×

Jean de Labadie cz.2

Jean de Labadie cz.2

Gisbert Voet, który kontynuował linię nauczania Teelincka, brał czynny udział w sporach teologicznych swoich czasów, umiejętnie broniąc Kościoła reformowanego przed wszystkimi, którzy się od niego różnili i został uznany za jego najwybitniejszego członka. Wprowadził praktykę organizowania konwentów lub spotkań, w których uczestniczyli także świeccy, poza regularnymi nabożeństwami Kościoła. Spotkania te zostały rozwinięte przez Jodocusa van Lodensteyna, ucznia Voeta, który także uczył się we Franeker. Za jego ciepłą, serdeczną zachętą konwenty stały się ważną częścią życia religijnego kraju.

Ale wracając do Labadiego: zaproszenie od takich ludzi i w tak sprzyjających warunkach przemówiło do niego tak bardzo, że pomimo wielu prób zatrzymania go w Genewie, przeniósł się z powrotem do Holandii. Podróż była niebezpieczna; ale w Genewie była grupa osiemdziesięciu zaopatrzonych w paszporty waldensów podróżujących do Palatynatu (Pfalz); trzech z nich musiało pozostać w Genewie z powodu choroby, więc zajmując ich miejsce, Labadie ze swoimi przyjaciółmi o nazwiskach Yvon i Dulignon, podróżowali niezauważenie. W Heidelbergu dołączył do nich Menuret i tam cała czwórka ślubowała całkowite uświęcenie, odrzucenie świata z jego pragnieniami, dobrami, przyjemnościami i przyjaciółmi; pójście za Jezusem Chrystusem jako ubodzy, wzgardzeni i prześladowani, aby wzrastać na Jego podobieństwo i nieść Jego krzyż i hańbę; oddanie się Bogu i Jego ewangelii, najpierw praktykując ją sami, aby potem móc pomagać w tym innym.

Po dotarciu do Holandii Voet i inni udali się najpierw do Utrechtu, gdzie zostali zaproszeni i ciepło przyjęci w domu Anny Marii van Schürman i pozostali tam dziesięć dni. W tym czasie Labadie głosił z mocą i wyraźnym skutkiem. Ich gospodyni była zachwycona jego nauką, ale Voet i van Lodensteyn zauważyli, że duch Labadiego bardzo różnił się od ducha Teelincka; zastanawiali się, czy będą w stanie z nim współpracować i wątpili w to, czy świat może zostać z Kościoła całkowicie usunięty, jak sądził Labadie.

Różnica między systemem prezbiteriańskim i niezależnym zaczęła się ujawniać już na tym wczesnym etapie; pierwszy był praktykowany przez Kościół reformowany, drugi był bardziej rozpowszechniony w Anglii i zyskiwał coraz wyraźniejszą aprobatę Labadiego. Niezależni odmówili autorytetu synodom, uważając każde zgromadzenie jako bezpośrednio podległe Chrystusowi i odpowiedzialne przed Nim, podczas gdy holenderskie i francuskie Kościoły reformowane zorganizowały system półrocznych synodów, na które każdy Kościół wysyłał dwóch przedstawicieli, którzy następnie przekazywali decyzje synodu Kościołowi. Kościół reformowany przywiązywał również wielką wagę do stanowiska i praw swoich kaznodziejów oraz do ich przygotowania do tego urzędu, a uchybienia, które widzieli w posłudze wśród innych zgromadzeń, takich jak mennonici, utwierdziły ich we własnych przekonaniach.

Niezależni nie uważali żadnego urzędu kościelnego za absolutnie konieczny czy wyznaczony przez Boga i, podobnie jak Labadie, uważali, że Kościół jest zgromadzeniem ludzi wierzących, a taki warunek wiary uważali za niezbędną podstawę nauczania i świadectwa. Teelinck i Voet natomiast postrzegali Kościół jako pole, na którym moc ewangelii ma być skuteczna, a celem ich pracy było nawrócenie jego członków, a następnie prowadzenie ich w godnym życiu. Van Lodensteyn chciał nazwać Kościół “tym, który ma być zreformowany” (reformanda) zamiast „reformowanym” (reformata). On i Voet długo mieli nadzieję, że uda im się znaleźć złoty środek między tymi dwoma ideałami. Część z nich uważała, że Kościół upadł tak nisko, że nie można go już znaleźć na świecie, a jedyne, co pozostało, to czekać na przyjście Chrystusa.

Wkrótce po dotarciu do Middelburga, Labadie poczuł się głęboko rozczarowany niskim poziomem duchowym zgromadzeń, zarówno holenderskich, jak i francuskich. Zaniedbano dyscyplinę kościelną, a Kościół był daleki od ideału Labadiego. Zaczął więc reformować go poprzez nauczanie, katechezę, dyscyplinę i spotkania w małych grupach, ale to jego osobista pobożność i samozaparcie były najskuteczniejsze w oddziaływaniu na ludzi. Nalegał na członków rady, aby, poprzez post i modlitwę oraz całkowite oddzielenie od wszelkiego zła, skutecznie wykorzystali klucze „rozwiązywania i związywania”, które powierzył im Chrystus, wyrzekając się siebie i poświęcając czas na rozmyślanie i modlitwę, gdyż tylko w ten sposób zgromadzenie mogłoby ulec zmianie.

W Holandii nigdy wcześniej nie słyszano nauczania takiego jak Labadiego. Jego zwyczaj spontanicznej modlitwy, do której zachęcał także innych, był w Kościele nowy, a o zjednoczeniu duszy z Bogiem nauczał w sposób nadzwyczajny. Pod jego kierownictwem zgromadzenie starało się realizować zasady nowotestamentowe. „Proroctwo” było wśród nich rozumiane jako dar, działający przez dowolnego brata, który pod natchnieniem Ducha może powstać na spotkaniu, wyjaśniać słowo i stosować je w sposób odpowiedni do potrzeb Kościoła. Labadie napisał książkę zatytułowaną „Rozeznanie prawdziwego kościoła według Pisma Świętego, zawierające trzydzieści niezwykłych znaków, dzięki którym może być dobrze poznany”. Pokazuje, że tylko grupa tych, którzy naprawdę narodzili się na nowo, może być uważana za prawdziwy Kościół; taki, w którym wszyscy przez Ducha Świętego są zjednoczeni w jednym ciele i gdzie wszyscy członkowie zgromadzenia są prowadzeni przez Ducha Chrystusowego.

Jego nauczanie podbiło serca ogromnej liczby ludzi nie tylko w Middelburgu, ale także w całej Holandii. Jednocześnie stawało się coraz bardziej oczywiste, że przestrzeganie tego nauczania, naciskającego w pewnym sensie na wewnętrzne życie w społeczności z Bogiem, do którego zgromadzenia nie były przyzwyczajone, całkowicie zmieni charakter Kościołów reformowanych. Wierni obawiali się, że taki nacisk zagrozi odpoczynkowi duszy w dziele Chrystusa, czyniąc Chrystusa jego częścią zamiast stawiając Chrystusa w jego miejsce, wywyższając uczynki kosztem wiary, rozwodząc się bardziej na uświęceniu niż na usprawiedliwieniu. Widzieli również, że dozwolona wolność posługi dotknie władzy i wpływu wyświęconych duszpasterzy Kościoła. Sprzeciw wobec tego, co Labadie uważał za niezbędną reformę, a która przez większość przywódców Kościoła była uważana za odpowiedzialną za wprowadzenie dziwnych i niepokojących zmian, stał się zdecydowany, zorganizowany i gorzki.

Na synodzie francuskim, który odbył się w Amsterdamie w 1667 roku, chciano zmusić Labadiego do podpisania Belgijskiego Wyznania Wiary. Odmówił, popierając swoją decyzję tym, iż znalazł w wyznaniu wiele niebiblijnych wyrażeń, chociaż wcześniej podpisał identyczne wyznanie francuskie w Montauban, Orange i Genewie. Ta odmowa tak wzmocniła sprzeciw wobec niego, że na synodzie w Leyden zdecydowano, że jeśli nie podpisze belgijskiego wyznania na następnym synodzie, który miał odbyć się we Vlissingen, i nie zobowiąże się do przyjęcia zwyczajów Kościoła reformowanego, powinien zostać zawieszony w sprawowaniu urzędu. Mieszkańcy Middelburga byli tak tym oburzeni, że podczas synodu we Vlissingen magistrat został zmuszony do podjęcia działań, w wyniku których usunięto skargi przeciwko Labadiemu z synodu z Leyden.

Mniej więcej w tym czasie pewien lekarz z Amsterdamu, Ludwig Meijer, opublikował książkę dowodzącą, że podstawą wszelkiej egzegezy Pisma Świętego powinno być naturalne zrozumienie. Ta racjonalistyczna nauka wywołała w Niderlandach taki sprzeciw wśród wszystkich, którzy wierzyli w natchnienie Pisma Świętego, że władze cywilne wyznaczyły uczonego i znanego profesora Cocceiusa do napisania mowy odpierającej. Pisali także inni, a wśród nich Ludwig Wolzogen, kaznodzieja francuskiego Kościoła reformowanego w Utrechcie. Jednak książka Wolzogena, chociaż napisana rzekomo w celu przeciwstawienia się racjonalizmowi, tak bardzo odbiegała od przyjętego nauczania Kościoła, że wierzący w natchnienie Biblii postrzegali tę książkę raczej jako apologię wspomnianego nauczania. Napisał również Labadie, a rada kościelna francuskiego Kościoła w Middelburgu uznała jego książkę za tak przekonującą, że odrzuciła racjonalistyczne nauczanie i postanowiła wystąpić z wnioskiem o formalne potępienie książki Meijera na następnym synodzie w Vlissingen. W konsekwencji tego synod wyznaczył rady kościelne trzech miast, z których jednym był Middelburg, aby na następny synod, który miał się odbyć w Naarden (1668), przygotowały sprawozdanie z tej książki.

Sprawozdania trzech konsyliów znacznie różniły się od siebie, ale zaskoczeniem było to, że znaczna większość synodu uznała książkę Meijera za skrajną i usprawiedliwiła Wolzogena. Labadie opuścił synod, aby skonsultować się ze swoją radą kościelną w Middelburgu, ale w międzyczasie synod przystąpił do tymczasowego zawieszenia go w jego urzędzie, jako osoby, która wprowadziła do Kościoła dziwne nauki i praktyki. Postawiono mu dalsze zarzuty, a mianowicie, że nauczał, iż obecny czas jest czasem łaski i że tysiącletnie panowanie Chrystusa nie rozpocznie się, dopóki nie pokona On wszystkich wrogów i nie osiągnie celu stworzenia, pomimo upadku człowieka, i nie przywróci wszystkich rzeczy do stanu, w którym Bóg je stworzył. Gdyby Labadie nie poddał się decyzji synodu, miał zostać ostatecznie usunięty z urzędu. Komisja synodu została wysłana do Middelburga z władzą zawieszenia wszystkich członków rady kościelnej, którzy oparliby się jej dekretowi, ale rada kościelna w Middelburgu odmówiła przyjęcia dekretu, mówiąc, że Labadie nie został skazany za odstępstwo od nauczania i porządku Kościoła. Rada została zawieszona. Zdecydowano, że na następnym synodzie Labadie otrzyma zakaz wygłaszania kazań.

To ze względu na jego niezwykłe talenty uważano go za tak niebezpiecznego. On sam nigdy nie pomyślał o poddaniu się, ale nadal głosił i napisał, że nie może mieć społeczności z synodem, który całkowicie popadł w błąd i zło. Nie tylko znalazł błąd w wyznaniu belgijskim, ale twierdził, że synod odrzucił nauczanie I Listu do Koryntian 14. Potępił także cały system synodów i konsystoriów, stereotypowe formy liturgiczne, czytanie Pisma bez wyjaśniania, nadużycie sakramentów poprzez przyjmowanie jako świadków chrztów tych, którzy nie narodzili się na nowo i dopuszczanie ich do wieczerzy Pańskiej. Zwrócił też uwagę, że podczas zawierania małżeństw notorycznie bezbożni ludzie byli zmuszani do składania ślubów chrześcijańskich i obiecywano im Boże błogosławieństwo, że władze kościelne przejmowały dla siebie władzę papieską i wiązały sumienia ludzi swoimi obrzędami. Powiedział, że w Kościele nie ma innego autorytetu prócz Ducha i Słowa Bożego, czyli tego, co zawiera Pismo Święte, oraz wewnętrznego świadectwa Słowa, które temu odpowiada. Ponieważ sumienie chrześcijańskie kieruje się jedynie autorytetem Słowa Bożego, odrzucanie zarządzeń synodów i innych ludzkich instytucji, gdy są z nim sprzeczne, nie jest buntem; odwrotnie, raczej obowiązkiem zgromadzenia chrześcijańskiego jest, aby czynić to w interesie wolności chrześcijańskiej i sprzeciwiać się ustanowieniu nowego papiestwa, które działa tak, jakby było ponad słowem Bożym.

Fragment pochodzi z książki „Kościół Pielgrzym”
https://apologetykabiblijna.pl/ksiazki/kosciol-pielgrzym

Opublikuj komentarz