×

Oto pilnie strzeżona tajemnica…

Oto pilnie strzeżona tajemnica…

Przywódcy organizacji para-kościelnych składają puste deklaracje „kościołowi”.  (Otrzymują dochody od osób uczęszczających do kościoła). Ale w głębi serca nie interesują się praktycznie żadnymi tradycyjnymi kościołami i nie mają pojęcia o Eklezji…

Zupełnie żadnego!

Większość mężczyzn i kobiet „z personelu” jest zaangażowana w ewangelizację świata, ale uczestnictwo w niedzielnych porannych nabożeństwach jest dla nich bolesne, jeśli nie niemożliwe. Ci ludzie żyją w paradoksie: pozyskują miliony ludzi dla Chrystusa, stosując nowatorskie, ekscytujące metody. Następnie ignorują fakt, że sami nie lubią „kościelnictwa”. Są równie świadomi, że ich nowo nawróceni będą za jakiś czas postrzegać niedzielne nabożeństwa jako równie nudne i martwe, jak oni sami.

Paweł wiedział coś, co po prostu nigdy nie przyszło do głowy tym para-kościelnym służbom. Kościół w pierwszym wieku był sam w sobie najbardziej przyciagającym i potężnym narzędziem ewangelizacji, jakie kiedykolwiek znano. Kiedy gromadzi się pod bezpośrednim przewodnictwem Pana Jezusa Chrystusa, bez żadnych widocznych ludzkich przywódców obecnych w środku tego zgromadzenia, jest najpiękniejszą i najbardziej fascynującą dziewczyną na świecie. Sam w sobie jest ewangelizacją.

Paweł z Tarsu nie założył Kościoła, aby ewangelizować zgubionych. Paweł nie powołał Kościoła, aby zdobywać dusze. Paweł głosił ewangelię, ewangelizował i zdobywał dusze, aby założyć Kościół! Organizacje para-kościelne nie rozwijają życia kościelnego. One jedynie powiększają i rozbudowują swój personel.

Między tymi dwoma koncepcjami istnieje ogromna różnica! Sposób Pawła i sposób para-kościelnych organizacji są diametralnie różne. Wzajemnie się wykluczają. Jedna z nich jest nowoczesna, druga starożytna. Jedna nie działa zbyt dobrze. Druga, gdy istnieje, jest nie tylko piękna, ale stanowi spełnienie Bożego celu stworzenia tego wszechświata!

My, wierzący, nie należymy do organizacji para-kościelnych – koncepcji wymyślonej przez człowieka, która ma zaledwie około 100 lat. Wszyscy należymy do Eklezji, do życia w ciele, do wspólnoty odkupionych!

A ci, którzy wychodzą, aby stworzyć coś, co nazywają kościołem, ale oferują nam tylko niedzielne nabożeństwo… nie dają nam nic więcej – a może nawet mniej – niż organizacja para-kościelna. Panowie, istnieje wyższy poziom. Istnieje lepszy sposób.

W ciągu ostatnich siedemnastu wieków przejęliśmy wiele tradycji. Większość z nich dotarła do nas, protestantów, w trakcie lub po reformacji. Teraz próbujemy uzasadnić te tradycje i znaleźć je w Nowym Testamencie. Robimy to, wyodrębniając i manipulując wersetami i fragmentami wersetów. Nie wiem, jak udaje nam się znaleźć w Nowym Testamencie organizację skupioną wokół kościoła domowego. Ale jeśli uczęszczasz do szkoły misyjnej przygotowującej do pracy w para-kościelnych organizacjach, odkryjesz taką na każdej stronie Nowego Testamentu.

Prosta, panoramiczna oś czasu Eklezji z I wieku nie pozwalała na takie manipulacje. Ta rozległa historia, widziana od początku do końca, przedstawia nam zupełnie inny obraz niż ten, który istnieje dzisiaj. To piękny obraz eklezji, tak odmiennej od tego, do czego „uczęszczamy” i „do czego chodzimy” w naszych czasach. I nie ma tam niczego para-kościelnego! Przeoczyliśmy to, co oczywiste.  Sekret Eklezji z I wieku tkwił w samej eklezji. Ich sekretem była ta przepiękna dziewczyna – [oblubienica Chrystusa].

Niewierzący z tamtej minionej epoki nie zostali przyciągnięci do Chrystusa przez błyskawiczną ewangelizację, [multimedia] ani przez inne rzeczy, które wymyśliliśmy, deklarując, że „tak właśnie postępowali chrześcijanie w pierwszym wieku, a my wprowadzamy więcej ludzkich innowacji” lub tworzymy organizacje, które omijają całą koncepcję „kościoła”.

Poganie tamtej epoki byli przyciągani do Chrystusa tylko przez jedną rzecz. Byli pod wrażeniem samej Eklezji i jej miłości do Niego.

Świat nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego. Świat był bardzo ciekawy, obserwując „wspólnotę wierzących”. Wielu przychodziło na jej spotkania. Byli oszołomieni tymi spotkaniami. A spotkania te pasowały do kulturowego wyrażenia tych, którzy przychodzili, aby patrzeć. Byli rozgrzani. Byli olśnieni. Czuli się całkowicie jak w domu. Czuli się w tym względzie komfortowo.

Niektórzy zostali, aby się modlić.

To – samo w sobie – było wielką tajemnicą Kościoła pierwszego wieku.

Największą metodą ewangelizacji, jaka kiedykolwiek istniała i kiedykolwiek będzie istnieć, było piękno tych spotkań wierzących!

To była bardzo piękna kobieta!

My natomiast próbujemy sprzedawać usługi pogrzebowe! Cóż, usługi pogrzebowe nie są łatwe do sprzedania żyjącym. (A nawet zmarli nie przejmują się nimi zbytnio!)

Jeszcze jedna rzecz.

Istnieje jeszcze jedna tajemnica organizacji para-kościelnych. Pierwsza polega na tym, że mają one tak samo trudności  z przestrzeganiem zasad tradycyjnego kościoła, a jednocześnie wiedzą, że ich organizacja robi więcej i że bycie jej członkiem jest o wiele bardziej ekscytujące niż bycie członkiem kościoła.

Ich drugim sekretem jest młodość! Młodzi ludzie są ekscytujący, pełni energii i entuzjazmu. Potrafią się zaangażować i dać energię jak nikt inny na świecie. Potrafią też zarazić entuzjazmem resztę z nas. Uwielbiają wyzwania i przygody.

Jeśli są też chrześcijanami, to potrafią się bardzo ekscytować pozyskiwaniem dla Chrystusa zagubionych dusz, pracując w fajnej atmosferze panującej w organizacjach para-kościelnych.

Od czasu Ruchu Wolontariatu Studenckiego * wszystkie duże, skuteczne i ekscytujące organizacje para-kościelne angażują młodych ludzi, aby byli siłą napędową swoich ruchów.

Te dzieciaki przychodzą do ich ośrodków szkoleniowych i przechodzą szkolenie. Potem wyruszają z ogniem w sercach na krańce ziemi, poświęcając swoje życie (i pieniądze), aby ewangelizować zagubionych tego świata..

* Ruch Studentów-Wolontariuszy na Misjach Zagranicznych (SVM) był  kluczową organizacją misjonarską końca XIX wieku, założoną w 1886 roku w Mount Hermon w stanie Massachusetts. Zwerbowała ona ponad 20 000 studentów z USA i świata zachodniego pod hasłem „Ewangelizacja świata w tym pokoleniu”.

Większość organizacji para-kościelnych przedstawia tym młodym duszom pewien rodzaj „czymś zmotywowanej” ewangelii „wzmocnienia”. Jest to albo chrzest Duchem Świętym, albo „namaszczenie”, albo napełnienie Duchem Świętym, albo moc słowa Bożego. Ci młodzi ludzie wychodzą wtedy „wzmocnieni”.

Pod koniec roku wielu z tych bardzo zaangażowanych młodych ludzi „dołącza do personelu”. Stają się stałymi pracownikami organizacji para-kościelnej. Ich zadaniem będzie rekrutacja kolejnych młodych ludzi, a następnie ich szkolenie.

Ale nic z tego nie jest pilnie strzeżoną tajemnicą. Pilnie strzeżoną tajemnicą jest to, że zdecydowana, przytłaczająca większość tych młodych ludzi doświadcza „wypalenia ewangelizacyjnego” i nigdy więcej o nich nie słychać.

Nigdy.

Wykorzystywanie młodych chrześcijan do napędzania ruchu para-kościelnego doprowadziło do wypalenia dosłownie milionów młodych ludzi, których nie można już nigdzie znaleźć w chrześcijańskiej rodzinie. Nie znajdziecie ich w organizacjach para-kościelnych, nie znajdziecie ich na domowych lekcjach biblijnych. Nie znajdziecie ich nigdzie na ziemi.

Są oni całkowicie wypaleni [często czymś zawiedzeni i rozczarowani] na zawsze!

Jeśli wejdziesz do organizacji para-kościelnej, szybko pokażą ci dziesiątki pracowników „po trzydziestce” (ale nie „po czterdziestce”). Jednak to tylko ułamek miliona osób, które zostały wykorzystane, zarówno tych odnoszących sukcesy, jak i ponoszących porażki: przez dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat żadna organizacja para-kościelna nie zmierzyła się z faktem, że ich szaleństwo nie pomogło milionom młodych ludzi podążać za Chrystusem. Wręcz przeciwnie, ogromne wyczerpanie entuzjazmu tych młodych ludzi, zniszczyło ich jako chrześcijan.

Choć te  tajemnice są tragiczne, nie mogą się równać ze szkodami wyrządzonymi przez wpływ, jaki wywierają one na scenie światowej, to znaczy wpływ świadczenia i wpajania amerykańskiej wersji chrześcijaństwa innym kulturom, z całkowitym, absolutnym i całkowitym lekceważeniem sposobu życia tych ludzi, ich rdzenności, kultury i sposobu myślenia.

Organizacje para-kościelne – z misjami tuż za rogiem – są bliskie amerykanizacji chrześcijaństwa w każdym narodzie na ziemi. To jest tragedia o niemierzalnych rozmiarach!

I nie oczekujcie, że się zatrzymają. Ludzie od 100 lat wołają, aby Amerykanie zaprzestali imperializacji amerykańskiego chrześcijaństwa. Jedynymi ludźmi, którzy mogą to powstrzymać, są rdzenni mieszkańcy.

Jeśli w swoim kraju znajdziecie takich odważnych ludzi, wspierajcie ich, ponieważ organizacje para-kościelne będą próbowały ich zdyskredytować i zniszczyć.

Powyższy rozdział pochodzi z książki Gene Edwardsa –
„The Americanization of Christianity” 1993
Wydanie pierwsze (preprint)

Opublikuj komentarz