×

Strategia powolnego przyzwyczajania

Strategia powolnego przyzwyczajania

Wprowadzenie

Poświęć błędowi logicznemu trochę czasu, trochę uwagi i zaprezentuj go w innym opakowaniu, a w końcu zostanie on zaakceptowany przez większość ludzi – mimo że wciąż jest to ten sam błąd!

„Żabę należy gotować powoli” to powiedzenie odnoszące się do faktu, że proces przyzwyczajania się do czegoś nieznanego i nieprzyjemnego musi przebiegać powoli. Jeśli podgrzejesz wodę zbyt szybko, żaba wyskoczy i ucieknie. Jeśli będziesz ją podgrzewać naprawdę powoli, zostanie i będzie cieszyć się ciepłem, ale powoli umrze, gdy woda stanie się coraz gorętsza.

Podobnie jest, gdy my, ludzie, stajemy w obliczu nieprzyjemnych wiadomości i zmian: jeśli takie wiadomości lub zmiany pojawiają się zbyt szybko, opieramy się im i wycofujemy, ale jeśli pojawiają się powoli – w małych porcjach – przyzwyczajamy się do nich i akceptujemy nowe rzeczy w miarę ich pojawiania się. Te małe porcje mogą nam się nawet wydawać interesujące i przyjemne.

Łatwo to zrozumieć, jeśli pomyślimy o tym, jak przyzwyczailiśmy się do coraz bardziej niezdrowych treści pokazywanych w telewizji. Wyobraźmy sobie, że niektóre z dzisiejszych filmów telewizyjnych wyemitowano by w latach 60. – wywołałoby to ogromną burzę protestów! Dzisiaj ludzie tylko wzruszają ramionami.

Albo pomyślmy o tym, jak przyzwyczailiśmy się do kontrowersyjnych muzyków. Dzisiaj rodzice zabierają nawet swoje dzieci na koncerty horror-rockowego artysty Alice’a Coopera, ponieważ uważa się go za całkiem nieszkodliwego w porównaniu z bardziej ekstremalnymi zespołami metalowymi. W latach 70. Alice’owi Cooperowi zakazano występów w wielu miastach na całym świecie, gdy miał tam zagrać. To tylko kilka błahych przykładów, ale zapewne rozumiecie, o co mi chodzi. (Alice Cooper twierdzi dziś, że jest chrześcijaninem, ale jego występy nie są raczej programami dla dzieci.)

Jeśli chce się skłonić kogoś do zaakceptowania tego, co nie do przyjęcia, należy to podzielić na małe dawki, podawane jedna po drugiej przez dłuższy okres czasu. Jeśli ktoś przedawkuje i zareaguje negatywnie, „kurację” należy na chwilę przerwać, a następnie wznowić, gdy znów pojawi się akceptacja dla tego, co nowe i obce. W ten sposób takie kwestie jak etyka, moralność, kultura i religia mogą zostać zmienione i zredukowane do bardzo niskiego i niezdrowego poziomu. Rzeczy, które początkowo okazują się nie do przyjęcia dla ogółu społeczeństwa, mogą na jakiś czas zejść pod powierzchnię – niczym łódź podwodna – a następnie ponownie wynurzyć się i zostać zaakceptowane przez większość. W czasie przebywania pod wodą żaby są powoli gotowane w słabym bulionie, który je zmiękcza i przyzwyczaja do niezdrowej nowości, która może później pojawić się na szeroką skalę – być może w nieco innym opakowaniu.

W poniższym tekście wyobrażam sobie, że „żaby” odpowiadają nieostrożnym, nie czujnym chrześcijanom. Garnek z bulionem odpowiada wszystkim błędom, które wkradają się do chrześcijaństwa.

„Strategia powolnego przyzwyczajania”

Metodę „powolnego gotowania żaby” chciałbym nazwać „strategią powolnego przyzwyczajania”, ponieważ to właśnie przyzwyczajenie jest tu kluczowe. Strategia ta nie dotyczy wyłącznie sfery świeckiej, ale w znacznym stopniu odnosi się również do sfery chrześcijańskiej. I oczywiście za takimi działaniami często kryje się strategia, niezależnie od tego, czy stoją za nią ludzie, systemy kościelne, tajne stowarzyszenia, czy ostatecznie sam szatan. Z pewnością nie dzieje się to przypadkowo.

W całej historii chrześcijaństwa pojawiały się różnego rodzaju herezje, które zyskiwały coraz większą akceptację. Na przykład aż do XVI wieku Kościół katolicki budował niezwykle odstępczy Kościół, przeciwko któremu zbuntowali się Marcin Luter i inni reformatorzy. Dało to początek oczyszczeniu w niektórych częściach chrześcijaństwa – choć nie ze wszystkich błędów. Jednak przed reformacją strategia powolnego przyzwyczajania mogła działać stosunkowo niezakłóconie, a wraz z nią powstał ogromnie skorumpowany system kościelny oparty na niewiarygodnie błędnych naukach. Ten system kościelny z pewnością nadal istnieje, a w jego ramach dodano jeszcze więcej błędów. Równolegle istniał również walczący Kościół Boży, który czuwał nad „wielką nierządnicą” oraz jej uwodzeniami i błędami.

Jak powstrzymać reformację?

Można się zastanowić, co miał na myśli szatan, gdy planował powstrzymać reformację i zepsuć zbory, które starały się prowadzić ewangeliczne i oparte na Biblii życie chrześcijańskie. Można również zastanowić się, co myśleli przywódcy Kościoła katolickiego, gdy snuli plany „przywrócenia zagubionych owiec do posłuszeństwa pod Stolicy Piotrowej (papieża)”. Oczywiście obie strony rozumiały, że „żabę trzeba gotować powoli”, i oczywiście wielokrotnie działały w tym samym kierunku – choć być może nie z tym samym zamiarem. Szatan pragnie pogrążyć wszystkich w zatraceniu, w tym przywódców Kościoła katolickiego. A przywódcy Kościoła katolickiego oczywiście nie wierzą, że sami zmierzają ku zgubie; wierzą, że to, co robią, jest słuszne, mimo że w całej historii chrześcijaństwa od czasu do czasu stosowali czysto diabelskie metody i sztuczki, by rozszerzyć lub zachować władzę Kościoła katolickiego.

Skutecznym sposobem na powstrzymanie reformacji jest zatem wprowadzanie herezji i błędów do chrześcijaństwa ewangelicznego w niewielkich porcjach. Te niewielkie porcje są stopniowo akceptowane, a tym samym zgromadzenia wiernych są również stopniowo niszczone – od wewnątrz. Jest to zgodne ze strategią powolnego przyzwyczajania. Oczywiście szatan działa w ten sposób, ale czy Kościół katolicki postępuje tak samo, nie potrafię stwierdzić z całą pewnością. Bardzo podejrzane jest jednak to, że w chrześcijaństwie ewangelickim coraz bardziej utrwalają się błędy, które mogą stanowić doskonałą platformę dla ekumenizmu z Kościołem katolickim – ekumenizmu, który często jest również dyktowany przez Kościół katolicki.

Ze swojej strony wyraźnie dostrzegam, że fałszywi charyzmatycy (niebiblijne i fałszywe przejawy duchowe oraz wypowiedzi) oraz tak zwany mistycyzm chrześcijański to zjawiska, które zostały stopniowo zaszczepione w chrześcijaństwie ewangelicznym i które dziś stanowią doskonałą platformę dla antychrześcijańskiego ekumenizmu zarówno z Kościołem katolickim, jak i ruchem New Age itp.

Może wydawać się dziwne, że Kościół katolicki akceptuje osobliwe przejawy duchowe, na przykład „typu toronto bleasing”, ale przejawy duchowe niezgodne z chrześcijańską wiarą opartą na Biblii pojawiały się już od dawna wśród różnych mistyków Kościoła katolickiego. Teresa z Ávili, która żyła w XVI wieku, jest na przykład taką katolicką mistyczką. Fakt, że została ogłoszona świętą, świadczy o akceptacji i zainteresowaniu Kościoła katolickiego tymi osobliwymi przejawami (fałszywym charyzmatem), których doświadczenie przyznawała Teresa z Avila. Mówi się, że miała ona dziwne wizje, objawienia i objawienia, w tym wizje piekła. Fakt, że Teresa przyjęła Józefa, ojca Jezusa, za swojego patrona (do którego również się modliła), być może świadczy o charakterze wizji i objawień, które, jak twierdziła, otrzymała. Jej ciało mogło przy różnych okazjach popadać w trans, tak że nie była w stanie ani się poruszać, ani mówić. Mówi się również, że potrafiła lewitować (swobodnie unosić się w powietrzu). Głęboka medytacja, którą uprawiała, była prawdopodobnie źródłem wielu mrocznych doświadczeń, których doświadczyła. Takie osobliwe przejawy nazywane są czasem „zjawiskami kundalini”, ponieważ osoby praktykujące zarówno w hinduizmie, jak i w ruchu New Age mogą doświadczać podobnych zjawisk, które następnie uznaje się za związane z „mocą kundalini” (kundalini = moc węża w hinduizmie).

Wiara katolicka, mistycyzm i praktyki religijne stanowią mieszankę pogaństwa wschodniego i babilońskiego, okultyzmu oraz wiary chrześcijańskiej. Dziecięca prostota i zaufanie do Boga zostały zastąpione mnóstwem metod, sakramentów, rytuałów, bibelotów, mistycyzmu itp. Chrześcijańskie braterstwo zostało zastąpione duchową i patriarchalną hierarchią. Prosta wiara została zastąpiona złożonymi systemami nauczania, zawierającymi niezliczone nauki niebiblijne – z których niektóre są wręcz bluźniercze. Gdy zatem chrześcijaństwo ewangeliczne – z powodu domieszki fałszywych charyzmatyków, błędów katolickich i mistycyzmu – coraz bardziej oddala się od czystego nauczania biblijnego, wówczas coraz bardziej tracą na znaczeniu zasługi reformacji. Bóg wtedy coraz bardziej opuszcza swoją świątynię (świątynię, którą tworzą wszyscy prawdziwie wierzący chrześcijanie), co z kolei otwiera drogę dla antychrześcijańskiego systemu czasów ostatecznych i religii światowej (zob. np. 2 Tesaloniczan 2:1-12). Inną ścieżką odstępstwa w chrześcijaństwie jest New Age, ale tak naprawdę nie ma między nimi żadnej zasadniczej różnicy. Wszystkie ścieżki odstępstwa ostatecznie prowadzą do rozdziału 13 Księgi Objawienia. Wtedy następuje ostateczny koniec reformacji i chrześcijaństwa ewangelicznego – przynajmniej jeśli chodzi o jego wolność i rozwój!

Przykłady „garnków”, w których chrześcijanie są zmiękczani

Jeśli teraz wyobrazimy sobie, jak chrześcijaństwo ewangeliczne powoli zmiękcza się w bulionie błędów i herezji, jakie przykłady takich zjawisk widzimy w dzisiejszych czasach?

Wyznanie wiary

Pierwszym przykładem, o którym chciałbym wspomnieć, jest Ruch Wiary z jego głoszeniem teologii wiary i dobrobytu. Kiedy na początku lat 80. XX wieku dotarło to do Szwecji – głównie za pośrednictwem Ulfa Ekmana – wielu dojrzałych i kompetentnych teologów sprzeciwiło się temu i pilnie ostrzegało. Napisano kilka książek, które obnażyły głoszenie tej teologii jako wielki, jednolity zbiór bluźnierczych herezji. Wielu pastorów i teologów z ruchu zielonoświątkowego również zdecydowanie sprzeciwiło się fałszywym naukom Ruchu Wiary – zwłaszcza w USA. Chrześcijanie obdarzeni darem rozeznania duchów od razu wyczuli, że coś jest nie tak, choć być może nie potrafili od razu dokładnie określić, co. Wierność Biblii, znajomość Pisma Świętego, solidna teologia, bystre umysły, zdrowe krytyczne myślenie i refleksja były wówczas narzędziami, które pod przewodnictwem Ducha Świętego w sposób zdecydowany i konsekwentny obnażały głoszenie wiary jako bardzo poważną herezję.

Ale co się potem stało? Tak, faktycznie można było dostrzec coś w rodzaju strategii podwodnej. Nagle ludzie przestali tak często mówić o wyznaniu wiary. Zniknęły gorące debaty. A kiedy na początku XXI wieku sam wyraziłem swoje obawy dotyczące wyznania wiary pewnemu pastorowi tutaj, w Alingsås, ten po prostu machnął ręką i powiedział coś w stylu: „Eee, to już przeszłość”. W międzyczasie strategia powolnego przyzwyczajania odcisnęła swoje piętno na chrześcijaństwie, a ludzie coraz bardziej przyzwyczaili się zarówno do „Słowa Życia”, Ulfa Ekmana i nauk Ruchu Wiary, jak i do niezdrowej duchowości. W teologii Ruchu Wiary niewiele się zmieniło, ale chrześcijaństwo było powoli indoktrynowane i zamiast tego przyzwyczaiło się do błędów. Nagle ludzie stali się braćmi. Nagle ludzie zaczęli postrzegać wiedzę Ruchu Wiary jako dobrodziejstwo. Nagle ludzie zapragnęli współpracy z Ruchem Wiary. I nagle zaczęli postrzegać siebie nawzajem jako współbojowników w „światowym przebudzeniu”, o którym wielu prorokowało.

Właśnie w takiej sytuacji wielu znajduje się dzisiaj, niczym gotowane żaby, marniejąc w bulionie głoszenia wiary opartej na błędach i herezjach. Teraz heretycy i ewangeliczni chrześcijanie maszerują ramię w ramię podczas manifestacji Jezusa i wierzą, że ludność Szwecji jest pod wrażeniem, a szatan się boi. Jednak ani jedność pochodząca od Boga, ani przebudzenie, którego źródłem jest Duch Boży, nie działają w ten sposób. Innymi słowy, w tym momencie sprawy dość mocno zboczyły z toru!

Trzeba by zapytać, gdzie to się skończy!

Duchowość z Toronto

O „przebudzeniu w Toronto”, które stało się światowym ruchem duchowym, można pisać tyle, ile się chce, ponieważ właśnie wtedy szaleństwo w chrześcijaństwie naprawdę zaczęło się rozprzestrzeniać na szeroką skalę (ale miało być jeszcze gorzej). Chodziło tu o manifestacje, podczas których ludzie stali się „duchowo pijani” i w związku z tym głośno się śmiali, leżeli na podłodze, bełkotali i trzęśli się, czołgali się jak różne zwierzęta i wydawali odgłosy różnych zwierząt itp., itp. Innymi słowy, kompletny dom wariatów. Wystarczy obejrzeć ten film, aby zobaczyć, jak to mogło wyglądać na początku: https://www.youtube.com/watch?v=_wZCifteHtc .

Osobiście uważam, że strategicznym zadaniem „duchowości torontońskiej” było zmiatanie wszystkich charyzmatycznych chrześcijan, którzy nie dali się uwieść głoszeniu wiary. Dzięki „duchowości torontońskiej” zostali oni jednak wtajemniczeni w głoszenie wiary, nie zdając sobie z tego w ogóle sprawy. Wielu nie wiedziało, że Odrodzenie w Toronto wywodziło się od dwóch wielkich postaci Ruchu Wiary: Kennetha Hagina i Kennetha Copelanda, przy znacznej pomocy Rodneya Howarda Browne’a.

Artykuł w języku angielskim: „New Wine, Faith Movement, Toronto, Bethel Church – they all belong together!” – https://bibelfokus.se/sv/toronto_historia

Kiedy w połowie lat 90. rozpoczęły się wydarzenia w Toronto, wielu czujnych chrześcijan zareagowało i zrozumiało, że było to „odrodzenie”, które nie miało absolutnie nic wspólnego z chrześcijańską wiarą opartą na Biblii. Gdy jednak reakcje stały się powszechne, odrodzenie torontońskie nieco zeszło na dalszy plan, pozostawiając „zmiękczanie” strategii powolnego przyzwyczajania. Wiatry z Toronto rozprzestrzeniły się wówczas tu i ówdzie. Na przykład elementy torontońskiego sposobu myślenia i torontońskich manifestacji pojawiły się w materiałach dydaktycznych kursów Alpha, a oczywiście Alpha stanowi wówczas część strategii powolnego przyzwyczajania, niezależnie od tego, czy było to zaplanowane, czy nie. W ten sposób chrześcijaństwo z biegiem czasu coraz bardziej przyzwyczajało się do błędów płynących z Toronto. W tym miejscu powinienem dodać, że przejawy torontońskie nie były czymś zupełnie nowym w chrześcijaństwie wraz z odrodzeniem w Toronto. Pojawiały się one już wcześniej, ale wtedy w mniejszych kontekstach i w węższych formatach.

Pierwszym niewielkim sprawdzianem akceptacji duchowości torontońskiej przez chrześcijaństwo było wybuchnięcie swego rodzaju odrodzenia torontońskiego w zborze zielonoświątkowym w Pensacoli, Brownsville (USA) mniej więcej rok po pierwszym wybuchu w Toronto. Jednak prawdziwym sprawdzianem okazały się wydarzenia z początku lata 2008 roku w Lakeland, z Toddem Bentleyem na czele (również w USA). Tutaj przejawy te stały się, o ile to w ogóle możliwe, jeszcze bardziej absurdalne. Jednak tym, co wtedy uderzało, było szerokie zainteresowanie, jakie całe chrześcijaństwo wykazało wówczas wobec tego rodzaju „przebudzenia” w Lakeland. Każde spotkanie było transmitowane zarówno przez telewizję satelitarną, jak i przez Internet. Ludzie przybywali z bliska i z daleka, aby „zabrać do domu” odrobinę „namaszczenia”, którym służył Todd Bentley. Wielu znanych i nieznanych szwedzkich chrześcijan przyjechało, by mieć udział w tym, co działo się w Lakeland; kilku naszych szwedzkich podróżujących muzyków chrześcijańskich i kaznodziejów otrzymało swoje „namaszczenie” właśnie w Lakeland. Na tym filmie można zobaczyć i usłyszeć, że Lakeland i Todd Bentley byli rzeczywiście powiązani z Toronto i Johnem Arnottem (głównym bohaterem przebudzenia w Toronto).

W obliczu wydarzeń w Lakeland większość chrześcijan porzuciła krytyczne myślenie; nie widać było znajomości Biblii, nie przeprowadzano biblijnej weryfikacji itp. Żaby tak dobrze rozgościły się w garnku, że wszystko, co nosiło imię Jezusa, było połykane w całości, niezależnie od tego, czy podawał to sam szatan, czy nie – bo skąd można było wiedzieć, że to nie szatan za tym stał, skoro nie sprawdzano tego i nie porównywano z Biblią?!

Dzisiaj cały ten ruch nazywam po prostu „duchowością torontońską” lub „rodziną Późnego Deszczu”. Ruch ten stał się dla chrześcijaństwa sprawdzianem tego, jak daleko odeszło ono od wiary chrześcijańskiej zakorzenionej w Biblii. A sprawdzian ten ujawnia, że odeszło ono bardzo, bardzo daleko, co ilustruje metafora „gotowania żab”. Strategia powolnego przyzwyczajania zadziałała doskonale, i teraz to, co dla ewangelicznego chrześcijaństwa było wcześniej ewidentnie niebiblijne, godne ubolewania i nie do przyjęcia, jest akceptowane. Poprzez duchowość torontońską przyjęto wyznanie wiary Kennetha Hagina, co stanowi prawdziwy katalizator odstępstwa.

Wyraźny przykład tego przyzwyczajania dostrzegłem w chrześcijańskim magazynie „Hemmets vän” w czwartek, 9 sierpnia 2012 roku. Znajdował się tam artykuł, który zasadniczo bronił i popierał dalszy rozwój duchowości torontońskiej. Artykułowi całkowicie brakowało krytycznej analizy. John Arnott mógł przedstawić swoje niezwykle dziwne biblijne uzasadnienie dla osobliwych przejawów, które mają miejsce tam, gdzie wieje wiatr z Toronto. (O słabym biblijnym uzasadnieniu Arnotta pisałem w innym artykule.) W każdym razie taki artykuł nigdy nie zostałby opublikowany w „Hemmets vän” 15–20 lat temu, a na tym przykładzie widać, że strategia powolnej adaptacji odcisnęła swoje piętno również na redaktorach „Hemmets vän”.

New Wine

Ci, którzy nie potrafili przełknąć przynęty w postaci wyznania wiary, i tak otrzymali je w darze poprzez duchowość torontońską. A co, jeśli nie dało się przełknąć przynęty w postaci duchowości torontońskiej? Cóż, wówczas powstały inne ruchy, w których otrzymuje się w darze duchowość torontońską, a tym samym także wyznanie wiary Kennetha Hagina – co ostatecznie prowadzi do poważnego odstępstwa od prawdziwej, ewangelicznej wiary. Przykładem takiego nowego ruchu jest „ruch odnowy” New Wine, który początkowo działał dość dyskretnie, ale dziś bez skrupułów zaprasza kaznodziejów silnie powiązanych zarówno z duchowością torontońską, jak i Ruchem Wiary, takich jak Heidi Baker, Bill Johnson, Randy Clark i Marc Dupont. Fakt, że Daniel Norburg został teraz nowym dyrektorem misyjnym w Ewangelickim Kościele Wolnym (EFK), stanowi kolejny element układanki pozwalający zrozumieć, dokąd zmierza szwedzkie chrześcijaństwo. Daniel Norburg był wcześniej przewodniczącym szwedzkiego oddziału New Wine!

Należy zadać sobie pytanie, gdzie to wszystko się skończy!

Katolicyzm

Jeszcze zaledwie kilka dekad temu doktryna katolicka i praktyki religijne były sygnałem alarmowym dla niemal wszystkich kościołów ewangelickich w Szwecji. Nawet Ruch Wiary w tamtym czasie dystansował się od katolicyzmu. Istniała głęboka świadomość wszystkich błędów, które Kościół katolicki wbudował w swój system religijny – świadomość ta była dziedzictwem epoki Oświecenia, czasów Reformacji oraz szwedzkiego chrześcijaństwa odrodzeniowego.

Jednak obecnie chrześcijaństwo ewangelickie również przyzwyczaiło się do katolicyzmu dzięki strategii powolnego oswajania. Proces ten przebiegał tak powoli poprzez stopniowe akceptowanie takich elementów, jak ikony, relikwie, modlitwy godzinowe, różańce (Koronka do Zbawiciela), uroczyste obchody komunii, rytuały, sakramentalizm, hierarchie duchowe itp. Dzisiaj znaczna część chrześcijaństwa ewangelickiego (w szczególności jego przywódcy) czuje się z tym tak dobrze, że wydaje się być ślepa na wszystkie rażące herezje i błędy, jakie niesie ze sobą katolicyzm. Chętnie idą ramię w ramię z Kościołem katolickim na różnych konferencjach i manifestacjach. Pastorzy wyjeżdżają na rekolekcje. Maryja odgrywa coraz bardziej znaczącą rolę w kazaniach. Zmienia się znaczenie Eucharystii itp., itp. Jednym z kaznodziejów, który jest całkowicie gotowy do przyjęcia katolicyzmu, jest Ulf Ekman, i widzę, że od dawna jest on jednym z tych, którzy podsycają kłopoty!

Należy zadać sobie pytanie, gdzie to się skończy!

New Age

Muszę również poruszyć ten temat, mimo że nie jest to – jeszcze – odłam chrześcijaństwa. Faktem jest jednak, że w ostatnich latach na chrześcijaństwo ogromny wpływ wywarły elementy wywodzące się z duchowej mieszanki, jaką serwuje ruch New Age.

Jeśli rozejrzycie się na przykład po ofercie nabożeństw Kościoła Szwedzkiego w rejonie Sztokholmu, zauważycie, że New Age wywarło tam ogromny wpływ. Znajdziecie tam takie praktyki jak medytacja, joga, wyższa świadomość, błogosławieństwo jedności, diksza, uzdrawianie itp. W kościołach sztokholmskich można usłyszeć przemówienia znanych przedstawicieli New Age, takich jak Thomas Di Leva i Kay Pollak. Można się zastanawiać, jak to możliwe, że rzeczy, które jeszcze 20 lat temu były tabu, są teraz uważane za coś tak dobrego i słusznego. Oczywiście chodzi tu również o strategię powolnego przyzwyczajania. Dzisiaj widzimy, jak zjawisko to rozprzestrzenia się również w kościołach niezależnych, niekiedy poprzez „chrystusowane” techniki wschodnie, takie jak „Tikva” – forma jogi o lekko chrześcijańskiej oprawie . Możecie być pewni, że ruch New Age w takiej czy innej formie będzie stawał się coraz bardziej powszechny nawet w kościołach niezależnych w naszym kraju!

Należy zadać sobie pytanie, gdzie to się skończy!

Niezwykle poważna obecna sytuacja

Powyżej opisałem pokrótce, do czego doszliśmy po kilku latach indoktrynacji różnymi herezjami i złudzeniami. Podsumowując, można powiedzieć, że chrześcijaństwo jest obecnie gwałtownie sprowadzane na manowce i pozostaje pod wpływem FAŁSZYWEGO chrześcijaństwa. Niebiblijne nauki Ruchu Wiary wkradły się do wielu zborów w naszym kraju. Wiele osób postrzega duchowe przejawy typu wschodniej kundalini jako najwyższy poziom chrześcijańskiego charyzmatyzmu – pomimo braku biblijnego uzasadnienia. Mistycyzm katolicki i wschodni jest przez wielu uważany za najgłębszy i najszlachetniejszy poziom chrześcijańskiej praktyki religijnej, mimo braku biblijnego uzasadnienia i faktu, że ma on swoje korzenie w religiach wschodnich. Nowe metody duchowe stały się częścią standardowej oferty w wielu zborach Kościoła Szwecji, ale także w niektórych kościołach wolnych. Koncepcje teologiczne amerykańskich kaznodziejów, takich jak Rick Warren, Brian McLaren, Rob Bell, Joel Osteen itp., prowadzą chrześcijaństwo w tym samym kierunku odstępstwa. I bądźcie pewni, że wszystko to łączy się w syntezę, której końcowym rezultatem jest to, o czym można przeczytać na początku 13. rozdziału Księgi Objawienia.

Kiedy dorośli członkowie Kościoła, przywódcy i pastorzy przestają ostrzegać przed tym, co fałszywe i niebiblijne, i nie głoszą pełnej, prawdziwej i zdrowej ewangelii, wówczas wśród młodszych członków praktycznie nie ma oporu wobec błędu. Młodzież w naszych zborach stanowi ogromną grupę ryzyka, jeśli chodzi o bezkrytyczne przyjmowanie duchowości torontońskiej, wyznania wiary, mistycyzmu, katolickich praktyk religijnych i wielu innych rzeczy. Obawiam się zatem, że powstanie teraz całe pokolenie, które dało się uwieść swoim przywódcom i które teraz z pełną siłą staje w obronie wszystkich fałszywych rzeczy, jakie przyjęło jako chrześcijańskie prawdy – mimo że są to kłamstwa z otchłani! Widać to już na niektórych stronach internetowych prowadzonych przez młodszych chrześcijan. Nie chcę oskarżać tych młodych ludzi, ale pragnę raczej zwrócić uwagę, że odpowiedzialność za ich błąd spoczywa na starszym kierownictwie chrześcijaństwa.

Jak nisko upadło chrześcijaństwo? Jak bardzo akceptuje się coraz gorsze błędy? Jak daleko pozwolono posunąć się tej niezdrowej indoktrynacji?

Nowa normalność!

Najwyraźniej w chrześcijaństwie wyłoniła się zupełnie nowa normalność. Minęły już czasy, kiedy wolne kościoły charakteryzowała ewangeliczna wiara oparta na Biblii. Wtedy nacisk kładziono na nawrócenie ludzi, zbawienie, uświęcenie, bycie uczniem, nakaz misyjny i powrót Jezusa. Było to głoszenie, które Bóg od czasu do czasu potwierdzał, pozwalając na pojawianie się opartych na Biblii znaków i cudów. Dzisiaj natomiast nacisk kładzie się na dobre samopoczucie JA, na sukces, na doświadczenia, na przejawy typu wschodniej kundalini, a wszystko to zmieszane z różnymi herezjami – lub brakiem solidnych nauk! Każdy, kto dziś opowiada się za ewangeliczną wiarą opartą na Biblii, jest wyśmiewany i nazywany dogmatykiem, fundamentalistą, osobą pozbawioną miłości i osądzającą. Często chwaleni są ci, którzy tarzają się po podłodze, chwalą się swoimi sukcesami lub są „tolerancyjni” wobec wszystkiego i wszystkich – z wyjątkiem tych, których wskazano jako nietolerancyjnych.

I najwyraźniej chrześcijaństwo upadło teraz jeszcze niżej niż podczas wydarzeń w Lakeland w 2008 roku. Wystarczy spojrzeć na Johna Crowdera, który stał się obecnie popularnym kaznodzieją na całym świecie. Uważa on, że należy „odlatywać” pod wpływem Ducha Świętego, a także „palić” [Tokin the Ghost] *, aby osiągnąć te stany uniesienia. Ta część „nowego” chrześcijaństwa, która nie lubi Crowdera, woli raczej podążać za Rickiem Warrenem lub Brianem McLarenem śladami nowego porządku świata. Albo podąża za mistykami na „wewnętrznej podróży”.

* „Toking the Holy Ghost” (lub „Smoking the Holy Ghost”) to kontrowersyjne, metaforyczne określenie używane w niektórych charyzmatycznych środowiskach religijnych. Nawiązuje ono do doświadczenia „upojenia Duchem Świętym” i odnosi się do prób wywołania stanu duchowej euforii, która jest opisywana jako odpowiednik narkotykowego „haju” lub odurzenia.

Warto również przyjrzeć się kaznodziei Sign Firemanowi z Nigerii w obszernym, odkrywczym reportażu na jego temat: https://vimeo.com/31656466. Tak właśnie rozwinął się (i to na wielką skalę!) ruch charyzmatyczny w Nigerii. Następnie weź pod uwagę, że John Arnott (który pomógł zapoczątkować przebudzenie w Toronto) odwiedził jakiś czas temu w Nigerii podobnego kaznodzieję (być może jeszcze gorszego) o imieniu TB Joshua, aby „uzupełnić” swoje własne zasoby. Następnie Arnott odwiedził zbór Arken w Sztokholmie. Wizytę Johna Arnotta u TB Joshuę można również obejrzeć w tym krótszym, ośmioczęściowym filmie: https://www.youtube.com/watch?v=DfMwaOevrpc. Ten sam John Arnott był jednym z gwiazdorskich kaznodziejów podczas Europejskiej Konferencji „Word of Life” w 2013 roku, a następnie przywiózł ze sobą w bagażu to paskudne „namaszczenie”.

Jak widać na powyższym przykładzie, temperatura w garnku znacznie wzrosła. Jeśli pozostaniesz w garnku, gorące opary sprawią, że będziesz coraz bardziej zamglony, dokładnie zgodnie z 2 Listem do Tesaloniczan 2:11. Strategia powolnego przyzwyczajania przyniosła już oczekiwany efekt, a teraz chrześcijaństwo w Szwecji jest gotowe na znacznie gorsze rzeczy niż te, które większość początkowo odrzuciła w latach 80. i 90.

Należy zadać sobie pytanie, gdzie to się skończy!

Gdzie to się kończy?

Odpowiedź na to pytanie jest w rzeczywistości prosta, ponieważ ostatecznym celem strategii powolnego przyzwyczajania jest skłonienie WSZYSTKICH ludzi i krajów – niezależnie od wiary, religii, przekonań politycznych, języka czy kultury – do dobrowolnego upadnięcia przed Antychrystem, o którym mowa w 13. rozdziale Księgi Objawienia. Oto więc mamy odpowiedź!

Ponieważ prawdziwi chrześcijanie opierają swoją wiarę na Biblii, istnieje rzesza wierzących, którzy znają treść 13. rozdziału Księgi Objawienia i, miejmy nadzieję, zachowują wobec niego pewną czujność. Jak zatem szatan wciągnie tych chrześcijan do swojej triumfalnej procesji? Cóż, poprzez zasiewanie błędu za błędem przy użyciu strategii powolnego przyzwyczajania, co prowadzi do zepsutego chrześcijaństwa, co prowadzi do wielkiej apostazji, co prowadzi do utraty przez chrześcijaństwo Bożego przewodnictwa i ochrony, co prowadzi do tego, że Antychryst czasów ostatecznych zostanie powitany z otwartymi ramionami – ten, który będzie zachwycającą postacią dla zaślepionych! Gdy już tam dotrzesz, jesteś całkowicie skończony; wtedy jesteś całkowicie zgubiony! Zauważcie jednak, że nie dotyczy to tych, którzy – zgodnie ze słowami Jezusa – czuwają i modlą się, aby otrzymać miłość do Prawdy, która może ocalić od błędów, zaślepienia i odstępstwa (zob. 2 Tesaloniczan 2:9-12).

Słowa Biblii jako przewodnik

Jakie słowa Biblii możemy znaleźć, które nas przed tym ostrzegają i prowadzą? Cóż, najpierw chcę podkreślić te słowa Jezusa:

Mateusza 5:29: „Jeśli twoje prawe oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej jest dla ciebie stracić jedną z twoich członków, niż całe twoje ciało miało być wrzucone do Gehenny”.

Widzimy tutaj, że Jezus ma na myśli, iż powinniśmy działać szybko i zdecydowanie, gdy dostrzegamy, że coś niezdrowego zamierza nas odciągnąć. Jezus mówi to w kontekście, w którym porusza temat cudzołóstwa, ale oczywiście ta rada odnosi się do wszystkich pragnień, które chcą nas wciągnąć w niezdrowe życie – nawet do fałszywych nauk! Jeśli pozwolisz, by pragnienia nadal cię przyciągały i ciągnęły, jesteś jak żaba gotowana powoli: stopniowo się do tego przyzwyczajasz i, co zrozumiałe, nie uważasz już tego, co według Słowa Bożego jest złe, za coś niebezpiecznego, ale wtedy utkniesz w grzechu lub błędzie. To, co w praktyce oznacza dla ciebie „wyłupienie sobie oka i wyrzucenie go”, może na przykład polegać na opuszczeniu niezdrowego środowiska, zmianie pracy, zerwaniu kontaktów z niezdrowymi przyjaciółmi, opuszczeniu niezdrowego zboru, wyrzuceniu wielu książek itp. Innymi słowy, podjęcie drastycznych działań, aby uniknąć uwikłania się w pułapki pokus i pragnień. Wyłupienie oka boli, więc bądź przygotowany na ból, jeśli chcesz kroczyć wąską ścieżką Boga, ścieżką prowadzącą do Życia!

Kolejny fragment Biblii autorstwa apostoła Pawła potwierdza te myśli:

List do Rzymian 16:17: „A teraz, bracia, zachęcam was, abyście zwracali uwagę na tych, którzy powodują podziały i zgorszenia sprzeczne z nauką, której zostaliście nauczani, i abyście ich unikali”.

W Biblii 2000 czytamy: „strzeżcie się tych, którzy powodują podziały i skłaniają do odstępstwa od nauki, której zostaliście nauczeni”, co nieco lepiej oddaje sens tego fragmentu. Z tego biblijnego słowa jasno wynika, jak Paweł chce, abyśmy postępowali, gdy ktoś przychodzi z obcą doktryną. Nie powinniśmy pozostawać na miejscu i wybierać „to, co dobre”. Nie ma tu miejsca na wybiórcze podejście, dialog ani ekumenizm.

Oba te fragmenty biblijne, które właśnie podkreśliłem, mówią tym samym językiem: podejmijcie drastyczne kroki, jeśli istnieje ryzyko, że zostaniecie usidleni. Odsuńcie się, jeśli czujecie, że atmosfera robi się gorąca, i odejdźcie, zanim staniecie się odrętwiali!

Jeśli czujesz teraz, że znalazłeś się pod wpływem strategii powolnego przyzwyczajania, ale nadal potrafisz myśleć jasno i niezależnie, to wyjściem z tej sytuacji jest zdecydowane zerwanie z tym, co niezdrowe i grozi wciągnięciem cię w pułapkę – dokładnie zgodnie ze słowami Jezusa. Wyskocz z garnka, zanim będzie za późno, ale zrób to w modlitwie i spowiedzi. Nie bój się przez chwilę być sam, ale uważaj, by się nie izolować. Proś Boga o zdrowych chrześcijańskich przyjaciół, ponieważ zdrowa wspólnota chrześcijańska jest ważna – i cudowna! Niech Pan Bóg cię prowadzi i chroni!

Artykuł pochodzi ze strony –
https://bibelfokus.se/sv/koka_grodor
Tłumaczenie własne

2 komentarze

Opublikuj komentarz