×

Nepal

Nepal

Rozdział 4

Nepal! Co się stało w Nepalu? Ci z Was, którzy są rdzennymi mieszkańcami Europy Wschodniej, powinni być świadomi ciemnej strony amerykańskich misji, amerykańskiej ewangelizacji i amerykańskich organizacji parakościelnych. Mamy swoje nieetyczne metody! Oczywiście, wszystko to dzieje się w imię zdobywania dusz dla Chrystusa!

Uwaga! Opowiedzenie tej historii nie zmieni zachodnich metod. Wiele naszych organizacji działa z bezwzględnością na terenach, na które wkraczają. Potrafią być bezwzględni w swoich atakach i niszczeniu miejscowych pracowników, którzy starają się wykonywać pracę organiczną.

Dołączasz albo jesteś atakowany. Nepal jest takim miejscem. Historia jest brutalna. To historia rdzennego pracownika – założyciela kościołów – i tego, co się dzieje, gdy jego praca i kościoły, które założył, stają na drodze amerykańskiej błyskawicznej ewangelizacji, misji i organizacji parakościelnych.

Mam nadzieję, że ta historia was zmieni. Nie zmieni nas. Mam nadzieję, że ten rozdział przeczytają chrześcijanie w całej Europie Wschodniej.

To historia małego narodu, narodu tak biednego, tak odległego i tak zacofanego, że nawet w dzisiejszych czasach jest on tak prymitywny, jak świat za czasów Pawła!

Nie wyobrażajcie sobie dróg z miasta do miasta, tylko ścieżek spacerowych. Poza stolicą analfabetyzm jest praktycznie całkowity, a choroby się szerzą.

Niemniej jednak Nepal został obdarzony błogosławieństwem Kościoła tak czystego, tak doskonałego, tak przenikającego, jak Kościół w I wieku. Nie ma sobie równych w historii Kościoła. Nic, co kiedykolwiek uczyniono w imię Chrystusa, nie było bardziej naturalne dla ziemi niż kościoły w Nepalu. Niestety, nie dorównywały one amerykańskiemu sposobowi myślenia.

Cierpienie ludu Bożego za wiarę w Nepalu jest równie dorównujące, a nawet przewyższające cierpienia Kościoła w I wieku. Jeśli kiedykolwiek istniały „kościoły Nowego Testamentu” w ciągu ostatnich 1700 lat, to właśnie tutaj.

Potem – całkiem niedawno – pojawiło się amerykańskie chrześcijaństwo! Ale to wyprzedza historię. Jak rozpoczęła się praca w Nepalu? Całkowicie niezachodnia.

Do niedawna ewangelia nigdy nie dotarła do Nepalu. Nigdy! Pewnego dnia Nepalczyk został zbawiony. Zaniósł ewangelię do swojego kraju. Zaniósł ją z wielkim poświęceniem dla siebie i wszystkich, którzy uwierzyli. Ich historia jest bezprecedensowa w historii chrześcijaństwa.

Trzydzieści lat później (a właściwie zaledwie w ciągu ostatnich trzech lat) wolność religijna zawitała do Nepalu. To otworzyło Nepal dla nas! To samo wydarzyło się w Nepalu, co wydarzyło się w Albanii i dzieje się u was w Europie Wschodniej, co wydarzyło się tuż po II wojnie światowej w Europie Zachodniej i co wydarzyło się wszędzie tam, gdzie my, Amerykanie i Brytyjczycy, przyjmujemy ewangelię, od czasów Williama Careya w 1790 roku!

Przed wprowadzeniem wolności religijnej surowe prawa przeciwko wierze chrześcijańskiej nie pozwalały ani jednemu misjonarzowi na udane dotarcie do tego kraju z ewangelią. Gdy tylko prawo się zmieniło, nasze bezwyznaniowe (parakościelne) organizacje ewangelizacyjne zaczęły masowo przybywać do Nepalu. Przybyły z tą samą mentalnością i w ten sam sposób, w jaki teraz napływają do Albanii, Rumunii, Rosji, wszystkich państw Zachodniego Państwa Narodowego i Europy Wschodniej. Szybko.

Nie ma różnicy między amerykańskim programem w Nepalu, WNP czy Europie Wschodniej, ale jawna agresja była o wiele bardziej widoczna w Nepalu!

Co zrobili amerykańscy chrześcijanie w Nepalu? Znajdź odpowiedź na to pytanie, a odkryjesz, jak bardzo współcześni ludzie są ślepi na to, czym jest eklezja. Odkryjesz, że my, Amerykanie, nie mamy pojęcia o organicznym, rodzimym, rdzennym dziele. Zobaczysz nasz brak zainteresowania przyjmowaniem konwertytów do czegokolwiek innego niż nasze kościoły i organizacje zachodniego typu. Bóg Amerykanów jest tak mały, że możemy Go widzieć tylko naszymi amerykańskimi oczami i, że jest tak wielki, jak nam się wydaje. Nie możemy myśleć w kategoriach tubylca, który nas przewyższa. Nie jesteśmy w stanie uwierzyć, że obcokrajowiec może zobaczyć Chrystusa lepiej i głębiej i stworzyć bardziej żywotny Kościół, niż kiedykolwiek widzieliśmy lub o jakim marzyliśmy!

Ale możesz też zobaczyć coś bardziej zdumiewającego. Być może pewnego dnia odkryjemy największy ze wszystkich wstrząsów. Nasz Bóg nie jest Panem. Naszym Bogiem jest ewangelizacja! Pomimo zdawkowych deklaracji, niewiele jest dowodów miłości – namiętności – do tej dziewczyny, która jest Jego oblubienicą. To właśnie nasza miłość uczyniła Amerykę tym, czym jest. Jesteśmy „ludźmi czynu”. Lubimy wyzwania i ekscytację błyskawicznej ewangelizacji, tak jak lubimy piłkę nożną i jedzenie instant. Nasza ewangelizacja odzwierciedla naszą amerykanizację. Nasze lekceważenie waszej kultury jest naturalne dla naszej imperialistycznej natury!

Pamiętajcie, Nepal otrzymał ewangelię nie-zachodnią, Chrystusa nie-amerykańskiego i Kościół nie-brytyjski! My, Amerykanie i Brytyjczycy, nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale postrzegamy to jako grzech. Nie możemy pojąć ani zaufać ewangelii nie-zachodniej. Z natury byłoby to z konieczności złe!

Oto jak powstał Kościół i oto jak jest on systematycznie niszczony przez amerykańskie organizacje para-kościelne, misje i misjonarzy, nawet w chwili, gdy piszę te słowa.

Trzydzieści pięć lat przed otwarciem się Nepalu na Zachód, nepalski żołnierz został przyprowadzony do Jezusa Chrystusa w Indiach. Powrócił do ojczyzny, by głosić ewangelię i budować Kościół. Wielokrotnie był więziony przez rząd Nepalu. W czasie, gdy go poznałem, spędził połowę swojego chrześcijańskiego życia w więzieniach. Okropnych, niewyobrażalnych więzieniach.

Mimo to udało mu się zaszczepić eklezję w całym Nepalu. Przemierzając ścieżki od wioski do wioski, przemawiał do swoich rdzennych mieszkańców, z których praktycznie wszyscy są analfabetami i nieopisanie biedni. On sam był praktycznie bez grosza.

Amerykańskie pieniądze nie są absolutną koniecznością, abyście w Europie Wschodniej mogli stworzyć lokalny, organiczny kościół na swojej ziemi. Oczywiście mogą pomóc… ale tylko wtedy, gdy nie są obwarowane żadnymi warunkami! Jednak szanse na to, że otrzymacie nasze pieniądze na realizację nie-zachodniej działalności bez żadnych warunków, są bliskie zeru! Lepiej działajcie samodzielnie. Działajcie samodzielnie, mając na celu stworzenie rodzimego kościoła, i spodziewajcie się ataków, tak jak w Nepalu!

Ten brat głosił Chrystusa. Następnie zgromadził lud Boży. To, co powstało, nie miało nic wspólnego z zachodnią kulturą. (Ci ludzie nawet nie wiedzą, że istnieje Zachód! Często wyrażają zdziwienie, że istnieją inne narody, ludzie o innym kolorze skóry, i że nawet oni znają Chrystusa!)

Dla tego założyciela kościoła więzienie było rutyną. Podobnie rutyną dla jego nawróconych. Głosicie ewangelię, idziecie do więzienia. Jeśli mężczyzna lub kobieta zareagowali na ewangelię, wiedzieli, że trafią do więzienia. Przyjdziecie ochrzczeni, otrzymajcie dłuższe więzienie. Nieustannie głosicie ewangelię, a pójdziecie do więzienia na całe życie.

Chociaż jego lud był konsekwentnie wtrącany do więzienia za to, że uwierzył, nie powstrzymało to ewangelii. Nie powstrzymał tego również całkowity brak pomocy z zewnątrz w kraju, gdzie dochód wynosi mniej niż 75 dolarów rocznie… a poza stolicą ludzie wymieniają się towarami, bo nie mają pieniędzy. Wielu nigdy nie widziało pieniędzy! W ciągu ćwierćwiecza, a może i wieku, temu człowiekowi udało się założyć ponad 100 kościołów we wsiach i miasteczkach w całym Nepalu. Dziś w Nepalu jest 30 000 wierzących.

Kościół w tym kraju był najczystszy i najwspanialszy, jaki kiedykolwiek widziała współczesna historia. Jak często mawiał o tym ludzie: „Spójrzcie na nich. Zobaczcie, jak się miłują”.

W tym procesie ten człowiek, bardziej niż jakikolwiek inny założyciel kościoła we współczesnej historii Kościoła, cierpiał i poświęcał się, znosząc trudności, które wprawiłyby Pawła w zadumę. Nie ma w nowoczesnej historii misyjnej niczego, co ten wschodni, tubylczy założyciel kościoła dokonał w Nepalu. Nic! Zawstydza on każdą ewangeliczną działalność w historii protestantyzmu. Ale w grę wchodził złoczyńca. Ten złoczyńca był większy niż pogański rząd, który tak często torturował i więził jego i przez niego nawróconych.

Za każdym razem, gdy ten człowiek trafiał do więzienia, misjonarze kupywali jego lud i jego kościoły. Nie mogąc sprowadzić do Nepalu własnych misji i organizacji parakościelnych, kupywali jego lud amerykańskimi pieniędzmi!

Dniówka dla ciebie i mnie to kwota, z której ci ludzie żyją przez rok. Teraz wyobraź sobie nepalskiego chrześcijanina otrzymującego od chrześcijańskiego misjonarza ofertę dziesięciokrotnie wyższą, niż kiedykolwiek słyszał lub o jakiej marzył. A wszystko, co musieli zrobić wierzący, to służyć amerykańskim misjonarzom, zamiast pracować z rodzimym apostołem, który przebywał w więzieniu.

My, Amerykanie, przekupiliśmy przywódców tych kościołów. Misjonarze sprowadzili następnie swoich rodzimych pracowników do obozu. Następnie odwrócili się i przesłali nam, Amerykanom, entuzjastyczne raporty o tej niesamowitej pracy w zamkniętym kraju Nepalu! Zebrali mnóstwo pieniędzy. Tak właśnie my, Amerykanie, działamy! Te wspaniałe historie o cierpieniu i XX w Nepalu przyniosły mnóstwo pieniędzy! Zgadnijcie, jak je wydano!

Mieszkańcy Europy Wschodniej, proszę, zwróćcie uwagę. Właśnie takie rzeczy dzieją się wśród was właśnie teraz. Amerykańskie organizacje działające w Europie Wschodniej czerpią dochody z historii, które opowiadają o was w Europie Wschodniej. Piszą do domu o wspaniałej pracy, jaką wykonują w waszym kraju. Mieszkańcy Europy Wschodniej stali się nowym, ekscytującym i doskonałym narzędziem pozyskiwania pieniędzy.

Wzięli te pieniądze i zbudowali szpitale i szkoły, i wypełnili je ludźmi nawróconymi przez człowieka w więzieniu… a przy okazji stworzyli mur między nawróconymi a założycielem ich kościoła. Ci wspaniali, rdzenni chrześcijanie zostali zamerykanizowani! I nie mrugnęliśmy okiem.

Coś tu jest nie tak. Na myśl przychodzi słowo „anty-rdzenni”. Podobnie imperializm!

Brat, który założył te kościoły, trafił do więzienia za swoje czyny, a po wyjściu z niego odkrył, że jego kościoły zostały wykupione przez amerykańskich i brytyjskich misjonarzy za amerykańskie pieniądze. Tak właśnie postępujemy.

Za każdym razem, gdy wychodził z więzienia, bez wyjątku, musiał zaczynać wszystko od nowa. Żaden człowiek, a przynajmniej żaden mieszkaniec biednego kraju, nie ma litości dla tych, którzy ośmielają się robić takie rzeczy. Był oczerniany; jego imię zrujnowane; jego reputacja zszargana.

Ale nie na tym polega większa tragedia.

Od samego początku w Nepalu rozwijał się organiczny wyraz Kościoła Jezusa Chrystusa. Kościół „dopasował się” do ludzi! [podkreśl. tłum.] To był jeden z niewielu przypadków w całej historii chrześcijaństwa – w ciągu ostatnich 1700 lat – kiedy organiczny Kościół ujrzał światło dzienne. Powinniśmy byli chronić to rodzime dzieło jako jedno z najcenniejszych wydarzeń w historii chrześcijaństwa. Powinniśmy byli usiąść u stóp tego człowieka i uczyć się jego dróg! Amerykanie tak nie robią. Nikt nas niczego nie uczy!

Nie było ławek ustawionych w rzędzie, ambony z przodu, pastora ani niekończących się niedzielnych kazań, gdzie ludzie siedzieli i byli wciągani w kazania niczym zombie. Ich spotkania były otwarte. Wszyscy uczestniczyli. Siedzieli na podłodze i śpiewali pieśni do melodii własnej muzyki ludowej.

Od początku tego czystego dzieła, Jezus Chrystus był uznawanym przywódcą tych spotkań. Spotykali się wokół Pana Jezusa Chrystusa. Widzieli swojego założyciela kościoła może raz lub dwa razy w roku. W każdym miasteczku zgromadzenie wypracowało własny sposób spotkań, własny styl życia kościelnego, zawsze organicznie wpisujący się w kulturę i społeczeństwo Nepalu, nieświadome istnienia innych wierzących gdziekolwiek indziej na ziemi. Nowością było dla nich to, że ewangelia dotarła również do Ameryki.

Zapamiętajcie: Praktycznie wszyscy ci wspaniali ludzie byli analfabetami. A jednak przyćmili nas wszystkich! I zawstydzili każde dzieło, które my, Amerykanie, kiedykolwiek stworzyliśmy!

Piszę te słowa, Nepal wciąż znajduje się na mniej więcej tym samym poziomie cywilizacji, na jakim 2000 lat temu byli chrześcijanie w Galacji. A te wspaniałe, rodzime, tubylcze kościoły stały się tym, czym są, bez szkoły biblijnej, pastora, budynków, nabożeństw w niedzielne poranki, szkółek niedzielnych, ewangelizacji telewizyjnej i bez misji zachodnich ani organizacji parakościelnych!

A jednak byli prawdopodobnie najbardziej męskim, najodważniejszym, najczystszym i najbardziej żywym wyrazem eklezji od czasów waldensów w mrocznych wiekach! To wszystko zaczęło się kończyć, gdy dla amerykanów otworzyły się drzwi do Nepalu. Amerykańscy chrześcijanie i błyskawiczna ewangelizacja wkroczyli do akcji; masowo!

A kiedy my, Amerykanie, ich zobaczyliśmy, byliśmy przerażeni ich brakami! W naszych oczach kościół w Nepalu był absolutną porażką!

To, co ten jeden człowiek zrobił w Nepalu, stanowiło jedno z największych osiągnięć chrześcijańskich w całej historii chrześcijaństwa. Wierni nie mogli być w lepszej sytuacji, Słowo Boże nie mogło być bardziej powszechne. Nepal słyszał ewangelię. Najlepiej, że cały kościół był zakładany, a nawróceni utrzymywani.  Ewangelizacja Nepalu postępowała w stałym tempie… nawróceni byli brani pod uwagę i utrzymywani. Utrzymywani przez eklezję. W eklezji Boga.

Wszystko działo się tak, jak Bóg zamierzył. Będąc ślepymi, nie mogliśmy tego dostrzec. Jeśli my, Amerykanie, nie dostrzegamy naszych metod i naszego nastawienia, widzimy porażkę!

Być może najcenniejszą rzeczą, jaką posiadali ci nepalscy chrześcijanie, a o której nic nie wiemy, jest takt, w jakim ewangelia była nierozerwalnie związana z życiem Kościoła. Nie była to zachodnia ewangelia, w której mężczyźni biegają po miastach, głosząc kazania, pozyskując rzesze wiernych, a następnie błyskawicznie pędzą do kolejnego miasta, kraju, czy planety… z kolejnym listem modlitewnym!

Ten brat wędrował od wioski do wioski, głosił ewangelię, gromadził swoich nawróconych i przebywał z nimi, aż narodziło się doświadczenie eklezji. Kościół stał się centrum życia chrześcijan w Nepalu, i tak właśnie powinno być! A dla nich „kościół” to nie budynki i ławki. To była chata! To byli ludzie. Nie było nudno. Spotkania tętniły życiem, każdy brał w nich udział. Piękna historia. Tak, „kościół” to styl życia, cywilizacja … wspólnota, Chrystus objawiający się w świecie.

Co się stało, gdy w Nepalu otworzyły się drzwi amerykańskiej ewangelii? Zachód wkroczył do akcji. Przybyli pracownicy. Boża eklezja nie była nawet w ludzkich umysłach! Nie płonęła już w sercu ani w duszy. Ani jednej.

Amerykańscy i brytyjscy pracownicy byli przerażeni, gdy odkryli, że eklezje w Nepalu nie prowadzą wystarczającej ewangelizacji. Nie rozumiejąc eklezji, nie zatrzymali się, by dostrzec dzieło Boże w tych kościołach. Ich plan był wszystkim, co widzieli. Nawet nie spojrzeli na te kościoły, jako na eklezję. Postrzegali je jedynie jako miejsce, gdzie można znaleźć „personel”. Powinni byli usiąść u stóp tych nepalskich chrześcijan i uczyć się od tych prostych ludzi świetności żywego kościoła.

Życiowa szansa została stracona na zawsze. I zabrzmiał dzwon pogrzebowy kościoła! Ci drodzy Amerykanie ani trochę nie przejmowali się jakością tych ludzi ani cierpieniem dla Chrystusa, którego doświadczyli. My, Amerykanie, wiedzieliśmy tylko, że nepalscy chrześcijanie nie robią tego w sposób parakościelny. W sposób misyjny. W sposób amerykański!?

Słuchaj, Europo Wschodnia. To samo dzieje się z tobą. Właśnie teraz.

Kiedy pracownicy amerykańskich i brytyjskich misji oraz organizacji parakościelnych przemierzali Nepal, pozyskując ludzi dla Jezusa Chrystusa na prawo i lewo, nie zwrócili uwagi na nepalską kulturę. Z pewnością nigdy nie przyszło im do głowy, by zatrzymać się i uczyć od jednego lub kilku największych chrześcijan w historii Kościoła. My, Amerykanie, nie możemy pojąć, że ciemnoskóry wierzący wie więcej o drogach Boga niż ktokolwiek z nas. Przecież ten Nepalczyk nie był Amerykaninem ani Brytyjczykiem. Czego mógłby nas nauczyć? Ten drogi nepalski założyciel kościoła, gigant w historii Kościoła pod każdym względem, został zmiażdżony, jego kościoły splądrowane, a jego imię zniesławione!

Dzisiaj, nawet gdy piszę te słowa, te międzywyznaniowe organizacje przekupują przywódców tych rdzennych kościołów, włączając tych mężczyzn i kobiety do swojego personelu.

Kiedyś byli oni organicznymi pracownikami chrześcijańskimi, a teraz są „personelem”.

W tej właśnie chwili ci amerykańscy i brytyjscy pracownicy wprowadzają amerykańską muzykę, amerykańskie sposoby działania, a Boże dopomóż, odprawiają niedzielne poranne nabożeństwo w Nepalu, wraz z ławkami ustawionymi w rzędach, kimś z przodu prowadzącym śpiew i kimś innym wygłaszającym kazania. Protestancki rytuał znów zatriumfował!

Sprawczość umiera. Kościół prowadzony prze laikat znika z powierzchni ziemi, tonąc pod ciężarem amerykańskich dolarów. Wyrażenie Chrystusa, które jest naturalne dla Nepalu, wymiera! My, Amerykanie, zrobiliśmy to ponownie!

Dlaczego nie? Mamy w tym wprawę. Roland Allen napisał to samo, co ja tutaj piszę… napisał prawie sto lat temu!!

Mamy za sobą 200 lat amerykanizacji chrześcijaństwa. Wyruszyliśmy, by ewangelizować świat. Ponieśliśmy porażkę. Ale jesteśmy o krok od kolejnego sukcesu. Prawie ukończyliśmy nasze zadanie, czyli amerykanizację chrześcijaństwa!

Nigdy nie będziemy ewangelizować tego świata poza rodzimym, organicznym kościołem. My zamerykanizowaliśmy wiarę chrześcijańską. Nie mogliśmy zrobić większego bałaganu, niż zrobiliśmy! [podkr. tłum.]

I tak nędza lub siedzenie na niedzielnym porannym nabożeństwie jest eksportowane do kolejnego kraju, zwierzchnictwo lub Chrystus podeptane, eklezja żywcem pożerana. Życie cielesne i działanie znikają. I nikt z nas, Amerykanów, nawet tego nie zauważył. I nikogo to nie obchodziło.

Uważam, że to, co dzieje się w Nepalu, to jeden z największych skandali w historii misji. Wątpię jednak, że kiedykolwiek o tym słyszeliście, albo że kiedykolwiek jeszcze o tym usłyszycie, poza tym, co zostało tu zapisane.

Powiedzmy to jasno. Ci amerykańscy misjonarze i personel zrujnowali reputację tego człowieka wśród jego własnego narodu. Zrujnowali jego reputację w oczach Nepalczyków i ludzi Zachodu.

Co za parodia. Co za ukrzyżowanie. Jednocześnie ta amerykanizacja chrześcijaństwa obnaża przed wszystkimi prawdę, że zachodnie chrześcijaństwo tak naprawdę nie rozumie Kościoła, a my, Amerykanie, naprawdę skupiamy się tylko na ewangelizacji.*

Teraz czas na Albanię!

Słowa Rolanda Allena zostały odrzucone przez praktycznie wszystkie rady misyjne i stowarzyszenia ewangelizacyjne na świecie. A sto lat później to, co powiedział, co napisał, o co prosił, nie zostało wysłuchane. Jego książki są niedostępne, a jego słowa zapomniane. Pierwszy głos sprzeciwu wobec imperialnych misji ucichł. Prawie dokładnie 100 lat później ten głos musi się ponownie odezwać. Niech nadejdzie tym razem, nie spod pióra brytyjskiego misjonarza, ale tym razem musi on pochodzić z serc i życia tysięcy wierzących na całym świecie. Musi pochodzić z Europy, z Nepalu, z Azji Południowo-Wschodniej. Musi pochodzić od ciebie, od osoby, która doznaje krzywdy z powodu Ewangelii. Ten czysty głos nigdy nie wyjdzie od nas! Musi pochodzić od ciebie!!

W międzyczasie, bądź pewien, my, Amerykanie, wciąż kolonizujemy i amerykanizujemy wasz naród.

Albania będzie następna!

Krótko mówiąc: widzimy ratowanie ludzi przed piekłem, a jednak możemy przeczytać cały Nowy Testament i nigdzie nie dostrzec centralnej roli Eklezji ani Jezusa Chrystusa. Widzimy natomiast chrześcijaństwo w stylu amerykańskim i dlatego z zapałem je eksportujemy!

Pan nie wyraża się w całej swojej chwale poprzez te nasze drogi. Wszystko, co robimy, wszystko, co widzimy, to ratowanie ludzi przed piekłem. A co z tymi nielicznymi konwertytami, którzy przetrwają naszą powierzchowną ewangelizację? My ich zwesternizujemy! Ta mentalność stanowi nasz status quo od prawie dwóch stuleci.

Czy zadowala was taka historia?

Moim zdaniem ostatnią rzeczą, jaką powinniśmy robić na tej planecie, jest wysyłanie ludzi z Zachodu – zwłaszcza nas, anglojęzycznych – aby przedstawiali komukolwiek nasze praktyki lub eklezję. Jednak w tej chwili właśnie to robimy, wysyłając dosłownie całe pociągi, autobusy i samoloty pełne anglojęzycznych chrześcijan, którzy zalewają Rosję i Europę Wschodnią.

A Albania będzie następna!

Tymczasem zamyśleni duchowni z Europy Wschodniej (obserwując nas, Amerykanów, którzy wyglądamy jak połączenie turysty i spadającej gwiazdy) zastanawiają się, czy w którejś z naszych amerykańskich głów jest choć jeden mózg.

Szanowni Państwo, podczas gdy Wy, misjonarze i pracownicy organizacji parakościelnych, napływacie do Europy Wschodniej, wykupując pastorów i pracowników, wprowadzając swoje misje, organizacje parakościelne i ich metody w amerykańskim stylu, jednocześnie wnosicie swoją amerykańską mentalność.

Prawdopodobnie w głębi serca nie jesteście zbyt dumni z wiary chrześcijańskiej w Ameryce! Cóż, to Wy jesteście tą amerykańską wiarą chrześcijańską. I nie ma się czym chwalić. Dlaczego ją eksportujecie?!

A jednak znajdujecie lokalnego chrześcijańskiego pracownika, którego można kupić. Następnie robicie z niego wierną kopię swojej pracy. Wasza praca jest taka sama na całym świecie. Używacie tego samego podręcznika, niezależnie od tego, do jakiego kraju wjeżdżacie. Nie odbiegacie ani trochę od podręcznika swojego personelu, niezależnie od tego, do którego kraju wjeżdżacie. Formuła jest precyzyjna. [W podręczniku do studium, w odpowiednie rubryki, polecicie ludziom wpisać dokładnie to, co wpisują Amerykanie. przyp. tłum] Dokładnie wiecie, co stworzycie. A wy piszecie do domu niesamowite listy o tym, co robicie, twierdząc, że „Bóg działa”. A wy, misjonarze, robicie podobnie, z tą różnicą, że tworzycie „kościół”, który jest wierną kopią naszych kościołów w Ameryce.

A Oblubienica Chrystusa jest pomijana, zapomniana i nieznana. A rdzenny pracownik, rdzenny Kościół i organiczna lokalna ekspresja, czyli prawdziwe, spontaniczne życie kościelne, nigdy nie przychodzą wam na myśl.

To, co wydarzyło się w Nepalu i to, co dzieje się w Europie Wschodniej, jest tym samym, co teraz robicie w Albanii.

Błagam was w Chrystusie, przestańcie. Zmieńcie się. Zmieńcie się radykalnie. Albo, proszę, wróćcie do domu. A wy, którzy jesteście najeżdżani, podbijani przez Zachód, kolonizowani, imperializowani i amerykanizowani… wiecie, co musicie zrobić!

 * Szczerze wierzę, że gdyby ludzi z organizacji parakościelnych można było cofnąć do I wieku, zganiliby kościoły w Galacji i Azji Mniejszej za niedostateczną formę ewangelizacji! Z miejsca zamerykanizowaliby kościół z I wieku! Z rzędami ławek i ambonami [kazalnicami] włącznie! I być może szeptaliby o porażkach innych chrześcijan. Może nawet by ich ukrzyżowali! Europa i Rosja nie mniej padają ofiarą tego sposobu myślenia. Po prostu nie widać tego aż tak dramatycznie, ponieważ tradycyjny Kościół w stylu zachodnim jest już obecny w Europie Wschodniej.

Rozdział pochodzą z książki Gene Edwardsa
„The Americanization of Christianity” 1993

Opublikuj komentarz