×

Właśnie teraz….

Właśnie teraz….

Zamerykanizowane chrześcijaństwo…

Kilka lat temu otrzymałem paczkę z anglojęzycznymi książkami. Wśród nich znalazł się maszynopis [preprint] książki Edwardsa Gene „The Americanization of Christianity”. Wielokrotnie brałem ją do ręki i odkładałem. I w ubiegłym [2025] roku, pojawiła się przymuszająca wewnętrznie inspiracja, że właśnie teraz jest odpowiedni moment by ta książka ujrzała światło dzienne w Polsce.

Nie wierzę w przypadki. To „właśnie teraz” zbiega się z prezydenturą Donalda Trumpa, a zwłaszcza z duchowym kontekstem jego prezydentury. Zbiega się to z czasem gdy wychodzi na jaw skandal za skandalem, mnożą się ujawniane przypadki duchowych nadużyć w ewangelicznych kościołach w Ameryce.

Czy zgadzam się ze wszystkim co pisał i nauczał Gene Edwards? Oczywiście że nie. Gene wiele czerpał z mistyków, a zwłaszcza z twórczości propagatorki kwietyzmu Jeanne Marie Bouvier zwanej Madame Guyon. Około dziesięciu lat od napisania wspomnianych przez mnie książek Gene skręcił w kierunku Benny Hinna i tym samym przyczynił się do amerykanizacji i dewastacji chrześcijaństwa. Więcej o tym napiszę później. Uważam jednak, że jego przemyślenia z lat 1984 -1994 to potrzebny i ważny głos w debacie nad stanem ewangelicznego chrześcijaństwa w Polsce i w krajach byłego bloku wschodniego.

Trzy książki zwróciły moją uwagę i te trzy chciałbym udostępnić polskiemu czytelnikowi. „Letters to a Devastated Christian (1984)”, „Preventing a Church Split (1987)” i „The Americanization of Christianity (1994).

Obecnie na ukończeniu są „Listy do zdruzgotanego [zdewastowanego] chrześcijanina” oraz wspomniany maszynopis [preprint] „Zamerykanizowanego chrześcijaństwa” . Na stronie kilkaminut.pl w szufladzie „Zdewastowane chrześcijaństwo” znajdują się przetłumaczone fragmenty maszynopisu. Poniżej zamieszczam dwa ostatnie rozdziały.

Istotną kwestią jest czas wydania książek…. Obecnie udostępniam tłumaczenie maszynopisu z 1993 roku, ale rozpocząłem też tłumaczenie wydanej rok później książki „Zamerykanizowane chrześcijaństwo” Wydanie książkowe jest moim zdaniem dojrzalsze, bardziej przemyślane, łagodniejsze w swoim przekazie. Dlatego w wydaniu PDF obok „Listów do zdruzgotanego [zdewastowanego chrześcijanina” i „Zapobieganie podziałowi Kościoła” ukaże się tłumaczenie książki z 1994 roku.

Rozdział 12

Czy kiedykolwiek porównaliśmy nasze podejście do ewangelizacji świata z praktykami z I wieku? Czy masz pojęcie, skąd wzięły się nasze obecne metody? Żadna z nich nie miała swoich korzeni w Piśmie Świętym! Wszystkie po prostu ewoluowały.  Nasza obecna praktyka ewangelizacji nie ma charakteru typowego dla I wieku. W rzeczywistości jest nie starsza niż wojna secesyjna. Wszystkie nasze obecne sposoby ewangelizacji, wszystkie nasze metody misyjne nie są starsze niż połowa XIX wieku.

Właśnie w tej chwili, [1993]  z całej Europy Wschodniej, rozchodzi się wezwanie do zachodnich organizacji pozakościelnych, rad misyjnych i kościołów wyznaniowych: Przesyłajcie pieniądze! Prześlijcie pieniądze na budowę kościołów! Pieniądze na założenie biur! Itd!

Rosjo, nadchodzimy z nabożeństwem Jana Kalwina, koncepcją duszpasterską, która powstała podczas Reformacji. Europo Wschodnia, nadchodzimy z walizkami wypełnionymi amerykanizacją wizją waszej wiary, stosując metody stworzone przez Careya i Hudsona Taylora. [Za niewątpliwie szlachetną postawą obu misjonarzy stała religijna polityka amerykańskich towarzystw misyjnych]

Czy powinniśmy wysłać do Europy Wschodniej pieniądze na budowę kościołów? To właśnie robimy od 1790 roku! Pieniądze na wyposażenie  budynku w ławki, kazalnicę z przodu, tablicę ogłoszeń na ścianie, aby powiedzieć ludowi Bożemu, jakie śpiewać pieśni. Czy powinniśmy to robić? A tak właśnie robimy.

Efektem końcowym będzie to, że za sto lat  będziemy mieli martwą wiarę, a spotkania będą jeszcze bardziej martwe niż nasze spotkania tutaj, w Ameryce.

Ludzie będą „zagłoszeni” i na śmierć w ławkach!

Zamordowani przez kazania!

Duchowa śmierć będzie panować na wszystkich spotkaniach tych kościołów w całej Europie Wschodniej. Chyba że nastąpi skrajna, radykalna rewolucja w tym, jak powstają kościoły, jak „misjonujemy” innych i jak ludzie się gromadzą – niosąc ewangelię innym ludziom. Tymczasem to my powinniśmy dorastać w lokalnym, rdzennym, organicznym kościele * tutaj, w Ameryce!! Prawda jest taka, że bez tego doświadczenia jesteśmy zagrożeniem dla wierzących w innych krajach, zagrożeniem dla życia kościelnego i potencjalną przeszkodą dla królestwa, nie wspominając o tym, że eksportujemy okropny obraz kościoła. Jesteśmy chodzącym, żywym zagrożeniem, gdy stawiamy pierwsze kroki w innych krajach.

* Kościół organiczny to niekonwencjonalna, nietradycyjna często domowa wspólnota wierzących, funkcjonująca jak żywy organizm, a nie organizacja instytucjonalna. Kładzie nacisk na prowadzone przez Ducha Świętego, partycypacyjne spotkania, niehierarchiczne przywództwo i głębokie relacje, odrzucając formalne programy, profesjonalnych pastorów i sztywne struktury, często wzorowana na Kościele Nowego Testamentu opisanym w Dziejach Apostolskich.

Albania zasługuje na coś lepszego niż to, co otrzymuje. Podobnie jak cała Europa Wschodnia. Jeśli czytasz te strony i jesteś obywatelem jakiegoś niezachodniego kraju, błagam cię… stwórz kościół, który jest rodzimy dla twoich sąsiadów, pozbawiony praktyk z czasów Reformacji i całkowicie odrzucający amerykanizację twojej i ich wiary! A potem wychowaj rodzimych pracowników, którzy podzielą twoje poglądy.

Następnie wyślijcie niektórych ze swoich pracowników, założycieli kościołów tutaj, do Ameryki, aby pokazać nam, jak wygląda  rodzimy, organiczny wyraz życia kościelnego!! [Ten postulat też jest błędny, bo konsekwentnie Polacy nie powinni narzucić swojego organicznego wyrazu eklezji innym narodom.]

Po dwustu latach westernizacji wiary chrześcijańskiej i chaotycznej amerykanizacji chrześcijaństwa, możemy zacząć się zastanawiać, czy Amerykanie i Brytyjczycy kiedykolwiek zaprzestaną kolonizacji swojej wersji praktyk kościelnych. Gdybym nie był mieszkańcem Zachodu, czułbym się zarówno urażony, jak i zły. To przekleństwo reformacji, ta plaga amerykanizacji, musi zostać powstrzymane.

Wygląda jednak na to, że anglojęzyczni misjonarze  nigdy nie porzucą „anglosaskich praktyk misyjnych”.

Wygląda na to, że to do was – lokalnych chrześcijan – należy pokazanie nam  lepszej drogi.

Jeśli chodzi o nas, mieszkańców świata anglojęzycznego, nie ma nic lepszego, co moglibyśmy zrobić, jak tylko: po pierwsze, porzucić rytuał niedzielnego poranka z czasów Jana Kalwina zarówno tutaj, jak i u was. Po drugie, pokazać naszym ludziom tutaj, w Ameryce, eklezję, która do nas pasuje i jest rodzima dla naszej lokalnej społeczności.

Ci, których ewangelizujemy, nie mają takiej eklezji, i my też jej nie mamy.  Powodem, dla którego oni nie mają, jest to, że my tego nie mamy.

Powrót misjonarzy do domu mógłby być wspaniałym pomysłem, gdybyśmy wszyscy wrócili do domu i doświadczyli tutaj organicznego życia kościelnego. Czy byłby to jakiś grzech w tym, że Amerykanie mieliby rodzimy wyraz Kościoła? Dlaczego nie spróbować?

Nie wyobrażam sobie nic cenniejszego dla królestwa Bożego niż Amerykanie, którzy dorastaliby w rodzimym, organicznym wyrazie życia kościelnego. Tylko Ci tak naprawdę byliby jedynymi ludźmi, którzy mieliby jakiekolwiek prawo nieść ewangelię do innych krajów.

A jak myślisz, ilu takich ludzi mamy w Ameryce?

Odpowiedz na to pytanie, a staniesz przed trudną rzeczywistością, że cała 200-letnia historia misji była ani rodzima, ani organiczna. Nie była to solidarna twórcza praca u podstaw, dla wspólnego dobra, oparta na rodzimych koncepcjach. 

Ci, którzy nie wiedzą nic o organicznym, rdzennym kościele, przenoszą tą nieorganiczną działalność do innych krajów i narzucają im to, co nieorganiczne i obce rdzennej ludności.

W tym świetle musimy zmierzyć się z zimną, twardą rzeczywistością, a misje muszą zacząć się od nowa.

Od czego zaczynamy?

Właśnie tutaj, w tym kraju. Nasze zadanie: odkrycie eklezji, rodzimej, organicznej i rdzennej na naszej własnej ziemi. Właśnie tu muszą zacząć się misje. Wszędzie. Od samego początku! Dopóki nie będziemy mieli tego doświadczenia, które możemy nazwać naszym własnym, nie mamy czego szukać poza naszym krajem!

Mówię poważnie, gdy mówię: „Europo Wschodnia, odkryjcie swoją rodzimą i organiczną formę eklezji. A kiedy to zrobicie, przyjedźcie na to pole misyjne i nauczcie nas!! Pokażcie nam, Amerykanom, jak prowadzić rodzime życie kościelne, bo my nie mamy zielonego pojęcia o życiu eklezji! Nigdy tak naprawdę nie dotarło ono do naszej ziemi!

Potem, kiedy już wszędzie okażemy skruchę, być może będziemy gotowi wyruszyć z ewangelią! Jeśli tak się stanie, to my, Amerykanie, zróbmy coś nowego dla chrześcijan za granicą. Pokażmy wszystkim jako przykład: (1) o wiele łatwiejszy sposób budowania eklezji, (2) o wiele łatwiejszy sposób na dotarcie do ludzi z przesłaniem o Panu Jezusie oraz (3) damy całej planecie dowód, że nasza wiara jest nieformalna, bezinteresowna, nietradycyjna, pozbawiona autorytarnego, hierarchicznego duchowieństwa, skupiona na Chrystusie i dążąca do unikalnego wyrażenia eklezji w każdej rdzennej grupie ludzi na tej planecie.

Tylko rewolucja może to umożliwić. Tak więc, do Amerykanów i do ludzi we wszystkich krajach kieruję odezwę: Odrzućmy wszystkie te martwe rzeczy, którą nam narzucono. Odrzućmy je wszyscy! A potem zacznijmy wszystko od nowa w zupełnie nowy sposób!

Proszę, weźcie pod uwagę, że wszystko, co robimy jako chrześcijanie, sprowadza się do godziny jedenastej w niedzielę rano. Jeśli pozyskacie człowieka dla Chrystusa, musi on stanąć twarzą w twarz z godziną jedenastą w niedzielę rano. Jeśli jesteście uczniami, zakładacie organizację pozakościelną, radę misyjną: wszystko, co robicie, musi ostatecznie zmierzyć się z godziną jedenastą w niedzielę rano.

A godzina jedenasta w niedzielę rano zabija wszystko inne, co robimy.

My, Amerykanie, obecnie motywujemy naszych nawróconych, aby wzrastali w Chrystusie, i oferujemy tysiąc różnych sposobów, aby to osiągnąć. Codziennie powstają organizacje, aby im w tym pomóc. Nasze metody są nieograniczone. Ale wszyscy co niedzielę rano zażywamy tabletkę cyjanku, która zabija wszelkie owoce. Niedzielne nabożeństwo to lekcja martwoty, nędzy i marnotrawstwa. To zabija. Powtarzam! To zabija wszystko inne, co robimy.

Od tego zaczynamy. Wszyscy porzucamy te rzeczy! Teraz.

W praktykowaniu naszej wiary istnieją tylko dwa główne problemy: (1) wszechogarniające zniszczenie spowodowane niedzielnym rytuałem oraz (2) całkowicie nie do utrzymania, nie do obrony w świetle Pisma Świętego współczesna praktyka duszpasterska, którą należy zastąpić nieformalnymi metodami z pierwszych wieków chrześcijaństwa … metodami wyznaczonymi przez Boga i opartymi na wędrownych założycielach organicznych kościołów.

Jeśli jesteśmy obcokrajowcami – tak jak Paweł był obcokrajowcem – nie mamy innego wyboru. Albo wędrowni założyciele organicznych kościołów, albo amerykanizacja całego chrześcijaństwa.

Czy jesteś gotowy, aby rozpocząć to w nowy radykalny sposób?

To twój wybór.

A jeśli nie jesteś Amerykaninem i mieszkasz w miejscu, które mamy czelność nazywać zagranicznym polem misyjnym   to błagam cię w Chrystusie, abyś odrzucił nasze zachodnie podejście do ewangelii i do kościoła. Pokaż nam, jak to się robi, bo to my – a nie ty – jesteśmy ślepi.

Kimkolwiek jesteś: rozpocznij rewolucję na swojej ojczystej ziemi.

Rozdział 13.
Kościół tradycyjny i rewolucja

Przejdźmy teraz do pytania: czy tradycyjny kościół i jego pastor mogą dokonać tak radykalnej zmiany? Przemiany tradycyjnego kościoła w organiczną, rodzimą formę eklezji.

Zmuszony jestem zadać to pytanie: „Gdybym został pastorem kościoła dzisiaj, jak mógłbym dokonać rewolucji?”. Moja pierwsza myśl jest taka: muszę myśleć o tym, o czym inni nigdy nie myślą, i robić to, czego inni nigdy nie robią.

To jest myśl duszpasterska nie do pomyślenia:

Jestem tu tylko w jednym celu – żeby się wyrwać z tej pracy!

Moja druga myśl jest taka: Naprawdę nie sądzę, żeby to było możliwe. W związku z tym nie chcę, drogi bracie, który czytasz tę książkę i możesz być pastorem, żebyś miał kłopoty, próbując tego dokonać.

Moja trzecia myśl przeczy drugiej. Tak, jestem pewien, że da się to zrobić, jeśli… Czy jesteś gotowy? To bardzo duże „jeśli”. Jeśli potrafisz zrobić to, co poniżej!

Weź głęboki oddech.

Rewolucja w tradycyjnym kościele

Wszystkie niedzielne poranne spotkania muszą zostać odwołane na sześć miesięcy. Wszystkie.  Żadnych nabożeństw w sobotnie wieczory. Żadnego korzystania z „sanktuarium” [kaplica, kościół jako budynek]. Zupełnie żadnego. Wszystkie spotkania w ciągu tych sześciu miesięcy niech odbywają się w domach. Nie więcej niż dziesięć do piętnastu osób w jednym domu.

A oto najtrudniejsza część: Absolutnie żadnej ingerencji w życie tych domów. Są zdani na siebie, albo się utrzymają, albo zatoną.

Dlaczego tak radykalnie? Oto dlaczego:

Kościół dzisiaj można scharakteryzować jako (1) niedzielne nabożeństwo (2) plus „dodatki”. To wszystko. Pojawia się jakaś moda, jakiś nowy rytuał, ta moda jest „doklejana”. Lista jest nieskończona. Twoi ludzie są przyzwyczajeni do tego, że wszystko przychodzi i odchodzi. Wszystkie te nowinki, mody i dodatki w końcu zanikają. Ale to, co zawsze pozostaje, to niedzielne nabożeństwo. Ono jest na zawsze.

To nabożeństwo musi zostać wyeliminowane. To, w co się teraz zaangażujesz, nie jest dodatkiem. To zastąpienie wszystkiego. Nabożeństwa kościelne muszą zniknąć!!

To nie jest reforma. To nie jest odnowa. To jest co najmniej rewolucja. To zaczynanie wszystkiego od nowa, od początku. Od podstaw. To zastępuje, a nie uzupełnia. To nie jest modny dodatek.

Po sześciu miesiącach, kiedy wszyscy w końcu spotkają się pod jednym dachem, nie będzie można wygłaszać żadnych kazań. Nie będzie żadnych planów dotyczących tego spotkania całego kościoła w jednym miejscu. Nic nie wiadomo (ani nie zaplanowano) na temat tego spotkania. Znana jest tylko godzina jego rozpoczęcia. Nic więcej. Lud Pański będzie kontrolował to spotkanie, niezależnie od tego, czy będzie to katastrofa, czy wielkie zwycięstwo.

Po tym jednym spotkaniu wracamy na swoje spotkanie domowe, aby samodzielnie ustalić, co, jeśli cokolwiek, poszło nie tak na dużym spotkaniu. Róbcie to tak długo, aż odbędzie się co najmniej pięć spotkań całego kościoła w jednym miejscu. Nigdy więcej niż jedno takie spotkanie miesięcznie.

Na koniec odbędzie się spotkanie całego kościoła z osobami usługującymi.  Gorąco namawiam do usunięcia ławek, jeśli w waszym budynku są. Proszę o ustawienie krzeseł. Ustawcie je w czworokąt, a nie w okrąg. Poproście ochotników, aby usiedli na podłodze, w otwartej przestrzeni pośrodku czworokąta.

Niech chór nie śpiewa. Żadnych instrumentów. Nawet gitary.

Spróbujcie zamienić audytorium w duży salon… kanapa, krzesła, lampy, obrazy na ścianach itd.

Ten, kto przemawia tego dnia, nie będzie miał żadnej kontroli nad tym spotkaniem – żadnej – dopóki nie wstanie, by przemówić. I, Boże, spraw, by głosił Chrystusa, kiedy przemawia.

Po tym czasie nie może się odbywać więcej niż sześć lub osiem spotkań rocznie, w których wszyscy święci będą obecni w jednym miejscu.

Zdaję sobie sprawę, że pozostawia to mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Gdy tylko ukaże się książka „How to meet” [„Jak się spotykać”] i ta książka, planuję zorganizować kilka tygodniowych konferencji tylko dla pastorów i usługujących pracowników z bardziej tradycyjnych kościołów. Gorąco was proszę, nie próbujcie niczego, co tu napisano, dopóki nie weźmiecie udziału w tym tygodniowym spotkaniu.

Proszę, drogi pastorze – przede wszystkim – nie próbujcie doklejać „organicznego życia kościelnego” do tego, co macie. To się nie uda. To nie jest dodatek. To jest zamiennik wszystkiego, czym jest i co robi wasz kościół.

Czy jesteście gotowi na taką rewolucję? Jeśli tak, to tak, da się to zrobić. Teraz potrzebujecie tylko współpracy waszych wiernych. Tylko ty wiesz, czy to jest możliwe!

Długo i intensywnie rozważałem to pytanie: Czy tradycyjny kościół może dokonać tak radykalnej zmiany? W końcu oznacza to w zasadzie całkowite zakończenie pięćsetletniej praktyki i rozpoczęcie wszystkiegood nowa.

To nie jest łatwe.

Posłuchajcie tego. W każdym kolejnym wznowieniu tej książki opowiem historię każdego tradycyjnego kościoła, który był w stanie dokonać tej zmiany. Czy ta historia zostanie opowiedziana?  To naprawdę bardzo ogromne wyzwanie.

Jeśli to zrobicie, wszyscy będziecie z tego czerpać  radości i duchową przyjemność! To będzie ekscytujące. I, tak jak powiedziałem, jeśli to się stanie, opowiemy waszą historię. Taka historia z pewnością byłaby bardzo pomocna i pożyteczna dla innych tradycyjnych kościołów. Być może nawet zachęciłaby je do podjęcia tak nie do pomyślenia wyzwań!

Bądźmy w kontakcie!

Powyższe rozdziały pochodzą z książki Gene Edwardsa –
„The Americanization of Christianity” 1993
Wydanie pierwsze – maszynipis (preprint)




Opublikuj komentarz