List szósty i siódmy
List 6
Drogi Kenie
Chciałbym odnieść się do komentarza często wypowiadanego przez mężczyzn na temat mechanizmów kontroli i stabilizacji w ruchu religijnym.
Zauważyłem, że mężczyźni stojący na czele autorytarnych grup (i, szczerze mówiąc, jest to spostrzeżenie często spotykane również w grupach nieautorytarnych) twierdzą, że większa ilość starszych (liderów) i współistnienie odmiennych poglądów wśród nich stanowi ochronę dla ludu Bożego przed popadnięciem w coś szkodliwego. Chodzi o to, że pluralizm starszych służy jako system kontroli i równowagi. Z drugiej strony, twierdzą oni, że ruch kierowany przez jednego człowieka jest znacznie bardziej podatny na błędy. Na pierwszy rzut oka wygląda to dobrze.
Niemniej jednak kwestionuję tę hipotezę. Po pierwsze, jeden człowiek nie jest w stanie kierować żadnym ruchem. Musi mieć pomoc. Jest więc nieuniknione, że będzie miał wpływ na ludzi wokół siebie. Bardzo łatwo jest mu zidentyfikować osoby, na które ma wpływ, nadać im etykiety (starszy, diakon, lider itp.), a następnie ogłosić, że istnieje pluralizm przywództwa, a zatem istnieje system kontroli i równowagi. Niekoniecznie tak jest.
Nie przypominam sobie żadnego ruchu w historii Kościoła (przynajmniej żadnego, który miałby trwały wpływ na historię ludu Bożego), który nie powstałby pod dynamicznym przywództwem jednego mężczyzny lub jednej kobiety. Chodzi mi o to, że każdy nowy ruch chrześcijański prawie na pewno zostanie założony przez jedną centralną postać. Nie oznacza to jednak, że monolityczne przywództwo lub przywództwo wieloosobowe wskazuje kierunek, w którym ten ruch podąży. Kiedy ruch (wspólnota, społeczność, organizacja parakościelna, zbór) jest młody, gdzieś na górze znajduje się jeden człowiek, który nim kieruje, a inni podążają za nim.
Istotą sprawy nie jest to, czy istnieją mechanizmy kontroli i równowagi, czy istnieje pluralizm przywództwa, czy też rządzi jedna osoba, a nawet demokracja. Każda z tych opcji może okazać się koszmarem… lub czymś pięknym. Nietrudno znaleźć grupy, które są bardzo błogosławione i które są kontrolowane przez jednego chrześcijanina. Takie grupy istnieją na całym świecie, a niektóre z nich cieszą się szacunkiem chrześcijan we wszystkich głównych ruchach ewangelicznych. To samo dotyczy ruchów, zazwyczaj znacznie starszych, w których istnieje prawdziwa pluralistyczna struktura przywództwa. Równie łatwo można znaleźć grupy kierowane przez jedną osobę, które są katastrofą, oraz grupy szczycące się pluralistyczną strukturą przywództwa, które również są katastrofą.
Kenie, nie ma takiej metody, systemu ani struktury, które mogłyby zagwarantować pełną ochronę i bezpieczeństwo ludu Bożego. W rzeczywistości nie mają one praktycznie żadnego wpływu na to, jak lud Boży poradzi sobie w jakimkolwiek ruchu.
To, czym będzie grupa chrześcijan, czym jest grupa chrześcijan, czym ostatecznie stanie się ten ruch, ma niewiele wspólnego z doktryną, strukturą organizacyjną ani metodą, według której działa.
Zasada funkcjonowania ruchu, jego rozwój i przyszłość znajduje się tylko w jednym miejscu, a mianowicie w ukrytych zakamarkach serca człowieka, który kieruje tą grupą. Na dobre lub na złe, to ukryte motywy jego serca decydują o tym, czym ten ruch się stanie. Jeśli w sercu tego człowieka czai się tyran, grupa ta ostatecznie doświadczy tyranii. Jeśli ten człowiek ma w sobie złamane serce, współczujące serce, złamaną wolę… cóż, ludzie będą prawdopodobnie raczej bezpieczni.
(Kolejnym ważnym czynnikiem będzie to, co dzieje się w ukrytych zakamarkach serc tych, którzy za nim podążają!)
Ken, to serce, motywy, cele i psychika przywódcy decydują o kierunku ruchu oraz bezpieczeństwie lub niebezpieczeństwie, w jakim żyje lud Boży. Doktryny i nauki mają tutaj bardzo niewielkie znaczenie. Najbardziej podkreślane doktryny i praktyki będą w najlepszym razie odzwierciedlać psychikę danego człowieka.
Chciałbym, abyście wiedzieli, że wierzę, iż jeśli człowiek został naprawdę dotknięty przez Pana, jego doktryny i nauki nie będą generalnie odzwierciedlać jego własnej natury, ale będą prawdziwie i autentycznie odzwierciedlać to, jaki naprawdę jest prawdziwy i Żywy Bóg.
To złamanie serce lub jego brak, to niesamowita głębia duchowa lub jej brak, są niewidzialnymi nawigatorami każdego ruchu.
Niestety, nikt jeszcze nie wynalazł licznika Geigera, który można by umieścić nad sercem człowieka i uzyskać dobry odczyt tego, jakie naprawdę jest w środku. Tylko czas może to pokazać. A zazwyczaj potrzeba od dziesięciu do dwunastu lat, żeby się o tym przekonać.
********
Jaki jest więc twój wybór, Ken? Twój wybór to, czy zaryzykować, czy nie. Czy jesteś gotowy?
Weźmy na przykład 22-letniego młodego mężczyznę. Oto młody człowiek, który chce stać się częścią czegoś, czego prawdziwym autorem jest Bóg. W pewnym momencie będzie musiał zaryzykować i postawić na człowieka i ruch (wspólnotę, zbór, organizację parakościelną). Bez względu na to, czym jest ten ruch, bez względu na to, co mówi ten człowiek, ten młody chrześcijanin ryzykuje dziesięć do dwunastu lat swojego życia. Mija dziesięć lub dwanaście lat i ma on teraz 32 lub 34 lata; powinien już dobrze wiedzieć, do jakiego ruchu dołączył. Być może stoi teraz przed koniecznością ponownego podjęcia decyzji.
W twoim przypadku, Ken, musisz zdecydować, czy twoje ryzyko opłaciło się. Czy stałeś się częścią naprawdę wspaniałego dzieła Boga? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to przypuszczam, że chcesz pozostać z tymi ludźmi. Ale jeśli twoja gra zakończyła się niepowodzeniem, musisz podjąć nowe decyzje. Jeśli uważasz, że ryzykowne poświęcenie dziesięciu lat swojego życia było błędem, to prawdopodobnie powinieneś opuścić tę grupę.
Ale Ken, oto prawdziwe sedno sprawy. Jeśli uważasz, że „zmarnowałeś” dwanaście lat swojego życia, to czy fakt, że zaryzykowałeś i (najwyraźniej) przegrałeś, zniszczyło twoje życie?
Ken, to ty podjąłeś ryzyko. To ty podjąłeś decyzję. Ken, to ty musisz ponieść odpowiedzialność. Jeśli była to zła decyzja, nie możesz winić nikogo poza sobą.
Uważam, że chrześcijanin, który dołączył do najgorszej z możliwych grup, jeśli z niej wyjdzie, powinien wykorzystać to, czego się nauczył, i traktować te lekcje jak złoto. Powinien wierzyć, że te lekcje pochodziły bezpośrednio od Boga, że Pan miał piękny cel, pozwalając mu być częścią tej brzydkiej rzeczy. Powinien odejść, wierząc, że nauczył się cennych lekcji, że Pan wykorzystał i może wykorzystać te lekcje, aby zmienić jego życie. Ken, jeśli nie potrafisz spojrzeć na swoje doświadczenia z ostatnich lat w ten sposób, to naprawdę masz kłopoty. Większe kłopoty niż te, które kiedykolwiek zadała ci ta grupa.
Jeśli jesteś rozczarowany tym ruchem, jeśli dosłownie niszczy on twoje życie, to może dzieje się tu coś głębszego niż tylko oddanie życia przez dwudziestoletniego mężczyznę ruchowi. (Tymczasowe rozczarowanie spowodowane przez grupę to jedno. Trwałe zniszczenie oznacza coś zupełnie innego. Szczerze mówiąc, bracie, myślę, że gdyby tak się stało, to prawdopodobnie nigdy nie odniósłbyś sukcesu w znacznie bezpieczniejszym ruchu). Człowiek, który staje się zgorzkniały, ma coś nie tak z sercem. Ken, nie ma absolutnie nic, co powinno cię zgorzknieć. Absolutnie nic. Powiedziałbym więc tobie lub każdemu chrześcijaninowi, który dołączył do ruchu i czuje, że ten ruch nie pochodzi od Pana, że chrześcijanin musi bardzo dokładnie zbadać swoje serce.
Jakie były twoje sekretne, wewnętrzne motywy, aby dołączyć do tego ruchu? Jakie były twoje ambicje? Co naprawdę było w twoim sercu, czego nie pozwoliłeś usłyszeć swojemu umysłowi? Co naprawdę cię rozczarowało? Czy to, że ruch nie pochodził od Boga i teraz nigdy nie zostaniesz królem, jak potajemnie miałeś nadzieję? Czy jesteś zgorzkniały z tego powodu? Ken, pamiętaj, że nie tylko przywódcy są podatni na zgniłe serca i ukryte motywy. To działa w obie strony.
Ken, jestem po twojej stronie.
Nie siedź ze zgorzkniałymi ludźmi, którzy spędzą resztę życia analizując „co poszło nie tak”. Nie siedź, wymyślając teoretyczny sposób na stworzenie ruchu, który nie popełni błędów poprzednich ruchów. Powtarzam, Ken, to nie doktryna ani metoda tego ruchu, ale ilość pracy, jaką Bóg wykonał w sercach tych, którzy przewodzą, decyduje o przyszłości każdego dzieła.
Nawiasem mówiąc, Ken, jeśli w późniejszym życiu spróbujesz poprowadzić grupę ludzi, mogę niemal zagwarantować, że w ciągu sześciu miesięcy od rozpoczęcia przejdziesz jedną z największych przemian teologicznych, jakich człowiek może doświadczyć… nie wspominając już o intensywnym kursie pokory, który otrzymasz. Z pewnością będziesz miał wielką pokusę, aby zrobić niektóre z rzeczy, którymi teraz pogardzasz.
Niepowodzenia, które obserwowaliśmy w naszym kraju w ciągu ostatnich kilku dekad, wynikały z ludzkich serc i słabego przygotowania. Gorycz nie wynikała z niesprawiedliwości, jakiej doświadczyli chrześcijanie, ale z niezdolności serca do zaakceptowania tych trudności i oddania tych tragicznych lat Panu. Jeśli twoje serce nie zostanie oczyszczone, w podobnych warunkach, jakich doświadczyli twoi poprzedni przywódcy, popełnisz podobne grzechy.
Dziękujcie Mu za to, przez co przeszliście. Odejdźcie z radością… wierząc, że te rzeczy zostały wam dane przez suwerenną rękę Boga. Dla waszego dobra.
List 7
Drogi Kenie
Być może dochodzę do sedna sprawy. Każdy z nas musi podążać za swoim wewnętrznym poczuciem Pana, który w nas mieszka.
Wywodzisz się z ruchu, który uczył ludzi, aby „konsultowali się ze swoim przełożonym”. Jak ktokolwiek mógł wywnioskować to z Pisma Świętego? Z drugiej strony muszę pamiętać, że zgodziłeś się na takie rozwiązanie, kiedy stałeś się częścią tego dzieła, podobnie jak setki innych osób takich jak ty.
Nie muszę ci mówić, że zawsze łatwiej jest, gdy ktoś inny ogłasza, jaka jest wola Boża dla twojego życia, niż gdy sam musisz ją odkryć.
Dzielę się z tobą moim własnym doświadczeniem z ostatnich trzydziestu lat. Wola Boża nie zawsze była łatwa do poznania w moim życiu. Często musiałem czekać. Czekać długo – znacznie dłużej, niż bym sobie tego życzył – aby poznać Jego wolę. Próbowałem słuchać Jego głosu, ale słyszałem tylko echo całkowitej ciszy. Przede wszystkim jednak musiałem przebić się przez tysiące ukrytych motywów mojego serca. Musiałem zmierzyć się ze wszystkimi logicznymi procesami myślowymi, które pojawiły się w tej zniszczonej i upadłej rzeczy zwanej moim intelektem. Musiałem przedrzeć się przez widma setek moich własnych ambicji. Musiałem po omacku szukać jakiegoś sposobu – nie potrafię powiedzieć jakiego – aby wejść w głąb mojej duszy i tam czekać, aż w końcu zrozumiem by być posłusznym.
Pan zasiał coś głęboko w tobie, Ken. Twój duch, wewnętrzny głos Boży, jest najwyższą radą we wszechświecie. Nigdy nie pozwól, aby ta rada ustąpiła miejsca jakiejkolwiek innej radzie. Nie, nie woli innego człowieka. Ken, również nie swojej własnej woli. Gdzieś głęboko w twoim duchu znajduje się wola Boga.
Ken, przestań słuchać grzmiących okrzyków swojej straszliwie logicznej logiki. Przekrocz i przejdź ponad swoje uczucia. Przejdź ponad swoje pragnienia i rozumowanie i odnajdź na nowo swojego Boga. Najwyższy Sąd we wszechświecie nadal znajduje się w tobie. Słuchaj. W końcu usłyszysz. A potem bądź posłuszny. Jemu.
Fragment pochodzi z książki Gene Edwardsa –
„Letters to a Devastated Christian” 1984



Opublikuj komentarz