×

Paulicjanie [Tondrakowie]

Paulicjanie [Tondrakowie]

Wielu uczniów Pana od zawsze postrzegało zjednoczenie Kościoła i państwa jako sprzeczne z Jego nauką; ale ilekroć Kościół dysponował władzą państwa, używał jej, aby siłą tłumić każdego, kto sprzeciwiał się jego systemowi lub w jakikolwiek sposób odmawiał spełnienia jego żądań. Wielkie liczby ludzi poddawały się temu, przynajmniej pozornie, czy to z powodu obojętności, korzyści czy strachu. Zawsze jednak byli tacy, których nie dało się nakłonić do uległości, ale którzy nadal starali się podążać za Chrystusem i przestrzegać nauk Jego słowa i nauki apostołów. Byli oni nieustannie obiektami prześladowań.

Historia stuleci, które nastąpiły po Konstantynie, odsłania rozwój światowości i ambicji duchowieństwa, zarówno wschodniego, jak i zachodniego Kościoła katolickiego, aż do momentu, kiedy zażądali oni całkowitego zwierzchnictwa nad dobrami i sumieniami ludzkości, narzucając swoje żądania za pomocą bezgranicznej przemocy i podstępu. Historia ta odsłania również obraz drogi ucisku niezliczonych świętych, którzy zamiast zaprzeć się Chrystusa lub odwrócić się od podążania za Nim, znosili wiele cierpień w różnych miejscach i czasach z rąk dominującego na świecie Kościoła.

Ich prawdziwe historie zostały niemal całkowicie zatarte; ich dzieła, dzieląc los swoich autorów, zostały zniszczone w takim stopniu, w jakim mieli do tego władzę prześladowcy. Co więcej, ci, w których interesie było usprawiedliwienie własnego okrucieństwa, rozpowszechniali o nich najgorsze opowieści. W opowieściach tych są oni przedstawiani jako heretycy i przypisuje im się złowrogie doktryny, które w rzeczywistości odrzucali. Nazywa się ich „sektami” i przypisuje im określenia, z którymi sami nigdy by się nie zgodzili. Zwykle nazywali siebie chrześcijanami lub braćmi, jednak inni nadawali im rozliczne nazwy, aby stworzyć wrażenie, że reprezentują wiele nowych, dziwnych i niepowiązanych ze sobą sekt, określano ich też obelżywymi epitetami w celu ich zniesławienia. Z tego też powodu trudno jest prześledzić ich historię; to, co napisali o nich przeciwnicy, trzeba traktować z rezerwą; ich własne słowa z ust wykręconych torturami są bezwartościowe. Jednak pomimo tych przeszkód, istnieje duży zbiór wiarygodnych dowodów, które są stale uzupełniane przez dalsze badania i pokazują kim byli i co robili, w co wierzyli i czego nauczali; a ich własne zapisy stanowią bezpieczny przewodnik po ich wierze i praktykach.

Już w pierwszych trzech stuleciach istniało wiele grup chrześcijan, które protestowały przeciwko rosnącemu rozluźnieniu i światowości w Kościele oraz przeciwko jego odejściu od nauczania Pisma Świętego. Ruchy odnowy nigdy nie przestały istnieć, a podstawową przyczyną ich istnienia jest pragnienie powrotu do praktyki prawdy Nowego Testamentu, nawet jeśli nie widać żadnego związku między nimi. W pierwszych wiekach Azja Mniejsza i Armenia były często miejscami takich odnów, były również schronieniem dla Kościołów, które od początku, w różnym stopniu, zachowywały czystość doktryny i pobożność życia.

Od najwcześniejszych dni ewangelia rozprzestrzeniła się na północ od Antiochii. Apostołowie Barnaba i Paweł, oraz wielu innych, głosili i zakładali Kościoły w całej Azji Mniejszej. Listy do Galacjan, Efezjan i Kolosan dają żywy obraz potężnego, oświecającego i uświęcającego wpływu nauki apostołów na chrześcijan tych wczesnych zborów, ale pokazują także siłę przeciwstawnych nauk, które trzeba było zwalczać. Szybko rozwijał się tam system katolicki (nazwany tak z powodu własnego roszczenia do bycia jedynym i wyłącznym Kościołem) ze swoją władzą duchowną, jednak nigdy nie przestały istnieć jednostki, które mu się sprzeciwiały. W III wieku Królestwo Armenii uprzedziło zjednoczenie Kościoła i państwa pod rządami Konstantyna Wielkiego, czyniąc chrześcijaństwo religią państwową Armenii. Jednak ciągłość istnienia Kościołów przestrzegających zasad Nowego Testamentu nie została przerwana.

Od czasów Manicheusza Kościoły wierzących nazywających siebie chrześcijanami, a tym samym odróżniających się od tych, których nazywali „rzymianami”, zawsze były oskarżane o bycie manichejczykami, chociaż one same otwarcie to negowały, skarżąc się na niesprawiedliwość przypisywania im doktryn, których nie wyznawały. Częstotliwość, z jaką coś jest powtarzane, nie jest dowodem na to, że jest to prawda, a ponieważ pisma i dzieła tych chrześcijan nie zawierają ani śladu nauk manicheizmu, rozsądnym jest sądzić, że nie wyznawali tej nauki. Byli dalecy od przyjmowania sekciarskich nazw, tak hojnie im nadawanych, i nie tylko mówili o sobie „chrześcijanie” lub „bracia”, ale także uważali się za „święty, powszechny i apostolski Kościół naszego Pana Jezusa Chrystusa”, a gdy odejście Kościołów światowych takich jak greckiego, łacińskiego lub ormiańskiego od Pisma Świętego stawało się coraz bardziej rażące, odmawiali nazywania ich Kościołami, oświadczając, że pozbawiły się one tej nazwy przez zjednoczenie z państwem, wprowadzając niewierzących do swoich kręgów poprzez system chrztu niemowląt, przez dawanie Wieczerzy Pańskiej niewierzącym i przez każde inne zło, które wprowadzili. Kościołom tym często nadawano nazwę paulicjan. Powód nie jest jasny. Nazywano ich także tondrakianami, od miejsca, w którym kiedyś było ich wielu. Prześladowania, którym byli poddawani i systematyczne niszczenie ich literatury, zakrywa przed nami niemal całą ich historię, ale to, co pozostało, wystarczy, by pokazać, że na tych rozległych regionach Azji Mniejszej i Armenii, wokół góry Ararat i za Eufratem, istniały Kościoły ochrzczonych wierzących, uczniów Pana Jezusa Chrystusa, którzy nieprzerwanie zachowali nauczanie apostołów otrzymane od Chrystusa i zawarte w Piśmie Świętym.

Obecne luki w historii tych Kościołów, nie przekreślają prawdziwości twierdzenia, że te liczne zgromadzenia są prawdziwymi potomkami Kościołów apostolskich (niekoniecznie w sensie naturalnym z ojca na syna, chociaż i tak mogło się zdarzyć, ale jako nieprzerwanej sukcesji ich cech duchowych). Luki te są oczywistą konsekwencją zdecydowanych wysiłków, które były nieustannie podejmowane, najpierw przez pogańskie imperium rzymskie, a następnie przez Kościoły państwowe, aby zniszczyć ludzi i ich historie. Wysiłki te w dużej mierze przyniosły zamierzony skutek. Nie ma wątpliwości, że w wielu okręgach i w różnych czasach takie wysiłki skończyły się całkowitym sukcesem, a bezcenne świadectwa świętych i Kościołów zostały całkowicie wymazane z historii i nie zostaną poznane aż do dnia sądu. Jest natomiast rzeczą zaskakującą, jak wiele świadectw zostało zachowanych, a istnienie tych licznych zgromadzeń chrześcijan pierwotnej doktryny i praktyki można wytłumaczyć jedynie przez ich przylgnięcie do nauczania Nowego Testamentu, jak sami to zresztą podkreślali. Brak organizacji lub jakiegokolwiek ośrodka kontrolującego pośród nich, oraz fakt, że uznawali oni niezależność każdego zgromadzenia, było przyczyną różnorodności w poszczególnych Kościołach. Także cechy przywódców różnych Kościołów powodowały, że jedno zgromadzenie różniło się w pewnym stopniu od drugiego pod względem duchowości lub akcentu położonego na określony kierunek nauczania. Wszystkie jednak twierdziły, że swoją doktrynę czerpią z Pisma Świętego i kontynuują tradycję apostolską, i to twierdzenie należy przyjąć jako prawdę, ponieważ nie ma wystarczających powodów, aby to zanegować czy udowodnić cokolwiek przeciwnego.

Zachowało się kilka historii o ludziach, którzy poświęcili swoje życie odwiedzaniu i umacnianiu takich Kościołów oraz głoszeniu ewangelii , o ludziach ducha apostolskiego, silnych, cierpliwych, pokornych i nieustraszonej odwagi. Do ich grona dołączył Konstantyn, zwany później Sylwanusem. Około 653 roku pewien Ormianin, powracający do domu po zwolnieniu z niewoli u Saracenów, został przyjęty i uprzejmie ugoszczony przez Konstantyna w jego domu. Podczas rozmowy spostrzegawczy Ormianin zrozumiał, że trafił do człowieka o niezwykłych zdolnościach, a widząc ogromne zainteresowanie swego gospodarza Pismem Świętym, które zresztą wspólnie czytali, wdzięczny i roztropny podróżnik zostawił swojemu nowemu przyjacielowi bardzo cenny dar – rękopis, który zawierał cztery Ewangelie i Listy Pawła. Konstantyn został pochłonięty studiowaniem tej księgi, która stała się środkiem do radykalnej zmiany jego życia. Wkrótce zaczął dawać świadectwo temu, co otrzymał, przyjął imię Sylwana, towarzysza apostoła Pawła, a dołączając do wierzących, którzy odrzucili kult obrazów i inne przesądy Kościoła bizantyjskiego, sprowadził na siebie gniew ludzi u władzy. Zamieszkał w Kibossie w Armenii i przez około trzydzieści lat pracował stamtąd wśród różnych okolicznych narodów, spośród których wielu ludzi, zarówno katolików jak i pogan, nawracało się. Jego podróże zaprowadziły go wzdłuż doliny Eufratu, przez góry Taurus i do zachodnich części Azji Mniejszej, gdzie jego udane działania przyciągnęły uwagę cesarza bizantyjskiego Konstantyna IV.

Cesarz ten wydał dekret (684) przeciwko zborom wierzących, a w szczególności przeciwko Konstantynowi, wysyłając jednego ze swoich oficerów, imieniem Symeon, aby wprowadził go w życie. Aby nadać szczególne znaczenie egzekucji Konstantyna, Symeon uzbroił wielu osobistych przyjaciół Konstantyna w kamienie i nakazał im ukamienować nauczyciela, którego tak długo szanowali i kochali. Ryzykując własnym życiem, odmówili i upuścili kamienie. Był tam jednak młody człowiek imieniem Justus, którego Konstantyn wychował jako adoptowanego syna i traktował ze szczególną życzliwością; rzucił on kamieniem w swojego dobroczyńcę i zabił go, zdobywając w ten sposób wysokie pochwały i nagrodę od władz, które porównały go do Dawida zabijającego Goliata. Symeon był głęboko poruszony wszystkim co widział i słyszał w Kibossie, a rozmawiając z tamtejszymi chrześcijanami, zdobył przekonanie o prawdziwości ich doktryn i słuszności ich praktyk. Po powrocie do Konstantynopola nie mógł znaleźć spokoju duszy na dworze, a po trzech latach wewnętrznego konfliktu porzucił wszystko, uciekł do Kibossy, a tam, przyjmując imię Tytus, podjął i kontynuował służbę człowieka, którego śmierć spowodował. Nie minęło wiele czasu, zanim on też dołączył do wielkiego grona męczenników, gdyż dwa lata później Justus, korzystając ze swojej znajomości wspólnoty braci, przekazał biskupowi – a ten cesarzowi Justynianowi II – informacje prowadzące do schwytania wielu z nich. Cesarz kazał ich spalić, łącznie z Symeonem, wszystkich na raz, licząc na zastraszenie pozostałych „heretyków” do poddania się. Jednak męstwo cierpiących zniweczyło jego plan, rozpalając wiarę i odwagę wielu w płomień oddania i świadectwa wiary, tak że powstało jeszcze więcej kaznodziejów i nauczycieli, a zgromadzenia rosły. Znosili cierpienia z odwagą, nie stawiając oporu, aż do czasu, kiedy nadeszła dla nich chwila wytchnienia z powodu okoliczności, które miały miejsce w świecie katolickim.

Fragment pochodzi z Książki „Kościół Pielgrzym” –
z rozdziału III Paulicjanie i bogomiłowie 50-1473


Opublikuj komentarz