Pieśni, które śpiewamy
W historii Kościoła był człowiek imieniem Ariusz z IV wieku. Ariusz był prezbiterem w portowej dzielnicy Aleksandrii. Zaprzeczał boskości Jezusa Chrystusa. Nauczał, że Jezus był istotą stworzoną, a nie boską, niewieczną, a zatem nie w pełni Bogiem. Te twierdzenia zaniepokoiły przywódców Kościoła i umieściły Ariusza na liście osób zagrożonych herezją.
Problem polegał jednak na tym, że Ariusz był nie tylko heretykiem. Był poetą i muzykiem. Pisał piosenki. Chwytliwe piosenki. Pomysłowe piosenki. Piosenki łatwe do zapamiętania i przyjemne do śpiewania. Treść jego piosenek? Jezus i jego nie-boska natura. Hymny przepełnione fałszywym nauczaniem. Ariusz mieszkał w tętniącej życiem metropolii Aleksandrii. Było to miasto handlowe, robotnicze i pełne muzycznych możliwości. Marynarze w dokach śpiewali podczas pracy. Kupcy na szlakach wodnych podchwytywali melodie. Kupcy wjeżdżający i wyjeżdżający z miasta śpiewali pieśni podczas podróży. Muzyka stała się kluczowym środkiem, za pomocą którego zatruta teologia Ariusza rozprzestrzeniała się wśród mas. Jego hymny rozbrzmiewały w powietrzu. W miejscach pracy, na ulicach, a ostatecznie nawet w kościele. To nie był mały kryzys. Doprowadził do rozłamu w Kościele. Kiedy przywódcy Kościoła, tacy jak Atanazy, zdali sobie sprawę z popularności poglądów Ariusza, podnieśli alarm kościelny. Konflikt dotarł do uszu cesarza Konstantyna, który zwołał specjalne zebranie, aby zmierzyć się z problemem i ustalić, jaka powinna być oficjalna wiara Kościoła.
Tym specjalnym zebraniem był Sobór Nicejski w 325 roku n.e. Na tym zebraniu doszło do kilku pamiętnych wydarzeń. Jednym z nich był Sobór, w którym św. Mikołaj uderzył Ariusza w twarz. To nie żart. Nie mógł już znieść słuchania, jak Ariusz wygłasza swoją herezję. Po drugie, przywódcy Kościoła opracowali oficjalny dokument, aby sformułować ortodoksyjne wierzenia Kościoła. Tym dokumentem było Credo Nicejskie. Podejrzewam, że o nim słyszeliście. Jest dość znane. Definiuje boskość Chrystusa w sposób jednoznaczny. Trzecią rzeczą, która się wydarzyła, było wygnanie Ariusza za herezję. Dobrze, że się go pozbyliśmy!
Skąd o tym wiemy? M.in z zapisków Atanazego, który w swoich rozważaniach napisał: „Ariusz naśladował rozwiązły i zniewieściały ton, pisząc „Thaliae” [„Ucztę”, pieśni, które Ariusz napisał, aby śpiewać je na ucztach]; a zatem kto porzuciwszy wyrocznie Pisma Świętego, nazywa „Thaliae” Ariusza nową mądrością? I słusznie, bo głoszą nową herezję. Stąd może dziwić, że choć wielu napisało wiele traktatów i obfitych homilii o Starym i Nowym Testamencie, to jednak w żadnym z nich nie ma Thalii; ani nawet wśród bardziej szanowanych pogan, lecz jedynie wśród tych, którzy śpiewają takie melodie nad kielichami, wśród wiwatów i żartów, gdy ludzie są weseli, by reszta mogła się śmiać; […] Cóż bowiem bardziej przystoi mu, gdy chce wystąpić przeciwko Zbawicielowi, niż rzucić swoje nędzne słowa bezbożności w rozwiązłe i luźne metrum?”
Po co mówić o heretyku o muzycznych uzdolnieniach? Bo myślę, że Ariusz miał rację. Pieśni mają moc. Jednym z moich ulubionych rozdziałów w Biblii jest pieśń. To Psalm 46. Psalmy są natchnione. Sprawdźcie początek Psalmu 46. Do dyrygenta. Synów Koracha. Według Alamot. Pieśń. To ważne wersety! Mówią nam, że prawdy, które następują (wszystkie 11 wersetów), zostały ułożone w muzykę i przeznaczone do śpiewania i celebrowania przez lud Boży. Czy potrafisz sobie wyobrazić coś potężniejszego, co mogłoby ci przypomnieć w kryzysie niż: „Bóg jest naszą ucieczką i siłą. Pomocą najpewniejszą w czasie utrapienia. Dlatego nie będziemy się lękać”?
Marcin Luter wykorzystał ideę nowoczesnej muzyki jako środka przekazu, zestawiając Psalm 46 z muzyką swoich czasów (podobno melodie zaczerpnął z pubów) i dając nam hymn „Potężna Twierdza”. Historia uczy nas, że gdy konflikt wokół reformacji osiągnął punkt kulminacyjny, Luter chwytał swojego przyjaciela Melanchtona i krzyczał: „Chodź Filipie! Zaśpiewajmy Psalm 46 i pozwólmy diabłu działać!”.
Jeśli spojrzysz na popularne piosenki na przestrzeni dziejów, zawsze mają one dwa wspólne motywy: chwytliwą melodię i mocne przesłanie. Nie trzeba być heretykiem, aby komponować niebezpieczne, wprowadzające w błąd piosenki. I nie trzeba być heretykiem, żeby je śpiewać. Bóg wie, że muzyka ma moc. My też. Szatan też. W końcu to on był dyrygentem chóru w niebie. Prawdziwa historia. Sprawdź Ezechiela 28, kiedy będziesz miał czas.
„Byłeś w Edenie, ogrodzie Bożym; twoim nakryciem był wszelki drogi kamień: karneol, topaz i jaspis, chryzolit, onyks i beryl, szafir, karbunkuł i szmaragd oraz złoto. Wykonanie twoich bębenków i fletów zostało przygotowane w dniu, kiedy zostałeś stworzony. Ty jesteś namaszczonym cherubinem nakrywającym; ja cię ustanowiłem. Byłeś na świętej górze Boga, przechadzałeś się wśród kamieni ognistych. Byłeś doskonały w swoich drogach od dnia, kiedy zostałeś stworzony, aż znalazła się w tobie nieprawość.” Księga Ezechiela 28: 13-15
Kiedyś zdarzyło mi się, że cytowałem z pamięci jakiś werset z Biblii, który był jedynie frazą z jakieś pieśni. W naszych umysłach, w podświadomości są słowa pieśni, które zakodowaliśmy jako Słowo Boże, a które często są sprzeczne z tym Słowem.
Obecnie, musimy być tego świadomi, że pieśń może w swojej treści przemycać niebezpieczne fałszywe nauki i herezje. Że śpiewane teksty bardziej uwielbiają człowieka niż Boga, a nawet próbują wymusić na Bogu realizację naszej woli.
Pieśń, sposób jej wykonania może mieć zabarwienie okultystyczne. Na przykład mantra. Mantry to krótkie sylaby lub słowa, które w zależności od znaczenia mają odmienne działanie – na przykład przynoszą wewnętrzny spokój, pozytywną energię lub działają uzdrawiająco. Mędrcy i jogini powtarzają, że wszystko, co jest we wszechświecie, niesie swoją wibrację – łącznie ze słowami, które wypowiadamy. Śpiewanie lub powtarzanie mantr ma za zadanie umożliwić przepływ energii. Niektóre z nich mają dodatkowy aspekt uzdrawiający.
Uważajmy na to co śpiewamy…
na podstawie artykułu: The songs we sing
https://www.gracelifeflorida.com/blog/post/the-songs-we-sing



Opublikuj komentarz