Dzięki bojaźni Pana stronimy od złego
Nie można miłować Boga bez posiadania bojaźni Bożej.
„… Dzięki bojaźni Pana stronimy od złego” (Przyp. Sal. 16:6). „Bać się Pana – znaczy nienawidzić zła…” (Przyp. Sal. 8:13). „Kto ma przykazania moje i przestrzega ich, ten mnie miłuje…” (Jan 14:21). „A to jest miłość, abyśmy postępowali według przykazań jego…” (2 Jana 6).
Miłość, bojaźń i posłuszeństwo – znaczą to samo, jeżeli chodzi o nasze życie z Bogiem. W przeszłości zwiastowałem na temat miłości Bożej, bojaźni Bożej i posłuszeństwa Bogu tak, jakby były to trzy różne aspekty naszej relacji z Panem. Ale teraz uczę się, że te trzy są nierozłączne, nie można praktykować jednej bez pozostałych dwóch.
Nie można miłować Boga bez posiadania bojaźni Bożej. Nie można Go miłować nie będąc Mu posłusznym. Nie można mieć prawdziwej bojaźni Bożej, jeżeli nie jesteś Mu posłuszny.
Zadaj sobie pytanie: jaka jest twoja motywacja dla odnoszenia zwycięstwa nad pożądliwościami, pragnieniami i grzechami? Do zdobywania świętości, pobożności i czystości serca?
Niektórzy nauczają, że tylko bojaźń Boża powoduje, iż wierzący uciekają przed pożądliwościami. Cytują następujące fragmenty Słowa Bożego: „Spustoszenie i nędza na ich drogach, a drogi pokoju nie poznali. Nie ma bojaźni Bożej przed ich oczami” (Rzym. 3:16-18). „Bój się Pana i unikaj złego” (Przyp. Sal. 3:7). „Bojaźń Pana jest krynicą życia, dzięki niej można uniknąć sideł śmierci” (Przyp. Sal. 14:27).
Słowo Boże mówi, że pierwszy kościół był budowany poprzez „chodzenie w bojaźni Pańskiej i pociechę Ducha Świętego” (Dz. Ap. 9:31 BG). Jeremiasz mówi, że grzeszny Izrael nie naśladował Boga z całego serca, ponieważ nie bali się Go: „Nie ma u ciebie bojaźni przede mną” (Jeremiasz 2:19).
Natomiast inni kaznodzieje nauczają, że jedyną właściwą motywacją przeciwko grzechowi jest miłość. Niedawno słyszałem, jak pewien kaznodzieja grzmiał przez radio: „Bojaźń nie jest dla chrześcijanina – to jest udręka! Nie możesz chodzić z Bogiem, jeżeli się Go boisz. Miłość jest jedyną reakcją na łaskę, jakiej kiedykolwiek będziesz potrzebował. Jeżeli miłujesz Boga, to będziesz mu posłuszny.”
Ten pastor absolutnie odrzucił bojaźń Bożą, jako motywację dla posłuszeństwa Panu! Sam pomysł uczenia ludzi świętej bojaźni Bożej dla niego wydawał się czymś odrażającym.
Rzeczywiście, obecnie z kazalnic słyszymy w większości poselstwa o miłości. Bardzo mało słyszymy o bojaźni Bożej – prawie żadnych proroczych kazań, które powodują przekonanie o grzechu. Zamiast tego duchowni nauczają: „tylko kochaj Jezusa z całego serca, a wszystko będzie dobrze. Nie jesteśmy pod zakonem – jesteśmy powołani do wolności! Wszyscy upadamy, ale miłość przykrywa każdy grzech. Naucz się więc kochać. Kochaj Jezusa i braci, a masz zagwarantowane niebo.”
To brzmi dobrze – ale to nie to, co mówi Słowo Boże! Może powiesz: „Ale czy Jezus nie powiedział, że dwa największe przykazania opierają się na miłości, że mamy miłować Boga i bliźniego?”
Tak, to prawda! Ja nie mam argumentów przeciwko tym, którzy nauczają, że miłość powinna być naszą główną motywacją. Moim problemem jest różnica pomiędzy nowoczesną definicją miłości przedstawianą przez kościół, a tym, co Jezus nazywa miłością!
Miłość nie jest tylko emocją, czy uczuciem, które żywimy do Chrystusa. Nie może ona być w pełni pokazana tylko poprzez uwielbianie i kazanie. Nie może ona również być zmierzona emocjami. Wielu chrześcijan potrafi siedzieć w kościele i przeżywać wielkie emocje, wołać do Boga i płakać, a potem wyjść z kościoła i być nieposłusznym Bogu. Jezus powiedział, że to nie jest miłość do Niego!
Nie można tego chyba przedstawić jaśniej:
miłość oznacza posłuszeństwo przykazaniom Pana Jezusa Chrystusa!
Jezus powiedział, że jedynym rodzajem miłości, jaką on przyjmuje jest posłuszeństwo każdemu jego przykazaniu – posłuszeństwo jego słowu we wszystkim i zawsze!
„Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie” (Jan 14:15). „Jeśli przykazań moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości mojej, jak i ja przestrzegałem przykazań Ojca mojego i trwam w miłości Jego” (Jan 15:10). „Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe” (1 Jana 5:3). Chyba Chrystus nie mógł tego już jaśniej powiedzieć: miłość do Niego oznacza posłuszeństwo każdemu Jego przykazaniu.
Ale co wytwarza stałe i trwałe posłuszeństwo? Jestem przekonany, że pobożne, ochotne posłuszeństwo wytryska z jednego źródła: bojaźni żywego Boga! Posłuszeństwo zrodzone poprzez prawdziwą i nabożną bojaźń Bożą, jest udoskonaloną miłością. Na poparcie tego proponuję następujące miejsca Słowa Bożego:
„A z tego wiemy, że go znamy, jeśli przykazania jego zachowujemy. Kto mówi: znam go, a przykazań jego nie zachowuje, kłamcą jest i prawdy w nim nie ma. Lecz kto zachowuje Słowo jego, w tym prawdziwie dopełniła się miłość Boża. Po tym poznajemy, że w nim jesteśmy” (1 Jana 2:3-5).
„Przeto okażmy się wdzięcznymi my, którzy otrzymujemy królestwo niewzruszone i oddawajmy cześć Bogu tak, jak mu to jest miłe: z nabożnym szacunkiem i bojaźnią. Albowiem Bóg nasz jest ogniem trawiącym” (Hebr. 12:28-29).
Teraz nieczęsto słyszymy to słowo zwiastowane z wielu kazalnic. Zamiast tego Jezus jest przedstawiany jako zdziecinniały dziadek, który przymyka oko na grzech! Oczywiście, On wie, że jesteśmy słabi i że czasami upadamy. Ale tu Słowo Boże mówi o czymś innym: mówi, że posłuszeństwo Jego przykazaniom jest udoskonaloną miłością – a bojaźń Boża jest naszą motywacją do posłuszeństwa!
W prosty sposób można to powiedzieć tak: Jeżeli naprawdę masz w sobie bojaźń Bożą, to będziesz posłuszny każdemu Jego Słowu. Czyniąc to, będziesz Go kochał tak, jak to jest Jemu przyjemne.
Jeżeli boisz się Pana i jesteś mu posłuszny we wszystkim, to nie będziesz musiał sprawdzać swojego serca, aby się upewnić, czy naprawdę Go miłujesz. Nie będziesz musiał próbować mierzyć swojej miłości przez pryzmat swoich łez lub braku łez. Możesz po prostu odpocząć w Jego Słowie – słowie Chrystusa – że twoje posłuszeństwo względem Niego jest miłością!
Jednak po drugiej stronie monety są wszystkie drogi, co do których my myślimy, że wyrażamy w ten sposób miłość do Jezusa. Na przykład możemy siadać w Jego świętej obecności i śpiewać ze łzami: „Sercem kocham Jezusa…”, „Ty jesteś moją miłością…”, „Jezu, Ty jesteś moją radością…”. Ale jeżeli nie jesteśmy posłuszni Bożemu Słowu w naszym codziennym życiu, to całe nasze mówienie, zwiastowanie i śpiewanie o tym, że kochamy Jezusa jest tylko naszą sentymentalną duszewnością. Jest to tylko udawanie!
Bóg polecił nam, abyśmy odrzucili ten świat, oddzielili się od złych przyjaciół i ukrzyżowali swoje ciało wraz z jego namiętnościami i pożądliwościami. Czy jesteś Mu posłuszny w tym? Jeżeli nie – jeżeli stale jesteś nieposłuszny jego Słowu, to twoje uwielbianie jest dla Niego nie do przyjęcia. Jest to jak miedź brzęcząca, czy cymbał brzmiący – hałas bez znaczenia!
Fragment artykułu – Miłość, bojaźń i posłuszeństwo – pochodzi ze strony –
http://www.tscpulpitseries.org/polish/ts920817.htm



Opublikuj komentarz