Rozwój chrześcijaństwa w Ameryce Północnej cz.3
Głównym środkiem wiodącym do tego były spotkania przebudzeniowe. Wielkie Przebudzenie okazało się niezwykle skuteczne w późnym okresie kolonialnym, także na przełomie wieków przebudzenia zaczęły odrywać kluczową rolę. Po koszmarach rewolucji życie religijne w Stanach Zjednoczonych wydawało się być w tragicznym stanie. Wiele kościołów borykało się z brakiem przywódców i nawet na uczelniach utrzymywanych przez kościoły chrześcijanie stanowili mniejszość wśród studentów. W 1798 roku duchowni stanu Connecticut stworzyli Missionary Society of Connecticut (Stowarzyszenie Misyjne Stanu Connecticut) i już po kilku tygodniach rozpoczęły się pierwsze przebudzenia. Wkrótce ogarnęły całą Nową Anglię, wywierając wpływ na Yale i inne uczelnie, docierając nawet do innych regionów na wschodnim wybrzeżu. Do najbardziej znanych przywódców tego przebudzenia należy zaliczyć Lymana Beechera (1775-1863) i Nathaniela W. Taylora (1786-1858).
Miej więcej w tym samym czasie przebudzenie rozwijało się w koloniach zachodnich. Przybrało tam formę kilkudniowych spotkań, które odbywały się na terenach pogranicza. Ludzie przejeżdżali wozami niejednokrotnie wiele kilometrów, przywożąc żywność i rozbijając na kilka dni obóz, gdy tylko pojawiała się wieść o spotkaniu religijnym. Spotkania takie przyciągały tysiące słuchaczy, a największe z nich odbyło się w Cane Ridge w sierpniu 1801 roku. Głównym mówcą był B.W. Stone (1772-1844). Oceniano, że w spotkaniu wzięło udział od dwudziestu do trzydziestu tysięcy osób, o każdej porze dnia i nocy kazania głosiło sześciu kaznodziejów, a w czasie całego spotkania trwały „religijne ćwiczenia”. W ich trakcie ludzie dostawali drgawek, tańczyli, biegali, kaszleli lub mdleli. Ich uczestnicy nie potrafili kontrolować swego zachowania, a wielu świadków tych wydarzeń przypisywało je potężnemu działaniu Ducha Świętego.

B.W Stone zdawał sobie sprawę, że jakkolwiek będzie się tłumaczyć te wydarzenia, dzięki nim setki ludzi się nawróciło. Połączenie przebudzeń na Wschodzie i Zachodzie Stanów (choć na Wschodzie miało ono zdecydowanie mniej emocjonalny charakter) jest nazywane Drugim Wielkim Przebudzeniem, a czasami
Falą Roku 1800. Spotkania przebudzeniowe do dziś pozostają ważnym elementem życia wielu amerykańskich denominacji.
Wraz z przemieszczaniem się ludności na zachód od Apallachów stało się oczywiste, że tereny te stanowią o przyszłości kraju. Kościoły postanowiły wykorzystać możliwości, jakie się z tym wiązały. Denominacje, które odniosły największy sukces na terenach amerykańskiego pogranicza, były jednocześnie tymi, które osiągnęły największą liczebność w kraju. Liderami tego ruchu byli prezbiterianie, baptyści i metodyści.

Ze wszystkich trzech grup najlepiej zorganizowani byli prezbiterianie, którzy już w 1785 roku mieli ponad tuzin kościołów w stanie Kentucky. W 1801 roku zjednoczyli się z kongregacjonalistami we wspólnym Planie jedności, w myśl którego współpracowali ze sobą w zakładaniu nowych kościołów na terenach zachodnich. Doktryna Kościoła prezbiteriańskiego była bardzo zbliżona do zasad wiary Kościoła kongregacjonalnego, lecz prezbiterianie byli o wiele bardziej aktywni w swych działaniach ewangelizacyjnych. Pozwoliło im to odnieść większe sukcesy, a nawet skłonić blisko tysiąc kościołów kongregacjonalnych do przyłączenia się do prezbiterian. Właściwie na żadnym terytorium prezbiterianie nie osiągnęli całkowitej dominacji, byli jednak obecni wszędzie, szczególnie pośród lepiej wykształconych warstw społeczeństwa.
Pod względem liczby nawróceń wśród mieszkańców pogranicza baptyści byli jeszcze bardziej skuteczni niż prezbiterianie. Większość baptystycznych kaznodziejów była jednocześnie farmerami, mogli więc z łatwością utożsamić się z mieszkańcami pogranicza. Baptyści korzystali również, obok ordynowanych duchownych, z pomocy pracowników świeckich. Organizacja Kościołów baptystycznych była w znacznej mierze kongregacjonalna, mogli się więc odwoływać do rozwijającej się demokracji na terenach zachodnich. Waga, jaką przywiązywali do chrztu przez zanurzenie jako praktyki nowotestamentowego kościoła, również była atrakcyjna dla ludzi, którzy pragnęli samodzielnie czytać Biblię i byli gotowi wyciągać własne wnioski.

Choć baptyści byli bardziej skuteczni niż prezbiterianie, nawet oni musieli schylić czoło przed skutecznością metodystów. Metodyści pojawili się w Ameryce dopiero w 1765 roku, a ich struktury organizacyjne powstały jeszcze później – w 1784 roku. Byli kościołem episkopalnym, czyli zorganizowanym pod przewodnictwem biskupów, którzy wysyłali kaznodziejów metodystycznych do punktów misyjnych. Wędrowni kaznodzieje z łatwością zaadaptowali się do warunków terytoriów zachodnich. Przyuczeni do zaspokajania potrzeb lokalnych kościołów, przemierzali rozległe tereny, pozostawiając codzienną pieczę nad lokalną społecznością w rękach świeckiego przywódcy, który miał dbać o duchowe potrzeby zgromadzenia metodystów do czasu powrotu kaznodziei. Metodyści posunęli się również najdalej w adaptacji technik spotkań obozowych do potrzeb dużych zgromadzeń. W połowie XIX wieku metodyści byli największą denominacją protestancką w Ameryce.
Ludzi mieszkających na zachodnim pograniczu Ameryki pociągała prostota. Większość z nich była demokratami w stylu Jeffersona i Jacksona, pragnącymi władzy w swoim domu i wpływu na lokalną społeczność. żarliwie wierzyli w równość wszystkich ludzi i zdolność każdego człowieka do zrozumienia swojej sytuacji i podejmowania samodzielnych decyzji. Robili wszystko, aby uniknąć dekadencji cywilizacji europejskiej i pogardzali powierzchownością życia w wielkich ośrodkach miejskich. Pragnęli powrotu do prostoty życia dawnych czasów – greckich demokratycznych miast-państw i republiki rzymskiej. Miasta na Zachodzie często przybierały takie nazwy, jak Rzym, Korynt, Syrakuzy, Ateny, Argos, Sparta i Mediolan.

Gdy zrodziły się idee Ruchu Odnowy, propagowane przez B.W. Stone’a, Thomasa Campbella (1763-1854) i jego syna Alexandra (1788-1866), kultura zachodniego pogranicza stanowiła dla nich niezwykle podatny grunt. Stone i Campbellowie pragnęli powrócić do prostoty kościoła Nowego Testamentu, odrzucając denominacyjne wyróżniki i podziały, a siebie samych określali jako chrześcijan. Podkreślali autonomię lokalnego kościoła, chrzest osób dorosłych przez zanurzenie, nowotestamentowy wzorzec organizacji kościoła w oparciu o starszych i diakonów, brak rozróżnienia pomiędzy duchowieństwem i laikatem, a przede wszystkim Biblię -jedyne źródło prawd i praktyk chrześcijaństwa. Wszystkie te idee były zgodne z poglądami mieszkańców pogranicza i Ruch Odnowy bardzo szybko zdobył wielu wyznawców. Do połowy XIX wieku stał się szóstą pod względem wielkości grupą religijną w Ameryce.
Inne grupy dostrzegały atrakcyjność tych idei, lecz poszły w innych kierunkach. W 1827 roku Joseph Smith (1805-1844), żyjący w zachodniej części stanu Nowy Jork, stwierdził, że otrzymał wskazówki pozwalające odnaleźć zakopane złote tablice, które opisywały historię Ameryki przed odkryciem przez Kolumba. Dokumenty te, przetłumaczone w 1830 roku jako Księga Mormona, stały się bodźcem do powstania sekty, która chciała zaspokoić dążenia ludzi pogranicza – powrotu do prostoty i starożytnych źródeł. Prawdopodobnie Smith korzystał z pomocy Sidneya Rigdona, wcześniej jednego z przywódców Ruchu Odnowy w północno-wschodniej części stanu Ohio, który jednak porzucił jego ideały. Rigdon został jednym z przywódców mormonów i liczne podobieństwa między twierdzeniami mormonów i dążeniami Ruchu Odnowy można wytłumaczyć właśnie jego przejściem z jednej grupy do drugiej.
Oprócz grup starających się powrócić do źródeł prawdziwej religii pewną rolę odegrali w Ameryce także unitarianie i uniwersaliści. Choć w późniejszym okresie unitarianie przestali uważać Nowy Testament za wiarygodne źródło wierzeń religijnych, pierwsi z nich otaczali wielkim szacunkiem jego nauczanie. Pragnęli oddzielić Nowy Testament od wyznań wiary kościoła starożytnego, które powstały w czasie kontrowersji chrystologicznych w IV i V wieku. Twierdzili, że pierwotne chrześcijaństwo było raczej unitariańskie niż trynitarze w swej naturze. Ich podejście było atrakcyjne dla intelektualistów i racjonalistów ze wschodniego wybrzeża. Centrum działalności unitarian znajdowało się w Bostonie i Harvard College. W 1825 roku utworzyli Amercian Unitarian Association (Amerykańskie Stowarzyszenie Unitariańskie), które wkrótce przejęło 75 ze 100 najstarszych kościołów w Massachusetts.
W niższych klasach społeczeństwa odpowiednikiem unitarianizmu był uniwersalizm. Największe wpływy miał na terenach wiejskich, choć w rzeczywistości był równie racjonalistyczny, jak unitarianizm. Mówi się, że unitarianie wierzyli, że Bóg jest zbyt dobry, aby potępić ludzi, a uniwersaliści wierzyli, że człowiek jest zbyt dobry, aby zostać potępionym. Uważali, że w ostatecznym rozrachunku wszyscy ludzie na świecie zostaną zbawieni – nie będzie wiecznego piekła.
W czasie gdy rodziły się te nowe idee religijne, ruchy przebudzeniowe przeżywały kolejny rozkwit, nie tyle dzięki działalności Laymana Beechera, najpierw w Bostonie, a później w Cincinnati, ile dzięki zwiastowaniu CG. Finneya (1792- -1875). Styl spotkań przebudzeniowych Finneya, będący złagodzoną wersją spotkań z zachodniego pogranicza, zapanował w latach trzydziestych XIX wieku w miastach na wschodnim wybrzeżu, a jego naśladowcy stali się wiodącymi postaciami w rozwoju religii na kolejne kilkadziesiąt lat. Finney kładł nacisk na osobistą pobożność i reformy społeczne, co odegrało poważną rolę w ruchu abolicjonistycznym; wielu z jego uczniów walczyło o zniesienie niewolnictwa.
Pod koniec trzeciej dekady XIX wieku religia w Ameryce rozwijała się w szybkim tempie, które utrzymało się przez kolejne sto lat. W kraju panowała pełna wolność religijna, charakteryzująca się pluralizmem. Szczególny nacisk kładziono na lokalne kościoły i ich gotowość do zdobywania ludzkich dusz. Kościoły w Stanach Zjednoczonych o wiele bardziej wykorzystywały laikat i kościelnych aktywistów niż kościoły w Europie, co jest kolejnym dowodem olbrzymich zmian, jakie zaszły w denominacjach, które przybyły do Nowego Świata.
Fragment rozdziału – Rozwój chrześcijaństwa w Ameryce Północnej
z książki „Historia kościoła” Jamesa B. Northa



Opublikuj komentarz