Zabiliście wielu w tym mieście
„Zabiliście wielu w tym mieście
i napełniliście jego ulice zabitymi.”
Księga Ezechiela 11:6
Ten fragment „chodzi za mną” od 2015 roku. Słowa te były wypowiedziane do mieszkańców Jerozolimy, ale dziś trzeba je odnieść do kościoła chrześcijańskiego, a przede wszystkim do kościoła ewangelicznego, ponieważ w wielu miejscach ulice zostają napełniane ludźmi duchowo zabitymi.
Nones and Dones
Przez kilka lat, co jakiś czas sygnalizowałem ten temat, a teraz nadszedł właściwy czas, by go opracować i opublikować jako artykuł. Obserwuję, że w Polsce mamy dość dużą liczbę ludzi, którzy wychodzą z kościołów denominacyjnych, ale także z „niezależnych” domowych wspólnot. Ten exodus tworzy się całkiem nowy, liczny kościół BYŁYCH. Kościół ten spotyka się najczęściej w przestrzeni Internetu. Członkami tego ruchu są byli katolicy, baptyści, byli ŚJ i zielonoświątkowcy, a zjawisko Nones and Dones rozwija się równolegle do Wędrówki Ludów pomiędzy denominacjami i wspólnotami.
Ludzie szukają swojego miejsca, odpowiedniego modelu kościoła, często dopasowanego do swoich własnych potrzeb, upodobań i wyobrażeń. Pragną porzucić sceniczne chrześcijaństwo, bezduszne wpatrywanie się w plecy brata czy siostry. Choć i to staje się niemożliwe, bo miejsca zgromadzeń w wielu miejscach stają się miejscami zaciemnionymi. Teraz jest taka moda na malowanie ścian, prawie że na czarno. Ludzie pragną odejść, bo ich wspólnota skręciła w kierunku okultystycznych praktyk „przejawów mocy”, zwiedzenia, lub w kierunku korporacyjnego kościoła „świadomego celu”, kościoła cool&crazy i ku ekumenicznej jedności z KRK. Ludzie odchodzą z powodu hipokryzji, polityki religijnej, korupcji i malwersacji finansowych.
No dobrze, zatem co to jest Nones and Dones
Nones and Dones to nie tyle ruch, co pewne zjawisko zidentyfikowane w środowiskach kanadyjskich i amerykańskich kościołów chrześcijańskich. Traktuje się je, jako parę, zapewne dlatego, że po angielsku ładnie brzmi i się rymuje, więc przykuwa uwagę.
W wielkim skrócie „Nones” pochodzi od „none”, czyli „żaden” wpisywanego w rubryce przynależności religijnej w jakimś kwestionariuszu osobowym czy ankiecie. W tej kategorii mieszczą się ateiści, agnostycy, ludzie bez jakichkolwiek poglądów na sprawy duchowe. Generalizując, ta część populacji, która nie identyfikuje się z żadną formą duchowości czy religijności.
„Dones” pochodzi od „done” w kontekście zdania „I’m done with it”, czyli np. mam tego dość, kończę z tym „kościołem” (z kościelnictwem – CHURCHIANITY). Tutaj chodzi konkretnie o chrześcijan, którzy porzucili religię zinstytucjonalizowaną, ale nie porzucili chrześcijańskiej duchowości. Określenie często dotyczy młodych dorosłych.
„Nones” to grupa bez jakiejkolwiek przynależności kościelnej, którzy w ankietach na pytanie o religię odpowiadają: „none” – żadna. „Dones”, to ci, którzy często przez lata byli bardzo zaangażowani, niektórzy byli liderami, nigdy wcześniej nie wyobrażającymi sobie, że można być „poza kościołem”, a obecnie, „mają dość”. Nie jest to mała liczba, rocznie w Stanach Zjednoczonych kościoły opuszcza około 3 milionów osób.
”Dones” to osoby które nie potrafią odnaleźć się w żadnym widzialnym kościele, jako organizacji religijnej.
W USA, Kanadzie, w krajach UE jest to zjawisko dość powszechne. Można powiedzieć, że liczba zawiedzionych Nones i Dones lawinowo narasta. Jak wiemy dzieli nas z Ameryką tylko ocean. Jest kwestia czasu, że ten trend, ruch społeczny dotrze, (a może już dotarł) do Polski.
https://ezechiela.blogspot.com/2022/04/zabiliscie-wielu-w-tym-miescie.html



Opublikuj komentarz