Treścią naszego poselstwa jest – ultimatum
Ród Adama znajduje się pod wyrokiem śmierci. Nie ma żadnych ulg ani żadnego wyjścia. Bóg nie może zaakceptować żadnego z owoców grzechu, bez względu na to jak niewinnie i jak pięknie wyglądałyby one w oczach ludzkich. Bóg ratuje człowieka likwidując go, a następnie wskrzeszając go do nowego życia.
Ewangelia, która przeprowadza przyjazne paralele między drogami Bożymi a drogami ludzkimi, jest fałszywa z punktu widzenia Biblii i zgubna dla dusz tych, którzy jej słuchają. Wiara Chrystusowa nie przebiega równolegle do świata, lecz przecina go. Przychodząc do Chrystusa nie podnosimy swojego starego życia na wyższy poziom, lecz pozbywamy się go na krzyżu. Ziarno pszenicy musi wpaść w glebę i umrzeć.
Głosząc ewangelię nie możemy uważać się za rzeczników pojednania i ustanowienia dobrych stosunków między Chrystusem a światem. Nie wyobrażajmy sobie, że powołani jesteśmy, by uczynić Chrystusa możliwym do przyjęcia przez wielki biznes, środki masowego przekazu, środowiska sportowe lub współczesne szkolnictwo. Nie jesteśmy dyplomatami, lecz prorokami, a treścią naszego poselstwa nie jest kompromis, lecz ultimatum.
Bóg oferuje życie, ale nie poprawione stare życie. Życie, które On oferuje, to życie powstające ze śmierci. Ono znajduje się zawsze po tamtej, przeciwnej stronie krzyża. Ktokolwiek chce je posiąść, musi poddać się egzekucji. Musi zaprzeć się samego siebie i przyjąć sprawiedliwy Boży wyrok przeciwko sobie.
Co oznacza to dla jednostki, dla potępionego człowieka, który znajduje życie w Chrystusie Jezusie? Jak należy tę teologię przenieść do konkretnego życia? Po prostu, on musi upamiętać się, pokutować i wierzyć. On musi porzucić swój grzech, a potem iść dalej i porzucić samego siebie. Niech on niczego nie przykrywa, niczego nie broni, niczego nie usprawiedliwia. Niech on nie próbuje uzgadniać z Bogiem stosunków, lecz niech schyli swoją głowę przed ciosem Bożego surowego gniewu i uzna samego siebie za godnego śmierci.
Uczyniwszy to niech on spojrzy z prostą ufnością na zmartwychwstałego Zbawiciela, a z Niego spłynie mu życie i nowe narodzenie, oczyszczenie i moc. Krzyż, który położył kres ziemskiego życia Jezusa, kładzie teraz kres życiu grzesznika, zaś moc, która wskrzesiła Chrystusa z martwych, wskrzesza go teraz do nowego życia z Chrystusem.
Każdemu, kto chciałby sprzeciwiać się temu albo uważać to tylko za wąski, prywatny pogląd na prawdę, chcę powiedzieć, że Bóg daje pieczęć Swojej aprobaty na to poselstwo od czasów Pawła aż po dzień dzisiejszy. Czy było ono wyrażane dokładnie tymi słowami, czy też nie, to właśnie ono było istotną treścią wszelkiego zwiastowania, przynoszącego światu poprzez wieki życie i moc. Mistycy, reformatorzy i ewangeliści na to właśnie kładli nacisk, a znaki i cuda, i potężne działania Ducha Świętego świadczyły o Bożej aprobacie.
Czy będąc dziedzicami takiej spuścizny mocy odważymy się zniekształcać prawdę? Czy ośmielimy się naszymi tępymi ołówkami zmieniać linie w planach albo zacierać wzór, pokazany nam na górze? Niech Bóg broni! Zwiastujmy stary krzyż, a oglądać będziemy starą moc.
„Radykalny krzyż”
Fragment z rozdziału:
Stary a nowy krzyż
https://swch.pl/ksiazki/radykalny_krzyz_06.html



Opublikuj komentarz