Młode wino potrzebuje nowych bukłaków
W ostatnim czasie zwróciłem swoją i Waszą uwagę na dwóch niekonwencjonalnych autorów, z którymi się w wielu kwestiach nie zgadzam. Kiedy czytam ich przemyślenia niektóre akapity są warte podkreślenia, a niektóre w mojej ocenie skreślenia. Lubię takie książki, ponieważ zmuszają do myślenia, a także są świetnym materiałem do debaty. Mam na myśli Edwardsa Gene i Paula Vieira. Obaj w niebanalny sposób zwracają uwagę na tematy w naszym kraju przemilczane, wsadzone gdzieś pod dywan. Książka „Jezus poza budynkiem” lub „Jezusa tutaj nie ma” zwraca naszą uwagę gdy człowiek stał się w swojej religijności, w formach sprawowanej liturgii samowystarczalny, na tyle, że Jezus jest zbędny, lub ograniczony do kilku napisów na podkoszulkach. Cenię Gene i Paula za ich odważne, dające sporo do myślenia i niespotykane u innych autorów tezy.
Rozdział drugi
Młode wino potrzebuje nowych bukłaków
„Ciężarna kobieta nie powinna pić wina”. Dla mojej żony Tamary nie było to właściwie zbyt trudne, ponieważ nigdy nadmiernie nie piła. Już wcześniej przez to przechodziliśmy, a termin kolejnego dziecka był na 22 kwietnia 2000. Nastąpiło jednak małe przesunięcie w planie. 22 kwietnia minął a brzuch mojej żony był nadal całkiem wypełniony. Starszy brat Jordan, który miał już dwa lata, urodził się o czasie. Na czym polegał problem z nowym dzieckiem?
Kilka miesięcy wcześniej, kiedy odkryliśmy, że Tamara zaszła w ciążę, Pan pokazał mi, że chce przemówić do mnie poprzez narodziny tego dziecka. Nie mogłem się doczekać tej chwili. Chciałem poznać
długo wyczekiwane dziecko i usłyszeć to, co Bóg miał mi powiedzieć. Jednak to opóźnienie było wyczerpujące.
Poczekaliśmy kilka dni, wkrótce był to już tydzień. Kiedy to miało wreszcie nastąpić? Pamiętam to poczucie, że nie mogliśmy niczego zaplanować. Dziecko mogło urodzić się w każdej chwili. Czekaliśmy i czekaliśmy. Ostatecznie dziesiątego dnia Tamara zaczęła rodzić i w ciągu godziny pojawił się nasz syn Benjamin.
To był dla mnie szok. Byłem pewien, ze będziemy mieć dziewczynkę. Kiedy ujrzałem że moja mała „dziewczynka” pojawiła się z dodatkowym wyposażeniem krzyknąłem: „Tam, to chłopczyk!” Płakaliśmy z radości. Nie tego oczekiwaliśmy, ale kiedy spojrzałem na mojego syna, nie miało to już znaczenia. Zakochałem się w nim natychmiast.
Kiedy później przyjechałem do domu ze szpitala przypomniałem sobie, że Pan chciał przemówić do mnie poprzez to doświadczenie. Bóg poprowadził mnie do Ew. Łukasza 2/7, które mówi: „Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.” Duch Święty pokazał mi, że to dziecko reprezentuje nową rzecz, którą Bóg chce zrobić. On przypomniał mi wszystkie prorocze słowa, które usłyszałem w przeszłości; obietnice wylania Ducha Świętego na nadchodzące pokolenie i nowy sposób wyrażania Chrystusa w naszej zachodniej kulturze.
Nauczyłem się dwóch rzeczy przez narodziny mojego syna. Po pierwsze, to co przyszło, nie było tym czego się spodziewałem. Myślałem, że ona to będzie on, a on okazał się być nią. Po drugie, musiałem na to czekać. Pan pokazał mi, że to co nadchodzi nie będzie tym czego ludzie się spodziewają i tylko ci, którzy będą gotowi czekać, otrzymają to. Czekałem na Benjamina dziesięć dni. Podobnie jak wczesny kościół czekał dziesięć dni w górnej izbie, aby otrzymać Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy.
Król Chwały nie wkroczył na ten świat tak, jakbyśmy mogli się spodziewać. Nocy której się urodził świat był zajęty swoimi sprawami jak zwykle. Jedynymi ludźmi, poza rodziną Jezusa, którzy w ogóle wiedzieli, że się pojawił byli prości pasterze, okultyści ze wschodu i starzy Symeon i Anna. Ci ostatni oczekiwali całe swoje życie, aby ujrzeć zbawienie Izraela. I zobaczyli Go.
Co jeśli chodzi o warunki w jakich przebywał? Syn Boga nie urodził się w pałacu, ani w czterogwiazdkowym hotelu. Kiedy czytałem Łukasza 2/7 po narodzinach mojego syna, uderzyło mnie
stwierdzenie: „nie było dla nich miejsca w gospodzie”. To jest Mesjasz, zbawiciel świata. Leży w żłobie do karmienia zwierząt. Co za brudne i niechlujne miejsce dla dziecka.
Starożytna i oryginalna wersja chrześcijaństwa, która jak wierzę powraca, nie wydarzy się w miejscach, których się spodziewasz. Nie ma na to miejsca w czystym i kontrolowanym środowisku instytucjonalnego kościoła. To się będzie działo tam w żłobie, w tym brudny miejscu, gdzie biedni i poszukujący odnajdą Go. To się wydarzy poza budynkiem.
ZMIANA PARADYGMATU
Ostatnio zacząłem rozumieć istotny aspekt poznawania Bożego objawienia. Otrzymanie przesłania jest tylko połową równania. W momencie kiedy słowa zatrzymują się na „siatce” naszego umysłu, wtedy kiedy dostrzegamy je naszym intelektem, słowa te zostają skażone. Boże myśli to nie nasze myśli, a Jego drogi różnią się tak bardzo od naszych. Myślimy, że wiemy co Bóg chciał przez to powiedzieć, ale „wiadomość wysłana to nie ta sama, co otrzymana”. Nie tylko potrzebujemy, aby Bóg przemawiał do nas, ale potrzebujemy, aby pomógł nam to zrozumieć. Potrzebujemy Jego działania w obu tych kwestiach.
Tą „siatką umysłu” jest nasz światopogląd, stworzony przez naszą osobistą historię i doświadczenia. To nasz paradygmat. Paradygmat jest jak mapa. Jeśli miałbym mapę Los Angeles, a byłbym rzeczywiście w Nowym Jorku, nic na mapie nie byłoby zgodne z moim rzeczywistym doświadczeniem. Kiedykolwiek pojawiamy się w nowym miejscu, potrzebujemy nowej mapy.
Jezus ujął to w ten sposób: „Nie możesz wlać młodego wina do starych bukłaków”. Kiedy Bóg mówi do nas o przyszłości, pojemnik jest tak samo ważny jak zawartość. Musi pojawić się nowy pojemnik na nowe wino, które On pragnie nam dać. Ostatnie dziesięć lat mojego życia było przemianą mojej siatki (czy paradygmatu), jaki miałem odnośnie kościoła. Bóg objawia nowy pojemnik dla nowych rzeczy, które zamierza robić. Ten nowy bukłak jest przeznaczony dla wina, które będzie wylane poza murami.
Wielokrotnie w Piśmie czytamy jak Bóg niszczy ludzkie konstrukcje, aby zrobić przestrzeń na działanie Jego Ducha. Jest również tyle samo przykładów ludzi, którzy zatwardzili swoje serca na Boży proces zmiany i przegapili moment nawiedzenia. Jeden z doskonałych tego przykładów znajduje się we wczesnej służbie Jezusa, w jego rodzinnym mieście Nazarecie. Jezus właśnie wrócił z czterdziestodniowego postu na pustyni i dołączył do reszty swojej wspólnoty w synagodze. Tak jak robił już to wielokrotnie w swoim
życiu, wstał aby przeczytać z Pisma. Czytał jeden z najczęściej cytowanych tekstów proroczych o Mesjaszu z Izajasza 61. Ci którzy słuchali czytania tego dnia musieli automatycznie je rozpoznać. To było coś co znali na pamięć i zdawało im się, że rozumieli. Zasadniczo była to ich nadzieja na sprawiedliwość, która miała przyjść pewnego chwalebnego dnia. Mesjasz miał przynieść uwolnienie swoim ludziom. Wszyscy dziwili się Jego słowom, kiedy Jezus zaczął wyjaśniać znaczenie tego fragmentu. Mówili do siebie: „Czy to nie jest chłopak Józefa i Marii?” Byli pod wielkim wrażeniem jak miłosierne były jego słowa. Gdzie ten chłopak się tego nauczył? Podobało im się to, co Jezus mówił, aż dotknął czułego punktu.
W tym miejscu ludzie zezłościli się tak bardzo, że wypchnęli Jezusa z synagogi, poza miasto, aż na skraj przepaści, aby Go zrzucić. Byli to ludzie, z którymi Jezus się wychował. Mówimy tu o jego wujkach i ciociach, kolegach ze szkoły i przyjaciołach rodziny. Wyobraź sobie jedno z dzieci w twoim kościele, które widziałeś jak dorasta i przemawia pewnego dnia jako młoda kobieta. Czy jest coś co mogłaby powiedzieć, co spowodowałoby tak burzliwe zamieszanie, że przyjaciele i rodzina chcieliby ją zabić? Co powiedział Jezus, co mogło wzbudzić taki poziom gniewu?
Członkowie synagogi tamtego dnia myśleli że wiedzą jak ma rozegrać się Izajasza 61. Mieli nadzieję w Mesjaszu i wierzyli, że On przyjdzie po nich, Żydów. Każdy człowiek, który wstępował do tego miejsca z Jezusem recytował tą krótką modlitwę: „Dziękuję Ci, Boże, że nie jestem kobietą, trędowatym i poganinem”. Tym, co wypełniło ich gniewem nie był jedynie wniosek, że Jezus jest spełnieniem tego
proroctwa. To co naprawdę ich zezłościło, było to jak Jezus opisał to kim byli ci, do których Mesjasz miał przyjść.
Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman» Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. (Łukasza 4/25-28)
Jezus porównuje siebie do Eliasza i Elizeusza. Komu służyli ci prorocy? To jest ten sam rodzaj ludzi, których Mesjasz uwolni i uzdrowi. Jest tu mowa o kobiecie (wdowie) i trędowatym, każde z nich było poganinem. Jezus mówił do swojego rodzinnego „kościoła”, że on jest Mesjaszem i jest tam, aby zwiastować dobrą nowinę biednym, szczególnie kobietom, trędowatym i poganom.
Właśnie dlatego wybuchnęli takim gniewem. Jezus dotykał ich uprzedzeń. Pokazywał im, że Bóg ma na myśli coś zupełnie innego niż oni pierwotnie myśleli. Bóg chciał nawiedzić ich w sposób, którego się nie spodziewali. Nie tylko się tego nie spodziewali, oni odrzucili całą ideę tego, do kogo przyszedł Jezus. Ci ludzie znali pisma proroków i jednocześnie kiedy zaczęły się wypełniać na ich oczach, nie mogli tego
dostrzec. Potrzebowali nowej mapy. Ich sposób myślenia był wrogi Bożym drogom. My również musimy być ostrożni, aby nie być zgorszonymi tymi, z którymi przyjaźni się Jezus lub tym, co on czyni
poza naszym małym pudełkiem.
Inny przykład możemy widzieć w życiu Piotra. W Ewangelii Mateusza 16, Piotr otrzymał objawienie tego kim jest Jezus. Zadeklarował z wiarą i przekonaniem „Ty jesteś Chrystus, Syn Boga Żywego”. Jezus utwierdził Piotra i pokazał mu, że nie otrzymał tego od żadnej osoby, ale Sam Bóg otworzył oczy Piotra. Wow! Piotr miał słowo od Boga. Miał boskie objawienie o Jezusie. Jednak Piotr miał starą „siatkę”, który wymagała zniszczenia.
Już w kolejnym fragmencie Jezus powiedział uczniom, że musi zostać zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. W tym momencie Piotr upomniał Jezusa. „Jezusie, nic nie rozumiesz. Mesjasz nie umrze” (parafraza). Zauważ, Piotr wiedział, że Jezus jest Mesjaszem dzięki objawieniu od Boga, ale to była tylko jedna strona medalu. Siatka rozumienia Piotra tego kim jest Mesjasz i co On uczyni była błędna. Jezus odpowiedział do Piotra „Odejdź ode mnie szatanie, to nie są myśli Boże, ale myśli ludzkie”. Jezus zauważył, że korzenie ludzkiego myślenia są szatańskie. Musimy założyć, że nasze myśli, poza boską interwencją, są złe. Nie tylko potrzebujemy, aby słyszeć od Boga, potrzebujemy również Boga, aby zniszczył nasze błędne myślenie i dał nam nowe, boskie paradygmaty.
Piotr potrzebował zmiany myślenia. Kiedy został napomniany przez Pana myślę, że odszedł bardzo zraniony, zastanawiając się „Co ja takiego złego powiedziałem?” Czytamy dalej, że od tego momentu Jezus zmienił swój punkt skupienia i zmierzył się z realnością krzyża. Uczniowie szybko stali się rozczarowani i zniechęceni, kiedy tłumy podążające za Jezusem odwróciły się z powodu Jego twardej mowy.
Wydaje się, że Jezus celowo utrudniał, uniemożliwiał ludziom podążanie za Nim. Kiedy tłumy zniknęły pozostało jedynie Jego dwunastu. W pewnym momencie Jezus zapytał nawet ich „Czy wy również zamierzacie mnie opuścić?” Ostatecznie oni wszyscy opuścili Go tej nocy, kiedy został zdradzony. Nie wyglądało to na chwalebnego Mesjasza króla, którego oczekiwali. Piotr był tak zniechęcony i zdezorientowany, że nawet on zaparł się Pana. A wcześniej myślał, że mógłby umrzeć dla Jezusa. Piotr nie znał nawet własnego serca. Ten błąd był bolesny, ale było to konieczne doświadczenie pustyni, które w końcu dało Piotrowi prawdziwe zrozumienie miłości i przebaczenia Chrystusa. Poprzez upadek i przywrócenie Piotr zrozumiał drugą stronę równania. Dostał nową mapę. Teraz wiedział dlaczego Mesjasz musiał umrzeć i miał nowinę do opowiedzenia.
Sądzę, że wielu z nas zostało umieszczonych na pustyni po to, aby sformatować sposób naszego myślenia. Bóg pomaga nam zmienić naszą percepcję. Ma miejsce przygotowywanie na to, jak ma wyglądać przyszły kościół. Jednak jest to przygotowywanie na śmierć. Piotr stanął oko w oko z strachem śmierci i przegrał. To był proces Piotra, jak również i mój. Pamiętasz jak Pan przemówił do mnie na ostatnim spotkaniu Przyjdź Pod Krzyż, że zamierza zrobić to samo poza murami. Przeszedłem przez lata procesu umierania, upadania i życia w zapomnieniu. W tym miejscu nauczyłem się ,że Bóg mnie kocha i właśnie z tego powodu już odniosłem sukces. Właśnie w tym miejscu pustyni ponownie zakochałem się w Oblubieńcu, z którym bardziej wolałbym przebywać, niż o Nim pisać. Chrystus jest niezrównany.
Rozmowa o kościele jest konieczna i będę chciał ją kontynuować, ponieważ stare paradygmaty więdną, a my uczymy się jaki powinien być ten nowy pojemnik na nadchodzący powiew Bożego Ducha. Jednak mam nadzieję, że nie będę opowiadał o „nowym bukłaku” przez resztę mojego życia. Jeśli tak miałoby być, to coś jest bardzo nie tak. Tu naprawdę nie chodzi o sam bukłak; wszystko dotyczy nowego wina. Zaczynam pragnąć więcej i więcej nowego wina. Posiadanie pojemnika pustego w środku jest bardzo niesatysfakcjonujące. Nie chcę już więcej opowiadać o kościele; chcę żyć życiem Ducha Świętego.
Powiedziawszy to wszystko, moją troską jest głównie pojemnik czy bukłak, który będzie w stanie utrzymać nowe wino. Modlę się, aby Bóg użył tych słów do dekonstrukcji błędnych pojęć w twoim myśleniu, tak jak zrobił to dla mnie. Niepoprawny sposób pojmowania kościoła na pewno pojawi się w miarę naszej podróży przez kartki tej książki. Być może przejdziesz przez nieprzyjemny, ale konieczny proces zmiany twojego paradygmatu. Pozwól sobie na umożliwienie Bogu zmodyfikowania tego, co zawsze myślałeś. Nie chcemy przegapić dzieciątka w żłobie, podczas gdy będziemy siedzieć w jacuzzi w Holiday Inn.
ZNAK RZECZY PRZYSZŁYCH
To był maj 1998 roku, podczas czasu modlitwy. Duch Święty poinformował mnie, że pojawi się dziewczyna imieniem Cherry, która zadzwoni i poprosi pomoc dla jej przyjaciół. Zostało mi to pokazane z wyprzedzeniem po to, aby przypisać znaczenie temu wydarzeniu. Wkrótce stało się to ważnym momentem w mojej podróży.
Właściwie spotkałem Cherry już wcześniej. Jej rodzice należeli do kościoła, któremu przewodziłem i pojawiła się z nimi którejś Wielkanocy. Wcześniej rodzice powiedzieli mi, że przyjdą z nią. Zauważyłem jak bardzo byli zatroskani o nią. Mieszkała w mieście i chodziła tam na studia. Nie pojawiała się kościele od dłuższego czasu. Tamtej niedzieli spotkałem ją ten jeden raz. Dlaczego Bóg powiedział mi, że zadzwoni do mnie? W zasadzie naprawdę myślałem, że otrzymam od niej telefon w tym tygodniu, ale ona nie zadzwoniła.
Miesiąc później moje rosnące rozczarowanie kościołem osiągnęło szczyt. Nie wkładałem w to już swojego serca. Wszystko wewnątrz mnie mówiło „Opuść budynek!” Zrezygnowałem na początku czerwca. Niedługo potem miałem swoje ostatnie kazanie w niedzielę i to był koniec. Ostatniego dnia odbył się piknik dla mnie, dostałem kartkę i kupon na 50 dolarów w chrześcijańskiej księgarni. Poklepali mnie po ramieniu i odszedłem.
Następnego poranka leżałem w łóżku zastanawiając się co będę teraz robił. Nie miałem pracy, żadnego dochodu i zielonego pojęcia co zrobić ze swoim życiem. Później tego popołudnia zgadnij kto do mnie zadzwonił? To była Cherry. Od razu przypomniałem sobie słowo, które dostałem od Boga ponad miesiąc wcześniej. Opowiadała jak jeden z jej przyjaciół objawiał, jak wierzyła, demoniczną manifestację. Nie wiedziała do kogo zadzwonić. Jedyną osobą, która jej przyszła do głowy, byłem ja. Powiedziała „Pomyślałam, że może mógłbyś pomóc”.
Poprosiłem mojego ojca, aby pojechał ze mną i spotkaliśmy się z nią i jej przyjaciółmi tego wieczora. Przed modlitwą o tego młodego człowieka wyjaśniliśmy skąd pochodzą demony i jak Jezus ma cały autorytet nad nimi. Większość wieczoru spędziliśmy na rozmowie o Jezusie. To było wspaniałe. Większość z nich miała styczność z chrześcijaństwem w przeszłości, ale w ogóle nie znali Jezusa. Pomodliliśmy się o chłopaka, jak również o pozostałych. Każdy z nich Młode Wino Potrzebuje Nowych Bukłaków był głęboko dotknięty przez Bożego Ducha. To był niesamowity czas służby, który trwał ponad cztery godziny.
Podczas drogi do domu mój duch był rozpalony. Myślałem sobie „To na pewno jest lepsze niż prowadzenie kościoła”. Nagle przypomniałem sobie ostatnie kazanie, które mówiłem w Przyjdź Pod
Krzyż. Bóg chciał robić to samo „poza murami”. Wtedy mnie olśniło. Wszystko co miało miejsce tego wieczora wydarzyło się albo w kawiarni, albo w domu, albo na ulicy. Jezus dotykał osób, które nie postawiłyby nogi w „kościele’ i czynił to w świecie, w którym oni żyli. Jezus opuścił budynek.
Przed pójściem do łóżka tej nocy Bóg objawił mi, że to był „znak”. Migawka z przyszłości. Ale to wystarczyło, aby rozbudzić mój apetyt, utrzymać moje zainteresowanie i poszukiwanie czegoś, co wierzyłem będzie powszechne. Ta noc była znakiem przyszłych rzeczy.
PRZESTRZEŃ MIĘDZY STARYM A NOWYM
Ewangelia Mateusza 9/14-17 to fragment, gdzie Jezus używa metafory o „bukłaku”. Niektórzy z uczniów Jana zapytali Jezusa „Dlaczego my i faryzeusze pościmy często, a twoi uczniowie nie poszczą?” Jestem pewien, że pomyśleli sobie „Wszyscy wiedzą, że post nie podlega dyskusji”. Mieli tony wersetów z Pisma na poparcie tezy, że każdy człowiek poważnie traktujący Boga powinien pościć.
Było to dla mnie dziwne, że Jan Chrzciciel nadal miał uczniów w tamtym czasie. Dlaczego uczniowie Jana nie zmienili go na Jezusa? Sam Jan mówił im, żeby naśladowali Jezusa. Jan Chrzciciel powiedział, że nie jest godzien rozwiązać sandałów Jezusa. Ogłosił również że on musi stawać się mniejszy, a Chrystus musi wzrastać. Wygląda na to, że niektórzy ludzie w Bożym ruchu, reprezentowanym przez Jana, nie mogli dokonać zmiany na nowy Boży ruch.
To jest ten fragment, w którym Jezusa naucza o tym, że nie możesz wlać nowego wina do starych bukłaków. Jeśli to zrobisz, nowe wino, które stale fermentuje rozsadzi stare bukłaki. Musisz przygotować nowy pojemnik. Post, który praktykowali uczniowie Jana i faryzeusze był starym bukłakiem. Pościli, aby pokutować i lamentować nad grzechem. Jezus powiedział, że dopóki On jest z nimi, nie będzie smutku. Ale kiedy opuści ich pewnego dnia, zaczną pościć.
Nowe wino Jezusa i Jego nowe przymierze nie mogło zostać wlane do pojemnika starego przymierza. Post musiał się zmienić, jeśli miał zostać użyty w nowym przymierzu. Stare formy judaizmu nie będą w stanie pomieści świeżych form ewangelii. Łaska nie może zostać wlana do systemu legalizmu. Uczniowie pościli w Dziejach Apostolskich, ale nie w celu pokuty. Post zmienił swój pojemnik na nowy. Post w nowym przymierzu jest odpowiedzią wiary na prowadzenie Ducha Świętego. Oni pościli w Dziejach Apostolskich czekając na Boga i aby usłyszeć Jego głos. Pościli, aby otrzymać nowe namaszczenie i służbę. Bukłak postu był nowy.
Kluczem do zrozumienia tego jest przestrzeń między starym bukłakiem, a nowym. Podczas trzech lat kiedy Jezus przebywał ze swoimi uczniami, oni dosłownie przestali angażować się w wiele ze starych zwyczajów. Religijni ludzie dookoła nich, zatopieni w tradycji, nieprzerwanie krytykowali ich za nie trzymanie się zasad. Niektóre z tych aktywności były nawet „biblijne” i równie ważne jak post.
Wierzę, że uczniowie „byli na detoksie”. Okres czasu między zostawieniem starego i wkroczeniem w nowe jest czasem wycofania. Kiedy bierzemy w czymś udział przez długi czas jest trudno nie popaść w rutynę. Jeśli struktura ma ulec zmianie, musi minąć jakiś czas kiedy wstrzymujesz się od niej. To jest jak z wychodzeniem z nałogu.
Karol Marks nie był daleki od prawdy kiedy powiedział, że „Religia jest opium dla mas”. Istnieje pewnego rodzaju przywiązanie do naszych religijnych rytuałów. I rzeczywiście wygląda to na wycofanie kiedy powstrzymujemy się od tych aktywności. Jestem przekonany, że musi pojawić się wyjątkowy okres intymności z Jezusem, kiedy pozbywamy się starych sposobów w naszym systemie.
Tak to odbywało się u mnie na długi czas po mojej rezygnacji z pozycji pastora. Tamara i ja przestaliśmy „chodzić do kościoła”. Zamiast tego zapraszaliśmy wierzących przyjaciół do naszego domu. Do tej podróży dołączyły jeszcze cztery rodziny, po to aby razem przebywać z Jezusem i przejść przez detoks. Kwestionowałem wszystko co do tej pory robiłem. Nie było żadnych „świętych krów”. Muszę przyznać, że wylaliśmy dziecko z kąpielą przy kilku okazjach. Jednak przywództwo Pana było silne i był łaskawy oddać nam to „dziecko” z powrotem.
Przechodziliśmy proces ponownego odkrywania. Pragnąłem znać powód wszystkiego co robiłem i że pochodziło to z Bożego serca, a nie jedynie z tradycji. Prosiłem Boga o objawienie tego jak On sam chce czynić wszystkie rzeczy w tych dniach. Przez wiele miesięcy nasze spotkania miały formę rozmów przy kubku kawy, gdzie ponownie uczyliśmy się mieć ze sobą relacje. To co robiliśmy nie wyglądało poprawnie dla tych z religijnym duchem, ale doświadczaliśmy nowej wolności i życia z Jezusem.
„TY JEDYNIE TAK REAGUJESZ”
Ludzie czasami mogą odczuwać, że ktoś z przesłaniem takim jak to jedynie reaguje na bolesne doświadczenia w kościele w jego własnym życiu. Wiem, że niektórzy właśnie tak myśleli o mnie. Nawet
pośród moich przyjaciół i rodziny nie do końca rozumieli dlaczego „nie chodzę do kościoła”. Cały czas uważają, że zostałem zraniony w jakiś sposób lub że wypaliłem się przez politykę w strukturach kościelnego przywództwa. Przyznaję, że na początku była to reakcja. Jeśli położysz rękę na gorącym piecu, to zabranie ręki jest naturalną i natychmiastową reakcją. Rola reakcji jest przydatna jeśli jesteś w bezpośrednim zagrożeniu. Reakcja jest również bardzo ważnym elementem przystosowania, które jest cechą żywych istot. Uczymy się przez ból i dostosowujemy odpowiednio. Nie byłoby żadnej zmiany czy wzrostu jeśli nie reagowalibyśmy na nasze środowisko. Jednakże kiedy właściwe zmiany zostały poczynione nie ma dłużej potrzeby trzymania otwartej rany.
Negatywna reakcja na złe doświadczenia w kościele jest zrozumiała na krótką metę, ale może okazać się śmiertelna jeśli chowamy urazę. Nie możesz pozostać w tym miejscu zranienia i złości. To zniszczy ciebie i rozprzestrzeni na innych jak zakaźna choroba. Bono, wokalista zespołu U2, napisał w piosence Peace on Earth „Mówią, że to z czego drwisz dopadnie cie, sam staniesz się potworem, aby potwór cię nie złamał”. Jeśli trwasz w zgorzknieniu twoje serce twardnieje i staniesz się tą właśnie rzeczą, której nienawidzisz. Przychodzi taki moment, kiedy ktoś musi odpuścić i przebaczyć. Pewien przyjaciel powiedział mi tak „nieprzebaczenie jest jak wypicie trucizny i oczekiwanie, że to ktoś inny umrze”. Jest zdecydowanie zbyt wielu tych pochłoniętych gniewem na instytucjonalny kościół. Taka postawa nie pomaga nikomu, szczególnie tym, którzy ją wyrażają.
Jestem równie źle rozumiany przez tych, którzy myślą, że nie lubię struktury. Organizacja kościelna jest pobocznym problemem. Prawdziwy problem leży głębiej. Jest nim zło istniejące w głębi człowieczeństwa i nikt nie jest poza jego zasięgiem. Nie atakuję takich zewnętrznych rzeczy jak „niedzielne nabożeństwo”, „pastorów”, „kościelnych budżetów”, „szkółki niedzielnej”, „budynków kościelnych”, „mega-kościołów” czy czegokolwiek związanego z rozmiarem lub tym jak zgromadzenie zwyczajowi się zorganizowało.
Z pewnością nie głoszę również, że kościoły domowe są tą odpowiedzią i wszelkie inne formy są niebiblijne. To sięga daleko głębiej. Mam na myśli sposób myślenia o kościele, który jest głęboko zakorzeniony w cielesności i najgorszych ludzkich tradycjach. Cały czas możesz je przejawiać w kościele domowym. Zmiana struktury sama w sobie nie jest magicznym lekarstwem. Jeśli nadal myślisz starymi kategoriami, spotkania w domach są nawet gorsze od niedzielnego nabożeństwa. W „kościele” jest przynajmniej tłum ludzi i muzyka na żywo, która nie da ci zasnąć. Spotkania w domu z jednoczesną starą mentalnością są najgorszym rozwiązaniem.
Nauczyłem się tego w trudny sposób. Lata po opuszczeniu instytucjonalnych form kościoła cały czas znajdowałem ten system w samym sobie. Rzeczy których tak nienawidziłem przyczaiły się wewnątrz mnie. Wyzwolenie się ze „zorganizowanego kościoła” było tylko połową bitwy. Wyplenienie „organizacji” ze mnie samego było prawie niemożliwe. Podobny przypadek był z żydowskimi niewolnikami wyzwolonymi przez służbę Mojżesza w Egipcie. Dzięki Bożej ręce Mojżesz mógł wyprowadzić ludzi z Egiptu, ale nie mógł zrobić nic, aby wydobyć Egipt z ludzi. Egipt był czymś więcej niż miejscem z jego drogami i budynkami; to był system przenikający serca tych, którzy wychowali się w jego ścianach. Zdałem sobie
sprawę, że nawet kiedy byłem poza nim, idee zaszczepione w mój umysł przez religię były bardzo trudne do usunięcia. Na szczęście byciem wolnym to coś więcej niż tylko możliwość. Apostoł Paweł jest doskonałym przykładem człowieka, który kiedyś związany przez religię znalazł swoje uwolnienie w Bożej łasce.
Ja również czuję się uwolniony. To jest naprawdę wspaniałe uczucie. Głosy w mojej głowie zamilkły. Kiedyś królowały w moim umyśle, mówiąc że nic nie jest właściwe. Teraz nie postrzegam już innych jako sposobu na osiągnięcie moich ukrytych ambicji. Nauczyłem się kochać bez podtekstów. Nie ma nikogo kogo muszę zadowolić. Nie przejmuję się tym co inni o mnie myślą. Nie ma znaczenia czy odniosę sukces czy przegram. Nie zmieni to Bożych uczuć do mnie. Nie muszę kontrolować innych, a inni nie powstrzymują mnie. Nie muszę niczego udowadniać, aby być akceptowanym. Mogę być tym kim jestem i jestem kochany taki, jaki jestem. Nie oczekuję, że ktoś inny przyprowadzi mnie do Boga. Znam Go bezpośrednio i opowiadam innym wokół mnie, że również mogą poznać Go osobiście. Nie czuję się już winny. Ufam przewodnictwu Jezusa w moim życiu bardziej, niż sobie samemu. On czyni mnie tym, kim zawsze chciałem być. Mogę teraz odpocząć. Jestem wolny.
Fragment książki Paula Vieira „Jezusa tutaj nie ma” [ang. Jesus has left the building]
PDF wersji anglojęzycznej znajduje się pod adresem: –
https://followingtrusting.com/wp-content/uploads/2017/03/jesus-has-left-the-building.pdf



Opublikuj komentarz