4 stycznia 1577 – Hans Bret
Po śmierci ojca Hans Bret mieszkał w Antwerpii w Holandii, ojczyźnie matki. Hans pracował w cukierni z piekarzem, który, podobnie jak on i jego matka, również był anabaptystą. Od dwudziestego pierwszego roku życia Hans wyróżniał się jako poważny miłośnik Biblii. Niedziele spędzał na nauczaniu nowo nawróconych i przygotowywaniu ich do chrztu. Wielu szukało przy nim przywileju studiowania Pisma Świętego ze względu na jego wnikliwość, życzliwość i gorliwość. Ale zaledwie kilka miesięcy po jego własnym chrzcie coś się wydarzyło… Była około dziewiątej wieczorem, gdy ktoś zapukał do drzwi cukierni. Hans poszedł otworzyć. Stał tam zarządca Antwerpii i kilku jego żołdaków. Widząc, kto tam jest, Hans szybko pobiegł z powrotem, by ostrzec piekarza i jego rodzinę. Szybko wyszli tylnymi drzwiami. Ale dom był otoczony! Wszyscy mieszkańcy zostali aresztowani. Podczas gdy żołdacy brutalnie znęcali się nad mężczyznami, matka Hana i kilka innych osób zdołało uciec, ale nie Hans.
Został zabrany do więzienia zamkowego w Antwerpii, gdzie torturowano go i przesłuchiwano kilkakrotnie w ciągu następnych kilku miesięcy. Wykorzystał okazję, by napisać listy z wyrazami wsparcia do matki, siostry, brata w Anglii, innych przyjaciół i zgromadzenia. Częścią cierpienia Hansa było wielotygodniowe samotne więzienie w lochu. Z tej ciemnej otchłani napisał kilka listów. Oto fragment listu, który napisał do matki: Najdroższa matko, z radością informuję Cię, że czuję się dobrze według ciała. Lecz według ducha dziękuję Panu, że daje mi siłę przez Ducha Świętego, abym nie stracił ducha. Bo tylko od Niego oczekujemy siły, by przeciwstawić się tym okrutnym wilkom, aby nie miały one władzy nad naszymi duszami. Są one rzeczywiście okrutniejsze niż wilki – nie zadowalają się naszymi ciałami, szarpiąc je; lecz pragną pożreć i zabić nasze dusze. Chcę wam krótko napisać o tym, jak przebiegł mój egzamin u księży. Gdy po raz pierwszy rozmawiałem z księżmi, przyszedł dziekan, ten wielki, rosły kapłan z innym kapłanem, którego zwykliśmy nazywać inkwizytorem (mój mistrz zna go dobrze) i który najwięcej płacze i wścieka się. Rozmawialiśmy długo, a ja ganiłem ich bałwochwalstwo, tak jak Pan przez Ducha Świętego podpowiadał mi, jak to rozumieć. Potem, gdy rozmawialiśmy, wszedł jezuita, tak że siedziało ich trzech. Ksiądz zaczął mówić o Wieczerzy. Zapytałem ich więc: „Kiedy Chrystus podał chleb, mówiąc: »Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje; to czyńcie na moją pamiątkę«, czy sam Chrystus pozostał tam siedząc?” Ksiądz odpowiedział: „Tak”. Powiedziałem: „A zatem interpretacja nie może być taka, jak rozumiecie”. Powiedziałem mu, że nie rozumie Pisma Świętego, ponieważ Paweł mówi, że człowiek cielesny nie może zrozumieć tego, co duchowe. Wtedy zawołał: „Co możesz o mnie powiedzieć? Czy jestem pijakiem?”. Odpowiedziałem: „Twoje bałwochwalstwo świadczy, że nim jesteś”. Jezuita krzyknął, że diabeł trzyma mnie za gardło i że jestem pysznym głupcem. Odparłem: „Cieszę się, że jestem tak wzgardzony dla Chrystusa”. Krzyczeli tak głośno, że ledwo można było wypowiedzieć słowo. Dziekan zawołał do pozostałych: „Domine, Domine, puść go, nie zdobędziemy z nim laurów”.
Po ośmiu miesiącach więzienia tortury stały się dotkliwsze, ale Hans Bret nie wyparł się swoich przekonań. W końcu został postawiony przed sądem na przesłuchanie. Hans śmiało zeznawał o swojej wierze. Zapadł wyrok: Hans Bret zostanie spalony na stosie.

Wczesnym rankiem dnia wyznaczonego na spalenie, w sobotę 4 stycznia, kat przyszedł do celi Hansa. Rozkazał mu wystawić język. Założył na niego żelazną klamrę, a następnie przykręcił ją mocno imadłem. Po wykonaniu tej czynności przypalił koniec języka Hansa rozpalonym żelazem, tak aby język spuchł i nie można go było wyciągnąć z klamry. Ta śruba językowa miała uniemożliwić Hansowi rozmawianie z ludźmi podczas egzekucji.
Następnie Hansa umieszczono na wozie i wieziono ulicami wciąż zaśmieconymi gruzami po spaleniu miasta przez Hiszpanów. Wysiadając z wozu na rynku, gdzie stał stos, Hans uklęknął do modlitwy, z twarzą zwróconą ku niebu. Widząc to, żandarmi szarpnęli go w stronę stosu, owinęli jego ciało łańcuchami do stosu, ułożyli wokół niego drewno i słomę, aby drewno szybciej się trzymało. Gdy Hans Bret był przykuwany do stosu, jego pastor i przyjaciel, Hans de Ries, wyszedł z tłumu i podszedł tak blisko przyjaciela, jak tylko się odważył. Ogień zapłonął, a ciało Hansa Breta zwiotczało. Gdy ciało spłonęło na popiół, a ogień ostygł, Hans Ries wydobył z popiołów pamiątkę – śrubę językową, której używano do uciszania Hansa Breta.
4 stycznia 1577 Hans Bret, piekarz i kaznodzieja świecki w Holandii, został torturowany i spalony na stosie za swoją wiarę protestancką. Pomimo zaciśniętego języka i przypalenia go rozpaloną śrubą językową, odważnie głosił Ewangelię, aż płomienie strawiły jego ciało. Hans Bret był jednym z tysięcy męczenników, którzy oddali życie za Ewangelię Chrystusa w Holandii podczas wielkich prześladowań w latach 1531-1578.
https://christianhistoryinstitute.org/magazine/article/from-the-martyrs-mirror



Opublikuj komentarz