×

Skoro wzgardzili słowem PANA

Skoro wzgardzili słowem PANA

„Zawstydzili się mądrzy, przerazili się i wpadli w pułapkę. Skoro wzgardzili słowem PANA, na cóż im mądrość?” Księga Jeremiasza 8:9

… I w końcu rezygnują także z Jezusa, bo życie ciągnie ich w wiele różnych stron, a mają z tego powodu wyrzuty sumienia. Pozbywamy się Biblii – i pozbywamy się wyrzutów sumienia…

I jeszcze odrobina mądrości z bardzo zaskakującego źródła

Richard Dawkins to – można powiedzieć – czołowy ateista świata. Jest autorem książki Bóg urojony. Wielki propagator ewolucjonizmu, niebywale inteligentny naukowiec. Niedawno dowiedziałem się, że pojawiły się u niego objawy choroby Alzheimera, co bardzo mnie zasmuciło. Lubię Richarda Dawkinsa. Moim zdaniem jest on zawsze szczery, w tym co głosi, i zawsze mówi to, co myśli – cenię to w jego ateizmie. Teraz jego władze umysłowe ulegają pogorszeniu, modlę się więc coraz goręcej, aby Bóg w jakiś sposób przemówił do niego, choćby i na łożu śmierci. Tak czy inaczej, do dziś pozostaje on czołowym ateistą.

Podam teraz kontekst słów, które za chwilę przytoczę – otóż Dawkins mówi o chrześcijanach, którzy idą na taki właśnie kompromis i wprowadzają do biblijnej relacji ewolucję: „Ależ oczywiście że możemy uznać fakt ewolucji! Bóg w ten właśnie sposób stwarzał!”. Oto co o takich ludziach myśli ateista Richard Dawkins: „Ależ oczywiście, że opowieść o Adamie i Ewie była zawsze jedynie symboliczna, prawda? Symboliczna? Jezus więc chcąc wszystkim zaimponować pozwolił się torturować i zabić w ramach kary zastępczej za symboliczny grzech popełniony przez nieistniejącą osobę? Kompletny idiotyzm, a przy tym wściekle nieprzyjemny. Wydaje mi się to osobliwą propozycją, abyśmy trzymali się pewnych części relacji biblijnej, a innych znów nie. Bo jeśli chodzi o kwestie moralne, to według jakich reguł mamy sobie je z Biblii wybierać? Po co w ogóle zawracać sobie głowę Biblią, skoro mamy zdolność samodzielnego określania, co jest dobre, a co złe?”.

Gotów byłbym sporo zapłacić za to, aby pojechać razem z Richardem w objazd z serią odczytów i prosiłbym go wówczas: „Richardzie, a teraz, proszę, powiedz wszystkim to, co napisałeś!”. On to rozumie lepiej niż wielu chrześcijan. Obydwie wersje opisu człowieka wcale do siebie nie pasują, co rodzi taki problem, że dziś dwie trzecie, a może nawet 70-80% młodych chrześcijan odchodzi od wiary jeszcze przed obroną licencjatu. Robię wykłady na ten temat – tutaj nie chodzi o to, że to koledże są takie okropne. Koledż jedynie obnaża problemy, które nawarstwiały się od lat. Można tu wymieniać bardzo wiele zagadnień.

Przykład z życia

Miałem wykład na konferencji dla mężczyzn, na której zebrało się 5000 osób, a drugie tyle uczestniczyło zdalnie. Wielka konferencja i na dodatek całkiem przyzwoita. Gościłem tam od wielu lat, lecz kilka lat temu podziękowali mi za współpracę, ponieważ nie odpowiadało im moje nauczanie o stworzeniu. Zażalenie złożył wprawdzie tylko jeden człowiek, ale cóż. Otóż umówiłem się tam na rozmowę z jednym z pastorów owego kościoła – a jest tam pewnie ze 25 pastorów, ogromny kościół. Zanim jednak przeszliśmy do tematu, mój rozmówca napomknął, że wielu pastorów młodzieżowych przeżywa rozterki, ponieważ zauważyli, iż mnóstwo młodych ludzi odchodzi od wiary. Spojrzał na mnie i zapytał: „No i jak możemy im pomóc?”. Odpowiedziałem mu: „Nie możecie”. Zrobił wielkie oczy ze zdumienia. Nie takiej odpowiedzi się ode mnie spodziewał, a znamy się naprawdę dobrze.

Uśmiechnąłem się więc i dodałem: „A nie możecie im pomóc dlatego, że sami nie wiecie, w co wierzycie”. Powiedziałem to bardzo delikatnie – lecz taka była prawda. W kościele tym nie mają stanowiska w sprawie Księgi Rodzaju. Przyjmują postawę, że tak, Bóg jest Stwórcą itd., ale nie wiemy, jak i kiedy wszystko stworzył. To przecież nie ma znaczenia. W obydwu obozach są porządni ludzie, po co rodzić podziały poprzez poruszanie tego tematu?”.

Powiedziałem mu jeszcze: „Pomyśl. Powiedzmy, że chcesz pomóc swojej młodzieży, więc sprowadzasz pierwszego z brzegu eksperta. I ten człowiek okazuje się nie tylko biblistą, ale i naukowcem, jakiś bardzo bystry gość. Zwraca się więc do młodzieży: „Witajcie, studiowałem przez ponad 25 lat, znam Biblię na wyrywki. Mam również doktorat z nauk ścisłych, a przybyłem tu, aby wam powiedzieć, że Księga Rodzaju to być może jest poezja, a być może niekoniecznie. Oba poglądy mają po swojej stronie mocne argumenty, porządnych ludzi i inteligentnych ekspertów. Ale tego akurat nie jesteśmy pewni. Bóg może stworzył wszystko w dosłowne sześć dni, ale może i nie. Wiem, że Biblia wydaje się tak mówić, ale z drugiej strony datowanie radiometryczne, no wiecie, obie strony mają argumenty. Tak naprawdę nie możemy więc mieć w tej sprawie pewności. Być może Bóg posłużył się Wielkim Wybuchem, to udowodnili, więc prawdopodobnie mógłby tutaj pasować. Bo przecież ktoś musiał ten Wielki Wybuch spowodować, prawda? Więc być może Bóg się nim posłużył. Życie być może powstało z nieożywionych związków chemicznych, a być może nie.

Biblia nie wydaje się na to wskazywać, ale generalnie i tak nie podaje nam zbyt wiele szczegółów, tymczasem naukowcy czynią wielkie postępy w ustalaniu, jak życie mogło się ukształtować 3,8 miliarda lat temu z materii nieożywionej, eksperyment Millera-Ureya, zwierzęta może wyewoluowały od wspólnego przodka, a może nie. Owszem, Biblia tak naprawdę czegoś takiego nie sugeruje, mamy jednak tyle danych naukowych z dziedziny biologii, no i cały zapis kopalny… Być może wyewoluowaliśmy z jakiegoś małpowatego stwora, a być może nie. Owszem, Biblia mówi, że Bóg stworzył Adama z prochu ziemi, lecz to również może być sformułowanie poetyckie, no bo przecież chodzimy do muzeów, oglądamy tam małpoludy, do tego dochodzą skamieliny itd. Prawdziwi Adam i Ewa mogli istnieć, ale mogli też nie istnieć. Wiem, że Biblia o nich wspomina. Może to być metafora, nie mam co do tego całkowitej pewności. Mógł mieć miejsce faktyczny, w sensie dosłownym grzech pierworodny, ale też niekoniecznie, ponieważ jeśli faktyczni Adam i Ewa nie istnieli, to taki grzech nie mógł się wydarzyć. Może to być koncepcja opisująca, powiedzmy, grzech jako taki. Być może potop nastąpił, a być może nie, ponieważ… to znaczy geolodzy… no nie ma na potop żadnych dowodów.

Kiedy więc czytacie o potopie, to jest to po prostu kolejna historia, a być może była to lokalna powódź na tych terenach. Nie mam co do tego całkowitej pewności. Ale mogło to być coś lokalnego. Tak więc życzę wam samych sukcesów, mam nadzieję, że to co powiedziałem, pomoże wam na studiach”.

A młodzi ludzie myślą sobie: „Ale niby jak ma mi to pomóc?”. Może to, a może tamto. Może tak, a może nie. Może. Ale nie wiadomo. Więc jeśli ty jako ekspert nie jesteś w stanie dojść do żadnego wniosku, czego się spodziewasz po młodzieży? Pomyślą: „Widocznie nie ma to tak naprawdę znaczenia. Ale skoro tak, to dlaczego tak się uczepiliście tego Jezusa?”. I w końcu rezygnują także z Jezusa, bo życie ciągnie ich w wiele różnych stron, a mają z tego powodu wyrzuty sumienia. Pozbywamy się Biblii – i pozbywamy się wyrzutów sumienia. Tak właśnie dzieje się w wielu naszych kościołach.

Wróćmy do Księgi Rodzaju

„I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich” (Rdz 1,27). Mamy więc początek człowieka w ogrodzie Eden. Ale nie, bo przecież naukowcy, bo udowodnili ewolucję człowieka, mają wszystkie te małpoludy, skamieniałości itd.,. nie można więc traktować poważnie Księgi Rodzaju.

Jeszcze raz Richard Dawkins: „Można z absolutną pewnością stwierdzić, że jeśli spotkamy kogoś, kto twierdzi, że nie wierzy w ewolucję, to ów ktoś jest ignorantem, głupcem lub szaleńcem, albo niegodziwcem, i w ogóle nie brałbym tego pod uwagę”. Bardzo zastraszająca i dogmatyczna wypowiedź z ust inteligentnego przecież uczonego. Kiedy więc nasze dzieci czy wnuki siedzą na lekcji w szkole czy na zajęciach na uczelni i słyszą bez przerwy to samo, to jak się zachowają? Czy podniosą rękę i powiedzą: „Szczerze mówiąc, to nie wierzę w ewolucję”? Nie, raczej będą siedzieć jak mysz pod miotłą, a wielu z nich odejdzie od wiary, bo nie będą wiedzieć, jak właściwie powinni się zachować. Nie mają należytego podejścia do autorytetu Słowa Bożego, ponieważ ich rodzice nie zawsze właściwie ich uczą. Ale to już inny temat.

Wiemy więc, co mówi Księga Rodzaju. Lecz w odpowiedzi słyszymy często: „No tak, ale ja wiem lepiej, bo małpoludy itd., z faktami się nie dyskutuje! To przecież nauka! Idź do muzeum, mają tam te wszystkie szkielety. Sprawa jest bezdyskusyjna, a Biblię można przecież interpretować rozmaicie, czyż nie?”.

Fragment artykułu „Kim jestem” –
https://zwiedzionechrzescijanstwo.blogspot.com/2024/02/kim-jestem.html

Opublikuj komentarz