Musimy wrócić i zacząć od Boga
Odnowienie pięćdziesiątnicy, to postulat za który cenię sobie pastora Berta Clendennena i z którym się utożsamiam. Chrześcijanie muszą wrócić do idei pięćdziesiątnicy, inaczej mówiąc chrześcijanie muszą wrócić do swoich korzeni, i odrzucić wszystko to co dodali do niej. Jeżeli mamy mówić o jakiejkolwiek ekumenii, to jedyny jej fundament jest w powrocie do przesłania pięćdziesiątnicy, do obrazu Kościoła z czasów Apostolskich. Współcześni chrześcijanie wyzuli się z tego, pełnego mocy Ducha Świętego ubrania w które zostali przyobleczeniu w Dniu Zielonych Świątek i przyodziali się w filozofię gracką, następnie w naukę soborów i nauczanie rożnych teologów i ojców kościoła. W ten sposób powstała teologiczna hybryda, jak bardzo odbiegająca od nauki Pana Jezusa i Apostołów. Te ludzkie dodatki do Ewangelii wprowadziły zamęt w ludzkich głowach i duszach, wojny religijne i podziały w kościele. Wniosły do kościoła symonie i nepotyzm, podzieliły chrześcijan na laików i kler. Chrześcijanie z premedytacją odrzucili prowadzenie Ducha Świętego wprowadzili pełną śmierci religijną tradycję. Oparli swoją religijność na ludzkich koncepcjach, filozofiach, marketingowych programach. Zaczęto używać współczesnej psychologi i socjotechnik aby podporządkować sobie innych ludzi i manipulować nimi. To powinno ulec zmianie. Jedyny ratunek to odrzucić to co ludzkie, i w małych grupach, w „pokoikach na górze”, w poście i modlitwie czekać na to co pochodzi od Boga, na odnowienie pięćdziesiątnicy w nas…
Bert Clendennen „Szkoła Chrystusa” wybrane fragmenty
Ponieważ upadek zaślepił człowieka, jest on dla siebie centrum. Słuchajcie nauki świata nowo- zielonoświątkowego i zobaczycie, że centrum uwagi w kazaniach jest sam człowiek, nawet w śpiewie. Krótkie refreny, które obecnie śpiewamy, w większości zajmują się człowiekiem. Człowiek stał się centrum zainteresowania. Kiedy popatrzymy na stare pieśni w kościołach, były to pieśni o Bogu.
Kiedy czytamy pieśni, które napisał Charles Wesley i Fanny Crosby, jest w nich wielka teologia. Wszystkie wskazują na Boga, jako błogosławionego Odkupiciela. Dzisiaj ludzie skupiają się na sobie. Patrząc z tego punktu widzenia, pomysły i wynikające z tego metody są pokręcone do tego stopnia, że wydaje się, iż kościół przedstawia Boga, który ma za zadanie tylko błogosławić i uszczęśliwiać człowieka.
Wydaje się, że to jest jedyną myślą większości kazań; „Przyjdź i pozwól Bogu, by cię błogosławił. Bóg pragnie, byś był bogaty, szczęśliwy i czuł się błogo”. Niektórzy wręcz twierdzą, że to jest prawdziwa praca kościoła. Dla Boga liczy się tylko człowiek. Może zastanawialiście się, dlaczego Kościół nie doszedł do dojrzałości, jak chciał tego Bóg. Dlatego, że jest skupiony na człowieku. Tajemnica realizacji celu Bożego, to skorygowanie punktu wyjścia. Musimy wrócić i zacząć od Boga.
Wielki problem Kościoła w czasach końcowych polega na tym, że nie doszedł do dojrzałości, gdyż w centrum był człowiek. W myśleniu Kościoła Bóg istnieje dla jednego celu – by mnie błogosławić. To musimy odwrócić. To nie człowiek stworzył Boga, ale Bóg człowieka. Biblia mówi, że stworzył człowieka dla Swojej przyjemności. Jeżeli żyjemy dla Jego przyjemności, znajdujemy naszą największą przyjemność. Jeżeli nasze uczucia skupiamy na Bogu, On daje naszym sercom prawdziwe rozkosze. Kiedy cel naszego życia jest skupiony na Bogu, kiedy przez każdą decyzją, jaką podejmujemy, stawiamy sobie pytanie, czy jest to wolą Bożą, to zawsze i wszędzie jesteśmy skupieni na jednym – by podobać się Bogu. „Rozkoszuj się Panem, a da ci, czego życzy sobie serce twoje!” (Psalm 37:4).
Człowiek w swoim samolubstwie zepsuł to, pragnąc w swoim sercu innych rzeczy. Jest to zawsze symptomem tego, co Biblia nazywa „światem”, myśleniem materialistycznym, gdzie człowiek najbardziej obawia się biedy i cierpienia. Bóg powiedział, że taki świat jest Jego nieprzyjacielem.
Jeżeli sobie uświadamiamy, że człowiek stał się swoim centrum, musi nastąpić szczere upamiętanie. By tak było, to tak, jak z grzesznikiem, Kościół musi być doprowadzony do przekonania i zobaczyć grzech tak, jak widzi go Bóg. Upamiętanie prowadzi Kościół do miejsca, gdzie znowu odczuje grzech tak, jak odczuwa go Bóg. Kościół musi przez Ducha Świętego zobaczyć, że tak, jak diabeł, uzurpował sobie miejsce Boga. Chociaż chrześcijanie mogą tego nie widzieć, próbują zająć miejsce Boga, pozwalając, by „Ja” zasiadło w świątyni Bożej, jako Bóg. Kiedy to zobaczymy, to jest przekonanie. Poprzez Słowo Boże musimy zobaczyć, że człowieka uczyniliśmy najważniejszym. Potem musimy pokutować. Przez upamiętanie zobaczymy nie tylko, jak straszny jest grzech, ale odczujemy, co czuje Bóg i znienawidzimy to, co zrobiliśmy, stawiając siebie w centrum.
A4 – luźne rozważania na temat współczesnego chrześcijaństwa
„Szkoła Chrystusa”
str. 184 – 186
https://clendennen.blogspot.com/2011/04/a4-luzne-rozwazania-na-temat.html



Opublikuj komentarz