×

Okultyzm i Selfizm

Okultyzm i Selfizm

Selfizm leży u podstaw okultyzmu.

Zwracając swoją uwagę do wewnątrz, freudowska/jungowska obsesja na punkcie nieświadomości zrodziła menażerię egoizmu, który zaatakował nie tylko świat, ale i Kościół: miłość do samego siebie, samoakceptacja, samodoskonalenie, poczucie własnej wartości, pewność siebie, poszanowanie siebie, ja i siebie-do znudzenia. Selfizm leży u podstaw okultyzmu. Ego jest sanktuarium ludzkiego potencjału. To ego i ludzka pycha poszukują psychicznych mocy. Jezus powiedział, że człowiek musi „zaprzeć się siebie” (Mk 8:34), a Paweł potępił cielesną pewność siebie (Filipian 3:3-7). W przeciwieństwie do tego Robert Shuller chwali ludzkie ja:

„Miłość własna jest ukoronowaniem poczucia własnej wartości. To uszlachetniające uczucie szacunku dla samego siebie… stała wiara w siebie. To szczera wiara w siebie samego.

Przychodzi przez samopoznanie, samodyscyplinę, przebaczenie sobie i samoakceptację. Daje samodzielność, pewność siebie i wewnętrzne bezpieczeństwo, spokojne jak noc.”

Jeszcze 40 lat temu egocentryzm był uważany za ludzką wadę, i to paskudną. Dzisiaj ludzkie JA jest w centrum większości psychoterapii, bogiem, u którego ołtarza błaga się o łaskę. Założyciel programu Rapha, Robert McGee sugeruje, że słowa Chrystusa „prawda was wyzwoli” (Jana 8:32) zawiera „zastosowanie prawdy w… naszym poczuciu własnej wartości.” Pisze on:

„Niezależnie od tego, czy określane jest jako „poczucie własnej wartości” czy „poważanie samego siebie” poczucie znaczenia jest kluczowe dla emocjonalnej, duchowej i społecznej równowagi człowieka, i jest siłą napędową ludzkiego ducha.”

Cóż za dług ma JA u psychologii! Zamiast być tym, którego się zapieramy, JA jest teraz kochane, szanowane i promowane. Wielokrotnie słyszymy z ambon, radia, telewizji, książek, czasopism i podczas seminariów, że największą potrzebą stojąca przed kościołem jest rozwijanie przez chrześcijan miłości własnej, poczucia własnej wartości, poczucia własnej godności i pozytywnego obrazu siebie. James Dobson pisze:

„W prawdziwym sensie zdrowie całego społeczeństwa zależy od łatwości, z jaką poszczególni członkowie osiągają osobistą akceptację. Tak więc, ilekroć klucze do poczucia własnej wartości wydają się być poza zasięgiem znacznego odsetka ludzi, jak w XX-wiecznej Ameryce, wówczas szeroko rozpowszechniona “choroba psychiczna,” neurotyzm, nienawiść, alkoholizm, narkomania, przemoc i zaburzenia społeczne z pewnością będą występowały… (podkreślenie w oryginale).”

JA miało swoje brzydkie narodziny już w Ogrodzie Eden poprzez usłuchanie Szatana. Urodziło się z pragnienia stania się jednym z bogów. Promowanie JA w kościele jest częścią okultystycznej inwazji.

[Od red. Selfizm – [religia własnego JA], ideologia zakładająca supremację ludzkiego „ja”, kult samouwielbienia stanowiący substytut religijności.

Termin ten wprowadził Paul Vitz w książce zatytułowanej Psychologia jako religia. Jako prekursora selfizmu wskazał Ludwika Feuerbacha – autora zasady Homo homini Deus est, a także niektórych poetów, pisarzy i duchownych amerykańskich wyznających kult amerykańskiego indywidualizmu i jednostkowości. Główną jednak siłę sprawczą rozpowszechnienia selfizmu upatruje Vitz w oddziaływaniu psychologii „ja” takich psychoterapeutów, jak Carl Gustav Jung, Abraham Maslow, Carl Rogers, Erich Fromm, Rollo May i in.

Selfizm ma prowadzić zdaniem Vitza do racjonalizacji konsumpcjonizmu oraz rozwoju w szerokim wymiarze społecznym narcystycznej patologii osobowości. Kultura rozwijająca się w duchu selfizmu jest zaprzeczeniem chrześcijaństwa.]

Rażąca sprzeczność z Pismem

Kościół zalała fala samozwiedzenia poczuciem własnej wartości. Promuje je Uniwersytet Wolności Jerry’ego Falwella, a Robert Schuller nazwał poczucie własnej wartości „największą potrzebą, przed którą stoi dziś ludzkość. Nazywając to kłamstwo psychologii podstawą „nowej reformacji,” Schuller pisze:

„Tam, gdzie reformacja z XVI wieku zwróciła naszą uwagę na Pismo Święte jako jedyną nieomylną regułę wiary i praktyki, nowa reformacja zwróci naszą uwagę na święte prawo każdego człowieka do poczucia własnej wartości.”

Ta destrukcyjna głupota wywodzi się z psychologii i jest sprzeczna z Biblią. Jesteśmy napominani, „…w pokorze uważajcie jedni drugich za ważniejszych od siebie” (Filipian 2:3). Rzymian 12:3 ostrzega nas, abyśmy nie myśleli o sobie „wyżej, niż powinniśmy sądzić.” Biblia nigdzie nas nie ostrzega przed zbyt złym myśleniem o sobie. Psychiatra Samuel Yochelson i psycholog kliniczny Stanton Samenow, spędzili sześć i pół roku badając setki zatwardziałych przestępców i nie potrafili znaleźli ani jednego, który planując przestępstwo nie miałby o sobie wysokiego mniemania.

Nic dziwnego, że Biblia często przypomina nam, że jesteśmy grzesznikami i sami z siebie nie jesteśmy dla Boga użyteczni. Jednak psychologia chrześcijańska ma na celu pomóc nam uniknąć takiego „negatywizmu,” gdyż trzeba być zawsze „pozytywnym.”

„Jak człowiek myśli w swoim sercu” jest cytatem Pisma Świętego, którego błędnie używają chrześcijańscy psychologowie by zachęcić do pozytywnego dialogu wewnętrznego i nauczyć starożytnej wiary okultystycznej: że poprzez nasze myśli możemy zmienić się w kogo chcemy. Ale Biblia nie mówi: „Jak człowiek myśli w swoim sercu, takim się staje.” Salomon ostrzega syna, że ​​gdy zostanie królem, inni władcy mogą zaprosić go na ucztę, ale ich udawanie przyjaźni może nie być szczere. Nie dajcie się zwieść, bo „Człowiek jest taki jak myśli w swoim sercu: Jedz i pij, mówi do ciebie; ale jego serce nie jest z tobą” (Przyp. Salomona 23:7). Jest to ostrzeżenie, że ciepłe słowa człowieka nie zawsze muszą odzwierciedlać jego prawdziwe uczucia.

Prawda o JA

Kiedy Chrystus powiedział: „Kochaj bliźniego jak siebie samego,” nie mówił nam (jak twierdzą chrześcijańscy psychologowie), że potrzebujemy terapii lub seminariów, aby nauczyć się kochać siebie samych. Gdyby tak było, powiedziałby: „Kochaj bliźniego tak, jak niewystarczająco kochasz siebie,” co nie ma sensu. Chrześcijanie zawsze wierzyli (aż do pojawienia się psychologii), że Chrystus odwoływał się do naszej naturalnej obsesji na punkcie siebie samych. Mówił: „Okaż bliźniemu trochę tej miłości, uwagi i troski, którą dajesz sobie samemu!” I potrzebujemy takiego napomnienia!

Nową współczesną interpretację kościół otrzymał od bezbożnego psychologa Ericha Fromma, który nazwał „wiarę w Boga… dziecinną iluzją.” Twierdził on, że Chrystus mówiąc: „Kochaj bliźniego jak siebie samego,” miał na myśli to, że musimy nauczyć się kochać siebie, zanim będziemy mogli kochać naszych bliźnich lub Boga. Ten fałszywy pogląd promował Robert Schuller w swojej książce Self-Love, the Dynamic Force of Success (Miłość własna, dynamiczna siła sukcesu); i stąd kłamstwo to rozprzestrzeniło się po całym kościele. Nowy ruch wśród mężczyzn, Promise Keepers (dotrzymujący obietnic), promuje kłamstwa psychologii chrześcijańskiej w rażący sposób. W ich biuletynie napisano:

„Wielu samotnych mężczyzn chrześcijan stoczyło walkę by zbudować swoje poczucie wartości, szacunku i miłości do siebie… nie można mieć zdrowej relacji z innymi, mając niezdrową relację z samym sobą. Jezus to zauważył, kiedy wezwał nas by kochać bliźniego tak, jak byśmy kochali siebie. (Mk 12:31).”

Owszem, niektórzy mówią: „Nienawidzę siebie!” Ale jak pogodzić to stwierdzenie z „nikt nigdy nie miał własnego ciała w nienawiści” (Efezjan 5:29)? Tym, czego ta osoba tak naprawdę nienawidzi, może być jego wygląd, ubrania, praca, pensja, sposób, w jaki ludzie patrzą na niego z góry itp. Ale on sam siebie nie nienawidzi. Gdyby tak było, cieszyłby się, że jest nieatrakcyjny, ma kiepskie ubrania, niskie dochody i jest poniżany przez innych. Fakt, że narzeka na te rzeczy, dowodzi, że kocha samego siebie, dokładnie tak, jak mówi Biblia.

Z pewnością to nie „negatywny obraz samego siebie” ale bardzo „pozytywny” spowodował upadek Lucyfera. Ponad 200 lat temu William Law wyraził to, co kiedyś chrześcijanie zawsze rozumieli:

„Miłość własna, wysoki obraz siebie oraz szukanie swego są istotą i życiem pychy; a diabeł, ojciec pychy, nigdy nie jest w tych namiętnościach nieobecny, ani też nie pozostaje bez wpływu na nie …” *45

Niestety, kłamstwa psychologii zaraziły nie tylko chrześcijańskich psychologów, ale wielu pastorów i chrześcijańskich autorów. Josh McDowell, który poza tym zrobił wiele dobrego (jego książka Evidence That Demands a Verdict [dowody, które wymagają werdyktu] była dla wielu błogosławieństwem), poświęcił dwie książki tematyce budowania własnego wizerunku, poczucia własnej wartości i szacunku do siebie: Building Your Self-Image (budowanie własnego wizerunku) (Tyndale 1978) i Jego obraz, mój obraz (Here’s Life 1984).

Przykłady biblijne obalające to kłamstwo

W książce Na swój obraz Josh przedstawia trzy psychologiczne podstawowe elementy dobrze zintegrowanej osobowości: 1) poczucie przynależności (akceptacja przez innych); 2) poczucie własnej wartości (dobre samopoczucie); oraz 3) poczucie kompetencji (pewność siebie). W rzeczywistości, większości, jeśli nie wszystkim bohaterom i bohaterkom Biblii, brakowało tego wszystkiego, co Josh twierdzi, że każdy potrzebuje.

Mojżesz, na przykład, został odrzucony przez swój lud i uważał się za niegodnego i niekompetentnego (Wj 3:11; 4:10-13). Jeśli kiedykolwiek istniał człowiek z fatalnym obrazem siebie i niskim poczuciem własnej wartości, był nim Mojżesz. Lecz zamiast zalecić mu miesiące chrześcijańskiego poradnictwa psychologicznego w celu podniesienia jego samooceny, Bóg powiedział: „Będę z tobą!” W rzeczywistości Bóg wybrał Mojżesza, ponieważ miał on niskie poczucie własnej wartości. Bóg wybrał najpokorniejszego człowieka na ziemi (Liczb 12:3) do stawienia czoła najpotężniejszemu władcy i wyzwolenia swego ludu z uścisku tego tyrana, aby jedynie sam Bóg odebrał przez to chwałę.

Spójrzmy na Pawła. Znienawidzony przez Żydów i odrzucony przez większość kościoła („nikt przy mnie nie stanął” – 2 Tymoteusza 4:16; “odwrócili się ode mnie wszyscy, którzy są w Azji” – 2 Tymoteusza 1:15), uważał siebie za “największego z grzeszników” (1 Tymoteusza 1:15) i „najmniejszego ze wszystkich świętych” (Efezjan 3:8). Zamiast wzmacniać poczucie własnej wartości Pawła, Chrystus oświadczył, że Jego moc doskonali się w słabości Pawła (2 Koryntian 12:9). Spróbuj pogodzić słowa Pawła: “Kiedy jestem słaby, wtedy jestem silny” (werset 10) i „nie mieszka we mnie nic dobrego” (Rzymian 7:18) z trzema podstawami psychologii!

Pozostawiony z bagażem samooceny

Psychologia chrześcijańska wypromowała kłamstwo, że Bóg nas kocha ze względu na wartość, którą w nas widzi; a nawet, że śmierć Chrystusa dowodzi, iż mamy nieskończoną wartość dla Boga. Bruce Narramore raduje się: „Cóż za podstawa do własnej samooceny…! Jakież to daje poczucie własnej wartości i ceny. Syn Boży uważa, że ​​mamy tak wielką wartość, że oddał za nas swoje życie.” Jakież to egocentryczne! On zapłacił tą cenę z powodu naszego grzechu i dla zadośćuczynienia Swojej sprawiedliwości. Jego miłość nie jest oparta na naszej wartości. Dobrze wyraził to Spurgeon:

„Jezus nie umarł za naszą sprawiedliwość, lecz umarł za nasze grzechy. Nie przyszedł, aby nas ratować, ponieważ byliśmy warci ocalenia, ale dlatego, że byliśmy całkowicie bezwartościowi, zrujnowani i zgubieni. Nie przyszedł na ziemię z jakiegokolwiek powodu, który był w nas, ale wyłącznie. . . z powodów, które wziął z głębi własnej boskiej miłości. We właściwym czasie umarł za tych, których opisuje . . . jako bezbożnych, określając ich najbardziej beznadziejnym przymiotnikiem jakim mógł…”

Psychologowie chrześcijańscy zostają z odpowiedzialnością za winę wysokiej samooceny. Nawet młodzi mają dość sztuczności. Jak ujął to jeden z uczniów: „Bycie chwalonym za wszystko sprawia, że ​​czujesz się gorzej. Zadajesz sobie pytanie, jeśli za wszystko jestem chwalony, co warto robić?” Reporter Washington Post napisał:

„Znasz tych mistrzów wysokiej samooceny… którzy głoszą, że powinno się powtarzać w kółko dzieciom, jakie są wspaniałe? Zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś doskonały, to jedno z ich ćwiczeń. Zapisz pięć rzeczy, które sprawiają, że jesteś wyjątkowy, to inne.

Wzmocnij poczucie własnej wartości dziecka, mówią zwolennicy zawyżonej samooceny, a zobaczysz, że wzrosną jego osiągnięcia. Ucz wysokiej samooceny, a młodzież nie będzie kuszona do zażywania narkotyków i zachodzenia w ciążę. „Poczucie własnej wartości może uratować życie”… [i] naukowcy zaprojektowali ponad 200 pomiarów i przeprowadzili ponad 10 000 badań, próbując to udowodnić. Dane jednak nie są zgodne…

Pojawiają się tudzież nowe głosy, mówiące, że uczenie wysokiej samooceny jest stratą czasu i zasobów, niebezpiecznym odwróceniem uwagi od naprawdę ważnych zadań budowania wiedzy, umiejętności i charakteru…”

„Witamy w Kalifornii, stanie poczucia własnej wartości.” Taki był tytuł niedorzecznego raportu Kalifornijskiej Grupy Zadaniowej ds. Samooceny z 1990 r., w którym stwierdzono, że „brak poczucia własnej wartości jest głównym powodem większości osobistych i społecznych bolączek nękających nasz naród.” Jednak po wielu latach badań Kalifornijska Grupa Zadaniowa nie znalazła dowodów na poparcie swoich twierdzeń. Dziennik z Minneapolis Star Tribune udokumentował, że przestępcy seksualni, którzy zostali poddani stanowemu leczeniu psychologicznemu (bazującemu w dużej mierze na budowaniu wysokiej samooceny), byli „bardziej skłonni do popełniania nowych przestępstw na tle seksualnym niż ci, którzy nie zostali poddani leczeniu.” Roy Baumeister, profesor Psychologii z Uniwersytetu Case Western Reserve, który poświęcił dziesięciolecia na studiowanie tego tematu, mówi:

„Twierdzenia [ruchu poczucia własnej wartości] wahają się od fantazji po bzdury…”

„Zatrważającym jest pomyśleć co będzie, gdy to pokolenie dzieci dorośnie myśląc, że jest mądrzejsze od reszty świata. Ameryka będzie krajem zarozumiałych głupców.”

Liczne badania świeckich psychologów i psychiatrów wykazały, że im wyższa czyjaś samoocena, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie on niemoralny, agresywny i skłonny by deptać prawa innych. Ruch wysokiej samooceny jest oskarżany o spowodowanie wielu szkód. Okładka Newsweeka zapowiada swój główny artykuł dużymi literami: “KLĄTWA POCZUCIA WŁASNEJ WARTOŚCI: CO JEST NIE TAK Z RUCHEM DOBREGO SAMOPOCZUCIA.” Artykuł w gazetach w całej Ameryce, napisany przez profesora/badacza, został zatytułowany „Uwaga do Kalifornii: porzućcie wysoką samoocenę, najważniejsza jest samokontrola….” Na podstawie wieloletnich badań autor stwierdza: „Gdybyśmy mogli skreślić samo-poważanie i zastąpić je samokontrolą, dzieci byłyby w lepszej sytuacji, i społeczeństwo jako ogół byłoby w znacznie lepszej sytuacji.”

Jednak błędna i destrukcyjna teoria poważania siebie jest nadal chlebem powszednim psychologii chrześcijańskiej. Chrześcijańscy przywódcy, którzy promowali to zwiedzenie o wysokim poczuciu własnej wartości, winni są kościołowi przeprosiny i powinni pilnie dążyć do naprawienia krzywd, które przez lata wyrządzali.

Niebiańska radość napełnia skruszonych grzeszników. W przeciwieństwie do Szymona faryzeusza, który miał wysokie mniemanie o sobie, ale nie dał Jezusowi wody ani ręcznika, grzeszna kobieta umyła Jego stopy swoimi łzami i osuszyła je włosami. Jezus posłużył się jej przykładem, aby pokazać Szymonowi, że miłość, która będzie promieniować wiecznie w niebie, pochodzi z uznania naszej niegodności, uznania, które uwydatnia Jego miłość w zbawieniu nas (Łk 7:36-50). Im bardziej zdajemy sobie sprawę z naszej winy i nędzy, tym większa będzie nasza wdzięczność i miłość do Tego, który tak nisko pochylił się, by nas uratować.

Tekst pochodzi z bloga – Myśl teologiczna Dave Hunta –
https://zwiedzionechrzescijanstwo.blogspot.com/2023/02/selfizm-lezy-u-podstaw-okultyzmu.html

Opublikuj komentarz