List czwarty i piąty
List czwarty
Drogi Kenie:
Istnieje jeden rodzaj szkody, której doświadczają chrześcijanie, odchodzący z autorytarnych grup, i jest to prawdopodobnie najbardziej tragiczny z nich wszystkich. Słuchając ich uważnie, odnoszę głębokie wrażenie, że wielu świętych, którzy odeszli, opuściło Pana. (Nie, to nie tak. Raczej obawiają się, że to Pan ich opuścił). Chrześcijanin, który dołączył do naprawdę wspaniałego, dynamicznego i, błogosławionego przez Boga ruchu [np. małej wspólnoty lub denominacji], który słyszał poselstwa, które niewielu chrześcijan słyszało, doświadczył tego, czego niewielu chrześcijan kiedykolwiek doświadczyło, i niestety, wpojono mu do głowy: „To jest ta grupa; opuść to miejsce, a opuścisz Boga”. Cóż, zaczynają wierzyć, że to prawda. W rzeczywistości boją się i wierzą, że Bóg ich opuścił, ponieważ opuścili dzieło Boże.
(Wydaje się, że niemal każda grupa ma do opowiedzenia jedną z tych strasznych historii o kimś, kto opuścił ruch i wkrótce potem zmarł. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek przyszło im do głowy, że kilka osób wewnątrz ruchu również zmarło! W każdym razie, stosowanie jakiegokolwiek rodzaju strachu jest pewnym znakiem głębokiej niepewności ze strony przywódców. Stosowanie taktyk opartych na strachu i opowieści o śmierci nie wskazuje ani na pewność siebie, ani na zaufanie do Boga).
Chciałbym, żeby chrześcijanie przestali opowiadać te historie. Jest chyba z tuzin ruchów, które twierdzą, że są „tym właściwym”… i wszystkie mają w swoim repertuarze historię „odszedł, a potem umarł” [lub coś złego wydarzyło się w jego życiu]. Jedyne możliwe wnioski, do jakich mogę dojść na podstawie tego scenariusza, to albo Bóg ma tuzin ruchów, z których każdy jest „dziełem Boga w tym pokoleniu” i jeśli opuścisz którykolwiek z nich, spadnie na ciebie straszna klątwa, albo ktoś stosuje taktykę zastraszania, aby powstrzymać swoich członków przed odejściem!
Co dzieje się z chrześcijaninem, który słyszał wszystkie te historie, ale pewnego dnia zdaje sobie sprawę, że musi opuścić ruch ze względu na swoje sumienie? Albo nawet ze względu na zdrowie psychiczne? Pojawia się trauma. Pojawia się niepewność. Z pewnością grupa nie ułatwia odejścia. Wydaje się, że odejściu towarzyszy poczucie winy w pełnym tego słowa znaczeniu.
Kiedy słyszę historie o autorytarnym ucisku, jakiego doświadczali ludzie w tych grupach, jestem zdumiony, widząc tych drogich chrześcijan wciąż pogrążonych w desperackim strachu „ponieważ opuściłem dzieło Boże”.
Po drugie, zranieni ludzie, którzy opuścili te ruchy, są tak nieufni wobec jakichkolwiek grup chrześcijańskich – gdziekolwiek – że czasami zastanawiam się, czy będą jeszcze skłonni wierzyć w powrót Pana. W konsekwencji trudno wskazać osobie, która doznała krzywdy coś lepszego. Nie widzi ona niczego pewnego, co dawałoby jej nadzieję.
Cóż mogę powiedzieć? Oto: „Słuchaj, Christian. Słuchaj, Ken. Byliście otwarci na czynniki oddziaływające na wasze ego, ale także ofiarami strachu. Odwołanie się do waszego ego miało na celu wciągnięcie was do ruchu i zaangażować w ten ruch. Natomiast taktyka strachu utrzymywała was w tym ruchu, na wypadek gdybyście chcieli go opuścić. (Są to metody tak stare, że aż skrzypią). Ta grupa – choć była chwalebna – nie była jedynym dziełem Pana na ziemi. Gdzieś tam są chrześcijanie którzy mają coś lepszego, żywszego i głębszego. Pan was nie opuścił.
Powiem coś więcej, ta pustka, ten ból, to coś, co sami sobie zgotowaliście – i tylko wy – sobie to zrobiliście. I tylko wy możecie się z tego wyrwać. Możecie przerwać ten chorobliwy cykl, w który sami się wpakowaliście.
List piąty
Drogi Kenie
Z wielkim zainteresowaniem obserwowałem premierę filmu „Opowieść o trzech królach”. Oprócz tych, którzy uważają, że jest to opowieść bożonarodzeniowa (!), są też inni, którzy przeczytali książkę i wydają się sądzić, że opowiadam się po ich stronie w kwestii autorytaryzmu. Nie ma znaczenia, po której stronie się opowiadają, ponieważ i tak uważają, że książka jest po ich stronie.
Oczywiście są też tacy, którzy nie podzielają tego poglądu. Jeden z duchownych publicznie zabronił swoim wiernym czytania tej książki. (Świetnie! Przynajmniej zidentyfikowaliśmy jednego autorytarnego przywódcę).
A jakie jest moje zdanie? Dla jasności: zdecydowanie sprzeciwiam się temu, aby przywódcy chrześcijańscy mówili ludziom, jak mają żyć prywatnie. Nie widzę ku temu żadnych podstaw w Nowym Testamencie.
[Uwaga tłumacza; – nie mogę się w tym miejscu zgodzić z autorem, gdyż jest kilka miejsc w których Nowy Testament w pewnych obszarach „wtrąca się” w nasze życie prywatne. Zauważyłem, że autor stosuje sporo skrótów myślowych i jego wypowiedzi trzeba rozważyć w kontekście całej książki, Książka, którą tłumaczę jest świetnym materiałem do dyskusji nad znalezieniem złotego środka pomiędzy anarchią a autorytaryzmem w społecznościach chrześcijańskich.]
Chcę podać tobie kilka wskazówek,
na które powinieneś zwrócić uwagę,
oceniając autorytaryzm w grupie:
1. Nacisk na wspólne życie
Kiedyś miałem okazję mieszkać we wspólnocie z grupą bardzo bliskich mi i wspaniałych ludzi. To doświadczenie trwało trzy lata. Chcę, żebyś wiedział, że było to trudne doświadczenie. Ale zarazem wspaniałe. Było to doświadczenie które mile wspominam, ale momentami był to koszmar. W eksperymencie brało udział około stu osób i, o ile mi wiadomo, wszyscy bez wyjątku byliśmy głęboko wdzięczni za to doświadczenie. Kiedy się skończyło, odetchnęliśmy z ulgą! Myślę, że mogę mówić w imieniu większości osób, które przeszły przez to trzyletnie doświadczenie, mówiąc: „Było wspaniale, ale nie powinno się to stać sposobem na całe życie. Każdy chrześcijanin powinien tego spróbować, ale nie należy tego polecać jako stylu życia na trzydzieści lat”. Szczególnie polecam to osobom niezamężnym. A osobom zamężnym? W dłuższej perspektywie wspólne życie niesie ze sobą więcej zagrożeń dla małżeństwa niż korzyści.
Do dziś zachęcam osoby samotne do wspólnego mieszkania [w ramach wspólnoty]. To wspaniałe doświadczenie i praktycznie wszyscy zdają się je lubić. Ale innym nie polecałbym go na dłużej niż sześć miesięcy lub rok. Dwa lata to już przesada! Ponadto mam nadzieję, że w pobliżu znajdą się osoby o wielkim sercu, które mają już doświadczenie w życiu wspólnotowym i będą w stanie udzielić ogromnego wsparcia, porad i wskazówek każdej grupce osób które zdecydują się spróbować tego doświadczenia, nawet jeśli tylko na weekend!
Z perspektywy czasu wydaje się, że wspólne życie we wspólnocie było trudniejsze dla żon niż dla mężów. Myślę, że jest to bardzo ważna kwestia, o której należy pamiętać przed podjęciem decyzji o wspólnym zamieszkaniu. Nie chcę, aby ktokolwiek pomyślał, że jestem przeciwny życiu wspólnotowemu, ale w przypadku osób pozostających w związku małżeńskim popieram je tylko w najbardziej idealnych okolicznościach.
Dlaczego poruszyłem temat wspólnego życia?
Z tego powodu: grupy autorytarne często żyją razem – a przynajmniej we wspólnocie. Myślę, że istnieją inne powody niż biblijne, które często sprawiają, że przywódcy grup autorytarnych przyjmują ten styl życia jako coś trwałego. Powtarzam, myślę, że powody te mogą nie mieć nic wspólnego z Pismem Świętym. Raczej przyczyny można znaleźć w psychologicznych dysfunkcjach charakteru przywódcy. Wrócę do tego za chwilę.
Ale pozwól mi powiedzieć, że wspólne życie w autorytarnych grupach często rozpoczyna się – świadomie lub nieświadomie – w celu sprawowania kontroli. Opowiem tobie trochę o naszych własnych doświadczeniach. Kiedy wspominam doświadczenie wspólnego życia, pierwszą rzeczą, która przychodzi mi na myśl, jest to, że żadna grupa ludzi nigdy nie podchodziła do niczego tak naiwnie. Zaczęliśmy od życia we wspólnocie i było to doświadczenie, które zawsze było wspaniałe. Dlatego chrześcijanie należący do wspólnoty chcieli pójść na całość. Niektórzy z nas, w tym ja, byliśmy bardzo niechętni. Kiedy zaczęliśmy wspólne życie, co kilka miesięcy radykalnie zmienialiśmy różne rzeczy.
Dlaczego? Ponieważ nic nie działało! Stopniowo dotarło do nas, że podjęliśmy się ogromnego przedsięwzięcia, do którego nikt z nas nie był przygotowany. W ciągu trzech lat wspólnego życia udało nam się rozwiązać większość problemów, ale niektórych nigdy nie udało nam się rozwiązać (np. jak utrzymać samochody w dobrym stanie lub jak sprawić, by ludzie pamiętali, żeby odebrać nas z pracy o 17:00, jeśli było im po drodze!).
Na szczęście robiliśmy to przed powstaniem współczesnego ruchu autorytarnego. Patrzę teraz wstecz i poczyniłem kilka spostrzeżeń w świetle tego, co wydarzyło się w naszym kraju od tamtego czasu. Jestem wdzięczny, że byliśmy wolnym narodem. (Czasami lepszym określeniem byłoby „wolnym dla wszystkich”!) Nikt z nas nie odczuwał psychologicznej potrzeby kontrolowania życia innych ludzi. Po drugie, prawie wszystkie nasze działania o większym znaczeniu były podejmowane podczas otwartych spotkań, a nie podczas małych, zamkniętych narad. Być może zainteresuje was fakt, że nie mieliśmy starszyzny i nikt z nas nie słyszał nawet o czymś takim jak podporządkowanie i autorytet.
Nauczyłem się wiele o wspólnym życiu, tak jak wiele nauczyłem się o życiu we wspólnocie. Kiedy myślę o praktyce wspólnego życia we wspólnocie ludzi, którzy są skłonni kontrolować życie innych, przechodzą mnie ciarki. Jak potężnym narzędziem prowadzącym do nadużyć może stać się życie we wspólnocie będącej w rękach chrześcijańskich autorytarnych przywódców
Co mam na myśli? Cóż, weźmy na przykład człowieka, który nie waha się przerażać ludzi dwoma najpotężniejszymi narzędziami znanymi ludzkości. Jeśli nie wiecie, jakie to są narzędzia, jednym z nich jest Pismo Święte, a drugim Bóg. Kiedy grozisz ludziom biblijnym poglądem na coś, a potem mówisz im, że spodoba się to (lub nie spodoba) Bogu, i dodajesz do tego sytuację, w której wszystkie pieniądze są kontrolowane przez jedną osobę lub małą grupę, masz w rękach bardzo potężne narzędzia do wykorzystywania ludzi. Co więcej, dodaj do tego element całkowitego podporządkowania się przez wszystkich jednemu zestawowi moralności, jednemu zestawowi norm społecznych i jednemu zestawowi ubrań, a masz sytuację, która jest nie tylko potencjalnie szkodliwa dla braci i sióstr, masz sytuację, której prawdopodobnie nie da się usprawiedliwić nawet najbardziej skrajnym poglądem na Pismo Święte.
Może powinienem skomentować to ostatnie stwierdzenie. Kościoły za czasów Pawła oczywiście nie żyły w życiu wspólnym. Nie możemy nawet powiedzieć, że kościoły w Judei czy w Jerozolimie żyły we wspólnocie na stałe. Jednak nigdy w historii wczesnego Kościoła, moim zdaniem, nie sprawowano kontroli w takim stopniu, jak to się dzieje obecnie w niektórych ruchach autorytarnych.
Myśl o połączeniu wspólnego życia i autorytaryzmu jest rzeczywiście przerażająca. Ale Ken, wielkim problemem, przed którym stoisz, nie jest to, co robi twoja grupa. Oto sedno problemu: czy jesteś zaangażowany w coś, co ma swoje źródło w Bogu, czy też wynika to przede wszystkim z psychologicznej potrzeby jednego człowieka do kontrolowania innych? Na to pytanie nikt po tej stronie nieba nie może udzielić dogmatycznej odpowiedzi. W najlepszym razie każdy z nas musi postępować zgodnie z tym, co indywidualnie uważa za słowo Pana skierowane do niego.
To nie podejście ani metoda, ale człowiek decyduje o duchu i atmosferze ruchu. W związku z tym nigdy nie mógłbym sprzeciwić się, ani też poprzeć żadnej metody ani podejścia żadnej rozsądnej grupy chrześcijańskiej. To człowiek, a nie praktyka, ostatecznie szkodzi lub pobłogosławi ludowi Bożemu. Być może wspólne życie mogłoby być nieszkodliwe i cudowne, gdyby było w dobrych i mądrych rękach. Nie wiem.
Mam nadzieję, że będziesz pamiętać, że niezależnie od tego, jaki wniosek wyciągniesz na temat ruchu, w którym uczestniczyłeś, istnieje 50% szans na to, że się mylisz. Po prostu nie znam żadnych stałych wytycznych, według których można by oceniać wszystkie grupy i ruchy pod kątem tego, czy są „dobre”, czy „złe”. Z pewnością wspólne życie może być potencjalnie szkodliwe dla wielu chrześcijan, jeśli toczy się w atmosferze ucisku.
2. Traktowanie kobiet
Pozwól, że opowiem tobie pewną historię. Kiedy byłem jeszcze bardzo młodym pastorem, prowadziłem audycję radiową. Była to 15-minutowa audycja religijna. Zaraz po mnie występował ewangelista zielonoświątkowy. Zawsze przychodził ubrany jak Rockefeller. Za nim podążała jego blada żona, ubrana w najnowsze kreacje z worków na mąkę! Tak właśnie wyglądało wówczas traktowanie kobiet u zielonoświątkowców. Dzisiaj w ruchu zielonoświątkowym kobiety ubierają się równie elegancko jak ich mężowie. A zatem w ruchu zielonoświątkowym wiele się zmieniło Jednak praktyka ubierania kobiet w worki jutowe nadal istnieje w innych grupach.
W ruchach autorytarnych kładzie się duży nacisk na ubiór. Wiele z tych ruchów cofa kobiety do średniowiecza. Ale nie to mnie niepokoi. Niepokoi mnie pozycja kobiet tych ruchach. Powtórzę: wydaje się, że autorytaryzm dotyka i krzywdzi bardziej kobiety niż mężczyzn.
Odwiedziła nas para z takiego właśnie ruchu. Planowali spędzić z nami kilka tygodni. Gdy tylko przyjechali, żona oznajmiła, że odchodzi z ruchu i że opuści również męża, chyba że on także odejdzie z tego ruchu. Coś w niej pękło. Chodziło o to, że znów zasmakowała wolności. Może to skrajny przykład, ale mimo to mam wrażenie, że generalnie mężczyźni radzą sobie znacznie lepiej w ruchach autorytarnych niż kobiety.
Bardzo mądra chrześcijanka powiedziała mi kiedyś, że zazwyczaj można ocenić, jak autorytarny jest ruch, po tym, jak bardzo naciska się w nim na zakrywanie głowy. Uznałem to za niezwykle interesującą obserwację. (Dodam tylko, że niekoniecznie chodzi tu o fizyczne zakrywanie głowy, ale raczej o całą kwestię zakrywania głowy w kontekście autorytetu).
W każdym razie miejsce kobiet w ruchu jest drugą możliwą wskazówką, dzięki której dana osoba może lepiej zrozumieć, czy grupa, do której należy, jest grupą, do której nie powinna należeć. Kolejną wskazówką jest…
3. Panowanie starszych
Nikt z nas nie zaprzeczy, że Pismo Święte naucza nas, abyśmy byli posłuszni „tym, których Pan ustanowił nad nami”. Pytanie brzmi: w jakim stopniu i gdzie mamy się podporządkować? Drugie pytanie brzmi: Czy to Pan ustanowił tych konkretnych starszych nade mną? Czy raczej jakiś człowiek ustanowił nad mną mężczyzn, zwanych starszymi?
Spójrz na to w ten sposób. Pracuję zawodowo, aby zarobić na życie. Jestem nauczycielem w szkole. Dyrektor mojej szkoły ma pewną kontrolę nad moim życiem, ale ta kontrola ma bardzo wyraźne granice. Jeśli przekroczy te granice, to znaczy, że w tej szkole dzieje się coś bardzo, bardzo złego. Nie, nie w szkole, ale w tym człowieku. Władze lokalne miasta, w którym mieszkam, mają nade mną kontrolę. Podobnie rząd federalny, ale ta kontrola jest ograniczona. Jeśli kontrola ta stanie się całkowita, nie będę już żył w demokracji ani w republice, ale w państwie autorytarnym. Należy więc zadać pytanie: kiedy Bóg powołał starszych w kościele, aby sprawowali pewną kontrolę, to w jakim zakresie pozwolił im sprawować kontrolę nad twoim osobistym, prywatnym życiem? Z pewnością muszą istnieć pewne granice.
Odwróćmy to pytanie.
Kiedy Pismo Święte komentuje coś. Zazwyczaj robi to na dwa sposoby. Po pierwsze, poprzez wyraźne stwierdzenie. (W Nowym Testamencie stwierdzenia te znajdują się zazwyczaj w Listach i są pozbawione przykładów). Pismo Święte ilustruje również stwierdzenia, które zawiera. (Ewangelie i Dzieje Apostolskie zazwyczaj podają konkretne przypadki).
A teraz przypomnij sobie wszystkie przykłady starszych i apostołów sprawujących kontrolę nad ludem Bożym, zapisane w Piśmie Świętym. Czy przychodzą ci do głowy jakieś przykłady? Nawet Piotr, w tych wczesnych i kryzysowych dniach kościoła w Jerozolimie, wyraźnie stwierdził, że Ananiasz i Safira mogli zatrzymać wszystkie swoje pieniądze i majątek. Wniosek: robienie tego, co robili wszyscy inni, nie było obowiązkowe. Ich grzechem nie było to, co zatrzymali, ale to, że kłamali.
Chodzi mi o to, że nie znajduję w Nowym Testamencie żadnych przykładów, które byłyby choćby w najmniejszym stopniu podobne do kontroli sprawowanej przez „starszych” nad ludem Bożym w grupach autorytarnych. Wszystkie przykłady władzy starszych nad naszym życiem przedstawione w Piśmie Świętym wydają się być – w najlepszym razie – bardzo wąskie i bardzo, bardzo ograniczone.
4. Test dziesięciu lat
Dzielę się z tobą kilkoma moimi doświadczeniami, ale także punktami odniesienia, dzięki którym możesz sam zdecydować, co powinieneś zrobić. Dlatego też pozwolę sobie na kolejną sugestię. Jeśli ruch [wspólnota, denominacja, organizacja para-kościelna] ma dziesięć lat, można o nim powiedzieć o wiele więcej niż gdy ma dwa lata. Wszystkie inicjatywy i aktywności wyglądają dobrze, gdy mają rok lub dwa lata. Oto dobre pytanie, które można zadać w odniesieniu do ruchu, który ma dziesięć lat: Ilu jest byłych starszych?
Pozwól , że zilustruję, co mam na myśli. Pewien człowiek rozpoczyna ruch [np. pojedynczy zbór, organizację para-kościelną lub denominację] Podczas jakiejś uroczystej ceremonii ustanawia grupę starszych i ogłasza oczekującemu ludowi Bożemu, że ci mężczyźni zostali wybrani przez Boga i ustanowieni przez Boga, aby sprawować nad nimi władzę. Cóż, mija kilka lat i niektórzy z tych starszych sprzeciwiają się – lub przynajmniej nie zgadzają się – z założycielem ruchu. (Możesz być pewny, że niektórzy staną po jego stronie).
Przywódca denerwuje się i ogłasza, że ci, którzy mu się sprzeciwiają, są ludźmi od diabła. Wyrzuca ich – albo, w jakiś brzydkich okolicznościach sami odchodzą. Teraz przystępuje do ordynowania nowych starszych, których Bóg ustanowił nad ludem Pańskim. W końcu niektórzy z nich również się z nim nie zgodzą, dochodzi do rozłamu, cała sprawa jest z diabła itd…, itd.
Ken, to oczywiste, że coś jest nie tak w takiej sytuacji. Jak to możliwe, że w jednym roku mężczyźni są starszymi, a w następnym są już od diabła? Jak to możliwe, że w jednym roku [założyciel] oddaje moje życie człowiekowi (starszemu) – aby kontrolował moje życie – a w następnym roku potępia on tego człowieka, którego wyświęcił (i vice versa)? Niechętnie używam takiej ilustracji, ponieważ uważam, że coś takiego mogło się zdarzyć nawet w Nowym Testamencie, przynajmniej sporadycznie. Ale kiedy coś takiego staje się stałym trendem, wtedy zapalam czerwoną lampkę ostrzegającą przed niebezpieczeństwem, oceniając ten ruch.
5. Reakcja przywódcy pod wpływem presji
Każdy człowiek pełniący funkcję przywódczą w Królestwie Bożym znajduje się pod presją. Nie ma wśród nas nikogo, kto poradziłby sobie z tym w 100%. Presja przychodzi. Wzrasta do niemożliwych do zniesienia poziomów, a potem ustępuje. Wkrótce znów wzrośnie i znów ustąpi. Większość naszej pracy udaje nam się wykonać, gdy nie ma zbyt dużej presji, a najwięcej zmian następuje, gdy ona występuje.
Każdy chrześcijański pracownik ma pewne słabości, porażki, wady i braki, więc nie można go za to wieszać. Ale oto jest dobra miara wewnętrznej siły duchowej człowieka: kiedy jego praca jest atakowana, kiedy presja rośnie, kiedy rozłam zagraża jego pracy, jak on reaguje?
Czy przywódca, lider lub inna osoba w służbie, konsekwentnie przyjmuje postawę obronną? Czy za wiele rzeczy obwinia diabła? Czy okazuje wrogość? Czy okazuje gorycz? Czy te postawy i myśli zaczynają wkradać się do jego publicznej służby? Czy zaczyna robić aluzje do pewnych tajemniczych wydarzeń, które wszyscy słuchający rozumieją jako odniesienie do osób, które zaszkodziły jego służbie?
(Nawiasem mówiąc, jeśli jest to osoba, która publicznie i konsekwentnie atakuje ludzi wokół siebie lub osoby z przeszłości lub teraźniejszości – jeśli jest to jego stała cecha, rok po roku – to zalecałbym natychmiastowe opuszczenie tego ruchu. Jest coś bardzo nie tak z tym… nie z tym, tylko z nim.)
Wiele można powiedzieć o pracowniku [usługującym], gdy znajduje się on pod presją. Z moich obserwacji wynika, że gdy mężczyzna często atakuje innych i broni się, pokazuje, że jest dość niepewny siebie, a nawet niepewny swojej pracy. Powiedziałbym również, że przynajmniej w wielu przypadkach to właśnie tacy ludzie mają tendencję do wspierania ruchów, w których sprawują dużą kontrolę. Niezależnie od pozorów, ludzie, którzy sprawują dużą kontrolę nad życiem innych, są w gruncie rzeczy bardzo niepewni siebie, niepewni swojego powołania i posłannictwa od Boga.
Chciałbym również dodać do rozważenia jeszcze to pytanie. Po upływie dziesięciu lat, ile osób zostało wykluczonych z ruchu? (Czasami nie zostali wykluczeni, ale być może grupa wywiera na nich presję, radzi im odejść lub pokazuje im, że nie są mile widziani). Jeśli wiele osób opuściło wasz ruch w ten sposób, to powiedziałbym, że znaleźliście się w sytuacji, która jest niegodziwa z punktu widzenia Pisma Świętego.
Pragnę zaznaczyć, że w większości ruchów chrześcijańskich duża liczba ludzi zazwyczaj potyka się, wchodząc i wychodząc tylnymi drzwiami. Pytanie nie dotyczy liczby osób, które przychodzą i odchodzą. Pytanie brzmi: Czy zostali wyrzuceni? Czy ich odejście było czymś nieprzyjemnym? Czy też spotkali się z prawdziwą chrześcijańską łaską, zrozumieniem i miłością, zmagając się z pytaniem, czy odejść, czy nie?
Chciałbym zadać jeszcze jedno, niezwykle ważne pytanie: ilu z tych, którzy odeszli, czuje się naprawdę komfortowo, wracając do grupy z wizytą? Odpowiedź na to proste pytanie może zawierać więcej wskazówek niż cokolwiek innego, co napisałem w tych listach. Jak zostalibyście potraktowani, gdybyście – po odejściu – wrócili z wizytą?
6. Ile kontroli jest w twojej wspólnocie, denominacji, organizacji para-kościelnej?
Jeśli należysz do ruchu, w którym ludziom mówi się, z kim mają się ożenić, a z kim się rozwieść, jeśli należysz do grupy, która tak głęboko ingeruje w życie osobiste ludzi, to zalecam natychmiastowe wycofanie się, ponieważ jesteś nie tylko w ruchu autorytarnym, ale w potencjalnie niebezpiecznym ruchu.
7. Wyłączność i wyjątkowość
Kolejne pytanie; jak bardzo pogląd twojej grupy na Kościół jest ekskluzywny? Jeśli nie uznaje ona wszystkich innych ewangelicznie wierzących ludzi za wierzących i członków rodziny wiary, to znowu znajdujesz się w bardzo wątpliwej sytuacji. Kolejne pytanie, które warto sobie zadać: Czy twój ruch dostrzega różne „etapy w drodze” chrześcijan? Warto przysłuchać się pewnym sloganom w ruchu; „Jesteśmy zwycięzcami”. „Jesteśmy strażnikami przymierza”. „Będziemy panować z Chrystusem”. „Inni nie radzą sobie całkiem dobrze”. „Inni są odstępcami”. „Ci, którzy nie idą za nami, mają wielkie kłopoty z Bogiem”. Takie apele trafiają prosto w ego chrześcijanina, ale też świadczą o wyłączności i wyjątkowości ruchu.
Każda grupa, która klasyfikuje siebie jako wyjątkowych dla Boga w przeciwieństwie do innych, cóż: oto kolejna czerwona flaga. Sygnał ostrzegawczy.
8. Twój Lider ma niepohamowaną potrzebę kontrolowania wszystkich
Poruszam ten temat z obawą i drżeniem, ponieważ zdaję sobie sprawę, że na świecie jest wielu naprawdę dobrych chrześcijan, którzy mają wrogów, a ci wrogowie wykorzystają przeciwko nim wszystko, co im przyjdzie do głowy, aby ich zniszczyć.
Absalomowie są równie niebezpieczni, co rzekomi Saulowie. Dlatego z wielką niechęcią zadaję to pytanie i chciałbym, abyście pamiętali, że samo w sobie nie jest ono kluczowe. Ale jeśli pasuje do ogólnej mozaiki, staje się bardzo ważne.
Oto pytanie: Czy człowiek, który przewodzi ruchowi, ma w swojej naturze potrzebę kontrolowania wszystkich w swoim otoczeniu?
Są ludzie, którzy mają tę psychologiczną skazę: potrzebę kontroli. Czasami Pan łamie ją w życiu człowieka i widoczne są tylko jej pozostałości. Pan może używać człowieka, który miał ten problem w swoim życiu, tak samo jak może używać człowieka, który gardzi byciem przywódcą, ale mimo to zostaje nim przez Pana. Jeśli jednak ta potrzeba kontroli pozostaje w człowieku niezmieniona, to prawie zawsze będzie on skłonny do autorytaryzmu. Czasami ta cecha ujawnia się na początku pracy, czasami w jej trakcie, a czasami potrzeba wielu, wielu lat, aby problem ten wyszedł na światło dzienne. Jeśli jednak ta potrzeba kontroli pozostanie w człowieku nienaruszona, to prawie zawsze będzie on skłaniał się ku autorytaryzmowi.
Jak już wspomniałem, bardzo niechętnie uwzględniam to pytanie, ponieważ jest wielu silnych mężczyzn, którzy służą Panu i służą Mu dobrze, mając przed Bogiem dobre motywacje dla tego, co robią.
9. Grupa dostosowana do norm pod wpływem presji
W każdej grupie, jaką kiedykolwiek znano ludzkości od zarania dziejów, istniał konformizm grupowy. Może to być amerykańska piechota morska, może to być grupa przedszkolna w szkółce niedzielnej. Może to być Kult Purpurowej Dłoni, [sekta Niebo] a może harcerze. Jeśli jesteś częścią grupy, istnieje presja grupowa – nawet przypadkowa. Moje kolejne pytanie nie brzmi: Czy istnieje presja grupowa? Oczywiście, że istnieje. Pytanie brzmi: Czy ta presja grupowa jest pielęgnowana? Czy jest silna i podsycana? I poza tym, czy presja grupowa jest celowo i często wykorzystywana do kontrolowania życia innych?
**********
Na tym kończę listę pytań. Pamiętaj, że są to – w najlepszym razie – pytania przewodnie, na które każdy musi odpowiedzieć całkowicie samodzielnie. Człowiek może próbować uzasadnić swoją rację, jeśli dostrzeże w powyższej liście niektóre cechy ruchu, w którym uczestniczy Wątpię jednak, czy można uzasadnić swoją rację, jeśli istnieje tylko jeden lub dwa z tych sygnałów ostrzegawczych. Jeśli jednak występują one wszystkie i są wyraźne, jeśli wszędzie powiewają czerwone flagi, to myślę, że rozsądnie byłoby sprawdzić rozkład jazdy lokalnych autobusów i wybrać najwcześniejszą godzinę odjazdu.
Chciałbym powtórzyć coś, co powiedziałem w „Opowieści o Trzech Królach”.
Zdobądź pudełko książek zatytułowanych „Folwark zwierzęcy”. Rozdaj je wszystkim swoim znajomym z ruchu… starszym, liderom. Poproś absolutnie wszystkich, aby przeczytali tę książkę. Jeśli ludzie z twojego ruchu przeczytają tę książkę i przetrwają, to nie sądzę, abyś był członkiem ruchu autorytarnego.
Miałem kiedyś zaszczyt rozdać „Folwark zwierzęcy” wszystkim chrześcijanom, z którymi się spotykałem. Nie było nawet cienia sprzeciwu. Nigdy nie zapomnę komentarza jednej z moich drogich chrześcijanek: „Mój Boże, nigdy nie zdawałam sobie sprawy, jak okropny był komunizm, dopóki nie przeczytałam tej książki”. Bracie, jeśli ludzie, z którymi żyjesz i których kochasz, mogą przeczytać tę książkę i nie mają nic więcej do powiedzenia niż coś takiego, to istnieje możliwość, że jesteś w dobrych rękach.
Pójdę jeszcze dalej. Wątpię, by jakakolwiek grupa autorytarna, która pozwoliłaby wszystkim swoim członkom przeczytać tę książkę, przetrwała w nienaruszonym stanie. Pójdę jeszcze dalej… Uważam, że dla przywódców każdej grupy, która obawia się, że może przekształcić się w grupę autorytarną, rozsądne byłoby, aby wszyscy członkowie ruchu przeczytali tę książkę. Myślę, że byłoby to jedno z najzdrowszych posunięć, jakie mogłaby podjąć grupa chrześcijan.
Pójdę jeszcze dalej… Wyzywam przywódców autorytarnych grup chrześcijańskich, aby przeczytali tę książkę i rozdali ją swoim członkom.
Na tym kończę.
Fragment pochodzi z książki Gene Edwardsa –
„Letters to a Devastated Christian” 1984



Opublikuj komentarz