Ktoś musi mocno uchwycić się Jezusa
Kilka lat temu New York Times opublikował niepokojący raport pod tytułem “Zniechęceni rodzice poddają się”. Artykuł mówił o sfrustrowanych rodzicach przybywających licznie do budynku sądu na Manhattanie, by poprosić o ustanowienie kuratorów dla swoich dzieci lub skierowanie ich do domów poprawczych. Po prostu nie byli już w stanie utrzymać ich na wodzy. Pewien ojciec po śmierci żony nie potrafił zapanować nad swoim nastoletnim synem. Inny załamał się, ponieważ jego nastoletnia córka kompletnie wyrwała się spod jakiejkolwiek rodzicielskiej kontroli. Urzędnicy sądowi słysząc prośby rodziców byli kompletnie zbici z tropu. Jeden z sędziów zadał pytanie matce, która przyprowadziła swoją córkę: “Czy naprawdę już jej Pani nie chce? Czy nie pragnie Pani zabrać córki do domu?”. Zmęczona kobieta przecząco pokiwała głową, co spowodowało wybuch spazmatycznego płaczu nastoletniej dziewczynki.
Artykuł pokazywał, że rozpad rodzin postępuje coraz szybciej. Sąd rodzinny miasta Nowy Jork jest dosłownie zarzucony ilością pozwów i spraw. Wiele dzieci skierowanych do poprawczaków wkrótce wchodzi na drogę przestępczą. Niektóre kończą na ulicy.
Szczególnie szokująca była inna historia opisana w jednej z gazet, dotycząca nowego rodzaju narkomanów. Gazetowy tytuł wołał: “Dzieci zażywają w domu narkotyki razem z rodzicami”. Okazało się, że 30 procent narkomanów zostało wprowadzonych w nałóg we własnych domach przez rodziców. Jak coś takiego mogło się stać?
Ci rodzice sami zażywali narkotyki w wieku nastoletnim. Potem, gdy ich dzieci osiągnęły ten wiek, pomyśleli tak: “Cóż, my w tym wieku eksperymentowaliśmy z narkotykami i jakoś nic nam się nie stało. Lepiej, żeby nasze dzieci brały narkotyki w domu niż na ulicy. Poza tym, lepiej, żeby nauczyły się tego od kogoś, kto ma doświadczenie”. I tak nauczyli własne dzieci palić skręty, wąchać kokainę i używać strzykawek. Uważali, że w ten sposób będą mogli kontrolować swoje dzieci w tym zakresie.
Nadszedł jednak dzień zapłaty za te czyny. Dzieci uzależniły się, a ich życie wymknęło się spod wszelkiej kontroli. Wiele z nich uciekło z domów i żyje teraz na ulicy. Są wściekłe na rodziców i rozczarowane ich okropnymi “poradami”. Odrzucone przez społeczeństwo, nie widzą dla siebie żadnej nadziei. Z kolei ich rodzice mają złamane serca, ogromne poczucie winy i wylewają łzy w momencie, gdy jest już za późno. Powiedzcie mi, jak którykolwiek rodzic może podjąć tak głupie decyzje? Oni sami rujnują własne rodziny. Kto, jeśli nie sam szatan, zaślepił im oczy?
Tragedie szerzące się dzisiaj w rodzinach są wprost niewiarygodne. Wymienione przeze mnie przykłady dotyczą jedynie Ameryki. Tymczasem na całym świecie rozwścieczony diabeł dokonuje w rodzinach totalnego spustoszenia i nie spocznie, dopóki nie pochłonie ostatniej rodziny, jaka stanęła mu na drodze.
Dokonując niszczycielskiego dzieła,
diabeł nie omija domów chrześcijańskich.
Wiele wierzących rodzin zostało dotkniętych chaosem, smutkiem i cierpieniem. Demoniczna dewastacja przybiera różne formy: rozwody, bunt dzieci, wszelkiego rodzaju uzależnienia. Rezultat jest zawsze ten sam: szczęśliwa niegdyś rodzina zostaje rozdarta i pochłonięta.
Byłem świadkiem takich sytuacji przez ponad czterdzieści lat, gdy alkoholicy i narkomani przychodzili do naszych ośrodków po pomoc. Cieszyłem się bardzo, widząc jak ci zniszczeni ludzie są zbawiani i uwalniani z nałogów. Jezus zmieniał ich w ponadnaturalny sposób, czyniąc z nich nowe stworzenie.
Najbardziej pewnym znakiem szczerego nawrócenia był moment, gdy młody mężczyzna lub kobieta oglądali się wstecz i dostrzegali, jak wiele rzeczy diabeł im kiedyś odebrał. Płakali nad zdjęciami bliskich, których stracili w wyniku nałogu. Jako ludzie uzależnieni nie dbali o takie straty, interesując się wyłącznie zdobyciem kolejnej dawki narkotyku czy alkoholu. Teraz jednak gorzko płakali nad utratą swoich rodziców, mężów, żon i dzieci. Pokazywali mi zdjęcia i mówili: “Pastorze Dawidzie, to moja żona. Kochała mnie, i ja też ją kochałem. A to mój synek. Nie wiem, co się z nimi teraz dzieje. Popatrz, co straciłem…”
To było dla każdego z nich straszne przeżycie. W takich chwilach człowiek uświadamia sobie niszczycielską siłę szatana, jaka dotknęła tamtych rodzin. I rzeczywiście, największą tragedią nie były nigdy chore, zniszczone ciała uzależnionych, lecz świadomość tego, co stracili: współmałżonka, dzieci, przyszłość. Jeszcze gorsze było to, co straciły ich dzieci: szansę dorastania w pobożnej rodzinie, doznania miłości od Jezusa i troskliwych rodziców, ich opieki oraz uczenia się na ich przykładzie jak żyć dla Pana.
Dzięki Bogu, wielu ludzi wyrwanych z nałogu doświadczyła odrodzenia swych rodzin. W innych przypadkach założyli nowe rodziny, pobierając się ze współpracownikami w służbie. Nadal jednak boleję wraz z nimi nad zniszczeniem, jakiego zaznali.
Pozwólcie, że wrócę do tytułu mojego przesłania: “Jak ocalić rodzinę od zniszczenia”. Oto, co Duch Święty objawił mi w tej materii.
W każdym domu przeżywającym trudności
ktoś musi mocno uchwycić się Jezusa.
W takich momentach jedyną nadzieją jest uchwycenie się Jezusa. Któryś z członków rodziny musi zwrócić się do Niego całym sercem i zacząć wzywać Jego imienia. Nie ważne, kto to jest – ojciec, matka czy dziecko. Ta osoba musi wziąć odpowiedzialność za uchwycenie się Jezusa z całych sił i postanowić w swoim sercu: “Nie spocznę, dopóki nie usłyszę Jego głosu i nie padną te słowa: ‘Wykonało się. Możesz już iść’”.
W Ewangelii Jana czytamy o takiej rodzinie, która właśnie przechodziła kryzys: “A był w Kafarnaum pewien dworzanin, którego syn chorował” [Jan 4:46]. Była to rodzina szlachetnie urodzonych, nad której domem zawisł duch śmierci. Poza rodzicami opiekującymi się umierającym synem było tam prawdopodobnie wielu innych członków rodziny – wujków, ciotek, dziadków i pozostałych dzieci. Czytamy, że całe domostwo uwierzyło, nawet słudzy. “I uwierzył [ojciec], i cały dom jego” [4:53].
Ktoś w tej nękanej nieszczęściem rodzinie wiedział, kim był Jezus, i słyszał o Jego mocy czynienia cudów. W jakiś sposób dowiedział się, że właśnie przebywa On w Kanie, oddalonej o jakieś 40 km. Ojciec umierającego dziecka był tak zdesperowany, że sam postanowił dostać się do Jezusa. Pismo mówi: “Gdy ten usłyszał, że Jezus przyszedł z Judei do Galilei, udał się do niego” [4:47].
Od wielu lat przychodzą do mnie tuziny matek z naszego zboru, które rozpaczają nad swymi rodzinami w stanie rozpadu. Bywało, że ojciec opuszczał rodzinę lub syn trafiał do więzienia, albo córka uprawiała prostytucję, żeby zarobić na narkotyki. Niejednokrotnie to właśnie matka jest ostatnią nadzieją rodziny na dotarcie do Jezusa. Dlatego też bierze ona na siebie odpowiedzialność za wstawiennictwo i z całego serca postanawia modlić się dotąd, aż Pan przyniesie uwolnienie. Prosi znajomych o wspólną modlitwę za jej rodzinę, mówiąc: “Znaleźliśmy się poza granicą nadziei. Teraz liczę już tylko na cud”.
Dworzanina w czwartym rozdziale Ewangelii Jana cechował właśnie taki rodzaj determinacji. Udało mu się dotrzeć do Jezusa. Biblia mówi, że “prosił [Jezusa], aby wstąpił i uzdrowił jego syna, gdyż bliski był śmierci” [4:47]. Cóż za wspaniały obraz wstawiennictwa. Ten człowiek odstawił na bok wszystko inne, by szukać Pana i Jego słowa.
Lecz Chrystus odpowiedział mu: “Jeśli nie ujrzycie znaków i cudów, nie uwierzycie” [4:48]. Co miał na myśli? Chciał powiedzieć dworzaninowi, że jego najpilniejszą potrzebą nie było cudowne uzdrowienie, lecz wiara. Pomyślcie: Chrystus mógł pójść do domu tej rodziny, włożyć ręce na umierającego syna i uzdrowić go. Wtedy jednak cała ich znajomość Jezusa polegałaby tylko na tym, że On dokonuje cudów.
Jednakże Jezus chciał dla dworzanina i jego rodziny czegoś więcej – chciał, żeby uwierzyli, iż jest On Bogiem, który przyszedł w ciele. Dlatego powiedział do dworzanina mniej więcej tak: “Czy wierzysz w to, że przyszedłeś ze swoją prośbą do samego Boga? Czy wierzysz, że jestem Chrystusem, Zbawicielem świata?” Dworzanin odpowiedział: “Panie, wstąp, zanim umrze dziecię moje” [4:49]. Jezus z pewnością dostrzegł wiarę w tym człowieku. To tak, jakby powiedział: “On uwierzył, że Ja jestem Bogiem, który przyszedł w ciele”, ponieważ w następnym wersecie czytamy: “Idź, syn twój żyje” [4:50].
Smutne jest to, że wielu wierzących odchodzi zanim usłyszą jakiekolwiek słowo od Jezusa. Lecz ten człowiek poszedł do domu pełen wiary. Na czym polega różnica? On otrzymał od Pana słowo. Szukał Boga i czekał na Niego w wierze. I nie odszedł, dopóki nie otrzymał obietnicy pełnej życia. “I uwierzył ten człowiek słowu, które mu rzekł Jezus, i odszedł” [4:50].
Dawid Wilkerson
Fragment pochodzi z artykułu; „Jak ocalić rodzinę od zniszczenia” –
How To Save Your Family From Ruin and Destruction
Cały artykuł znajduje się na stronie: – http://tscpulpitseries.org/polish/ts030630.htm



Opublikuj komentarz