Potem wstali, aby się bawić…
Biblia mówi również o tym, że każde nasienie wydaje owoc według swego rodzaju (1 Moj 1:12). Złe nasienie wyda zły owoc, często nierozpoznany aż do czasu dojrzewania. Rockandrollowi „prorocy” tego pokolenia wydają nasienie według swego rodzaju – nasienie, które pewnego dnia przyniesie owoc, który zwiędnie i obumrze. Juda mówi o tym wyraźnie: „Oni …tuczą siebie samych, (są) chmurami bez wody unoszonymi przez wiatry, drzewami jesiennymi, które nie rodzą owoców, dwakroć obumarłymi, wykorzenionymi” (Jud 1:12). A co z tymi dobrze brzmiącymi świadectwami, ze szczerymi i przekonywującymi kazankami? Paweł ma odpowiedź: „A proszę was, bracia, abyście się strzegli tych, którzy wzniecają spory i zgorszenia wbrew nauce, którą przyjęliście; unikajcie ich. Tacy bowiem nie służą Panu naszemu, Chrystusowi, ale własnemu brzuchowi, i przez piękne a pochlebne słowa zwodzą serca prostaczków.” (Rz 16:17-18)
Ach, jak bardzo Boży ludzie potrzebują umiejętności duchowego rozróżniania! Wszędzie aż się roi od ogromnych zwiedzeń, nie tylko w związku z młodzieżową muzyką rockową i punkową, lecz również z propagowanymi obecnie nowymi formami uwielbienia i oddawania Bogu chwały. Niektóre z nich narodziły się z Ducha Świętego, ale wiele z nich narodziło się z ciała – i tylko ci, którzy chodzą w świetle widzą różnicę.
Dzisiaj w naszym kraju mamy przebudzenie uwielbienia i chwały, a także duży nacisk na modlitwę, wstawiennictwo oraz nowe objawienie. Bez wątpienia jest coraz więcej chrześcijan, którzy stoją w wielkich zgromadzeniach przez godzinę lub dwie śpiewając i głośno wychwalając Boga. Jest radość, śmiech, klaskanie, podnoszenie rąk, taniec – nigdy wcześniej w nowoczesnym świecie nie było większego okrzyku w obozie!
Dzięki Bogu za tych w obozie, którzy czczą Go w Duchu i w prawdzie, którzy wznoszą czyste ręce i mają czyste serca. Ci, którzy przychodzą przed Jego świętość ze złamanym sercem i skruszonym duchem. Jeśli chodzą w świętości, drżą na słowo Boże, są pokutujący i wolni od więzów grzechu – jest to chwalebna i miła Bogu ofiara. Bóg zaprawdę mieszka w chwałach swego ludu – lecz tylko, gdy ten lud chodzi w rzeczywistej prawości.
Lecz jest okrzyk płytki i bez znaczenia!
Jest okrzyk zwycięzcy i jest okrzyk bałwochwalcy – a my musimy umieć rozpoznać różnicę. Pan rozkazał Mojżeszowi: „Zejdź na dół, gdyż sprzeniewierzył się lud twój, który wyprowadziłeś z ziemi egipskiej. Rychło zeszli z drogi, jaką im nakazałem. Zrobili sobie cielca ulanego, oddali mu pokłon, złożyli mu ofiarę i mówili: To są bogowie twoi, Izraelu, którzy cię wyprowadzili z ziemi egipskiej.” (II Moj 32:7-8)
Kiedy Mojżesz i Jozue zbliżyli się do obozu Izraela, Jozue usłyszał „odgłos okrzyków ludu” (wers 17). Ale to nie był okrzyk tych, którzy pokonali wroga. Mojżesz, prawdziwy pasterz, który dopiero co odszedł sprzed oblicza Bożej świętości mógł z łatwością rozeznać, że ten wielki okrzyk pochodzący z ust wybranego przez Pana ludu był nieczysty. Coś było strasznie nie tak – nie współbrzmiało to z Bożą świętością. Mojżesz powiedział: „Nie jest to odgłos okrzyków po zwycięstwie, nie jest to odgłos okrzyków po klęsce, lecz słyszę odgłos śpiewu.” (II Moj 32:18)
To wszystko było płytkim hałasem bez znaczenia – ale także czymś obrzydliwym w uszach świętego Boga. Nie mieli prawa śpiewać. Ich serca pożądały fałszywego bożka. Oddali się przyjemności i zabawie. Stali przed złotym cielcem i w imieniu Pana składali ofiary całopalne. „Usiadł lud, aby jeść i pić. Potem wstali, aby się bawić…” (II Moj 32:6).
Dostałem wiele listów od chrześcijan, o których wiem, że przeszli przez szkołę Chrystusa. Przeszli przez wiele cierpień i duchowych walk do miejsca w Bogu, gdzie już nic się nie liczy oprócz poznania Go w pełni. Doświadczyli tak wielkiego głodu Boga, że zaczęli pragnąć Boga „jak jeleń źródła wody”. Mówią mi, jak bardzo obco czuję się w tych wielkich zgromadzeniach, gdzie rozlega się okrzyk w obozie. To wszystko wygląda dobrze i zewnętrznie brzmi dobrze. Ale nie mogą brać w tym udziału, gdyż rozeznają, że coś u podstaw jest nie tak. Nie potrafią nawet tego wyjaśnić – Duch Boży w ich wnętrzu nie pozwala im brać w tym udziału. Oni rozeznają pewien rodzaj niewysłowionej ciemności – coś subtelnego, lecz złowrogiego, w tej cielesności towarzyszącej śpiewowi, okrzykom i tańcom. To jest prawie zbyt profesjonalne, namacalne, cielesne. Wychodzą, myśląc: „Czy to tylko ja? Czy to ze mną jest coś nie w porządku? Czy jestem zbyt osądzający? Dlaczego nie czuję się dobrze pośród tego śpiewu i tańców?”
Ci, którzy wkroczyli w światło łatwo mogą rozpoznać cień ciemności. Nie dadzą się nabrać na fałszywe okrzyki, fałszywe tańce, fałszywe uwielbienie lub fałszywe modlitwy.
Prawdziwi święci na Syjonie weselą się z drżeniem (Ps 2:11). Wiedzą, że radość należy tylko do tych, którzy są „prawego serca” (Ps 97:11 B). Mogą śpiewać i tańczyć, gdy Duch ich pobudzi, ale wraz z Dawidem mogą powiedzieć: „Słyszy to Syjon i raduje się, I weselą się córki judzkie z powodu sądów twoich, Panie!” (Ps 97:8). Święci na Syjonie radują się w Panu i wysławiają święte imię jego. (Ps 97:12)
Żadnego punka, rocka, fałszywych okrzyków oraz fałszywego wychwalania dla chodzących w świetle. Oni chwalą Go jednocześnie za Jego dobroć oraz z bojaźni przed Jego wielkim i strasznym imieniem.
„Pan jest królem, drżą ludy, Siedzi na cherubach, ziemia się chwieje. Wielki jest Pan na Syjonie i wyniesiony nad wszystkie ludy. Niech wielbią imię twoje wielkie i straszne (napawające trwogą); On jest święty!” (Ps 99:1-3)
Dawid Wilkerson 3 sierpnia 1987; Artykuł „Prowadzeni w ciemność” ang. „Driven To Darkness” Dawida Wilkersona pochodzi z nieistniejącej już strony „DuchowyGPS”
https://www.kilkaminut.pl/wp-content/uploads/2025/09/prowadzeni.pdf



Opublikuj komentarz