×

Lekarz, który nazywa chorobę, nie nienawidzi pacjenta

Lekarz, który nazywa chorobę, nie nienawidzi pacjenta

Kiedy ktoś mówi o nas bez rozmowy z nami…

Dzisiaj pewien kaznodzieja odniósł się publicznie do strony „Przestańcie bawić się w kościół” oraz do inicjatywy „Kościelni Uchodźcy”.

Nie zamierzam odpowiadać atakiem na atak ani oceniać człowieka. Warto jednak odnieść się do wypowiedzianych zarzutów, ponieważ dotyczą one nie tylko dwóch stron internetowych, lecz także wielu wierzących, którzy zostali zranieni, odeszli z konkretnych wspólnot albo zaczęli spotykać się poza tradycyjnymi strukturami.

1. „Jedną ręką można trzymać Biblię, a drugą wypowiadać głupoty”

To prawda. Samo trzymanie Biblii nie gwarantuje, że wszystko, co mówimy, jest zgodne z jej treścią.

Dotyczy to jednak każdego z nas, również kaznodziei stojącego za pulpitem.

Dlatego nie wystarczy nazwać cudzej wypowiedzi „głupotą”. Trzeba pokazać konkretnie co zostało powiedziane, gdzie jest błąd, z jakim fragmentem Pisma jest to sprzeczne.

Biblia nie zachęca nas do pogardliwego etykietowania ludzi, lecz do badania wszystkiego i trzymania się tego, co dobre.

2. „Pseudo różni ludzie, którzy się dzisiaj tytułują”

Nie wiem, do kogo dokładnie odnosiło się słowo „pseudo”. Jeżeli do mnie, to przypomnę, że nie przedstawiam się jako pastor, apostoł, prorok ani duchowy zwierzchnik. Jestem zwykłym wierzącym, który publicznie mówi o problemach widocznych w części współczesnych wspólnot.

Czy zwykły chrześcijanin ma prawo badać nauczanie, zadawać pytania i ostrzegać przed nadużyciami? Jeżeli nie, to co zrobić z Berejczykami, którzy sprawdzali nawet nauczanie apostoła Pawła? Co zrobić z poleceniem, aby badać duchy, rozeznawać i wszystko osądzać?

Pismo nie daje monopolu na wypowiadanie się osobom stojącym na scenie.

3. „My się nie bawimy w kościół”

I bardzo dobrze. My również nie chcemy bawić się w kościół. Właśnie dlatego powstała ta strona.

„Bawieniem się w kościół” może być religijna forma bez życia, scena bez wspólnoty, kazanie bez relacji, tytuły bez charakteru, uwielbienie bez posłuszeństwa i przywództwo bez odpowiedzialności. Nazwa strony nie oznacza: „Kościół jest niepotrzebny”. Oznacza raczej:

Przestańmy udawać, że każda religijna działalność automatycznie jest życiem Kościoła.

4. Sugestia, że chcemy organizować jakiś „festiwal” i gromadzić ludzi nienawidzących Kościoła

To już nie jest odpowiedź na nasze słowa, lecz przypisywanie nam zamiarów, których nie wyraziliśmy. Nie organizujemy ruchu nienawiści do Kościoła. Nie nawołujemy do rozszarpywania wierzących. Nie budujemy wspólnoty opartej na pogardzie. Krytyka pewnych modeli przywództwa, manipulacji, duchowej przemocy, kultu osobowości czy finansowych nadużyć nie jest nienawiścią do Kościoła. Przeciwnie, często wynika właśnie z troski o Kościół. Lekarz, który nazywa chorobę, nie nienawidzi pacjenta. Człowiek ostrzegający przed pożarem nie nienawidzi domu.

5. „Kościół to tylko tak i tak”

Nie twierdzimy, że Kościół może oznaczać wszystko, co tylko ktoś sobie wymyśli. Kościół ma biblijne fundamenty. Jego Głową jest Chrystus. Tworzą go ludzie odrodzeni przez Ducha Świętego, trwający w nauce apostołów, społeczności, łamaniu chleba i modlitwach. Jednocześnie Nowy Testament nie utożsamia Kościoła z budynkiem, denominacją, nazwą organizacji ani cotygodniowym programem prowadzonym ze sceny. Kościół może spotykać się w dużej sali. Może też spotykać się w domu. O jego prawdziwości nie decyduje liczba krzeseł, szyld, nagłośnienie ani stanowisko jednej osoby.

6. „Ludzie spotykający się w grupach domowych sami nic nie robią”

Skąd taka wiedza? Czy ktoś odwiedził te grupy? Rozmawiał z ich uczestnikami? Zobaczył ich modlitwę, wzajemną pomoc, dzielenie się Słowem, wspieranie potrzebujących i codzienne życie?Grupy domowe same w sobie nie są gwarancją zdrowego Kościoła. Mogą być niedojrzałe, zamknięte albo prowadzone źle. Ale dokładnie to samo można powiedzieć o dużych zborach. Wielkość spotkania nie jest dowodem jego duchowej jakości. Pierwsi chrześcijanie spotykali się także po domach. Nie powinniśmy więc pogardliwie mówić o domowych wspólnotach tylko dlatego, że nie funkcjonują według znanego nam modelu.

7. „Gdyby naprawdę dotknął ich Duch Święty, przyszedłbym, zamknął usta i ich słuchał”

Problem polega na tym, że zanim tych ludzi wysłuchano, już zasugerowano, że Duch Święty ich nie dotknął. Jak można rozpoznać, że nie mają nic do powiedzenia, skoro wcześniej się ich nie słuchało? Być może wśród „kościelnych uchodźców” są ludzie zgorzkniali. Być może niektórzy popełniają błędy, uogólniają albo mówią niesprawiedliwie. Ale są tam również ludzie, którzy przez lata służyli, modlili się, składali ofiary, budowali wspólnoty i ufali swoim przywódcom, a potem zostali zlekceważeni, wykorzystani albo duchowo poranieni. Może zamiast z góry oceniać, warto najpierw usiąść i posłuchać?

8. „Nie interesuje mnie kółko wzajemnej adoracji”

Nas również nie interesuje. Kółko wzajemnej adoracji może powstać zarówno w małej grupie domowej, jak i wokół popularnego kaznodziei.

Powstaje wszędzie tam, gdzie ludzie przestają zadawać pytania, a zaczynają jedynie potwierdzać wielkość swojego lidera, środowiska lub ruchu.

Nie chodzi więc o to, czy spotkanie jest duże, czy małe. Chodzi o to, czy w centrum znajduje się Chrystus, czy człowiek.

9. Zarzut, że ludzie „rozpatrują swoje rany” i „ciągle temu nie ma końca”

Oczywiście można całe życie budować swoją tożsamość na krzywdzie. To nie jest zdrowe.

Ale istnieje również druga skrajność: uciszanie zranionych poprzez mówienie im, że powinni już przestać o tym mówić, przebaczyć i iść dalej.

Rany nie znikają dlatego, że ktoś z ambony uzna temat za zakończony. Uzdrowienie wymaga prawdy, nazwania krzywdy, odpowiedzialności sprawcy, przebaczenia i czasu. Jeżeli w środowiskach kościelnych pewne nadużycia powtarzają się, rozmowa o nich nie jest „rozdrapywaniem ran”. Może być próbą zatrzymania mechanizmu, który rani kolejnych ludzi.

10. Wyśmiewanie określenia „kościelni uchodźcy”

Można nie lubić tego określenia. Można uważać je za zbyt mocne. Ale warto najpierw zrozumieć, co ludzie chcą przez nie powiedzieć. Nie chodzi o porównywanie swojej sytuacji z dramatem wojny.

Chodzi o ludzi, którzy czują się duchowo bezdomni. Opuścili miejsce, które miało być rodziną, ponieważ nie mogli dłużej pozostawać w atmosferze kontroli, manipulacji, przemocy albo milczenia wobec nadużyć. Wielu nie porzuciło Chrystusa. Porzucili jedynie środowisko, w którym imieniem Chrystusa uzasadniano zachowania sprzeczne z Jego charakterem. Można się nie zgadzać z nazwą, ale wyśmiewanie bólu ludzi nie jest odpowiedzią.

11. „Oni nie należą do żadnej religii, tylko idą z Bogiem”

Nie każdy, kto tak mówi, ma rację. Indywidualizm również może stać się pułapką. Chrześcijaństwo nie jest samotną wędrówką. Potrzebujemy braci i sióstr, napomnienia, wspólnoty i wzajemnej odpowiedzialności. Ale nie wynika z tego, że człowiek musi należeć do konkretnej organizacji, podlegać jednemu pastorowi i uczestniczyć w ustalonym systemie, aby należeć do Chrystusa.

Można znajdować się na liście członków zboru i żyć daleko od Boga. Można też przez pewien czas nie należeć do żadnej formalnej wspólnoty, szukając zdrowego miejsca po bolesnych doświadczeniach, a mimo to nadal kochać Chrystusa i Jego lud.

12. „Dramat, to nie jest Kościół. Współczuję takim ludziom. To jest byle co”

Najłatwiej nazwać czyjeś doświadczenie dramatem, chaosem albo „byle czym”. Trudniej zapytać co takiego wydarzyło się w naszych kościołach, że tylu ludzi czuje się duchowymi uchodźcami? Dlaczego część z nich, zamiast znaleźć pomoc, słyszy szyderstwo? Dlaczego krytykę struktur traktuje się jak atak na Chrystusa? Dlaczego świadectwa zranionych są często analizowane mniej dokładnie niż reputacja przywódców?

Nie twierdzimy, że każdy odchodzący ma rację, a każdy pastor jest winny. Nie budujemy prostego podziału na dobrych uchodźców i złych przywódców. Prosimy jedynie, aby nie uciszać ludzi etykietami, zanim pozna się ich historie. Możemy się różnić. Możemy ostro polemizować. Możemy sprawdzać każdą wypowiedź na podstawie Pisma. Ale nie przypisujmy sobie nawzajem nienawiści do Kościoła tylko dlatego, że inaczej rozumiemy jego funkcjonowanie. Nie jesteśmy przeciwko Kościołowi. Jesteśmy przeciwko temu, co podszywa się pod Kościół, a nie przypomina charakteru Chrystusa. I właśnie dlatego wołamy:

Przestańcie bawić się w kościół. Zacznijmy naprawdę nim być.

Marek
Przestańcie bawić się w kościół –
https://www.facebook.com/100064697376432

P.S. – Szanowni panowie pastorzy, liderzy, przywódcy kościelni. My nie walczymy Z kościołem tylko O dobre imię kościoła – Eklezji …

Opublikuj komentarz