×

Korupcja kolegialna „kolesiostwo” w chrześcijaństwie

Korupcja kolegialna „kolesiostwo” w chrześcijaństwie

Autor: Lennart – 30 maja 2015 r.

Jakiś czas temu w mojej skrzynce odbiorczej pojawił się e-mail z wskazówką od przyjaciela, towarzysza w modlitwie, która skłoniła mnie do napisania tego tekstu. Po prostu nie mogłem się powstrzymać przed napisaniem tego krótkiego artykułu.

Cóż, zdarzyło się kiedyś, że pewien brat w wierze z regionu naszego kraju, gdzie występuje wiele niedźwiedzi, wprowadził do mojego świata pojęciowego nową i skłaniającą do refleksji koncepcję. Była to „korupcja kolegialna” – termin ten miał na celu wskazanie na pewną część przywództwa w chrześcijaństwie w naszym kraju. Ten brat jest obecny w środowisku już od dłuższego czasu i miał okazję wiele przemyśleć, więc czuję, że za tą koncepcją, którą ukuł, kryje się wiele treści. Poniżej przedstawię własny obraz omawianego problemu w chrześcijaństwie.

Nasz kraj jest stosunkowo niewielki. Jeśli pojawia się chrześcijański kaznodzieja, który wyróżnia się w swojej służbie, często szybko zyskuje sławę w znacznej części szwedzkiego chrześcijaństwa. Różne nurty – takie jak Ruch Wiary, Kościół Szwecji, Kościół Zielonoświątkowy, Ekumenia itp. – mają oczywiście swoje własne autorytety, ale granice między tymi wybitnymi kaznodziejami coraz bardziej się zacierają, a dzieje się tak właśnie z powodu korupcji kolegialnej.

Doszło do tego, że nasi kaznodzieje – podróżujący, wygłaszający wykłady, sprzedający książki, gadatliwi – czy jakkolwiek by ich nie nazwać – coraz częściej prezentują ten sam wizerunek na różnych konferencjach i wydarzeniach. Tworzą oni w ten sposób coraz bardziej zamknięty krąg przyjaciół, który staje się, innymi słowy, „kolegium”, (najlepszym polskim odpowiednikiem tego słowa będzie – „kolesiostwo”) w którym ludzie wzajemnie się wspierają i inspirują – trochę jak w zakonie. Nieodłącznym elementem tego zjawiska jest podstępne i demoralizujące wzajemne pochlebstwo. Do kręgu tego wprowadzani są nowi adepci, wymienia się doświadczenia, udziela wskazówek dotyczących autorów wartych przeczytania, konferencji, rekolekcji itp. Niektóre z tych praktyk mogą oczywiście być w porządku i korzystne, ale inne z pewnością nie sprzyjają prostej i prawdziwej wierze. Elementem tego zjawiska może być również pochlebstwo, a w tym kontekście chciałbym przypomnieć wam ten fragment Biblii:

Księga Przysłów 29:5: „Kto schlebia bliźniemu, rozciąga sieć na jego stopy”.

Wyobraźmy sobie teraz prostego pastora, który zyskuje uznanie i odnosi sukcesy w swojej wspólnocie. Wkrótce pojawią się zaproszenia do wygłoszenia przemówień w innych miejscach. Potem pojawią się zaproszenia do udziału w konferencjach i wydarzeniach. Być może zostanie zaproszony do prowadzenia wykładów i seminariów itp. Wszystko to może stanowić nieco wymagające, ale przynoszące dochód dodatkowe zajęcie.

I tak, jeden, dwa, trzy – ten skromny pastor nagle staje się częścią grona znanych kaznodziejów w kraju. Istnieje bardzo wysokie ryzyko, że zostanie wprowadzony w świat kazań, doświadczeń, autorów, nauk itp., które zepsują prostą i prawdziwą wiarę, która na początku być może oznaczała sukcesy, które rzeczywiście pochodziły od Boga. Ponadto zostaje on pozbawiony możliwości krytycznego podejścia do jakichkolwiek poważnych niedociągnięć w głoszeniu (i stylu życia) innych kaznodziejów z tego grona. Wynika to z koleżeńskiej spójności. Jeśli ma nadal napływać strumień „nowych narodzin”, nie można być krytycznym i ostrym w głoszeniu. Ostre krawędzie są zatem zaokrąglane, a przesłanie dostosowywane tak, by lepiej się sprzedawało.

Mija więc trochę czasu, a potem nasz drogi pastor pojawia się wśród nowych przyjaciół-kaznodziejów oraz w kontekstach, w których mogłoby się wydawać, że jego udział jest nie do pomyślenia. To, co wcześniej było odrzucane, teraz jest w porządku. Wiara obrała nowy kierunek, zazwyczaj ku takim wariantom, w których wywyższani są różni kaznodzieje – starzy i nowi. Nasz pastor jest teraz częścią zbiorowej demoralizacji, gdzie sam udział w tym gronie sławnych kaznodziejów w znacznym stopniu przyczynia się do zepsucia kazania, które być może początkowo było zdrowe. Powodem, dla którego takie środowisko może demoralizować, jest między innymi fakt, że silną sławę i prawdziwą wiarę niemal niemożliwe jest pogodzić. Fakt, że w tym kręgu istnieją również duże szanse na dodatkowy dochód, nie ułatwia utrzymania zdrowej wiary w nienaruszonym stanie. Kuszące dodatkowe dochody często mogą polegać na zwolnionych z podatku tzw. „ofiarach miłości” – które jednak NIE są zwolnione z podatku według Szwedzkiego Urzędu Skarbowego! W tym środowisku może zatem istnieć wiele okazji do rozprzestrzeniania się wszelkiego rodzaju fałszywych nauk. Zastanówcie się, co mówi Biblia w tym miejscu:

Łukasz 16:15: „Bo to, co jest wysoko cenione wśród ludzi, jest obrzydliwością w oczach Boga”.

Łukasz 6:26: „Biada wam, gdy wszyscy ludzie dobrze o was mówią!”

1 List do Tymoteusza 6:10: „Miłość do pieniędzy jest korzeniem wszelkiego zła”.

Czy tak się dzieje w naszym kraju? Tak, istnieje wiele przykładów kaznodziejów, którzy poszli tą drogą. Wystarczy tylko przyjrzeć się uczestnikom różnych letnich konferencji, by dostrzec tego przykłady. Szczególnie zasmuciło mnie pewnego wczesnego poranka, gdy zobaczyłem, że szanowany w naszym kraju kaznodzieja „ujawnił się” w felietonie w „Göteborgs Posten”, gdzie udzielił naprawdę złych rad „chrześcijańskim” mistykom. Napisał:

„Kiedy myślę o moich własnych przewodnikach duchowych, o ludziach, od których się odwróciłem – o Janie od Krzyża, Henri Nouwenie czy Thomasie Mertonie”

Uważam udzielanie rad na temat tych głębokich mistyków za bardzo poważne wykroczenie. Jest to również głęboko tragiczne. Czy ktokolwiek powinien w ogóle ośmielić się przyjmować wskazówki od pastora, który postrzega tych mistyków jako swoich przewodników duchowych? NIE!!! Wyczuwam, że jest to również wynikiem korupcji w środowisku duchownych. Wspomniany kaznodzieja przez wiele lat był bliskim przyjacielem mistyka i byłego biskupa Martina Lönnebo, który był masonem 10. stopnia (jego nazwisko i stopień figurują w rejestrze, który posiadam). Religia masonów nie ma nic wspólnego z wiarą chrześcijańską! Można o tym przeczytać w ich własnej literaturze, na przykład w tej książce, którą kiedyś udało mi się wypożyczyć z biblioteki, zanim zniknęła: „MASONI – Ich historia, cele i filozofia” autorstwa Josepha Forta Newtona. Samo masoneria wiąże się również z korupcją w środowisku duchownych, która najprawdopodobniej jest znacznie gorsza niż ta wśród znanych pastorów.

Kiedy uświadamiamy sobie, że prawdziwa wiara chrześcijańska polega na prostym dzieciństwie z Bogiem, łatwo rozumiemy, że droga mistyków prowadzi człowieka w zupełnie innym kierunku. Dzieciństwo z Bogiem i Ojcostwo Boże nie mają NIC wspólnego z mistycyzmem, kontemplacją, medytacją ani podobnymi metodami i ćwiczeniami. Taka jest pogańska droga poszukiwania własnej boskości – czyli coś, co stoi w sprzeczności z ugruntowaną wspólnotą z Bogiem!

W tym krótkim artykule chciałbym zatem zachęcić was do dokładnego zbadania tego, co serwuje się wam dzisiaj w zborach – nawet jeśli przesłanie przekazują łagodni i mili ludzie. Skąd czerpią swoją inspirację? Czy głoszone nauczanie jest zgodne z nauką Biblii? Czy jest ono zgodne z prostą dziecięcą relacją z Bogiem? Czy mieści się w granicach Królestwa Łaski? Chciałbym również zachęcić do modlitwy wstawienniczej za drogich kaznodziejów, którzy zostali wciągnięci w ciepłą, ale demoralizującą wspólnotę kolegialną. Niektórzy być może zdołają stamtąd znaleźć drogę wyjścia, ale z pewnością będzie to niełatwa podróż. Jeśli sam jesteś kaznodzieją, chciałbym zachęcić cię do zachowania dużej ostrożności przy przyjmowaniu jakichkolwiek tak zwanych powołań. Często są one odskocznią do korupcji kolegialnej. Zbadaj więc swoje motywy. Dlaczego w ogóle chcesz się zgodzić? I odrzuć wszelkie pochlebstwa!

Niech Pan nas wszystkich prowadzi i poucza!

źródło: https://bibelfokus.se/sv/blogg_150530

Słowo od tłumacza: W środowisku pastorów czynienia ze zmową milczenia (omertà, code of silence) opartą na tzw. solidarności zawodowej, mechanizm obronny grupy, która chroni własne interesy lub konkretnych członków przed odpowiedzialnością, kosztem zasad etycznych czy dobra ogółu. Choć sama solidarność zawodowa to naturalna postawa wzajemnego wsparcia, wypaczona prowadzi do patologii i tuszowania nieprawidłowości. Opisane wyżej zjawisko dobrze oddaje powiedzenie „ręka rękę myje” – co oznacza zmowę milczenia, nepotyzm, kumoterstwo lub tuszowanie błędów członków grupy, aby uniknąć odpowiedzialności przed opinią publiczną.

Opublikuj komentarz