej kilka dekad. Pod koniec tej książki ogłoszę to, co według mnie będzie naszym post-postmodernistycznym [metamodernistycznym] ruchem. Teraz opisuję wyłaniające się pokolenia. W tej metaforze pociągu, każde z pokoleń zajmuje osobny wagon.
Pociąg postmodernizmu może zawierać jedynie dwa lub trzy wagony. Pierwszy to moje pokolenie, Generacja X. Podobne postawy istnieją również w kolejnym pokoleniu, zwanym Generacją Y i być może w jeszcze jednym dalej. Te studium dotyczy głównie Generacji X z dwóch powodów. Po pierwsze Generacja X symbolizuje postmodernistyczną tożsamość i służy jako model pomagający zrozumieć to, co ma się pojawić. Po drugie, piszę z miejsca w którym żyję, z Generacji X.
Dlaczego urywamy się przed nowoczesnym
Kościołem?
Zbadajmy teraz kilka cech wyłaniającego się pokolenia, które zobrazują nam dlaczego właściwie ukrywamy się przed nowocześnie kierowanym [wyłaniającym się] kościołem. Wartości te są produktem wspólnego doświadczenia w naszym społeczeństwie i kulturze, wpłynął na nie dyskutowany wcześniej postmodernizm.
Chcę również wspomnieć, że podane wartości i opisy pochodzą z doświadczeń z pierwszej ręki. Nie jest to oparte na ogólnym badaniu statystycznym, ale jest rezultatem osobistej relacji z członkami mojej generacji. Poza tym, mam też moje własne odczucia. Jak już wcześniej wspomniałem, ja sam należę do Generacji X. Opisuję zatem samego siebie.
1. Obawiamy się, że nasze osobiste doświadczenia i odczucia
będą zaprzeczone przez logikę i rozum
Jeśli jesteś obcym z planety „Modernizm” w moim świecie powiesz: „Ależ to jest łatwe do obalenia”. „Przecież to błędna argumentacja”. Postmodernista powie: „Nie ma prawdy absolutnej”. Modernista odpowie: „Czy to stwierdzenie jest prawdziwe?” Postmodernista odpowie: „Tak, jest prawdziwe” Wtedy logiczny modernista aż podskoczy i wykrzyknie: „Jeśli prawdą jest, że nie ma prawdy absolutnej, wtedy stwierdzenie ‘nie ma prawdy absolutnej’ nie jest prawdą!” Postmodernista w tym momencie stwierdzi po prostu: „Ty tak twierdzisz” Czy już kiwasz głową z niedowierzaniem?
Fakt, który staram się podkreślić to, to że postmodernizm nic nie udowodni, jeśli twój światopogląd to modernizm, ponieważ logicznymi argumentami możesz łatwo udowodnić, że postmodernizm nie ma sensu. Jednak postmodernisty nie obchodzi czy to w co wierzy jest racjonalne, tak długo jak „czuje”, że jest to odpowiednie dla niego samego. Nie możemy podchodzić do postmodernistycznego pokolenia z inteligentnymi argumentami rozumu i logiki. Musisz mówić do nas w naszym języku. Generacja X docenia uczucia i relacje, nie beznamiętną wiedzę i logiczne argumenty.
Nie bądź zaniepokojony tym stanem rzeczywistości. Prawda absolutna istnieje, ale jest nieistotna dopóki nie stanie się istotna dla mnie. Jezus powiedział: „Poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (Ew. Jana 8:32). Wolność to poznanie prawdy. Jeśli poznasz prawdę osobiście, wtedy to relatywna (realna, osobista) prawda. Jeśli postmodernistyczna osoba chce rozwinąć własne poczucie rzeczywistości, Jezus, który jest Prawdą, będzie mógł zacząć działać. Absolut stanie się relatywny. Kiedy stajemy przed Panem, nie ma znaczenia co wiemy, ale kogo znamy. Intymne poznanie Chrystusa jest ostatecznym i najbardziej satysfakcjonującym przeznaczeniem postmodernistycznej podróży.
2. Nasz głód pcha nas do poszukiwania czegoś bardziej
autentycznego i duchowego
Mimo że postmodernistyczny sposób myślenia reprezentuje tymczasowe porzucenie racjonalistycznego systemu wierzeń, dopuszcza istnienie wymiarów, których nauka nie może zmierzyć – ponadnaturalnych, duchowych, wiecznych. Przedstawiciele pokolenia X są zainteresowani „duchowością”, ale jednocześnie sceptyczni do instytucji religijnych. Wielu z nich jest bardziej otwartych na znalezienie Boga poza murami zorganizowanej religii „chrześcijańskiej”. Są zainteresowani New Age, satanizmem, okultyzmem, izometrią, [nihilizmem] obcymi, zjawiskami paranormalnymi, pogańskimi kultami i tym podobnymi. Jako że obserwowali pościg swoich rodziców za dobrami materialnymi, wiedzą że odpowiedzi można znaleźć w duchowej sferze życia. Nie wiedzą tylko gdzie dokładnie szukać.
Wierzą, że my jako rasa ludzka spróbowaliśmy już chrześcijaństwa i Jezusa, ale to nie zadziałało. Często termin „postmodernizm” oznacza również okres „post-chrześcijański”. Wielu uważa że era chrześcijańska dobiegła końca i zaczęła się era New Age. Ludziom mojego pokolenia wydaje się, że wiedzą już wszystko o Jezusie. Dlatego nawet nie zawracają sobie głowy i nie biorą Go jako jedną z opcji. Mają niestandardowe podejście do duchowości, co często jest postrzegane jako lekceważenie.
Być może mają rację. Może Chrześcijaństwo dobiega swojego końca. Czy jest to możliwe, żeby Bóg również był zainteresowany pogrzebaniem chrześcijaństwa takiego, jakie znamy? Generacja X dokonuje rozróżnienia między duchowością a religią. Może to czas dla kościoła, aby dokonał takiego samego podziału. Czy jest możliwe, że Jezus został źle zinterpretowany przez chrześcijańskie organizacje i instytucje? G.K. Chesterton powiedział: „Chrześcijaństwo nie zostało wypróbowane i okazało się godne pożądania; okazało się trudne i pozostawione niewypróbowane”. To opisuje wielką różnicę między przykładem Jezusa, a kondycją zachodniego kościoła.
Ludzie nie ufają również duchowieństwu tak jak wcześniej. Przeczytaliśmy zbyt wiele artykułów w gazetach o wykorzystywaniu dzieci i ukrytych grzechach. Większość ludzi spytanych na ulicy o telewizyjnych kaznodziejów przypisałaby ich do kategorii „nikczemnych” razem z dilerami narkotyków czy szefów mafii. Wielu z mojego pokolenia nie pokłada wiary w serce zorganizowanej religii czy system papieski. Mam przyjaciela po dwudziestce, który ostatnie kilkanaście lat spędził na próbie odbudowania życia po tym, jak był wykorzystany seksualnie przez zaufanego przywódcę kościelnego.
Znam inną młodą kobietę, która przez lata nie związała się z lokalnym gronem wierzącym ze strachu przed potępieniem. Wielokrotnie odczuwała żądło osądu ze strony „wierzących braci” z powodu sposobu w jaki się ubierała i wyrażała swoją artystyczną naturę. Przypominało to modernistyczne polowanie na czarownice. Każdy zna podobne historie. Są powszechne aż nadto. Żyjemy w pokoleniu, które czuje, że nie może ufać duchownym. ”Sparzyliśmy się” i nie chcemy tego powtórzyć.
Apelowałem do tych szukających z pokolenia X, aby jeśli poważnie traktują swoją pogoń za czymś duchowym, spróbowali gruntownie zbadać to, co oferuje Jezus. Jego życie, śmierć i zmartwychwstanie miały zbyt wielki wpływ na świat, aby zwyczajnie pominąć Go w naszej duchowej podróży. Zapraszałem ich na spotkanie przy kawie lub na małej grupie u mnie w domu, aby odkryć prawdziwego Jezusa. Mogą pytać o co tylko chcą. Mogą zmagać się z problemami w kontekście wspólnego dialogu i relacji. To jest coś, co może nigdy nie mieć miejsca na nabożeństwie w niedzielny poranek. To jest kościół organiczny. Jezus musi być reprezentowany poza murami, w świecie gdzie żyją ludzie.
Odkryłem, że większość postmodernistycznych ludzi, których znam, a którzy nie są nawet zainteresowani Jezusem, są zupełnie otwarci na modlitwę i na poruszenie ich emocji. Pamiętaj, że oni poszukują duchowego spotkania i autentycznego doświadczenia z Bogiem. Pewnego wieczoru kilkoro z nas spotkało się u mnie w domu. Jedna młoda kobieta około dwudziestki bardzo szczerze była zainteresowana Jezusem. Zapytałem czy mogę się o nią pomodlić. Zaraz po rozpoczęciu modlitwy zaczęła płakać, ponieważ Duch Święty zaczął okazywać jej swoją miłość. Po tym okazało się, że całe jej ciało dosłownie przymarzło do krzesła. Nie mogła poruszyć żadnym mięśniem przez około dwadzieścia minut. Rozpoznała to jako Bożą obecność, zbyt przytłaczającą dla jej fizycznego ciała. To doświadczenie głęboko wpłynęło na nią w jej podróży w poznawaniu Boga.
3. Jest tyle innych możliwości
Przedstawiciele pokolenia X doceniają postmodernistyczną ideę o relatywnej prawdzie i dlatego stali się „pluralistami” z definicji. Nasza kultura zakłada czczenie wielu bogów i istnienie tylu dróg ile jednostek. Wierzą, że wszyscy czcimy tego samego Boga, tylko w różny sposób. Doceniają i popierają wszystkie religie jako prawomocne i prawdziwe dla tych, którzy je wyznają. „Tylko nie wciskaj mi swojej religii!” Rezultatem końcowym takiego pluralizmu jest niezdecydowanie. Tam gdzie wzrasta liczba opcji, maleje zdolność podjęcia decyzji. Czy byłeś kiedyś w restauracji, która ma w swoim menu wszystkie dania znane człowiekowi? Mi bardzo trudno jest wtedy podjąć decyzję, co wybrać. Wtedy robię to, co zawsze … zamawiam kurczaka. Wybranie czegoś nowego jest zawsze ryzykowne. Bo co jeśli nie będzie smakowało tak dobrze, jak to opisują?
Zaobserwowałem cztery główne sposoby w jaki ludzie radzą sobie z wieloma wyborami w dziedzinie Boga i duchowości. Pierwsza to ta, którą wspomniałem „Wybiorę to, co już dobrze znam”. Ta opcja opiera się mocno na poleganiu na tradycji. „Urodziłem się katolikiem i umrę katolikiem”. Ludzi którzy wybrali tą metodę działania trudno jest przekonać do zmiany z powodu ich lojalności do tego konkretnego światopoglądu odziedziczonego po rodzicach. Postmodernizm dał nowemu pokoleniu odwagę do szukania poza normami, które dana osoba ma naśladować, gdyż tak została wychowana.
Innym sposobem odpowiedzi na inwazję wielu religijnych dróg jest po prostu uwierzyć, że nie możemy poznać, która z nich jest prawdziwa. Ta postawa utrzymuje, że niemożliwym jest poznać kim jest Bóg, czego chce i czy w ogóle czegokolwiek od nas oczekuje. Zwykle nazywamy to „agnostycyzmem”. Jeśli nie możemy tego poznać, to jesteśmy wolni. Możemy odetchnąć z ulgą. Nie musimy niczego wybierać. Być może nie jest to tak złe, na jakie wygląda. Może agnostyk lub ateista chce przez to powiedzieć: „Nie kupuję takiej wersji Boga, jaką próbujesz mi sprzedać”.
Trzecią i najbardziej popularnym podejściem jest wiara w to, że wszystko jest Bogiem i wszystkie religie pochodzą od Niego. Ludzie tacy utrzymują, że wszystkie religie są w istocie takie same, niosą te samo przesłanie miłości bliźniego i pracy nad osiągnięciem pewnego duchowego poziomu oświecenia. To proste. Nie ma złych odpowiedzi. Nie możesz przegrać. Wybór został zredukowany to braku wyboru. To tylko kwestia twoich preferencji.
Jednak najbardziej niebezpieczną i czwartą odpowiedzią naszego pluralistycznego społeczeństwa jest wiara, że istnieje tylko jedna właściwa ścieżka i wszyscy musimy nią podążać. Jakież to ryzyko! Co jeśli spośród wszystkich opcji tylko jedna zadziała? Ludzie nie mogą tego znieść. Taki pomysł wymaga od nas zbyt wiele – to o wiele trudniejsza droga niż trzy pozostałe. Te wcześniejsze eliminują ryzyko i pozwalają nam robić, to co chcemy.
Tutaj są tylko tak naprawdę tylko dwie opcje – tak lub nie, działa lub nie działa, zero lub jeden. Może tego właśnie pragnie to pokolenie. W centrum tego chaosu potrzebują usłyszeć coś prostego; coś odmiennego od tego, co naucza kultura. Po jednej stronie jest Jezus, po drugiej wszystko pozostałe.
Jezus musi być ponownie całym naszym przesłaniem. Chrześcijańska religia nie różni się niczym innym od pozostałych. Świat nie potrzebuje usłyszeć o naszym kościele czy denominacji. Wszystkim jest Jezus i On jest wszystkim. Pluralizm dostarcza Bogu tło do podkreślenia tego jak chwalebny i wyjątkowy jest Chrystus. Światło świecy świeci najjaśniej w środku całkowitej ciemności.
4. Boimy się asymilacji
Jesteś może „Trekkie” – fanem Star Trek’a? Wiesz o co chodzi – „Śmiało dążyć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek”. Ja jestem wielkim fanem serialu science fiction Start Trek: Następne Pokolenie. Zyskałem wielki wgląd w naszą kulturę dzięki temu serialowi. To zadziwiające jak pierwsza seria z Kapitanem Kirkiem i Spockiem odzwierciedlają wartości modernizmu. A Następne Pokolenie jest w całości „postmodernistyczne”.
W Następnym Pokoleniu największym zagrożeniem dla Federacji, Kapitana Jean Luce Picard’a, i jego statku jest diaboliczna rasa „Borgów”. Członkowie tej obcej armii są w połowie biologiczni i w połowie mechaniczni. Podróżują po galaktyce poszukując różnych cywilizacji i społeczności, asymilując jej obywateli do ich własnego, wspólnego rodzaju. Wszczepiają nano-sondy do krwioobiegu, które infekują twoje DNA i powolnie zmieniają cię w jednego z nich. Są okropni.
Najgorszą rzeczą w Borgach jest to, że nie ma wśród nich żadnej indywidualności. Każda cząsteczka jest połączona z całością i nie ma tam miejsca na indywidualną myśl czy ekspresję. To jest największa obawa postmodernistycznego świata. Ich niesławne powitanie kiedy spotykali się z nieznanymi gatunkami to: „Jesteśmy Borgami … zostaniesz zasymilowany … opór jest daremny”
Wielu młodych ludzi dzisiaj ma podobne odczucia odnośnie zorganizowanego kościoła. Postrzegają instytucjonalny kościół jak Borgów. Obawiają się środowiska, które kontroluje, ogranicza i masowo produkuje jednostki wyglądające i działające tak samo.
To pokolenie docenia różnorodność. Kochamy różnice, a jednak jesteśmy zjednoczeni. Bycie razem i jednoczesne utrzymywanie naszej indywidualnej tożsamości jest ważne. Pogardzamy zmuszaniem dopasowywania do matrycy. Dobrze czujemy się doceniając różne style muzyki, mody, wyrażanie siebie poprzez tatuaże czy kolczyki. Istnieje silna potrzeba indywidualnej wolności i praw w postmodernistycznym pokoleniu. Marzymy o kościele, który przyjmie nas takimi, jakimi jesteśmy, gdzie nikt nie będzie próbował zasymilować nas do status quo.
Wyłaniający się kościół [Emerging Church]
Mój bliski przyjaciel często mówi: „Tam gdzie jesteś – Bóg ma ciebie”. Ma na myśli suwerenność Boga. Bóg jest w stanie użyć tego, co ma miejsce w twoim życiu, aby ukształtować i poprowadzić cię w kierunku Jego celu. To jest lekcja z życia Józefa. Nawet negatywne doświadczenia i osobiste porażki są częścią Bożego procesu w prowadzeniu nas do przeznaczenia. Musimy zrozumieć że społeczne błędy i kulturalne zmiany zachodzące w tym pokoleniu są nadal pod kontrolą suwerennego Boga. Jakkolwiek trudne może się to wydawać, to świat (Egipt) stał się miejscem przygotowania i schronienia. W tym sensie wyłaniające się pokolenie nie jest jeszcze widoczne. Nadal tkwi w ukryciu.
Ludzie mówią o „wyłaniającym się kościele” (emerging chuch). Odnoszą się do nowego typu kościoła, który ma na celu dotarcie do postmodernistycznego pokolenia. Ja jednak nie widzę żadnego dowodu na istnienie takiego kościoła. Jest kilka przykładów kościołów z takim szyldem, które zdają się być nową wersją „kościoła dla poszukujących”, ale skierowanych na dotarcie do postmodernistów. Jednak podstawowa, stara forma kościoła pozostała nietknięta. Zazwyczaj podają tylko lepszą kawę, siedzą na sofach zamiast w ławkach, mają więcej „wspólnego czasu” i grają bardziej pasującą muzykę. Nie sądzę, że nadszedł już czas odbudowy. Nadal trwa okres dekonstrukcji. Wyłaniający się kościół nadal musi nadejść.
Przesłanie tej książki zawiera prorocze spojrzenie na stan rzeczy, który jak wierzę będzie miał miejsce w najbliższej przyszłości. Cofamy się w naszej podróży do czasów Dawida, Daniela i tego, co Jezus rozpoczął ponad dwa tysiące lat temu, dając nam przedsmak tego, co jak wierzę, będzie On robił w naszym pokoleniu. Jest moim pragnieniem, aby Bóg użył kilku z tych wniosków, aby pomóc ci docenić wielką przemianę, która nadchodzi do kościoła i wytworzy to w tobie pragnienie doświadczania rzeczy, które zobaczysz.
Fragment książki Paula Vieira „Jezusa tutaj nie ma” [ang. Jesus has left the building]
PDF wersji anglojęzycznej znajduje się pod adresem: –
https://followingtrusting.com/wp-content/uploads/2017/03/jesus-has-left-the-building.pdf



3 komentarze