×

i odwraca się twarzą do wiatru…

i odwraca się twarzą do wiatru…

Dzisiaj potrzebujemy otwarcia naszych oczu. Człowiek z otwartymi oczami może zobaczyć to, czego człowiek pozbawiony wzroku nigdy nie zobaczy. 

Wyjdź na wieś z myśliwym, a on zobaczy rzeczy, których zwykły człowiek o słabym wzroku nigdy nie zobaczy. Człowiek z miasta nie widzi nie poza kilkoma drzewami, krzewami i liśćmi. Myśliwy widzi coś więcej, niż to, co jest dostępne. 

Nieszczęsną rzeczą, jeśli chodzi o otrzymanie wizji jest to, że zawsze wytrąca cię ona z rytmu. Jan Chrzciciel był człowiekiem z wizją pośród ludzi, którzy nie mieli żadnej wizji. Jan wiedział, gdzie jest w swoim czasie i nie dał się ponieść pędowi czasu. 

Przeczytaj kilka czasopism, posłuchaj kilku programów w radiu lub telewizji, a dowiesz się, że religia ma swój kierunek. Ma swoją modę, która zaczyna się, gdy każdy mały stary kaznodzieja odwraca głowę jak konar wierzby w jednym kierunku, bojąc się spojrzeć w drugą stronę, ponieważ tak się składa, że wiatr religijnej mody w tej godzinie szumi z tego kierunku, więc wszyscy zwracają się w tym kierunku. Czasopisma podejmują ten temat, programy radiowe go podejmują, kaznodzieje go podejmują, świeccy go podejmują, a pieniądze stają za tym, ponieważ wiatr wieje z tego kierunku. 

Wtedy jakiś łysawy facet dostrzega błąd tego wszystkiego i odwraca się twarzą do wiatru. Każdy człowiek, który ma jakąkolwiek wizję, patrzy na wiatr i nie poddaje się współczesnym trendom. Opowiada się za Bogiem i chrześcijaństwem Nowego Testamentu w czasach, gdy wszyscy wieją w innym kierunku. 

Potrzebujemy kilku proroków, którzy odważą się wstać i spojrzeć w inną stronę, którzy dostrzegą dryf w zupełnie innym kierunku. 

Jan Chrzciciel nie czerpał swojej tożsamości z otaczającego go świata, ale ze skupienia się na Bogu ponad nim. Nie dał się wciągnąć w modę swoich czasów. Raczej rzucił wyzwanie czasom za pomocą zawsze potężnego: „Tak mówi Pan”. 

Jan nie cytował najnowszej bestsellerowej książki ani najpopularniejszej osoby w kręgach religijnych. Nie dostosowywał się do popularnych poglądów swoich czasów. Jego przesłanie pochodziło od Boga. 

Człowiek odważny 

Innym powodem, dla którego Bóg mógł uhonorować Jana Chrzciciela, była jego odwaga. Musiał mieć odwagę, gdy stanął przed żydowskimi przywódcami i powiedział: „Wy, plemię żmijowe”. Z pewnością nie był to uprzejmy sposób na zdobycie sympatii zboru. 

Oto człowiek, który był gotów stawić czoła opozycji, niezależnie od tego, skąd ona pochodziła. 

Wielu z nas nie zostanie posłanych przez Boga, ponieważ nie mamy odwagi. Boimy się być wyjątkowi i odmienni. Kaznodzieje obawiają się utraty członków zboru. Obawiają się, że stracą publiczny szacunek i zostaną skrytykowani. Chrześcijanie boją się utraty przyjaciół, utraty reputacji i dochodów, boją się, że komuś się coś nie spodoba. 

[…]

Myślę, że widzę coś takiego dzisiaj i mam nadzieję, że wkrótce dostrzeże to wystarczająco wielu ludzi, którzy coś z tym zrobią. Jan zobaczył to, o czym religijni przywódcy Izraela nawet nie śnili, że może być prawdą. Zobaczył to, o czym wierni strażnicy ortodoksji nigdy nie marzyli. Widzieli siebie w jeden sposób, podczas gdy Bóg postrzegał ich w inny sposób. Jan widział ich tak, jak widział ich Bóg, a Jan i Bóg mieli rację. To był głos jednego człowieka wołającego na pustyni. 

Nie warto, abyśmy zadręczali nasze sprawiedliwe dusze postępowaniem faryzeuszy, uczonych w Piśmie, lewitów i całej reszty, która przez wiele stuleci zapełniała groby. Istnieje obecny stan pustyni — stan, który jest podobny do tego, w jakim znajdował się Izrael w czasie przyjścia naszego Pana. 

[…]

Pomyśl o tym, ile przestępstw popełnianych jest w każdej minucie dnia i ilu morderców nigdy nie zostaje złapanych. 

Kiedy moralna filozofia świata stanie się taka, że będzie on mógł czynić zło i znaleźć się na pierwszych stronach gazet, wtedy Bóg nie będzie już dłużej wstrzymywał zgody, a my będziemy gnić od wewnątrz, tak że kiedy powiemy, że jest to pustynia, wówczas spojrzymy faktom w oczy. Jesteśmy otoczeni przez tę pustynię. 

Gdyby to było wszystko, powiedziałbym, że dziękuję Bogu za czysty Kościół pośród całej tej niegodziwości. Nie mogę powiedzieć, że to jest prawdą. Kościół chrześcijański, zamiast unosić się wysoko ponad tym wszystkim, wolny, czysty i oddzielony od tego, jest taki, że jego słaba, stara łódź przecieka, a Kościół i świat tak się ze sobą wymieszały, iż ledwo można odróżnić jedno od drugiego. Świat tak bardzo wpłynął na nasze standardy moralne. 

Chrześcijanie mówią, że wierzą w Chrystusa, ale prawie wcale nie zmieniają swoich standardów moralnych. Ci przywódcy lubią głosić kazania lewitom. Wiesz, że lewici się bronili. Chcieli być pozostawieni sami sobie i zaakceptowani. Nie chcieli, by im przeszkadzano. Chcieli chodzić do kościoła, ponieważ było tam tak spokojnie i czuli się tam dobrze. Wokół nich panowały jednak warunki pustynne. 

W naszych czasach głosimy ewangelię i nawracamy, ale nawracamy na pustkowiu. 

Gdyby Bóg wzbudził dziś Jana Chrzciciela, wówczas jedną z pierwszych rzeczy, jakie by nam okazał, byłby głęboki niepokój. Być może byłby nawet rozgniewany. 

Kościoły ogarnia dziś senność. Czy uważasz, że trzeba potępić kościoły? Nie, absolutnie nie. Wierzę w każdą odrobinę dobra, którą widzę wszędzie na świecie i kocham ją. Jestem pierwszym, który staje w obronie Kościoła. 

Nadal uważam, że jeśli Bóg nie stworzy jakiegoś człowieka, który mógłby być głosem niepokoju w ciągu najbliższych kilku lat, wówczas to, co nazywamy fundamentalizmem, będzie liberalizmem, a modernizm będzie nazywany ateizmem. 

Jesteśmy już na drodze spadającej w dół. Rozkład nie zadaje pytań, gdy już się rozpocznie. Komórki rozpadają się, uwalniane są gazy i unosi się smród. Rozkład nie zadaje żadnych pytań, nie ma faworytów i nie jest stronniczy wobec nikogo. Kiedy gnicie zaczyna się rozwijać, trwa aż do zakończenia swojej pracy, dopóki Wielki Lekarz, który jest teraz blisko, współczujący Jezus, nie będzie mógł wziąć swojego ostrego noża i go wyciąć. 

Wolałbym już nigdy nie głosić niż być tylko echem echa, odbiciem życia, które dawno minęło. Chcę dowiedzieć się, co jest nie tak, a potem iść za tym. Chcę zidentyfikować senność narodu, senność kościołów. Ta senność jest cechą charakterystyczną otaczającej nas pustyni. 

Módlmy się, aby Bóg dokonał reformacji w swoim Kościele, która oczyści Jego lud — uczyni go ludem oddzielonym, świętym i napełnionym Duchem, biblijnym ludem, bez względu na to, jak się nazywa. Ludem, którym Bóg może się posługiwać. 

Fragmenty z książki A.W. Tozera – „Głos proroka”

Opublikuj komentarz