×

Epidemia samotności w kościele

Epidemia samotności w kościele

Przez ostatnie miesiące czytałem wiele komentarzy ludzi, którzy opowiadają o swoich doświadczeniach związanych z kościołem. Dochodzę do wniosku, że częstym problemem wśród nich nie jest tylko zranienie. Jest nim samotność. Nie samotność człowieka, który nie ma wokół siebie ludzi. Znacznie gorsza jest samotność człowieka siedzącego w sali pełnej ludzi, który zastanawia się, czy ktokolwiek naprawdę go zna. To samotność osoby, która przez lata poświęcała swój czas i serce, a potem zaczęła się zastanawiać, czy ktokolwiek zauważyłby, gdyby po prostu przestała przychodzić. To samotność człowieka przechodzącego przez rozwód, chorobę, depresję, utratę bliskiej osoby lub najtrudniejszy okres swojego życia, który nagle odkrywa, że zniknął z pola widzenia wszystkich wokół.

Ile razy słyszałem podobne historie:

„Nikt nie zadzwonił.”

„Nikt nie zapytał, co się dzieje.”

„Byłem w szpitalu.”

„Przeżywałem żałobę.”

„Przestałem przychodzić i przez wiele miesięcy nikt nawet nie zauważył, że mnie nie ma.”

To już nie jest zwykłe poczucie osamotnienia. To ból człowieka, który był przekonany, że należy do wspólnoty, a potem zaczął się zastanawiać, czy ktokolwiek naprawdę go znał.

Może dlatego tak wielu ludzi nie odchodzi od Jezusa. Odchodzą od poczucia anonimowości. Od relacji, które okazały się powierzchowne. Od systemu, w którym łatwo zauważyć brak wolontariusza, ale trudno zauważyć brak człowieka.

W pierwszym Kościele wierzący znali się nawzajem. Nosili swoje ciężary. Płakali z płaczącymi i radowali się z radującymi. Nie byli tylko uczestnikami niedzielnych spotkań. Byli rodziną.

Dlatego warto zadać sobie trudne pytanie. Jak to możliwe, że ktoś może przez lata siedzieć obok nas tydzień po tygodniu, a my nigdy nie poznamy jego historii? Jak to możliwe, że człowiek może zniknąć z naszych spotkań i nikt nie zauważy jego nieobecności?

Być może największym problemem wielu współczesnych kościołów nie jest brak programów, wydarzeń czy liderów. Być może problemem jest to, że coraz łatwiej być częścią tłumu, a coraz trudniej być częścią rodziny.

A przecież Kościół Jezusa nigdy nie miał być miejscem, gdzie można zniknąć niezauważonym.

Marek
Przestańcie bawić się w kościół –
https://www.facebook.com/100064697376432

Jeden komentarz

Opublikuj komentarz