×

Ratuj wydanych na śmierć

Ratuj wydanych na śmierć

„Syn, który zbiera w lecie, jest rozumny, lecz syn, który zasypia w żniwa, przynosi hańbę.” Przyp. 10,5 „Leń nic orze w jesieni: a gdy w żniwa szuka plonu, nic nie ma.” Przyp. 20,4

Świat jest zgubiony! Biblia mówi, że cała ludzkość jest duchowo martwa, a martwe ciało cuchnie! Ludzie na świecie toną w oceanie grzechu i niegodziwości. Jeśli w czasie swojego życia nic usłyszą ewangelii, to wieczność spędzą w piekle. A dowiedzą się o tym, że Jezus przygotował dla nich drogę ucieczki tylko wtedy, gdy my im o tym powiemy! Wielu chrześcijan sądzi jednak, że to ktoś inny powinien powiedzieć zgubionym o Jezusie. Znajdujemy różne wymówki, żeby usprawiedliwić swoją bierność i uspokoić sumienie, ale Pan zna prawdę: „Ratuj wydanych na śmierć, a tych, których się wiedzie na zatracenie,
zatrzymaj. Jeżeli mówisz: Nie wiedzieliśmy, to Ten, który czuwa nad twoją duszą, wie o tym i odda każdemu według jego czynu.
” Przyp. 24.11-12

Czasu jest mało. Chrześcijanie nie mogą dalej bawić się, wiedząc, że miliony ludzi wokół nich giną i zmierzają do piekła. William Booth, założyciel Armii Zbawienia, był potężnie używany przez Boga w XIX w. Pewnego dnia gdy jechał pociągiem w Anglii, miał niezwykłe widzenie. Widzenie to na zawsze odmieniło życie Bootha. Zwróćmy baczną uwagę na jego słowa i zbadajmy ponownie nasze serca. Sprawdźmy, czy uczestniczymy aktywnie w dziele Bożego Królestwa, czy też sami siebie zwodzimy i jesteśmy jedynie
obserwatorami.

„Ujrzałem ciemny, wzburzony ocean. Wisiały nad nim ciężkie czarne chmury. Od czasu do czasu wśród chmur pojawiała się błyskawica i przetaczał się grzmot. Wiatr wył, fale wznosiły się, pieniły, wzbierały i opadały. (…) Wydało mi się, ze na oceanie dostrzegam miriady nieszczęsnych istot ludzkich, które zapadają się i wypływają, krzyczą i wołają, przeklinają, walczą i toną. Niektórzy przeklinali i krzyczeli, wynurzając się, wydawali jeszcze jeden okrzyk, a potem tonęli, żeby już nie wypłynąć.

Zobaczyłem, że z tego ciemnego wzburzonego oceanu wyrasta potężna skała, która piętrzy się wysoko ponad czarne chmury wiszące nad wzburzonym morzem. Wokół skały dało się zauważyć szeroką platformę. Z radością dostrzegłem, ze niektórzy tonący i walczący o życie nieszczęśnicy wydostają się z rozgniewanego morza na tę platformę.

Zobaczyłem, że niektórzy znajdujący się już bezpiecznie na platformie pomagają biedakom zmagającym się we wzburzonych wodach znaleźć schronienie. Przyglądając się dokładniej, zauważyłem, że część uratowanych, posługując się drabinami, linami, łódkami i innymi bardziej skutecznymi środkami, stara się wydobyć nieszczęśników z wody. Gdzieniegdzie ludzie, nie zważając na niebezpieczeństwo, skakali z powrotem do wody, żeby ratować ginących. I trudno powiedzieć, co mnie bardziej ucieszyło – czy widok nieszczęsnych tonących, którzy wspinali się na skały i znajdowali tam schronienie, czy oddanie i poświęcenie tych, którzy narażali wszystko dla ich ratunku.

Przyglądając się dalej, stwierdziłem, że ludzie na platformie byli mieszanym towarzystwem. To znaczy dzielili się na różne grupy czy „klasy” i znajdowali dla siebie różne zajęcia i przyjemności. Jednak niewielu podejmowało się zadania wydobywania ludzi z morza. Najbardziej dziwiło mnie to, że chociaż wszyscy zostali wyratowani z wód oceanu, prawie wszyscy o tym zapominali. W każdym razie wydawało się, ze wspomnienie ciemności i zagrożenia już ich nie przerażało. A co było równie dziwne i wprawiało mnie w zakłopotanie – ludzie ci wydawali się zupełnie nie przejmować czy niepokoić losem biedaków, którzy nadal walczyli o życie i tonęli na ich oczach, (…) a często byli to ich mężowie i żony, bracia i siostry, a nawet ich własne dzieci.

Ten brak zainteresowania nie mógł wynikać z niewiedzy, ponieważ działo się to na ich oczach. Czasem nawet o tym rozmawiali. Wielu wysłuchiwało nawet regularnie wykładów i kazań na temat straszliwego stanu tonących biedaków.

Ludzie na platformie znajdowali sobie różne zajęcia i rozrywki. Niektórzy dzień i noc zajmowali się handlem i biznesem w celu zdobywania zysków. Gromadzili potem swoje oszczędności w skrzyniach, sejfach itp. Wielu znajdowało przyjemność w hodowaniu kwiatów, niektórzy malowali na płótnie, grali na instrumentach muzycznych albo ubierali się w różnorodny sposób i przechadzali, zęby inni mogli ich podziwiać. Byli tacy, którzy zajmowali się gównie jedzeniem i piciem, innych pochłaniały dyskusje na temat tonących biedaków, którzy już zostali uratowani. (…) A tłum ludzi zmagał się, krzyczał i tonął
w ciemności na ich oczach.

Potem zauważyłem coś, co zdumiało mnie jeszcze bardziej niż wszystko, co dotąd zobaczyłem w tym dziwnym widzeniu. Cześć ludzi na platformie, których Wspaniała Istota woła, chcąc, żeby pomogli Mu w trudnym zadaniu ratowania ginących, ciągle modlili się i wołali, żeby Pan przyszedł do nich! Niektórzy chcieli, żeby przyszedł i został z nimi, żeby poświęcił czas i siłę, żeby czuli się szczęśliwsi. Inni chcieli, żeby zabrał różne wątpliwości i obawy dotyczące prawdziwości listu, który do nich napisał. Niektórzy chcieli, żeby sprawił, że będą czuli się bezpieczniej na skale – żeby mieli pewność, że nigdy nie ześlizną się z powrotem do oceanu. Jeszcze inni chcieli, żeby ich zapewnił, że pewnego dnia przeniosą się ze skały na ląd. Wiadomo było bowiem, że niektórzy chodzili tak beztrosko, iż często tracili oparcie i wpadali z powrotem do wzburzonej wody.

Dlatego ludzie ci spotykali się i wchodzili jak najwyżej na skałę, wypatrując lądu (gdzie, jak sądzili, przebywała Wspaniała Istota) i wołali: „Chodź do nas! Chodź i pomóż nam!” A tymczasem On cały czas był, (przez swojego Ducha) wśród walczących o życie i tonących biedaków, próbując wyciągać ich z toni i spoglądając wyczekująco, niestety na próżno, na ludzi na platformie, wołając do nich ochrypłym od krzyku głosem:

„Chodźcie do mnie! Chodźcie i pomóżcie mi!” I wtedy wszystko zrozumiałem. To było jasne. Ocean to życie – morze prawdziwej egzystencji człowieka. Błyskawice to przeszywająca jasna prawda pochodząca z tronu Jahwe. Grzmoty to odległe echo gniewu Bożego. Tłumy ludzi krzyczących, walczących o życie i ginących we wzburzonym morzu to tysiące, tysiące nieszczęsnych nierządnic i stręczycieli, pijaków i upijających, podziel, kłamców, bluźnierców i bezbożników wszelkiego rodzaju, języka i narodu. (…)

Garstka zdeterminowanych ludzi, którzy z narażeniem życia ratowali ginących, to byli prawdziwi żołnierze krzyża Jezusa. Potężna Istota, która wołała do nich spośród fal wzburzonej wody, to był Syn Boży „ten sam wczoraj, dzisiaj i na wieki”, który nadal walczy i wstawia się, by zbawić ginące rzesze od straszliwego losu potępienia. Jego głos dał się słyszeć ponad dźwiękiem muzyki, maszyn i hałasami życia – wzywa On uratowanych, zęby przyszli i pomogli Mu uratować świat.

Moi przyjaciele w Chrystusie, zostaliście uratowani z wody, jesteście na skale, a On woła z morza, żebyście przyszli i pomogli Mu. Czy pójdziecie? Zobaczcie sami. Wzburzone morze życia, zatłoczone rzeszami ginących ludzi przelewa się w miejscu, w którym stoicie.

Pozostawiam widzenie na boku i przechodzę do konkretnego faktu – faktu, który jest tak prawdziwy jak prawdziwa jest Biblia, jak prawdziwy jest Chrystus, który zawisł na krzyżu, jak prawdziwy będzie dzień sadu i jak prawdziwe jest niebo i piekło, które potem nastaną. Spójrzcie! Nie dajcie się zwieść pozorom – rzeczy [nie są takie, jak nam się wydaje] i ludzie nie są tacy, na jakich wyglądają. Ci, którzy nie znajdują się na skale, są pogrążeni w morzu. Spójrzcie na nich z punktu widzenia wielkiego Białego Tronu i co zobaczycie? Jezus Chrystus, Syn Boży przez swojego Ducha znajduje się wśród ginących rzesz, aby ich wyratować. I to On wzywa cię, żebyś wskoczył do morza – żebyś znalazł się u Jego boku i pomógł w mu w Jego świętej walce. Wskoczysz? To znaczy, czy staniesz u Jego stóp i oddasz się całkowicie do Jego dyspozycji?”

Harold Begbe – „Life of Wiliam Booth: The Founder of Salvation Army” Londyn 1920

Chrześcijanin, który ma dla Chrystusa i zgubionych ludzi tylko letnie, beznamiętne serce, znajduje się w strasznym położeniu. Miliony ludzi umierają, nie znając Chrystusa, ponieważ chrześcijanie, których spotykają, nie zadają sobie trudu, żeby być zawsze gotowymi „do obrony przed każdym, domagającym się od was wytłumaczenia się z nadziei waszej” (1 Piotra 3,15). Jezus sugeruje nawet, że ludziom cierpiącym wieczne męki w piekle bardziej zależy na ewangelizacji niż wielu chrześcijanom! Jezus opowiedział przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Bogacz cierpiący męki w płomieniach piekła, zawołał przez przepaść do Abrahama: „Proszę cię więc, ojcze, abyś go posłał do domu ojca mego. Mam bowiem pięciu braci, niechaj złoży świadectwo wobec nich, aby i oni nie przyszli na to miejsce” (Łuk. 16.27-28).

Skoro ludzie w piekle tak bardzo pragną dotrzeć do zgubionych, to czyż my, nazwani imieniem Pana, nie powinniśmy być bardziej oddani temu zadaniu? Bóg nie może posłużyć się człowiekiem, który pragnie bezpiecznego i wygodnego życia chrześcijańskiego. Jeśli twoim jedynym celem w życiu jest dostać się do nieba, to prawdopodobnie nie zabierzesz tam ze sobą wielu ludzi. Często chrześcijanie popadają w duchowy egoizm, karmią się najnowszą nauką chrześcijańską, książkami, seminariami, muzyką i modą. Kiedy całe życie poświęcamy na budowanie samych siebie, nie starając się zdobywać zgubionych dusz ludzkich, to nasz stan jest zły! Jak na ironię, im bardziej karmimy własne dusze, nie wykonując Bożych planów, tym bardziej nasza dusza będzie chorować z nadmiaru pożywienia i nadymać się od informacji. Dlatego Pismo powiada: „Syty depcze plaster miodu, lecz głodnemu nawet gorycz jest słodyczą” (Przyp 27,7).

Morze Martwe w Izraelu jest dobrą ilustracją tego, co może stać się z człowiekiem wierzącym, kościołem, a nawet całym narodem, który skupia się na sobie. Morze Martwe nosi taką nazwę, ponieważ jego wody są bardzo zasolone i znajduje się w nim bardzo niewiele organizmów żywych. Jednak po dokładnym sprawdzeniu dowiadujemy się, że wpływają do niego 153 źródła słodkiej wody. Liczne rzeki (w tym słynny Jordan), strumienie i potoki wpływają do Morza Martwego, niosąc ze sobą ryby i inne zwierzęta wodne. Kiedy jednak słodka woda wpada do Morza Martwego, ryby giną, a woda zaczyna cuchnąć. Dlaczego umierają ryby i inne formy życia? Tylko dlatego, że Morze Martwe nie ma żadnego odpływu. Ciągle przyjmuje wody. ale ich nie oddaje Woda zmienia się w stojącą, jej zasolenie wzrasta. Życie zmienia się w śmierć, świeżość w zasolony muł.

Chrześcijaninie, strzeż się! Musisz mieć ujście dla swojej wiary, inaczej twoje życie duchowe zastoi się i zacznie cuchnąć! Pastorze, strzeż się. Bóg pociągnie cię do odpowiedzialności nie tylko za to, czym karmisz swoje owce, ale i za to, jakiej ewangelizacji je uczysz. Czy w twoim kościele regularnie rodzą się nowe dusze? Jeśli nie, panuje zastój. Musicie znaleźć skuteczne ujście dla waszej wiary, nie tylko, żeby rozszerzać Boże Królestwo wśród zgubionych, ale także żeby skupić wizję wierzących i wnieść życie do zgromadzenia.

Kiedy chrześcijanie regularnie angażują się w prawdziwe działania ewangelizacyjne, aby dawać, a nie tylko brać, potrzebują więcej duchowego pożywienia, żeby zastąpić to, co już oddali. Nastąpi duchowy przepływ, a pajęczyny i choroby duchowe, które tak trapią wierzących, zostaną usunięte. Kiedy ludzie skupią się na potrzebach innych, nie będą mieli okazji narzekać, plotkować i obmawiać jedni drugich. Zamiast krytykować twoje kazania, będą posłuszni Bożemu Słowu i sami staną się żywym kazaniem dla świata. Biblia nie będzie już księgą wiedzy, ale stanie się księgą życia.

To samo dotyczy modlitwy. Ona też musi być skupiona na zewnątrz. Ludzie, którzy modlą się tylko za siebie samych i własne potrzeby, nie zmienią się. Ale kiedy wstawiają się za innych. Bóg w czasie modlitwy będzie zmieniał ich serca. Najlepszy sposób na to, żeby uwolnić egoistyczną osobę od obsesji na własnym punkcie, to nakłonić ją do modlitwy za innych i o zaspokojenie ich potrzeb. Kościół w Chinach nie zajmuje się ewangelizacją tylko dlatego, że jest to zadanie Kościoła. Ewangelizacja odbywa się na chwałę Bogu. To dlatego żyjemy na tej ziemi. To nasz główny akt czci. Uwielbienie to coś więcej niż tylko śpiewanie piosenek. Uwielbienie ma miejsce wtedy, gdy wierzący czyni coś, co przynosi cześć i chwalę Jezusowi. Gdyby Bogu zależało tylko na tym, by wprowadzić ludzi do nieba, to zabrałby nas z tej ziemi zaraz po tym, jak w niego uwierzyliśmy. On jednak zostawia nas na świecie, abyśmy słowem i życiem świadczyli o Jezusie Chrystusie wszystkim ludziom. Kiedy świadczymy, a nie są to tylko uczynki, ale wyraz miłości do Jezusa i pragnienie uwielbienia jego imienia, nasze życie duchowe jest mocne, podobnie jak miłość do Słowa Bożego. Żadne trudności ani prześladowania nie ostudzą naszego głodu Pana, ponieważ „głodnemu nawet gorycz jest słodyczą”.

Pod wieloma względami Boże zasady są dokładnym przeciwieństwem ludzkiego sposobu myślenia. Nam wydaje się, że kiedy będziemy budować siebie samych, to znajdziemy duchowe zaspokojenie, a tak naprawdę satysfakcja pojawia się wtedy, gdy służymy Bogu. zaspokajając potrzeby innych ludzi. To wyjaśnia nam słowa apostoła Pawła do Filemona: „Aby wiara twoja, którą wyznajesz wespół z nami, pogłębiła poznanie wszelkich dobrodziejstw, jakie mamy w Chrystusie.” (Fil 6). Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego niektóre kościoły mają problemy z letnimi, odpadającymi od wiary chrześcijanami? My
odkryliśmy, że odstępstwo od wiary ma bliski związek z brakiem świadczenia o Panu. Pastorzy myślą często, że ludzie odpadają, ponieważ nie potrafią trzymać się określonych prawd teologicznych, ale problem leży zwykle w nieposłuszeństwie, a nie teologii. Im dłużej człowiek okazuje nieposłuszeństwo Bogu, tym zimniejsze staje się jego serce. Ewangelia jest ewangelią działania, a nie ewangelią przetrwania. Poszukiwanie samej tylko czystości doktrynalnej bez zamiaru okazania posłuszeństwa Bożemu nakazowi głoszenia ewangelii na ziemi przynosi legalistyczne związanie.


Chrześcijanie, jeśli zostaliście naprawdę zbawieni, nie wstydźcie się służyć Panu! Rzesze ludzi giną wokół was. Jeśli nie pójdziecie i nie dotrzecie do nich. to kto to zrobi? „Ale jak mają wzywać tego, w którego nie uwierzyli? A jak mają uwierzyć w tego, o którym nie usłyszeli? A jak usłyszeć, jeśli nic ma tego, który zwiastuje?” (Rzymian 10,14). Nie zniechęcajcie się, gdy diabeł posyła ludzi, którzy będą starali się was powstrzymać i przekonać, żebyście jeszcze zaczekali, aż będziecie „bardziej dojrzali”. Jeśli będziesz czekał, aż staniesz się doskonały, zanim zaczniesz służyć Bogu, będziesz czekał aż do powrotu Jezusa. Dobry przywódca kościoła to taki, który dużo czasu spędza z Panem i przyjmuje wskazówki ze Słowa Bożego, jak prowadzić kościół. Liderzy powinni przekazywać ludziom wizję, wzywać ich do podjęcia dzieła Pana. Lider powinien być pełen miłości i współczucia, ale także silny i pewny siebie, ponieważ „gdyby trąba wydała głos niewyraźny, któż by się gotował do boju?” (1 Kor 14,8).

W całym Piśmie Świętym – kiedy badamy życie Mojżesza, Dawida, Jeremiasza, Jana Chrzciciela, Piotra czy Pawła – widzimy, że Boży przywódcy wydawali wyraźny dźwięk. Ludzie szanowali rękę Bożą działającą w ich życiu i z chęcią podążali za wizją, którą przed nimi rysowali. Pastorze, twoim głównym zadaniem jest wskazywanie duchowego kierunku i przewodzenie stadu, które Bóg powierzył twojej opiece. W Chinach uważamy, że pasterz powinien iść na przedzie stada i przeprowadzać je przez niebezpieczne miejsca. Owce chętnie za nim pójdą. Jednak pasterze kościoła zbyt często próbują prowadzić, idąc nie na przedzie, lecz z tyłu, zachęcając najsłabsze i najbardziej niepewne owce. żeby ruszyły się choć centymetr naprzód. Takie przywództwo niczego nie osiągnie! Cały czas poświęcisz na udzielanie porad duszpasterskich i rozwiązywanie problemów! Diabeł bezustannie będzie wynajdywał coraz to nowe trudności, żebyś był związany i nie mógł wprowadzić kościoła na prawdziwe pole bitwy – walki o dusze zgubionych ludzi.

Diabeł najłatwiej oszukuje nas przez wzbudzenie wyznaniowej pychy. Często wydaje nam się. że naszemu wyznaniu czy kościołowi wiedzie się lepiej niż innym. Siedzimy w łodziach i przyglądamy się innym, jak coraz bardziej oddalają się od Bożej prawdy. „To straszne, jak oni zbłądzili” – mówimy, nie zauważając, że my sami zdryfowaliśmy daleko od brzegu, w czasie gdy nasza uwaga skupiała się na pożałowania godnym stanie naszych bliźnich. Całe kościoły i wyznania zdryfowały na niebezpieczne terytoria, nawet tego nie zauważając. Jeśli chcemy pozostać zakorzenieni w Panu. powinniśmy przestać porównywać się z innymi, a porównać się z Panem Jezusem. Jeśli porównujemy się z innymi chrześcijanami, zwykle czujemy się dosyć dobrze. Jeśli jednak porównamy się z Jezusem, widzimy, że jesteśmy pożałowania godni, nadzy. Wtedy rzucamy się do stóp Jezusa, błagając o miłosierdzie. Bóg chce, żebyśmy właśnie tak żyli – każdego dnia polegając na Nim. Jeśli bowiem kto mniema, że jest czymś, będąc niczym, ten samego siebie oszukuje. Każdy zaś niech bada własne postępowanie (…) nie w porównaniu z drugim” (Gal. 6,3-4).

Chrześcijanie na całym świecie używają Obj. 3,20 jako zaproszenia do nawrócenia: „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną.” Ale przyglądając się bliżej temu fragmentowi, zauważymy, że Jezus nie pukał do drzwi serca niewierzących. On pukał do drzwi odstępczego kościoła w Laodycei! Jezus stał przed drzwiami kościoła, pukając i prosząc, żeby go wpuścić! Cóż za smutna sytuacja – Jezus jest nieproszonym gościem w wielu współczesnych kościołach. Wiele z nich trwa w swojej pozbawionej życia religijności, mając „pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy” (2 Tym 3,5). Obudźcie się! Pokutujcie! Niech Bóg przyjdzie do waszego życia i waszych kościołów. On kocha wszystkich ludzi i dopóki jest w was tchnienie, nie jest za późno, żeby służyć ku jego chwale. Martwy duchowo kościół czy wierzący to złe świadectwo żywego, zmartwychwstałego Jezusa.

Kościół powinien być centrum przygotowawczym i wojennym centrum dowodzenia, a nie społecznym klubem pełnym hipokryzji i przyjemności, w którym ludzie służą Chrystusowi słowami, nie wykonując tak naprawdę jego przykazań. Czas się obudzić! Co powinieneś zrobić, jeśli ty sam i twój kościół spaliście i zaniedbywaliście Bożą pracę? Jasną odpowiedź znajdujemy w słowach Jezusa do letniego kościoła: „Bądź czujny i utwierdź, co jeszcze pozostało, a co bliskie jest śmierci; nie stwierdziłem bowiem, że uczynki twoje są doskonałe przed moim Bogiem. Pamiętaj więc, czego się nauczyłeś, i strzeż tego, i upamiętaj się. Jeśli tedy nie będziesz czujny, przyjdę jak złodziej, a nie dowiesz się, o której godzinie cię zaskoczę.” (Obj. 3,2-3).

fragment pochodzi z książki
„Powrót do Jerozolimy”
z rozdziału – Obudź się śpiący kościele
http://www.wwylomie.com/powrot-do-jerozolimy.html

Opublikuj komentarz