×

Społeczeństwo czarnoksiężników…

Społeczeństwo czarnoksiężników…

Hawajczycy nadal giną
przez modlitwy innych Hawajczyków.

Szukając  namacalnych skutków istnienia takiego społeczeństwa, spojrzyjmy na  śmiertelne przerażenie paraliżujące członków prymitywnych społeczności  spętanych szamanizmem. Znajdziemy je nie tylko w amazońskiej dżungli,  ale i w krajach „cywilizowanych”, jak Haiti, gdzie wudu zaznacza się w   życiu obywateli nieustannym terrorem, pomimo twierdzeń, iż używa się go  wyłącznie w dobroczynnych celach. Zdolność religii naturalistyczno –  panteistycznej do przenikania w głąb  społeczności monoteistycznej  trafnie oddano w popularnym powiedzeniu, iż „Haiti to 85 procent  katolicyzmu i 110 procent – wudu”. Bezskuteczność wszelkich  sprzeciwów ze strony kościoła katolickiego oddaje choćby fakt, że każda  ceremonia wudu rozpoczyna się katolicką modlitwą – dalszy ciąg urąga  jednak wszystkiemu, co chrześcijańskie.

Ktoś, kto uważa, że  porównywanie społeczeństwa haitańskiego z amerykańskim jest zbyt  pochopne, powinien pamiętać o milionach żarliwych wyznawców New Age,  poświęcających całą energię zdobyciu tychże samych sił szamanistycznych.  Celowi temu służą dziesiątki najróżniejszych kursów homoedukacji, o  których była już mowa, oraz popularyzowanie wśród szerokiej opinii  publicznej szamanizmu za pomocą innych środków, w postaci zarówno  starożytnej, jak i unowocześnionej. Odrodzenie tubylczej religii na tak  bardzo amerykańskich, inteligenckich Hawajach, okrzyknięte mianem  ratunku dla ginącej tradycji, wywiodło na światło dzienne praktyki  czarnoksięskie, które długo kryły się pod cienką warstwą nominalnego  chrześcijaństwa, zaś teraz grożą wybuchem.

Pewien wyznawca  religii hawajskiej, z całą swobodą udzielając wywiadu na jej temat,  zawahał się nagle, poproszony o podanie przykładu powrotu do używania  „złych uroków”. Wahanie trwało dość długo. W końcu człowiek ów zawołał:  Nie mogę! Boje się. Tu nikt nie rozmawia o religii. Hawajczycy nadal  giną przez modlitwy innych Hawajczyków.

Przemożny wir

Przyjmując różne nazwy, podobne zjawisko występuje na terenie całej Ameryki, zwłaszcza w wielkich miastach. Szacuje się, że w samym Nowym Jorku żyje 500 tysięcy wyznawców wudu. Los Angeles Times zamieścił artykuł o wzroście popularności santerii* w południowej Kalifornii, gdzie społeczność czarowników rośnie, zyskując coraz większe wpływy. Wypowiedź Monife Balewa, wyznawcy santerii, jest bardzo miarodajna i… przerażająca:

„Opętał mnie Oszun; modliłem się, żeby to się już nie powtórzyło. To się zwykle dzieje przy dźwiękach bębna. Nie pamiętam, co było ostatnim razem, ale powiedziano mi, że wyskoczyłem z okna na pierwszym piętrze. Straciłem zegarek za 250 dolarów i oznajmiłem, że z powodu nieokazywania szacunku pewna osoba umrze. Oszun potrafi być bardzo surowy i bardzo trafny w przepowiedniach. Tydzień później ta osoba faktycznie zmarła.”

Inny wyznawca santerii wyznał ze strachem: „Boję się, co by się stało, gdybym coś zrobił nie tak. Wystarczy jeden błąd, a już nie żyjesz.” Dając pewne pojęcie o rosnących wpływach tej religii na świecie, artykuł doniósł też, że „laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1986 r. Wole Soyinka z Nigerii wierzy w bóstwa Joruba. Większość jego dzieł mówi o oriszach [orishach – duchach w santeriil […] To najpopularniejsza religia Brazylii, Haiti i Kuby”. Santeryjski kapłan ma wśród swoich klientów z rejonów Południowej Zatoki Los Angeles „lekarzy, prawników, menadżerów, zwykłych pracowników”. Mówi: „Parają się tym tutaj setki mieszkańców. Zdziwiłby się pan. Typowi Amerykanie, jasnowłosi, niebieskoocy […] Tutaj wszędzie są santeros.” Pewien policjant wyznał, że osobiście zna „policjantów w Miami, Chicago, Nowym Jorku i Los Angeles, którzy praktykują tę lub inną formę santerii”.

Postacie kryminalnego półświatka też korzystają z tego źródła mocy. Handlarze narkotyków płacą kapłanom santerii wielkie sumy, byle tylko zapewnić sobie ochronę jej bóstw. Sierżant Richard Valdemar z urzędu szeryfa w Los Angeles, pracujący wśród gangów we wschodniej części miasta, nazwał santerię „sektą satanistyczną”. Mówi:

„Jestem pewien, że religie okultystyczne w rodzaju santerii pomagają pewnym członkom gangów popełniać czyny kryminalne […] Wierzą, że demoniczne bóstwa chronią ich przed wszelkim nieszczęściem, nawet przed kulami, więc ważą się na czyny, których normalnie nie popełniliby.”

Nawet przy braku faktycznej mocy czarnoksięskiej samo wyobrażanie sobie, iż się taką moc posiada, może sprawić ogromne kłopoty. Rośnie liczba ofiar dynamiki umysłu i innych kursów homoedukacji, które sądząc, że zyskują „osobistą moc”, w końcu straciły głowę.

Postępująca szamanizacja Ameryki grozi wzrostem zjawiska.

* Santeria – jest synkretyczną religią pochodzenia karaibskiego. Zawiera elementy kultu `Orisha` (dosłownie „Główny Strażnik”) i wierzenia narodów `Joruba` i `Bantu`, z południowej Nigerii, Senegalu i wybrzeża Gwinei. Są one połączone z elementami hołdowniczymi z rzymskiego katolicyzmu. https://pl.wikipedia.org/wiki/Santeria

https://zwiedzionechrzescijanstwo.blogspot.com/2020/02/spoeczenstwo-czarnoksieznikow.html

Opublikuj komentarz