×

Dzisiaj myślę o… zaufaniu

Dzisiaj myślę o… zaufaniu

Jak zaufać ludziom, skoro tak wielu potrafiło ranić, nadużywać zaufania, wykorzystywać naiwność? Wiem, że miłość ma wszystkiemu wierzyć i wszystko wybaczać. Ale to bardzo trudne. Jak bardzo trzeba być dojrzałym w Bogu, żeby nie czuć zranień? W sumie- powinniśmy być „martwi” w Chrystusie dla świata, a żywi dla Boga. Ciągle jednak mieszkamy w tych ciałach, ciągle targają nami różne emocje.

Kiedy się nawróciłam, to jako młoda wierząca myślałam, ze wszyscy chrześcijanie (czyli ci, którzy przyznają się głośno do wiary w Jezusa, modlą się, śpiewają dla Boga, są członkami Kościoła) są dobrzy. Dawałam im potężny kredyt zaufania. Niestety, szybko okazywało się, że ludzie są zawsze tylko….ludźmi. Łatwo się złoszczą, chowają urazy, mają problemy z wybaczaniem, chętnie krytykują innych, ale są bezkrytyczni wobec siebie, mówią pięknie, ale postępują już troszkę gorzej. Czułam się jak małe dziecko, któremu ktoś otwiera oczy na „świat dorosłych”, kiedy piękne kazania i słowa jakiegoś kaznodziei zderzały się z jego czynami, np. zemstą, chciwością, kłamstwem, konformizmem itp. Jeszcze bardziej byłam zdziwiona, że nie wolno o tym mówić.

Jak to? Mamy zamiatać takie sprawy pod dywan? Mamy być obłudni? Pogadamy sobie w kącie, ale potem będziemy bić brawa? Byłam tak strasznie naiwna. Tak młoda i wypełniona ideałami. A potem się okazało, że zbór…to też świat, też ludzie, też układy. Jeśli chcesz gdzieś jakoś funkcjonować, musisz się …dostosować. A ja chciałam idelanego chrześcijaństwa, prawdomówności, odważnych zachowań, szlachetności. Bo przecież.. jesteśmy chrześcijanami! Pozostałych rzeczy miałam pod dostatkiem w tym świecie. I nigdzie nie znalazłam Kościoła wolnego od „świata”. Kończyło się na deklaracjach, które padały w obliczu praktyki i trudnych sytuacji. Jesteśmy słabi, grzeszni, kłamiemy, nie chcemy przyjrzeć się sobie. Nasze usta głoszą słowa wyniosłe i próbujemy przypodobywać się innym ludziom.

Wybielamy się, popisujemy, ulegamy pożądliwościom. Jesteśmy próżni, szukamy własnej chwały, usprawiedliwiamy własne grzechy. Tacy właśnie jesteśmy. Wszyscy. W końcu zrozumiałam- Kościół to właśnie tacy ludzie. I taki będzie. Bóg nas rozliczy z każdego słowa, z każdej myśli, z każdego uczynku. Tak czy owak ze wszystkiego nas rozliczy.

A zbawienie jest z łaski, za darmo, z wiary. Problem tylko z tym…zaufaniem, z tym strachem przed kolejnym zranieniem, przed kolejnymi oszczerstwami. Trzeba „umrzeć”, „uczynić swoje oblicze jak krzemień”, żeby policzkowanie nie bolało i żeby nie czuć było łez. Tak mi dopomóż, Boże.

Pomóż mi kochać tych, którzy nie chcą kochać.

https://www.facebook.com/100081455316026

Jeden komentarz

comments user
ilovewro

Rzadko trafiam na blogi z tak wyraźnym głosem autora.Mało który tekst sprawia, że zatrzymuję się na stronie na dłużej – ten się udał. Doceniam brak zbędnych ozdobników. Widać, że ktoś tu nie tylko pisze, ale też dogłębnie przemyślał temat.

Opublikuj komentarz