List drugi i trzeci
List drugi
Drogi Kenie
Dlaczego autorytaryzm pojawiał się okresowo w historii Kościoła? Czy tylko dlatego, że „jest zgodny z Pismem Świętym”? Jest to mało prawdopodobne. Wiele innych kwestii „jest biblijnych”, a jednak nie cieszą się taką popularnością. Odpowiedź musi leżeć gdzie indziej.
(Mając za sobą całe dorosłe życie w służbie chrześcijańskiej i będąc studentem zarówno historii, jak i „przemarszu pokoleń”, jestem gotów uwierzyć, że nigdy nie wydarzyło się nic w historii Kościoła, czego ktoś nie potrafiłby udowodnić ponad wszelką wątpliwość, jako coś zgodnego z Pismem. Cokolwiek – nawet najbardziej ponure i makabryczne rzeczy, jak mordowanie, [palenie na stosach] torturowanie czy okaleczanie – zawsze ktoś potrafił te rzeczy uzasadnić biblijnie. Wszystko wydaje się nie tylko możliwe do udowodnienia na podstawie Biblii, ale wręcz bywało czymś kluczowym w jej nauczaniu! Biedny Bóg. Co On uczyni z nami, śmiertelnikami?)
W mojej opinii nigdy nie doszło do odrodzenia żadnej doktryny peryferyjnej, gdyby nie istniał jakiś inny powód poza Pismem Świętym, który skłonił do zrzucenia starego i przyodziania go w nowe szaty. Jestem równie głęboko przekonany, że nadmierne podkreślanie znaczenia danej doktryny ma swoje prawdziwe źródło nie w Piśmie Świętym, ale często w niewypowiedzianych i ukrytych motywach serca chrześcijańskiego pracownika, który tak usilnie ją promuje.
Krótko mówiąc, obecny autorytarny styl prawdopodobnie zrodził się z obaw ludzi przed podziałami w ich ruchu. Powód tego strachu był prawdopodobnie uzasadniony: wspomnienia dawnych niepowodzeń w posłudze, wywołanych podziałami.
Obawa. Obawa, że chaos wynikający z podziału spowoduje niepowodzenie ich pracy – a co za tym idzie, ich ruchu. Tak więc, mając żywe wspomnienia dawnych podziałów i gorszących starć, mając przed sobą widmo dawnych problemów, które ich prześladowały, chrześcijańscy robotnicy zwrócili się ku dyktaturze w imię Pisma Świętego, aby w ten sposób zbudować dzieło wolne od poważnych rozłamów. Niemniej jednak wątpię, by ktokolwiek kiedykolwiek przyznał się do autorytaryzmu właśnie z tego powodu. Z pewnością nigdy nie oświadczyłby tego publicznie. (Naszemu umysłowi nigdy nie dajemy prawa, aby mógł te rzeczy usłyszeć, ale serce słyszy te rzeczy, aż za dobrze. Jednak serce rzadko mówi umysłowi, co ten robi lub dlaczego robi to, co robi).
A tak przy okazji, zanim weźmiesz ten list i zaczniesz biegać od drzwi do drzwi, do swoich znajomych, wołając: „Mam towar. Mam towar”, lepiej byś wiedział, że ludzie, którzy biegają od drzwi do drzwi, aby wzniecić zamieszanie przeciwko pracownikowi ruchu, nie mają lepszych motywów niż pracownik, którego (ich zdaniem) trzeba zdemaskować. Ale może o tym porozmawiamy później.
List trzeci
Drogi Kenie
Zastanawiałem się nad twoim pytaniem: „Czy mógłbyś ocenić skutki szkód spowodowanych obecnym ruchem autorytarnym?”. To dość trudne zadanie, ponieważ szkody są tak rozległe i wręcz przerażające. Niemniej jednak, oto kilka wniosków, które przychodzą mi do głowy.
- Młodzi mężczyźni i kobiety nauczyli się, jak upominać i krytykować się nawzajem, kiedy byli w ruchu autorytarnym. Jest to coś, czego nikt nie powinien się uczyć. Czasami upomnienie staje się czymś niemal brutalnym. Chrześcijanie, zwłaszcza młodzi, nie powinni tak postępować wobec siebie nawzajem.
- Odwołano się do dumy w sercach ludzi, pielęgnowano ją, podlewano i nawożono.
- Mężczyźni i kobiety, którzy opuścili te ruchy, stracili wszelką nadzieję nawet na teoretyczną uczciwość i sprawiedliwość chrześcijańskich pracowników ruchów. To jest podwójnie tragiczne. Jeśli tracisz zaufanie do chrześcijan, nie masz absolutnie dokąd pójść.
- Podziały w rodzinach – rozstania, separacje, rozwody [zerwane relacje z najbliższymi].
- Chrześcijanie stracili – lub nigdy nie mieli szansy doświadczyć – cudownego, wyzwalającego i nieskrępowanego przeżywania wolności w Chrystusie.
- Strach i zamieszanie stały się codziennością.
- Młodzi mężczyźni i kobiety, którzy mogli dorosnąć – i zestarzeć się – służąc Panu jako robotnicy pańscy, zostali zrujnowani… na zawsze.
W naszym kraju wyrosły małe grupy chrześcijan, zgorzkniałych i rozbitych. Wydaje się, że potrafią się odnaleźć, zbliżyć do siebie i zaprzyjaźnić – niczym istoty o szklistych oczach w Piekle Dantego – jednak wiecznie żywią się koszmarami, dzieląc się wzajemnym cynizmem i beznadzieją. To najsmutniejsza ze wszystkich scen.
(Nie ma powodu, aby chrześcijanin był tak zniszczony. Nie. Nie ma na to żadnego uzasadnienia).
Uderzyła mnie nie tylko powyższa scena, ale wręcz coś przeciwnego. Przyglądałem się przywódcom ruchów, które przewodziły tej rzezi, i zastanawiałem się, czy nie zdają sobie sprawy z tysięcy rozbitków na świecie. Wydaje się, że przywódcy tych grup zupełnie nie dostrzegają narastających i przerażających zniszczeń będących skutkiem autorytaryzmu.
Ale chciałbym równie szybko dodać: „Czy ci, którzy są poza systemem, nie potrafią zrozumieć, jak wygląda ich zachowanie? Ich głębokie, wiecznie pielęgnowane urazy są równie nie do obrony, jak ci, którzy są w systemie i szerzą destrukcję autorytaryzmu”.
Słyszałem mnóstwo opowieści o autorytaryzmie i czuję się bardzo niekomfortowo z powodu wszystkiego, co słyszę… z obu stron.
Pamiętam, że kilka lat temu w zachodniej Ameryce spotykało się pewnie kilka tysięcy grup domowych. Nie było żadnej formy, żadnego rytuału, a na tych schludnych, małych spotkaniach panowała ogromna swoboda. Wszystkie te bardzo swobodne, małe grupy rozpadły się. W wyniku tego całkowitego upadku pojawił się i rozkwitł autorytaryzm. Minęła dekada
Swobodne domowe grupy spotkań nie tylko przestały istnieć, ale poszły w całkowite zapomnienie, a koncepcja autorytaryzmu, która zajęła ich miejsce, spotyka się z ogromnym sprzeciwem. Dlaczego?
Pamiętasz tych pełnych idealizmu, łatwowiernych i wspaniałych chrześcijańskich dzieciaków sprzed dziesięciu lat? W wieku 32 lat są już dorośli i mogą być bardzo zirytowani tym, że w latach swojej naiwności ktoś ich wykorzystał. Teraz osiągnęli wiek 30–34 lat, w którym każdego z nich czeka kryzys życiowy. Reagują na to a kłopoty są wszędzie. To było nieuniknione.
W wieku 20 lat uwierzysz niemal we wszystko. W wieku 32 lat jesteś już dorosły i możesz być bardzo zdenerwowany tym, że w latach swojej chrześcijańskiej młodości zostałeś duchowo wykorzystany. Niektórzy z tych starszych chrześcijan z pewnością jakoś zareagują. Wytyczone zostaną granice, padają obelgi. Rozpoczyna się walka, a po niej nastąpi tylko rzeź.
Posłuchajcie nielicznych ocalałych z autorytaryzmu, kiedy się spotykają. Posłuchajcie, jak mówią o tym, co poszło nie tak i jak według nich powinna teraz wyglądać wspólnota – w oparciu o swoje złe doświadczenia. Posłuchajcie, jak opowiadają o tym, co poszło nie tak, jak teraz, na podstawie swoich złych doświadczeń, powinna ich zdaniem wyglądać wspólnota. Niektórzy są głęboko przekonani, że „całkowita wolność” jest jedynym sposobem, w jaki wspólnota powinna się spotykać. (Bez starszych. Bez niczego formalnego).
To reakcja na wszystko, co trąci przywództwem… jak na przykład ogłoszenie przez kogoś, że odbędzie spotkanie! Z drugiej strony, niektórzy uważają, że nie powinno być żadnych chrześcijańskich zgromadzeń bez obecności przełożonych, którzy czuwaliby nad każdym ruchem. Oba poglądy to nic więcej niż reakcje, mające niewiele wspólnego z Pismem Świętym czy Duchem Chrystusa, a wiele wspólnego z przeszłymi złymi doświadczeniami.
Patrząc na sprawę z tych dwóch punktów widzenia, mogę jedynie stwierdzić, że cała ta tragedia ostatnich kilku lat nabiera cech ogromnego [duchowego] holokaustu.*
* W Ameryce funkcjonuje dość liczna grupa ludzi Nones & Dones która odeszła z kościołów i jest obecnie bezwyznaniowa. Szacuje się, że jest to liczba kilkudziesięciu milionów ludzi. Natomiast dość liczna grupa chodzących do kościołów określa siebie jako „christian atheists”. Około 29% społeczeństwa w USA określa siebie jako bezwyznaniowi wierzący. W Europie i w Polsce nie przeprowadza się taki badań.
Problem z mężczyznami kierującymi życiem innych chrześcijan – lub odwrotnie, idea wolności tak całkowitej, że odrzuca zgromadzenia – nie jest istotą sprawy. Problem jest znacznie prostszy.
Przebudzenie ducha Pańskiego rozpoczęło się w naszym kraju dziesięć czy piętnaście lat temu. [1980 – 1985]. Nikt, kto dał się porwać temu ruchowi, nie był w stanie sprostać wymaganiom. Sprawa była skazana na niepowodzenie od samego początku, Ken. Nie było odpowiednich ludzi. Mężczyźni, którzy wystąpili, aby zostać przywódcami, byli niezłomnymi ludźmi i mieli mgliste pojęcie o Chrystusie, Jego kościele i Jego drogach. Ci, którzy podążali za tymi niekompetentnymi mężczyznami, zostali wrzuceni – lub mianowani – na stanowiska, do których również nie mieli kwalifikacji. Stosując jedne z najgorszych metod, jakie można sobie wyobrazić, cała ta sprawa wydaje się dziś [1993] kończyć ruiną.
Co więcej, drżę na samą myśl, co by się stało, gdyby duch Pana ponownie powiał nad naszą ziemią. W tym kraju jest niewielu wykwalifikowanych mężczyzn, którzy mogliby poprowadzić nowe pokolenie młodych serc. (Stwierdzam to jednoznacznie). Gdyby nowy powiew ogarnął nasz kraj, gdyby nowe dzieło rozpoczęło się dziś i musiało być prowadzone przez ludzi, którzy są dziś dostępni, mam przeczucie, że za 15 lat zobaczylibyśmy taką samą masakrę. I miałaby ona miejsce nawet gdyby nigdy nie wprowadzono autorytaryzmu.
Problem nie leżał w doktrynie ani praktyce. Problem leżał w sercach.
Widzę też komiczny aspekt takiego scenariusza. Gdyby dziś powiał nowy Boży powiew i po całym kraju zaczęły powstawać małe grupy i małe dzieła, wyobrażam sobie delegatów obu stron obecnego sporu autorytarnego, zbierających się wokół tych nowych grup i mówiących im albo: „Nie miejcie starszych. Nie miejcie starszych”, albo: „Wolność nie zadziała. Wolność nie zadziała”.
Czy jest jakaś nadzieja? Myślę, że tak, ale odrobina pokory ze strony nas, robotników Pańskich, z pewnością mogłaby wiele zdziałać. Naszą myślą, z tyłu głowy,powinno być: Nie żyjemy w pierwszym wieku. Nie mamy wśród siebie fizycznego Jezusa Chrystusa, który przez trzy lata nauczał dwunastu apostołów.
Pięćdziesiątnica nie miała miejsca dziewięć lat temu. My, którzy dzisiaj jesteśmy pracownikami Pańskimi, bez wyjątku, urodziliśmy się i żyliśmy w „Babilonie” (lub służyliśmy pod kierownictwem ludzi, których szaty były przesiąknięte babilońskimi zwyczajami). Jeśli pędzeni naszą arogancją spróbujemy „zrobić wszystko w jednym pokoleniu” i powrócić do zwyczajów pierwotnego kościoła… poniesiemy porażkę.
My, żyjący dzisiaj, po prostu nie mamy odpowiednich kwalifikacji, aby wykonać czystą pracę organiczną, pracę u podstaw. Nikt z nas. A jedno dorosłe życie nie wystarczy, aby rozwiązać problemy, z którymi się borykamy i przed którymi stoimy. Dlaczego ludzie są tak wyniośli, że uważają się za wystarczająco wyjątkowych, aby wykonać całe dzieło odnowy w ciągu dwudziestu lat?
Najlepsze, co my, pracownicy Pańscy, możemy zrobić, to chronić grupę młodych mężczyzn i kobiet przed zepsuciem współczesnego chrześcijaństwa, zapewnić im pozytywne środowisko do [duchowego] rozwoju, wskazać im głębokie sprawy Chrystusa, dać im życie kościelne w najlepszym wydaniu, jakiego można teraz doświadczyć, (a to nie jest aż tak odległe), i popchnąć ich poza nasz duchowy wzrost i nasze ograniczenia w Chrystusie. A potem mieć nadzieję. Nadzieję, że te dzieci, kiedy dorosną, będą lepsze od nas wszystkich. Mieć nadzieję, że sięgną gwiazd.
Mieć nadzieję, że przekażą następnemu pokoleniu [bogatsze] doświadczenie Chrystusa — i Jego Kościoła — wyższe niż wszystko, co poznało lub może poznać poprzednie pokolenie.
O czym ja mówię? Że nie jesteśmy w stanie, w ciągu jednego pokolenia, dokonać niezbędnego skoku i przywrócić to, co wymaga odnowy.
Tymczasem zachęcam was, abyście przestali lizać rany i reagować na „autorytaryzm”. To nie autorytaryzm was zniszczył. To nieodpowiednie podejście do przywrócenia porządku przez ludzi, którzy nie do końca nadawali się do tego zadania… oraz wasza świadoma decyzja o przyłączeniu się, do czegoś co nie spełnia najwyższych standardów. Ken, gdybyście podjęli inne działania niż autorytaryzm, również zakończyłyby się one porażką. Wasze pokolenie wzięło na siebie zbyt wiele. Obecna sytuacja chaosu i [duchowej] rzezi była nieunikniona. Módlmy się o przyszłość, która przyniesie lepsze dni i lepszych ludzi, wyższe motywacje ze strony tych, którzy głoszą, i tych, którzy odpowiadają.
Fragment pochodzi z książki Gene Edwardsa –
„Letters to a Devastated Christian” 1984



Opublikuj komentarz