×

Gdzie jest ogień? 

Gdzie jest ogień? 

Mam jedno pytanie: Jeżeli te wspaniałe nowe ołtarze rzeczywiście zbudowaliśmy dla Pana, to gdzie jest ogień? Eliasz budował również. Budował on ołtarz na cześć Boga, a trawiący ogień Boży spadł i wstrząsnął całym narodem. Tłum pogan był sparaliżowany ze strachu. Ludzie pełni bojaźni padli na twarz. 

Bóg posłał znak, że podobał Mu się ołtarz wzniesiony dla Niego przez Eliasza. Odpowiedział On przez ogień. Dlaczego nie posyła On ognia na nasze wspaniałe, nowe ołtarze? Dlaczego nasi pogańscy sąsiedzi, nie mogą zobaczyć, że Bóg czyni coś imponującego, na naszych nowo zbudowanych ołtarzach? Czy Bóg pozwoli swemu świętemu ogniu spaść na nasze ośrodki wypoczynkowe, parki do spędzania wolnego czasu i atrakcje turystyczne? 

Budujemy wiele olbrzymich i kosztownych ołtarzy, ale brak proroka Bożego, który wybłaga na nie ogień z nieba. Jeszcze raz: Gdzie jest ogień? Naprawdę z całą powagą zadaję sobie pytanie, czy Bóg przypadkiem nie rozgniewał się na nas? Dlaczego w takim razie nie odpowiada On swym trawiącym ogniem spadającym w przeszłości na każdy ołtarz, który był Mu przyjemny? Gdzie pozostaje uznanie, ogień z nieba? 

Zapraszamy ewangelistów o znanych nazwiskach, aby wypełnić nasze olbrzymie nowe sale. Mam nadzieję, że będą one rzeczywiście pełne, aby miały rację bytu. Ale gdzie pozostaje ogień? Wprowadzamy sobie do domu najbardziej znanych śpiewaków i artystów, planujemy wyszukane przedstawienia i prezentacje. Od czasu do czasu rzeczywiście nasz dom jest pełny. Ale gdzie jest ogień? „Niektórzy słudzy Boży próbują wszystkiego, co tylko możliwe i niemożliwe, gotowi są na największe kompromisy, aby tylko przyciągnąć masy. 

Budujemy sobie świątynie, w których jest miejsce dla wielu ludzi, ale nie ma w nich miejsca dla ognia Bożego. Gdyby trawiący ogień Boży rzeczywiście spadł na niektóre z tych wspaniałych świątyń, to prawdopodobnie bardzo szybko zniknęłyby te masy ludzi, z wyjątkiem kilku prawdziwych świętych, którzy naprawdę oddani są Panu. Wszyscy ci, którzy zdradzają swoich współmałżonków; wszyscy, którzy bardziej kochają przyjemności niż Boga, wynieśliby się. Żaden z upadłych diakonów i starszych oddających się swoim tajemnym grzechom, żaden pijak, palacz i bywalec przyjęć towarzyskich, żaden letni chrześcijanin lubiący łagodne kazania, nie mógłby się ostać przed świętym trawiącym ogniem Bożym. 

Może wtedy mógłby Bóg przyjść jeszcze raz do tych ołtarzy i zbudować sobie nowy, wspaniały zbór, który nie ma ani plam, ani zmarszczek. Może rzeczywiście nadejdzie wkrótce dzień, kiedy nie będzie już chodziło o masy, lecz tylko o to, aby na ołtarzu stale płonął ogień i stale oczyszczał i uświęcał tych, którzy doń podchodzą. 

Panie, ześlij swój ogień! Powiej przez wszystkie te martwe suche domy Boże i oczyść je! Przywróć nam właściwą hierarchię wartości! Każ zginąć wszystkim obrzydliwym, religijnym zabawom i egoistycznym marzeniom i każ, aby musiały pozamykać swoje bramy! Spal wszelką dumę i światowość! Wyrwij grzech z korzeniami! Wypędź wszelką wystawność, wszelkie lubowanie się w przepychu i upodobanie do świata! Obnaż cudzołóstwo i nierząd! Uczyń nas gorącymi, każ, aby ogień Twój płonął jak żarzący się piec i oczyszczaj, uświęcaj i przepławiaj nas! 

Bóg mówi: „Nie mogę już dłużej sobie na nie pozwolić” 

Kiedy modliłem się i zastanawiałem nad tym, że buduje się tak wiele drogich domów Bożych 1 innych obiektów, czułem nieprzerwany ból w sercu, ale początkowo nie mogłem odkryć przyczyny. Potem usłyszałem Pana mówiącego cichym głosem: „Nie mogę już dłużej sobie na te projekty budowlane pozwolić”. 

Nie chodzi tu tylko o pieniądze, lecz o wysoką cenę, jakiej wymagają te projekty od kilku szczególnie obdarzonych łaską mężów Bożych. Wielu z tych, którzy zaangażowani są w budowę, należy do Jego najlepszych wojowników — są to mężowie z ogromną wiarą i sercem pełnym litości wobec nędzy swoich bliźnich. Za swoje projekty budowlane płacą oni wysoki haracz ze swojego duchowego i fizycznego zdrowia. Kilku z tych mężów Bożych poszło już za daleko; nigdy nie odzyskają już namaszczenia, które kiedyś posiadali. 

Właśnie ci mężowie są tak niezbędni na froncie, aby zniszczyć bastiony szatana i wprost wypalić Słowo Boże na śpiącym zborze. Powinni oni być mężami, zamykającymi się w swoich komorach modlitewnych, aby być sam na sam z Bogiem — godzinami, dniami. Którzy w obliczu Jego świętości stają się mocni i otrzymują głębokie duchowe zanurzenie, którzy oddają się całkowicie modlitwie i studiowaniu Słowa Bożego. Gdyby uczyniła to większość tych, obdarzonych łaską mężów Bożych, zamiast cały swój czas poświęcać swoim ambitnym planom budowlanym, dzisiaj byliby oni duchowymi olbrzymami i mogliby wstrząsnąć masami. 

Bóg nie może sobie dłużej pozwolić, aby Jego mężowie nosili tego rodzaju finansowe brzemię i marnowali swój czas, który powinien być użyty na to, by modlić się do Pana, szukać Jego oblicza, być tak przekształconym z jednej chwały w drugą; czas zużywany na kołatanie do drzwi niebios i proszenie Boga o pieniądze na wykończenie lub kontynuowanie jakiegoś wspaniałego przedsięwzięcia, które najczęściej wcale nie jest aż tak niezbędne do życia. Czas, który powinien być przeznaczony na to, aby przyjąć do siebie Słowo Boże, słuchać mowy i badać Jego upodobania, marnowany jest na organizowanie i planowanie. Obciążenie zarówno ducha jak i duszy, na które wystawieni są ci mężowie, sprawia Bogu ból w głębi serca. 

Patrzę na wyczerpane zmęczone twarze wielu wielkich mężów Bożych naszych dni, którzy pogrążeni są w jakichś gigantycznych projektach budowlanych i odczuwam głęboką litość nad nimi. Niektórzy nie mogą już nawet dobrze spać. Zbyt głęboko tkwią w pracy i problemach, jak na ich życie modlitewne. To musi być deprymujące nie móc poświęcić Bogu dostatecznie dużo czasu, aby stale otrzymywać od niego nowe namaszczenie. A co do prawdziwych sług Bożych wśród tych mężów: Kiedy przestaną oni zadowalać się tym, że dają owcom tylko „podgrzane konserwy”? Należy to do najobrzydliwszych rzeczy w oczach Bożych, gdy pastor lub ewangelista staje za kazalnicą nieprzygotowany i nie ma na sercu żadnego słowa od Pana, które należy przekazać z mocą pełnomocnictwem. 

Sądzę, że Duch Święty wezwie swoich najlepszych wojowników, aby od nowa padli na kolana. Żaden z nich nie będzie mógł uchylić się od drążącego jego serce pytania:

„Czy chcesz dalej pracować ze Mną, czy ze swymi ciągłymi planami budowy?”. 

Kiedy przyjechałem do pewnego miasta i ujrzałem wspaniały nowy kościół, którego budowa miała się ku końcowi. Westchnienie ulgi wyrwało się z moich ust, gdy pomyślałem o kochanym pastorze, który kierował tym przedsięwzięciem. Teraz — mówię sobie wkrótce znowu będzie wolny, by na nowo poświęcić się intensywnie modlitwie i głębiej wniknąć w Bożą prawdę i objawienie. Jednak często tak nie jest. Zamiast tego zabiera mnie wspomniany brat do swego biura i pokazuje plany swoich dalszych ambitnych projektów; miejsce spotkań dla staruszków, ośrodek wypoczynkowy, szkoła… Robi mi się słabo i gdy opuszczam to pomieszczenie zadaję sobie pytanie: „Czy ten kochany brat rzeczywiście chce budować do końca swego życia? Kiedy w końcu zadowalać go będzie po prostu głoszenie kazań i służba Panu?” 

Jest tak naprawdę: Bóg nie może sobie dłużej pozwolić na tę nieprzerwaną budowę domów Bożych i urządzeń socjalnych. Mężowie z wizją pilnie potrzebni są na duchowym froncie. Bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy służby, która przebiega na zupełnie nowej płaszczyźnie duchowego autorytetu. A służba może wyrastać tylko z tak szczególnego oddania się i oddzielenia jakiego nie było dotychczas. 

Chciałbym zawołać do was słudzy Boży: Doprowadźcie do końca to, co zaczęliście. A wszystko inne niech zaczeka. I powiedzcie swoim członkom zboru, że od teraz naprawdę chcecie poświęcić czas Bogu, aby móc wstąpić na kazalnicę w pełnej mocy: „Tak mówi Pan”. Czas najwyższy, abyście się zdecydowali; albo na wzrost w wierze i na pełne duchowe zanurzenie, albo na płytkie powierzchowne życie duchowe, w którym jest pełno zapobiegliwości i hektyki. 

Nie sądzę, by Bóg miał coś przeciwko wznoszeniu kościołów, szkół biblijnych, szpitali i innych urządzeń socjalnych, które pomagają ludziom. Ale On jest przeciwny temu, by jego słudzy stali n się namiętnymi budowniczymi; by cały swój czas i siły angażowali w te projekty, a przez to kradli Bogu ten czas i siłę, którymi On właściwie ma prawo dysponować w duchowej służbie dla Niego. 

Fragment z książki Dawida Wilkersona
„Nadszedł dzień Pana”

Set the Trumpet to thy Mouth 1985

Opublikuj komentarz