×

Listy do zdewastowanego [wyniszczonego] chrześcijanina

Listy do zdewastowanego [wyniszczonego] chrześcijanina

Fragment pochodzi z książki Gene Edwardsa –
„Letters to a Devastated Christian” 1984

Dedykacja

Barbarze Kloos, uroczej damie, która przez kilka lat zarządzała Christian Books i która wspierała mnie przy pisaniu tej książki.

Podziękowania

Setkom chrześcijan, którzy napisali do mnie z prośbą o pomoc w ich poszukiwaniach, by otrząsnąć się ze stanu rozbitków, by odnaleźć na nowo Gwiazdę Polarną swojej wiary i powrócić jeszcze raz na chrześcijańską drogę.

Od autora

Jeśli ktokolwiek i kiedykolwiek wykorzysta te listy, aby wyrządzić krzywdę jakiejkolwiek grupie lub ruchowi, spotka się to z moim sprzeciwem. Widziałem w swoim życiu kilku przerażających Sauli, ale spotkałem też kilku Absalomów równie złych. Nie ma grupy, ruchu ani zwykłego spotkania domowego, którego nie można by wykorzystać przeciwko „Opowieści o trzech królach” (i tym listom).  Napisane w języku hebrajskim, te dwa dzieła literackie mogłyby zostać wykorzystane przeciwko Szymonowi Piotrowi, albo Pawłowi 2000 lat temu. Mam problem z ludźmi wykorzystującymi w ten sposób słowa drugiego człowieka. I głęboko podejrzewam każdego człowieka – gdziekolwiek się znajduje – który sieje niepokój w jakimkolwiek ruchu. Kropka. Bez względu na to, jak niestosowne może się to wydawać.

List pierwszy

Drogi Kenie:

Zapytałeś mnie, co wiem o „uczniostwie”, „autorytaryzmie”, „pasterstwie” i/lub „arcystarszeństwie”. Cóż, mógłbym na to trafnie odpowiedzieć, nie wiedząc niczego o żadnym ruchu autorytarnym, który powstał w ciągu ostatnich 200 lat. Podstawowe cechy tego ruchu istnieją od najbardziej pierwotnych czasów Kościoła; autorytarna opresja wydaje się być rzeczą genetyczną, nieodłączną człowiekowi. Jestem pewien, że ruchy autorytarne będą pojawiać się wielokrotnie w przyszłych pokoleniach, tak jak miało to miejsce w przeszłości. I śpieszę dodać, że będzie wielu zwolenników, którzy to zaakceptują. Historycznie ta koncepcja narodziła się poza – i przed – chrześcijaństwem. Rzymianie mieli zwyczaj przykładania zaciśniętej pięści do serca i wygłaszania czegoś w rodzaju: „za Rzym”. Przekazywany sens brzmiał: „Jest coś, czego jesteśmy częścią, co jest większe niż my i za wszelką cenę jest najważniejsze”. Idea ta była tak wszechogarniająca, że nikt nie pytał, czym to „coś” jest… chociaż ankieta mogłaby wykazać, że tak naprawdę nikt nie zdawał sobie z tego sprawy.

Kościół rzymskokatolicki stał się odbiorcą, spadkobiercą, inkubatorem i propagatorem tej rzymskiej mentalności. Każdy człowiek żyjący w Europie egzystował we  wszechogarniającym środowisku, które mówiło: „Jesteś winien wierność matce Kościołowi”. Na jakiej podstawie? Na żadnej innej podstawie, niż fakt, że jeśli oddychałeś i żyłeś w Europie, Kościół był twoją niekwestionowaną matką.

Inne ruchy, które podążały za Kościołem rzymskokatolickim i stworzyły ten sam scenariusz. Niektóre świadomie, inne nieświadomie. Niektóre ruchy miały charakter świecki, inne polityczny, a jeszcze inne religijny. My, którzy poruszamy się w sferze religijnej, jesteśmy jej najbardziej podatni, ponieważ w jakiś sposób dochodzimy do wniosku, że to wszechogarniające nas „coś”, w co jesteśmy uwikłani,  może pochodzić od Boga… może nawet być Jego głównym celem… a ponieważ Go kochamy, szczerze pragniemy Mu się podobać; a jeśli nie pójdziemy za tym „czymś”, możemy Go nie zadowolić.

Aha, i jeszcze jeden powód! My, upadłe stworzenia, uwielbiamy myśleć, że to właśnie my jesteśmy tymi wybranymi: „Jestem częścią ruchu”. Na długo przed nadejściem obecnego stulecia ukształtowały się cechy charakterystyczne autorytarnych ruchów chrześcijańskich. Spójrzmy na niektóre z najczęściej spotykanych cech, podkreślanych wśród autorytarnych grup chrześcijan, niezależnie od tego, czy są to ewangelicy, protestanci z Wysokiego Kościoła, katolicy, czy też jakikolwiek inny gatunek z menażerii chrześcijaństwa.

Specjalizacja:

„Jesteśmy wyjątkowi.”
„Jesteśmy jedyną grupą…”;

lub: „Nie jesteśmy jedyną grupą, ale w oczach Boga jesteśmy grupą bardzo szczególną.”
lub: „Jesteśmy pionierami dzieła Bożego w tym pokoleniu”
lub, co gorsze: „Nikt oprócz nas nie zna i nie ma prawdy.”

Możesz pomyśleć, że właśnie opisałem motto grupy, z którą jesteś związany. Wcale nie. Właśnie opisałem wiele najsłynniejszych ruchów w historii Kościoła. Obecnie, lub w przeszłości, wielu – jeśli nie większość – podzielało ten pogląd. (Niektóre grupy głoszą te idee wprost. Inne tylko je sugerują… przy czym to drugie podejście jest równie skuteczne.) Kto? Katolicy, luteranie, Kościół Anglii, prezbiterianie, kwakrzy, baptyści, metodyści, morawianie, waldensi, bracia z Plymouth, zielonoświątkowcy i tak dalej. Wszystkie te ruchy w pewnym momencie przedstawiały się jako jedyne prawdziwe. Jestem gotów uwierzyć, że – biorąc pod uwagę fakty z historii Kościoła – nie da się przyciągnąć dużej liczby ludzi do ruchu chrześcijańskiego, jeśli nie wprowadzi się i z zapałem nie upowszechni tego podejścia, „to właśnie my”, „my jedynie jesteśmy tym ruchem”.

„Specjalizacja” jest powszechnie akceptowanym, choć rzadko werbalizowanym, narzędziem pracy. Trudno będzie ci znaleźć grupę chrześcijańską, która nigdy z niego nie korzystała.

Kenie, prawda jest bliska temu stwierdzeniu: Niektóre z najpotężniejszych, wstrząsających ziemią, zmieniających historię ruchów w kronikach naszej wiary czerpały swoją niesamowitą moc nie tyle z mocy Ducha Świętego, co z entuzjazmu, potu i poświęcenia idealistycznych młodych ludzi, pochłoniętych marzeniem, że są wybranym dziełem Boga w tamtym czasie.  Wizja i ludzkie wysiłki zrobiły w historii Kościoła znacznie więcej niż złamanie i pokora.

Rzadki, rzadszy, najrzadszy jest człowiek lub ruch, który nie wykorzystuje tego narzędzia. Proszę, wymień mi ludzi i ruchy, którzy napędzali ludzi wyłącznie przez wprowadzanie ich w codzienne spotkania z bogactwem Jezusa Chrystusa. To bardzo krótka lista. Dlaczego więc więcej osób nie motywuje chrześcijan, zanurzając ich Chrystusem? Skąd tak wielkie uzależnienie od „specjalizacji”? Odpowiedź jest oczywista. Ludzie nie mogą rozdawać tego, czego sami nie mają w nadmiarze.

Niestety, ta sytuacja będzie się utrzymywać, jeśli przyszłość będziemy oceniać na podstawie przeszłości. „Specjalizacja” będzie nieodłączną częścią przyszłych ruchów, choćby z tego powodu, że niedoświadczeni młodzi ludzie uwierzą, iż mały kąsek, który dają im ich przywódcy religijni, jest bezprecedensową ucztą. Dojdą zatem do wniosku, że ruch, w którym są, musi być „tym”, ponieważ ma tak wiele światła i życia, nie zdając sobie sprawy, że większość tego, co otrzymują, jest zapożyczona, jest czymś starym.

Miejmy nadzieję, że pewnego dnia pojawią się uczciwi ludzie, którzy nie będą handlować tymi podrobionymi towarami… i którzy będą głosić Chrystusa. Chrystusa bez marketingu sprzedaży „ruchu”. Miejmy nadzieję, że ci ludzie będą mieli Go… w obfitości. Potrzebni są ludzie złamani; mężczyźni – i kobiety – bez ukrytych motywów, bez żadnego „ruchu”, którym mogliby handlować, ale z Chrystusem jako centrum i który jest wszystkim we wszystkim. Potrzebni są również ludzie, którzy odpowiedzą całym swoim sercem i duszą, bez tego, by częścią ich motywacji była ekskluzywność.

Dodam jeszcze jedno zdanie. Uciekaj, gdy ktoś lub jakaś grupa ludzi ogłasza: „Jesteśmy wyjątkowym, dziełem Boga dla tego pokolenia”. Zauważ, że praktycznie w każdej epoce istnieją grupy, które są dziełem Boga. Ale nikt, powtarzam, nikt nie wie, które lub jakie to jest dzieło. Dopiero po latach, z perspektywy czasu, historia to potwierdza… ale następuje to co najmniej 100 lat później. W ciągu naszego życia po prostu nie możemy tego wiedzieć! Człowiek, który ogłasza, że ruch, w którym uczestniczy, jest dziełem Boga w jego pokoleniu, jest albo oszustem, wróżbitą, albo… no cóż.

Drugim najczęściej spotykanym charakterystycznym elementem ruchów autorytarnych w każdej epoce jest wezwanie do jedności w ciele Chrystusa.

Potrzeba jedności w ciele Chrystusa:

W pewnym sensie ta idea jest zupełnie nowa. W innym, jest jednym z najstarszych narzędzi wykorzystywanych przez ukryte zamiary ludzkich serc. Katolicy utrzymywali świat zachodni w ryzach za pomocą koncepcji jedności przez ponad tysiąc lat. To naprawdę potężna idea! Kto może ją potępiać? Ja nie mogę. Jedność w ciele Chrystusa jest  z pewnością marzeniem nawet aniołów. Niestety, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek spotkał jakąkolwiek znaczącą grupę, która używała tego apelu z czystych pobudek. Na przykład, rzymscy katolicy używali tortur i stosów, aby „utrzymać jedność” ciała Chrystusa.

Obecnie narzędzie to jest nadużywane, zwłaszcza przez niektóre ruchy – z przykrością muszę to powiedzieć – nawet, te które są poza systemem religijnym. Wykorzystywanie tematu jedności do budowania „ruchu” jest smutnym widowiskiem. Ze wszystkich miejsc, w których czystość intencji w kwestii jedności powinna mieć miejsce, to właśnie wśród chrześcijan spoza sformalizowanego chrześcijaństwa.

W ciągu ostatnich kilku lat, metody i oszustwa stosowane pod płaszczykiem jedności stały się nauką. A odbywa się to tak:

Zanosząc modlitwę Chrystusa do Ojca, chrześcijański pracownik zaczyna nawoływać do jedności w ciele Chrystusa. Za każdym razem, gdy on – lub jego grupa – natknie się na małą grupę chrześcijan gdzieś tam borykających się na swoich małych spotkaniach, pracownik ruchu zaczyna się z nimi spotykać i mówić im o jedności ciała Chrystusa „w tych dniach ostatnich”. Ta zmagająca się mała grupa odpowiada na to wezwanie i dołącza do większego ruchu. Przecież ideą jest jedność w całym ciele Chrystusa. W praktyce jednak jest to tylko metoda  wzrostu przez wchłanianie.

Inni członkowie tego ruchu dostrzegają skuteczność tej nieoficjalnej metody rozwoju i zaczynają robić to samo. Wkrótce jedna z największych nadziei chrześcijańskiego serca – jedność w ciele Chrystusa – zostaje zredukowana do wątpliwej metody zwiększania rozmiarów ruchu [np. ekumenicznego przyp.. tłum.]. Muszę dodać, że każdy, kto stosuje tę metodę, w celu zwiększenia rozmiarów swojego ruchu, zniewala – być może nieświadomie – swoje sumienie i czyni ogromny krok w kierunku nauczenia się jak być nieuczciwym pracownikiem chrześcijańskim.

Szczerze mówiąc, mam znacznie większy szacunek dla jawnego złodzieja „owiec” niż dla pracownika, który zabiega o poparcie innych grup poprzez nawoływanie do jedności. Wiesz, że można znaleźć biblijny argument uzasadniający jawną kradzież owiec. (Zobacz, jak Paweł zostaje wypuszczony na wolność w synagodze!) Lewicowe wezwanie do jedności w ciele Chrystusa jest w jakiś sposób wykorzystywaniem czegoś, co jest zbyt drogie dla naszych serc, dla czegoś, co jest tak naprawdę tylko słabo zamaskowaną metodą na zwiększenie liczby wiernych

Jeszcze jedna obserwacja. Niezwykle duży nacisk na jedność pozwala osiągnąć dwie rzeczy, które są bliskie sercu większości pracowników, choć niekoniecznie o tym mówią. Po pierwsze, wezwanie do jedności zamiata pod dywan problemy, nieporozumienia i spory. (Nikt przecież nie chce wprowadzać podziału do Kościoła.) Po drugie, utrzymuje liczbę członków. (Odejście to dzielenie ciała.) Ludzie boją się „zburzyć jedność”. Jak już wspomniałem, jest to potężne narzędzie.

Podsumowując, w obecnym pokoleniu należy uważać na pracowników, którzy nadmiernie kładą nacisk na jedność.

Potrzebujemy hierarchii, bycia pod czyimś autorytetem:

To wezwanie jest bliźniaczym bratem tego, o czym wcześniej wspomniałem. Zamiast nawoływać do jedności, pracownik zwraca się do zmagającej się, niezależnej małej grupy chrześcijan,  opierając się na założeniu, że „wszyscy ludzie muszą być poddani komuś”. „Lud Boży w tej grupie musi być objęty nadzorem, „być pod autorytetem” lokalnych starszych… ale starsi też muszą być pod autorytetem. Muszą być objęci opieką przez ___________  (Jakie słowo pasuje w to miejsce?) Biskupów? Apostołów? Arcypasterzy? Wielebnych Pastorów? Pracowników? Mentorów? To zależy to od słownictwa w danym ruchu [denominacji].

Ci na samym szczycie hierarchii kościelnej, mówią nam, że „są pod autorytetem Chrystusa, a Chrystus jest pod autorytetem Boga”.

Jeśli uważasz, że jest to coś nowego pod słońcem, to nie doceniasz starożytnych, którzy byli równie sprytni jak współcześni ludzie w wymyślaniu planów zwiększania liczby członków, zachowania jedności, chowania pod dywan problemów i ogólnie straszenia nas na śmierć. Ta koncepcja jest tak stara jak sięgające stuleci wezwanie rzymskiego katolicyzmu do powrotu do Kościoła Matki, Papieża i kardynałów.

I takie nawoływanie działa. To jest niesamowite. Grupy tak odmienne, jak rzymscy papieże, aż po pracowników chrześcijańskich, którzy są poza systemem religijnym, używają tej samej pozbawionej skrupułów, nieuczciwej i niezgodnej z Pismem Świętym metody, aby tylko zachować jedność ruchu [denominacji].

Te trzy składniki — specjalizacja, jedność, hierarchia w kościołach — razem tworzą dużą część bigosu zwanego „autorytaryzmem”.  Wystarczy, [synod],  uroczyste spotkanie starszych [rady zboru] lub wygłoszenie przesłania na temat biblijnych nauk o „podporządkowaniu się boskiemu autorytetowi”, a otrzymasz coś tak nowego, jak współczesny ruch autorytarny, i tak starego, jak budzący wielkie obawy dekret czy bulla papieska.

Informacja dodatkowa tłumacza:

Christian movement – Ruch chrześcijański to teologiczna, polityczna lub filozoficzna interpretacja chrześcijaństwa, która nie jest zazwyczaj reprezentowana przez żaden konkretny kościół, sektę ani wyznanie. Lista chrześcijańskich ruchów.

https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Christian_movements

Książka w pliku PDF jest dostępna pod adresem
https://www.kilkaminut.pl/wp-content/uploads/2026/08/Listy-do-zdewastowanego-chrzescijanina-PL.pdf

Opublikuj komentarz