Zbieranie nauczycieli…
„Przyjdzie bowiem czas, gdy zdrowej nauki nie zniosą, ale zgromadzą sobie nauczycieli według swoich pożądliwości, ponieważ ich uszy świerzbią. I odwrócą uszy od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” UBG
„Gdyż przyjdzie czas, że przestaną tolerować zdrową naukę, a skłonni do słuchania tego, co odpowiada ich upodobaniom, otoczą się nauczycielami przyklaskującymi ich własnym żądzom. Czyniąc to, odwrócą się od słuchania prawdy i zwrócą ku baśniom.” EIB
To cytat z drugiego Listu Pawła do Tymoteusza 4:3,4. Żyjemy w czasie gdy liderzy zachęcają coraz częściej wierzących; wejdź pod autorytet, musisz mieć mentora, twój pastor najlepszym coachem… tyle że uznając przywództwo jednego nauczycieli czy przewodnika duchowego z automatu często stajesz w opozycji wobec innego, o innych skrajnie odmiennych poglądach.
Podejmowane są próby sztucznej jedności i autonomiczności, ale to tworzy hybrydę chrześcijaństwa ze światowymi wartościami, okultyzmem, z domieszkami neopogaństwa. Powstaje taki chrześcijański kolos o glinianych nogach. Ludzie poszukują wygodnych nauczycieli, których nauczanie łechce ucho i którzy przyklaskują ich przeróżnym żądzom. A jak jest popyt jest też podaż… Prawa rynku mają zastosowanie w dzisiejszym „zachodnim” chrześcijaństwie.
Irytują mnie te osoby publiczne, które dbają o swój wizerunek i reputację niczym pedant o błysk wypolerowanych lakierek… Pod osłoną „bycia jak Jezus” i „zostaw to Panu” „nie siej niezgody między braćmi” chowają się niczym tchórze za swoją nieposzlakowaną opinią. Nigdy nie staną po stronie niewygodnej prawdy, albo w obronie ważnej prawdy. Czasami, jak Nikodem pod osłoną internetu wpadają i mówią „Andrzeju masz rację…ale wiesz ty możesz powiedzieć, bo jesteś niezależny.” No i chwała Bogu że jestem, od początku drogi, niezależny od sponsorów, pochlebców, mentorów, wyborców, przełożonych w organizacji… No cóż moje lakierki nie błyszczą zbyt pięknie, są pokryte pyłem z wielu zmagań w obronie prawdy moralnej, historycznej i doktrynalnej.
Owszem kilku ważnych osób chciało, na przestrzeni ostatnich lat przerobić mnie na swój obraz i podobieństwo lub na podobieństwo denominacji. Objąć mnie duchowym przywództwem. Jak im się nie udawało, to zrywali „braterskie” relacje lub co gorsza tworzyli legendy, wysnuty z brudnego palca wizerunek, że jestem buntownikiem, zwiedzionym faryzeuszem, że nie kocham ludzi itp…., nie wspomnę epitetów że strony wojujących ekumenistów, czy ostatnio kalwinistów.
No nie jest to łatwa droga, ani dla mnie, ani dla moich bliskich, ani dla ludzi ze społeczności z którymi mam bliższą duchową relację. Jestem zmęczony tą drogą. Chyba coraz trudniej tą ścieżką konfrontacji wędrować będąc seniorem. Zapewne w lakierkach i w dobrze utrzymanym surducie łatwiej było by wejść na salony. Jednak z tego zrezygnowałem…
Ktoś zapyta; no dobrze, a Tozer, Clendennen, Wilkerson czy Hunt… Co z nimi? Też nazbierałeś sobie nauczycieli. Jednak ci czterej nie „łechtali” uszu, ani moich a ni innych. Nie przyklaskiwali rożnym cielesnym pożądliwością. Ich nauczanie nie było, nie jest uniwersalne i populistyczne. Tych czterech w pewnych kwestiach się różniło, ale i dzisiaj chętnie bym ich zaprosił, usiadł przy stole i posłuchał co mają do powiedzenia na temat tego nas otacza… Wreszcie Ci czterej dawno umarli i do końca byli wierzący. A skoro umarli, nie spowodują jakiegoś skandalu, którego mógłbym się później wstydzić. Tozer umarł w roku, w którym się urodziłem. Takie trochę przekazanie pałeczki…
„Pamiętajcie o swoich przywódcach, którzy głosili wam słowo Boże, i rozważając koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki.” Hebrajczyków 14: 7,8



Opublikuj komentarz