×

Zamerykanizowane chrześcijaństwo – Rozdział piąty

Zamerykanizowane chrześcijaństwo – Rozdział piąty

Musicie wiedzieć, że amerykańskie metody ewangelizacyjne nie są ani święte, ani biblijne. I nie są zbyt skuteczne. A nasze kościoły są przesiąknięte nudą. (A wy chcecie naśladować amerykańskie chrześcijaństwo?)

To my wymyśliliśmy szkołę biblijną, ale zaczęła się ona dopiero pod koniec lat 80. XIX wieku. Szkoły biblijne wyrosły z ewangelicznego ruchu chrześcijańskiego lub wzrostu modernizmu. Co ciekawe, okres ten oznaczał początek amerykańskiego myślenia ewangelicznego. Wyłaniało się ono jako bardzo skoncentrowane na Biblii, ale słabe pod względem głębi duchowej i praktycznie ślepe na centralne miejsce eklezji.

Po rozpoczęciu ruchu szkół biblijnych powstały dwa inne ruchy. Ruchy te coraz bardziej oddalały umysł ewangeliczny od doceniania eklezji i coraz bardziej kierowały go w stronę błyskawicznej ewangelizacji.

Po pierwsze,  John R. Mott założył Międzynarodowy Ruch Wolontariatu Studenckiego. Motto tej organizacji brzmiało: „Ewangelizacja świata w jednym pokoleniu”. Około 1890 roku. Ruch ten opanował umysły młodych mężczyzn w całym anglojęzycznym świecie. Do tego czasu imperialistyczna mentalność kolonizatora ograniczała się do wyznań, które prowadziły swoje inkluzyjne [sekciarskie], wyznaniowe „misje zagraniczne” do krajów nieanglojęzycznych.

Ruch Wolontariatu Studenckiego dał początek pierwszej organizacji parakościelnej. Był to ruch niekościelny, bez żadnego „kościelnego” interesu. Jego jedynym celem było zbawienie dusz. Poza zbawieniem ludzi nie istniała żadna myśl przewodnia. Doktryny miały być utrzymywane w minimalnym zakresie. Budynki kościelne nie były potrzebne. Międzynarodowy Ruch Wolontariatu Studenckiego musiał zreinterpretować Nowy Testament, aby nie widzieć Kościoła, a jedynie ewangelizację i misje.

To zadziałało. Amerykańskie myślenie ewangeliczne dojrzewało. Pojawił się problem. Denominacje i kościoły miały źródła finansowania. Ten ruch, który nie był ruchem kościelnym, nie miał takiego źródła ani pieniędzy. W ten sposób narodziły się takie rzeczy jak „siedziby główne” – listy modlitewne – listy mailingowe – mailingi z prośbą o wsparcie finansowe – organizacje non-profit, status zwolniony z podatku – wszystko po to, by zbierać pieniądze poza kościołami. Myśl ewangeliczna przeniosła się tam, gdzie Amerykanie pracują najlepiej: w atmosferze indywidualizmu pośród wolnej przedsiębiorczości – blichtru i reklamy!

Po drugie, wynaleziono również wielkie konferencje misyjne. Były to pełne napięcia, bardzo emocjonalne, tygodniowe konferencje, podczas których misjonarze opowiadali jedną poruszającą historię za drugą. Zaproszono młode serca do wyjazdu na misje. Gdy młodzi ludzie napływali na wyspy i zgłaszali się jako wolontariusze do ewangelizacji świata, przynieśli ze sobą umysł, który widział ewangelię, w której nie było Kościoła. I nieświadomie postrzegali siebie jako ludzi, którzy wyruszają, by pomagać poganom w innych krajach, niezdolnym do głoszenia Ewangelii czy podniesienia Kościoła na duchu. Mieli udać się do krajów, by zbawić pogan, a następnie ich prowadzić. Kierować nimi na zawsze.

Po trzecie, ci wolontariusze przekazywali nawróconym poganom amerykańskie/brytyjskie chrześcijaństwo. Wszystkie nasze rytuały i tradycje, naszą kulturę, nasze praktyki, naszą osobowość, naszą matrycę, nasze obyczaje i zwyczaje społeczne oraz naszą muzykę. Niech wasza kultura pójdzie do lamusa!

Pięćdziesiąt lat później, kiedy kościoły w Ameryce zaczęły akceptować mentalność para-kościelną, zaczęły uwzględniać organizacje para-kościelne w swoich budżetach i przekazywać im pieniądze!

Dopiero po II wojnie światowej organizacje para-kościelne stały się liczne. Większość najbardziej znanych organizacji powstała w latach 1948-1950. (Od tego czasu powstało kilka znanych organizacji para-kościelnych, głównie pod koniec lat 60. Oba te okresy były czasami odnowy duchowej w Ameryce).

W latach 70. XX wieku niezależne organizacje para-kościelne stały się najbardziej dynamiczną siłą w świecie chrześcijańskim. Ich „personel” przewyższał liczebnie wszystkich protestanckich misjonarzy w świecie zachodnim. Ich budżety są obecnie większe niż budżety wszystkich niezależnych zarządów misyjnych razem wziętych. Przewyższyły one inne wyznania w zakresie ewangelizacji za granicą. Ale oprócz imponujących statystyk, są dynamiczne, odnoszą sukcesy i mają duży wpływ. Ich obecność i wpływ są odczuwalne na całym świecie.

Wraz ze wzrostem ich wpływów pojawiła się ciemna strona. Potrafią oni rozkręcić krytykę swoich rdzennych konkurentów z prędkością światła… na całym świecie. Natychmiastowo. Nie są już onieśmielone przez tradycyjny kościół, jak to miało miejsce na początku.  Jednak niszczą wszystko, co jest tak płynne, elastyczne i dynamiczne jak one same… o ile nazywa się to „kościołem”. Czy dotyczy to kościołów tradycyjnych? – nie. Takie kościoły są zbyt stabilne. Czy dotyczy to eklezji? – tak. Niszczą ją. Walczą z nią!

Są szczególnie surowi wobec wszelkich lokalnych inicjatyw. W każdym kraju, do którego wkraczają, gdzie istnieje silny kościół nie-zachodni, widzą tylko przeszkodę w ewangelizacji tego kraju.  Nie należy lekceważyć ich zdolności do niszczenia reputacji innych rdzennych pracowników chrześcijańskich.

Rozsądniej i ostrożniej jest przyłączyć się do organizacji para-kościelnych – lub przynajmniej je wspierać – niż płynąć pod prąd. Nie podoba im się, gdy miejscowi pracownicy zakładają lokalne, rdzenne, organiczne kościoły.  Rozsądniej jest popierać amerykanizację chrześcijaństwa niż się jej sprzeciwiać.

Jeśli chcesz przetrwać w swoich wysiłkach na rzecz tworzenia rodzimej pracy w swojej ojczyźnie, rozsądnie byłoby; po pierwsze, zachować bardzo niską pozycję i po drugie, nigdy nie krytykować zachodnich organizacji. Pamiętaj: są one większe od ciebie; mają władzę, pieniądze, możliwości i umiejętności, aby zrujnować twoją reputację w ciągu kilku godzin.

Czy jesteś gotowy na wyzwanie i niebezpieczeństwo związane z prawdziwie lokalnym wyrażaniem kościoła w swojej ojczyźnie? Wszystko jest przeciwko tobie, podobnie jak fala. Będziesz poruszał się w kierunku przeciwnym do trendu.

Z drugiej strony, będzie to ogromna szkoda, jeśli pewnego dnia obudzimy się i zobaczymy, że cała chrześcijańska społeczność jest wierną kopią amerykańskiej wersji chrześcijaństwa. Jeśli tak się stanie i nigdzie nie będzie można znaleźć unikalnego, organicznego wyrazu kościoła, a idea organicznego kościoła, który organizuje organiczne spotkania, zostanie utracona dla naszej planety… wtedy wiara chrześcijańska wkroczy w erę znacznie gorszą niż najciemniejsze dni średniowiecza. W rzeczywistości prawdziwy wyraz naszej wiary zniknie z powierzchni ziemi. Pojawi się sposób myślenia, który będzie praktycznie nie do powstrzymania i nie do złamania.

A jeśli ten sposób myślenia ogarnie całą ziemię, niech Bóg zmiłuje się nad tym, kto będzie chciał się mu przeciwstawić. Nigdy nie lekceważ zdolności amerykańskiego chrześcijaństwa do prześladowania innych wierzących. Robimy to z zemstą… zwłaszcza jeśli czujemy się zagrożeni!

Taka jest historia i obecny sposób myślenia amerykańskich chrześcijan ewangelicznych, który nawet teraz ogarnia świat. Co prowadzi nas do pytania: jak można przełamać obecny sposób myślenia ewangelicznych chrześcijan? W tobie, we mnie. W nas wszystkich?

Rozdział pochodzi z książki Gene Edwardsa
„The Americanization of Christianity” 1993

Opublikuj komentarz