List ósmy i dziewiąty
Zraniony przez chrześcijańską grupę, która kładła nacisk na autorytet, Ken jest młodym, zmartwionym mężczyzną z wieloma pytaniami. Ken reprezentuje dużą liczbę osób, które zostały skrzywdzone przez różne ruchy chrześcijańskie w ciągu ostatniej dekady.
W książce „Listy do zdruzgotanego [zdewastowanego] chrześcijanina” Gene Edwards bada różne aspekty grup chrześcijańskich, które praktykują poddanie i autorytet. Dotyka dwóch problemów, które wciąż pojawiają się wśród chrześcijan dzisiaj: życia w grupie i problemów wynikających z poddania się autorytarnemu przywództwu.
Ostatnie rozdziały książki zawierają kilka bardzo osobistych i praktycznych listów do tych, którzy opuścili takie grupy, aby odkryć, że czekają na nich trudne zadanie radzenia sobie z goryczą i urazą oraz odbudową wiary i zaufania.
List ósmy
Drogi Kenie:
Będziesz musiał uwolnić się od spustoszenia w swoim życiu. Tylko ty sam możesz to zrobić. Będziesz musiał wymazać przeszłość. Musisz uporać się z tym, co przeszedłeś; w przeciwnym razie staniesz się bezużyteczny dla Pana, dla Jego Królestwa. A jeśli twoja sytuacja jest naprawdę zła, staniesz się niemal bezużyteczny dla społeczeństwa.
Być może ten list ci się nie spodoba.
Pozwól, że powiem ci coś, czym naprawdę nie jest przyjemnie się dzielić. Mam przyjaciela. Około siedemnastu lat temu dołączył do zupełnie nowego ruchu chrześcijańskiego. Był w tym ruchu przez 12 lub 13 lat, zanim w końcu musiał się z nim zerwać. W tym okresie ruch przeszedł wiele zmian, ewoluując od czegoś, co dążyło do czystości, do czegoś, co stało się niemal kopią systemu religijnego… czyli dokładnie tym, czemu ruch ten miał się sprzeciwiać. Kiedy ten brat opuścił ruch, kościół, do którego należał, również się z nim rozstał.
Opowiadam wam tę historię z powodu rozmowy, jaką z nim przeprowadziłem. W okresie, kiedy odszedł, wielu innych chrześcijan opuściło ten sam ruch. Prawie wszyscy ci chrześcijanie są praktycznie zniszczeni. Niektórzy z tych zrozpaczonych chrześcijan przenieśli się do miasta, w którym mieszka mój przyjaciel. Stali się częścią wspólnoty kościelnej, którą on prowadził. Szukali domu; szukali przystani; szukali pokoju; szukali miejsca, gdzie mogliby się wyleczyć. Zapytałem tego drogiego brata: „Jak wygląda dzisiaj życie tych ludzi?”
Odpowiedział szczerze. Powiedział: „Praktycznie każda osoba, która przyszła do nas z tego ruchu, wyrządza wielką szkodę naszemu kościołowi”. Zapytałem, co miał na myśli, chociaż wydawało mi się, że wiem.
Jedną z cech tych ludzi było to, że cały czas mówili o przeszłości. Rozmawiali o tym przy każdej nadążającej się okazji. Nie sądzę, żeby zdawali sobie sprawę – i mówię to za siebie – że tak naprawdę nie chcemy słuchać tych makabrycznych historii! Nie było nas tam; nie lubimy słuchać krytyki innych chrześcijan, bez względu na to, jak bardzo osoba opowiadająca historię uważa, że ten drugi postąpił źle. Reszta z nas po prostu nie jest zainteresowana narażaniem naszego wewnętrznego człowieka na tak wiele negatywnych emocji.
Drugą cechą tych ludzi było to, że zawsze ostrzegali młodych ludzi w jego kościele, aby byli bardzo, bardzo ostrożni. W jakiej sprawie? Praktycznie we wszystkim. Lista jest nieskończona. Ludzie, którzy opuszczają ruchy, wydają się być przepełnieni strachem i wydają się czuć potrzebę ostrzegania wszystkich pozostałych chrześcijan na świecie, aby byli ostrożni we wszystkim. Nie możemy żyć, będąc tak ostrożni. Nie chcemy żyć w strachu. Wciąż mamy serce, by być odważnymi, i wciąż mamy serce, by ufać.
To była kolejna rzecz, o której mi powiedział. Tego rodzaju chrześcijanie nie ufają nikomu. W szczególności nie ufają chrześcijańskim pracownikom. Nie potrafią uwierzyć, że gdziekolwiek istnieje uczciwy człowiek.
To naprawdę tragiczne. Kiedy człowiek osiąga ten punkt, jego życie jako chrześcijanina zostaje zniszczone.
Mój przyjaciel powiedział mi, że jemu również zawsze doradzano, by był ostrożny tu i tam. Ci, którzy opuścili ruch, byli przepełnieni różnego rodzaju oczekiwaniami, teoriami i filozofiami na temat tego, czego nigdy nie należy robić i co zawsze należy robić.
Inną cechą ludzi, którzy opuścili ten ruch, był strach przed liderami, strach przed jakąkolwiek formą przywództwa. Zazwyczaj ich koncepcja kościoła sprowadzała się do czegoś tak eterycznego, że gdyby spróbować ją zastosować w praktyce, kościół prawdopodobnie nigdy nie zdołałby się zebrać nawet na pierwsze spotkanie!
Kolejną cechą było to, że mieli tendencję do kręcenia się w swoim gronie, nieustannie wypełniając swoje kosze na śmieci nowymi śmieciami – a raczej starymi śmieciami.
Być może najbardziej tragiczne było to, że właśnie ci chrześcijanie, którzy zostali zranieni przez autorytet i podziały, sami powodowali teraz rozłam w wspólnocie kościelnej mojego przyjaciela! Jakie to tragiczne.
Cyniczni, pełni strachu, wręcz paranoiczni. A teraz nawet powodujący podziały. Ken, czy to właśnie chcesz osiągnąć jako chrześcijanin?
Wiem, jaka może być twoja odpowiedź. „Ale inni chrześcijanie tak głęboko mnie zranili”. Ken, to po prostu nieprawda. Nikt na świecie cię nie zranił… (chyba że położyli cię na torturach i wbili w ciebie rozgrzany pogrzebacz!) Nie, nikt cię nie zranił. Tylko jedna osoba może cię skrzywdzić, a tą osobą jesteś ty sam. Każdy ból, jaki znasz, sam sobie zadałeś. Jednym z fundamentów ludzkiego przetrwania jest zrozumienie tej prostej zasady: „To nie to, co ludzie ci robią, ale to, jak na to reagujesz, decyduje o tym, jak przetrwasz i będziesz żyć na tej planecie.”
Ken, masz tylko jedną osobę na tym świecie, którą możesz oskarżyć o wszelkie postawy zgorzknienia, cynizmu, zranienia czy bólu. Tą osobą jesteś ty sam i to wyłącznie do ciebie należy decyzja, czy chcesz kontynuować schematy, które zaczynają się utrwalać w twoim życiu, czy też chcesz się od nich uwolnić i udać się na słoneczne łąki wyżej położonych terenów.
Mam do ciebie jeszcze jeden list do napisania, Ken. W nim podzielę się z tobą moimi najgłębszymi odczuciami w sprawie tej dewastacji.
List dziewiąty
Drogi Kenie:
Ten list dotyczy bardzo praktycznej kwestii: Jak wyjść z dewastacji?
Czy w ogóle można przezwyciężyć poczucie zniszczenia? Czy chrześcijanin może pokonać gorycz? Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że są to pytania budzące lęk. Wielu braci i sióstr nie potrafi uwolnić się od goryczy, gdy raz skosztowali tego owocu.
Chciałbym dać ci kilka wskazówek, jak pokierować swoim życiem w związku z ruchem, który, jak czujesz, cię zniszczył.
Przede wszystkim musisz zajrzeć w swoje serce i zdać sobie sprawę, że znaczna część problemu leży w twojej własnej psychice. Są ludzie, którzy byli traktowani gorzej od ciebie, a jednak nie zostali tak głęboko zranieni jak ty. Niektórzy wcale. Myślę, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że chrześcijanie, którzy zostali zranieni w autorytarnych ruchach, miewają skłonność do cynizmu, goryczy i krytycyzmu. A może weszli w tę sytuację z nadmierną dumą.
Ken, musisz pamiętać, że dałeś się nabrać przekonaniu, że „jesteś wyjątkowy”. To cię uniosło. To nakarmiło coś w twojej naturze. Wierzyłeś, że to jedyny ruch na ziemi i tak też mówiłeś ludziom. Bardzo często jest to odzwierciedleniem własnych problemów psychologicznych danej osoby i musisz zmierzyć się z tą ewentualnością. Ken, myślę, że duża część twojego problemu oraz każdego brata i siostry, którzy zostali skrzywdzeni przez te grupy, polega na tym, że czujecie się, jakby wam wmówiono coś, co nie jest prawdą. Nie będę się z tym spierał. Pamiętaj jednak, że to właśnie ta „błędna informacja” cię pociągała.
Być może tym, co niepokoi mnie głębiej niż cokolwiek innego, jest to, że kiedy patrzę na tych, którzy zostali tak głęboko zranieni, wydają się oni całkowicie niechętni, by zwrócić się do Pana w poszukiwaniu wyjścia. To prawie tak, jakby byli nie tylko źli na ruch; są również źli na Boga. Czy tak nie jest w twoim przypadku?
Czy zwróciłeś się do Pana, aby całkowicie uwolnił ciebie od mrocznych emocji, które odczuwasz?
Niektórzy czują się prawie tak, jakby czuli, że to Bóg sprzedał im fałszywy towar. Zauważam, że wielu chrześcijan, którzy zostali skrzywdzeni przez autorytaryzm, jest niemal całkowicie niezdolnych do dostrzeżenia ręki Boga w przeszłych doświadczeniach. Dopóki ta chwila nie nadejdzie, po prostu nie ma nadziei dla zdruzgotanego chrześcijanina. Fakt, że chrześcijanin nie pozwala sobie postrzegać tego strasznego koszmaru jako czegoś, co miało swój cel z punktu widzenia Boga, sam w sobie wskazuje, że w wewnętrznych motywacjach tego chrześcijanina jest coś bardzo, bardzo nie tak.
Ken, byłem bezstronny w mojej ocenie autorytaryzmu. Osobiście i prywatnie sprzeciwiam się całej tej współczesnej koncepcji. Ale spędziłem też sporą część ostatnich trzydziestu lat mojej posługi, udzielając porad chrześcijanom. W tym czasie, nie sposób nie zacząć w jakiś sposób rozumieć ludzkiej natury.
Wiele zniszczeń, które widzę u chrześcijan wyłaniających się z tych ruchów, po prostu nie musiało się wydarzyć. Bóg nie skonstruował ludzkiej natury w taki sposób, by na zawsze się rozpadła tylko dlatego, że przez pięć czy dziesięć lat znajdowała się w rękach ludzi pozbawionych skrupułów. Nie ma powodu, by chrześcijanin przez całe życie pogrążał się w goryczy. Problemu nie można zrzucić na barki tych, którzy sprawowali władzę. Problem, który trwa tak długo, musi zostać rozwiązany. Ken, potrzebujesz Pana i to desperacko.
Po tym wstępie chciałbym podać ci kilka wskazówek do rozważenia.
Po pierwsze, jeśli niemal nieustannie rozmawiasz o tym doświadczeniu innym chrześcijanom, to powiedziałbym ci, że czas przestać. Widziałem chrześcijan, którzy nie potrafią przestać o tym mówić. Spotykasz ich; są zupełnie obcymi ludźmi, a już po trzech minutach opowiadają ci całą swoją koszmarną historię. Godzinę później opowiadają ją komuś innemu. Powiedziałbym, trzymaj język za zębami. W związku z tym, gdybym był na twoim miejscu, podjąłbym też pewne postanowienia. Postanów, że nigdy więcej nie będziesz wspominać tego zdarzenia, bez względu na to, jak długo będziesz żył. Nawet jeśli oznacza to, że musisz przestać wspominać o dwunasto – lub piętnastoletnim okresie swojego życia. Dodałbym do tego, żebyś nigdy nie używał tego jako przykładu w żadnej ze swoich publicznych posług. Innymi słowy, przestań o tym mówić całkowicie i definitywnie.
Z drugiej strony, jeśli jesteś jednym z tych chrześcijan, którzy wszystko trzymają w sobie i nigdy nic nie mówią, i nigdy o tym nie rozmawiałeś, to nadszedł czas, abyś usiadł i odbył długą rozmowę z kimś, aby to w końcu z siebie wyrzucić. (Tylko błagam, nie wybieraj mnie, już i tak za dużo słyszałem!)
Jestem pewien, że następna sugestia nie zostanie zbyt dobrze przyjęta. Doskonale zdaję sobie sprawę, że ci z nas, którzy żyją poza formalnym i zorganizowanym chrześcijaństwem, mają zazwyczaj dość silne przekonania przeciwko doradcom i psychologom. Niemniej jednak, Ken, kiedy umysł człowieka otrzymał tak potężny cios, poważnie zalecałbym ci znalezienie profesjonalnego chrześcijańskiego doradcy i odbycie z nim czterech lub pięciu sesji. Ma to na celu, abyś mógł raz na zawsze wygadać się z tą sprawą. Co więcej, jeśli jest to wnikliwy chrześcijański doradca, może pomóc ci ujawnić pewne osobiste problemy, których być może nie jesteś świadomy.
Powtórzę to jeszcze raz. Ken, mogą istnieć nieznane przyczyny, z powodu których przykre doświadczenia tak bardzo cię zrujnowały. Ponownie, jestem zdumiony liczbą chrześcijan, którym wydaje się całkowicie niemożliwe, by potraktować te doświadczenia jako pochodzące z ręki Boga… coś, na co On im dopuścił, ponieważ ich kochał, że to doświadczenie miało boski cel.
Następne stwierdzenie również zabrzmi bardzo nietypowo, jak na kogoś takiego jak ja. Myślę, że powinieneś rozważyć powrót do zorganizowanego chrześcijaństwa. Jeśli nie potrafisz poradzić sobie z doświadczeniem, przez które przeszedłeś, nie ma potrzeby, abyś siedział tutaj na pustyni, aż twoje kości zbieleją na piasku. Możesz przynajmniej chodzić na niedzielne poranne nabożeństwa w kościele i słuchać słów pocieszenia, wiary i siły. [Pod warunkiem, że będzie to w miarę zdrowe i bezpieczne środowisko] Jeśli nie możesz całkowicie się wyleczyć, nie sądzę, aby siedzenie w miejscu i lizanie ran było dla ciebie zdrowe.
W zorganizowanym chrześcijaństwie można znaleźć wiele dobrych rzeczy. W niektórych miejscach zorganizowanego chrześcijaństwa można znaleźć pocieszenie i ukojenie. Jeśli nie możesz całkowicie uwolnić się od tej dewastacji, zalecam rozważenie powrotu do jakiegoś ruchu wyznaniowego, gdzie możesz uzyskać pomoc i pocieszenie, nawet jeśli będzie ono bardzo niewielkie.
Chciałbym powtórzyć: przestań kręcić się z ludźmi, którzy wyszli z tego ruchu, w którym byłeś. Zauważyłem, że w rozmowach z chrześcijanami, którzy wyszli z tych ruchów, jest tak, jakby zegar się zatrzymał – w ich życiu nie ma nic nowego, nie ma nic zdrowego; a wszyscy ich przyjaciele to byli członkowie tego destrukcyjnego ruchu. To nie jest zdrowe; należy z tym skończyć.
Następnie, Ken, musisz zacząć wierzyć. Będziesz musiał zacząć wierzyć, że istnieją porządni i uczciwi pracownicy. Będziesz musiał wierzyć, że istnieją ruchy zrodzone z Boga. Będziesz musiał wierzyć, że na tej ziemi istnieją ruchy – obecne lub te, które dopiero powstaną – lepsze niż to, w czym byłeś zaangażowany. Będziesz musiał ponownie zaufać chrześcijanom i osobom zaangażowanym w służbę.
W jakiś sposób, Ken, musisz to w sobie przełamać. Jeśli możesz, pość. Jeśli możesz, poświęć codziennie godzinę na modlitwę i walkę z tym przed tronem Boga. Powiedz Mu, że chcesz zostać uwolniony od niszczących wspomnień i chcesz, aby twój umysł przestał żywić się przeszłymi wspomnieniami. Padnij na kolana, na twarz i powiedz Panu, że chcesz się uwolnić; że chcesz zostać przywrócony do zdrowia. Nie odpuszczaj Mu, dopóki nie uzdrowi cię na nowo – w twoim sercu i w procesach myślowych.
Zacznij szukać spotkania z Bogiem. Potrzebujesz cudu; poproś o niego. Chwili wyzwolenia od przeszłych wspomnień.
Przede wszystkim, Ken, uwierz, że kochający Bóg zesłał te lata na twoje życie… że miał cel w twoim przebywaniu tam gdzie byłeś. Pozytywny cel, który może i będzie Go chwalił oraz błogosławił Jego Kościół. Powiedz Mu, że chcesz takiego spojrzenia. Przyjmij to spojrzenie, bo to jest jedyna, prawdziwa droga, by spojrzeć na te lata. Zmarnowane? Wcale nie. Pochodzące od Boga. Zrozum to, a pewnego dnia będziesz Mu błogosławił za te lata.
Jesteś w Jego rękach,
Gene
Fragment pochodzi z książki Gene Edwardsa –
„Letters to a Devastated Christian” 1984
Książka „Listy do zdewastowanego chrześcijanina” jest dostępna pod adresem
– https://www.kilkaminut.pl/wp-content/uploads/2026/08/Listy-do-zdewastowanego-chrzescijanina-PL.pdf



Opublikuj komentarz