Kwakrzy – Religijne Towarzystwo Przyjaciół
Kwakrzy, czyli Religijne Towarzystwo Przyjaciół, to wspólnota religijna o korzeniach protestanckich, która kładzie nacisk na osobiste, wewnętrzne objawienie i bezpośredni kontakt z Bogiem, bez pośrednictwa duchownych i obrządków. Charakteryzują się silnym zaangażowaniem w pacyfizm, a w 1947 roku ich społeczności otrzymały pokojową Nagrodę Nobla. Nazwa „kwakrzy” pochodzi od drżenia, z jakim rzekomo modlili się, choć sami preferują określenie „Przyjaciele”.
Valiant Sicty – Śmiała, waleczna Sześćdziesiątka.
Pierwotnie była to grupa chrześcijańska, założona w roku 1646 przez George’a Foxa (1621–1691) jako skrajny odłam angielskiego purytanizmu, w krótkim czasie rozszerzyła się na całą Anglię. Waleczni Sześćdziesięciu to grupa pierwszych aktywistów i wędrownych kaznodziejów w Towarzystwie Religijnym Przyjaciół (kwakrów). Pochodzący głównie z północnej Anglii, szerzyli idee Przyjaciół w drugiej połowie XVII wieku. Nazywano ich również Pierwszymi Wydawcami Prawdy. W rzeczywistości było ich ponad 60.
W Drayton-in-the Clay w Leicestershire, pewni pobożni ludzie, Christopher Fox i jego żona Mary, mieli syna (ur. 1624) o imieniu George , który jako dziecko „miał powagę i spokój umysłu i ducha, niespotykany u dzieci” tak, że, jak mówi, „kiedy widziałem starców, którzy zachowują się lekko i rozpustnie w stosunku do siebie, poczułem niechęć do tego w moim sercu i powiedziałem w sobie: »Jeśli kiedykolwiek stanę się mężczyzną, nie będę tak postępował«”. Kiedy miał zaledwie jedenaście lat, zrozumiał, że jego słów powinno być niewiele i że jego „tak” i „nie” powinny być wystarczającym zapewnieniem; także to, że nie powinien jeść i pić swawolnie, ale dla zdrowia, „korzystając ze stworzeń w ich służbie, jako sług na swoich miejscach, ku chwale Tego, który je stworzył”.

Po pewnym czasie podczas pracy, w wieku dziewiętnastu lat, poczuł nakaz od Boga, by opuścić dom i przez następne cztery lata podróżował, sporadycznie wracając do domu. W tym czasie znalazł się w wielkim duchowym konflikcie i nieszczęściu, modlił się, pościł i spędzał dużo czasu na długich samotnych spacerach. Rozmawiał również z wieloma, ale był zaniepokojony, ponieważ odkrył, że profesorowie religii nie posiadają tego, co wyznają. W czasie świąt, takich jak Boże Narodzenie, zamiast uczestniczyć w uroczystościach, chodził od domu do domu odwiedzając biedne wdowy i dając im pieniądze, których miał wystarczająco dla siebie i na pomoc dla innych. Na swoich spacerach doświadczał tego, co nazywał „otwarciami” od Pana.
Pewnego dnia, zbliżając się do Coventry, myślał o tym jak mówi się, że wszyscy chrześcijanie są wierzącymi, czy to protestanci, czy papiści. „Ale”, zastanawiał się, „wierzący to ten, który narodził się na nowo, przeszedł ze śmierci do życia, w przeciwnym razie nie jest wierzącym”; widział więc, że wielu, którzy nazywają siebie chrześcijanami lub wierzącymi, wcale nimi nie są. Innym razem, pewnego pierwszego dnia rano, przechodząc przez pole, Pan otworzył przed nim „że bycie wychowanym w Oksfordzie lub Cambridge nie wystarczy, aby dopasować i zakwalifikować człowieka na sługę Chrystusa”. Pismo Święte zrobiło na nim wrażenie: „ Ale to namaszczenie, które otrzymaliście od niego, pozostaje w was i nie potrzebujecie, aby was ktoś uczył” (1 J 2,27) i wykorzystał to, by usprawiedliwić fakt, że nie chodzi do kościoła, ale raczej zabiera swoją Biblię do sadów i na pola. I znów zostało mu otwarte: „Bóg, który stworzył świat, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką”27. To go zdziwiło, bo zwykło się mówić o kościołach jako o „świątyniach Bożych”, „miejscach bojaźni”, „ziemi świętej”, ale teraz zobaczył, że to Boży ludzie są Jego świątynią i że to w nich mieszka.
Pod koniec tego okresu, ostatecznie opuszczając dom i krewnych, prowadził wędrowne życie, wynajmując pokój w jakimś mieście, przebywając tam kilka tygodni, a potem idąc dalej. Zrezygnował z szukania pomocy u duchownych i zwrócił się do dysydentów, ale żaden z nich nie mógł go przekonać. Następnie mówi: „Kiedy wszystkie moje nadzieje pokładane w nich i we wszystkich ludziach zniknęły, tak że nie miałem nic, co mogłoby mi zewnętrznie pomóc, ani nie wiedziałem już, co robić; wtedy, och! wtedy usłyszałem głos, który powiedział: »jest jeden, sam Chrystus Jezus, który może do ciebie przemówić«, a kiedy to usłyszałem, moje serce podskoczyło z radości”. Potem ogarnął go pokój, odnalazł radość ze społeczności z Chrystusem, zobaczył, że ma wszystko w Tym, który wszystko uczynił i w którego uwierzył. Nie wiedział, jak mógł wystarczająco chwalić Boga za Jego miłosierdzie.
Był świadomy nakazu Pana, aby iść w świat, aby odwrócić ludzi od ciemności do światła, i mówi: „Zobaczyłem, że Chrystus umarł za wszystkich ludzi i był przebłaganiem dla wszystkich, i oświecił wszystkich mężczyzn i kobiety Swoim boskim i zbawczym życiem, i że nikt nie może być prawdziwym wierzącym, jeśli w to nie wierzy…” i dodaje: „Tych rzeczy nie zobaczyłem ani z pomocą człowieka, ani litery, chociaż są zapisane literą, ale ujrzałem je w świetle Pana Jezusa Chrystusa, w Jego bezpośrednim Duchu i mocy, jak święci mężowie Boży, przez których Pismo Święte zostało napisane. Jednak nie lekceważyłem Pisma Świętego, gdyż byłem w tym Duchu, w którym zostało dane: a cokolwiek Pan przede mną otworzył, później znalazłem z Pismem w zgodzie”. Wielu zaczęło się gromadzić, aby go słuchać, a niektórzy zostali przekonani, spotkania „Przyjaciół” zaczęły odbywać się w kolejnych miejscach.

Odmowa noszenia broni lub udziału w wojnie były zasadą Foxa; odłożył na bok wszelkie użycie siły i nauczał, że wszystko należy znosić i wszystko przebaczać, że nie należy składać żadnej przysięgi i że należy odmawiać płacenia jakiejkolwiek dziesięciny. Sposób wypełniania tych zasad i tej misji był całkowicie nieustraszony i lekceważący wobec wszelkich konsekwencji. Przykład tego jest podany w jego dzienniku – „poszedłem”, pisze, „do następnej kaplicy z wieżą około trzech mil dalej, gdzie głosił wielki arcykapłan, zwany doktorem…. Wszedłem do kaplicy z wieżą i poczekałem, aż kapłan skończy. Słowa, które wybrał, były następujące: »O wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wód, i wy, którzy nie macie pieniędzy, przyjdźcie, kupujcie i jedzcie; tak, przyjdźcie, kupujcie bez pieniędzy i bez zapłaty wino i mleko.« Wtedy zostałem poruszony przez Pana Boga, aby mu powiedzieć: »Zejdź, zwodzicielu, każesz ludziom przychodzić i brać darmo wodę życia, a mimo to bierzesz od nich trzysta funtów rocznie za głoszenie dla nich z Pisma. Czy nie rumienisz się ze wstydu? Czy tak czynili prorok Izajasz i Chrystus, którzy wypowiedzieli te słowa i dawali darmo? Czy Chrystus nie powiedział swoim sługom, których posłał, aby głosili: »Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie?29« Kapłan, jak w osłupieniu, uciekł w pośpiechu. Po tym, jak opuścił swoje zgromadzenie, miałem tyle czasu, ile mogłem zapragnąć, aby porozmawiać z ludźmi; i skierowałem ich z ciemności do światła i do łaski Bożej, która ich pouczy i przyniesie im zbawienie; do Ducha Bożego w ich wnętrznościach, które będzie dla nich darmowym nauczycielem”. Zawiązał się konflikt, który rozprzestrzenił się na cały kraj i daleko poza granice.
Metody Przyjaciół zniweczyły wszystkie intencje rządu dotyczące tolerancji, a lokalne podniecenie i gniew przejawiały się w skrajnej przemocy. Przyjaciele, teraz szyderczo zwani kwakrami, byli bici, karani grzywnami, zamykani w odrażających i obrzydliwych więzieniach i poddawani wszelkim możliwym upokorzeniom. Sam Fox był wielokrotnie więziony, bity i maltretowany, a w miarę jak liczba Przyjaciół rosła, w więzieniu rzadko przebywało ich jednorazowo mniej niż tysiąc. A jednak nigdy się nie lękali, nie starali się uniknąć prześladowań, wydawało się raczej, że wręcz zabiegali o nie, i mimo wszystko Towarzystwo rozrastało się, jego spotkania rozprzestrzeniały się po całym kraju i wychodzili z niego kaznodzieje, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, których żadne niebezpieczeństwa nie mogły powstrzymać; wkrótce wyruszyli także za granicę, na zachód do Indii Zachodnich i osiedli Nowej Anglii, a na wschód do Holandii i Niemczech.
Za panowania Jakuba II okoliczności przyniosły wolność między innymi Przyjaciołom, a Towarzystwo uzyskało swobodę rozwijania tych prac na rzecz łagodzenia cierpienia i usuwania niesprawiedliwości, które zawsze tak bardzo je wyróżniały.
Siła świadectwa Towarzystwa tkwiła w ożywieniu zapomnianej prawdy o rzeczywistym zamieszkiwaniu Ducha Świętego. Nie ustanawiało Kościołów w nowotestamentowym znaczeniu tego słowa, ponieważ członkostwo w bractwie nie było oparte na nawróceniu lub nowym narodzeniu, a zewnętrzne obrzędy chrztu i wieczerzy Pańskiej nie były zachowywane. Spotkania jednakże stanowiły okazję, kiedy Duch miał swobodę posługiwania według swego wybrania, nieskrępowany żadnymi ludzkimi przepisami.
Fragment z Książki „Kościół Pielgrzym”
https://apologetykabiblijna.pl/ksiazki/kosciol-pielgrzym



Opublikuj komentarz